DOWOLNY TEKST DOWOLNY TEKST DOWOLNY TEKST DOWOLNY TEKST

Muzyka

poniedziałek, 28 grudnia 2015

"Raz W Życiu..." Cz.12



-Cześć Harry – powiedział Louis, łamiącym się głosem
-Hej – odpowiedział Harry, niepewnie
-Jak się czujesz? – zapytał Liam
-Dobrze – odpowiedział i po chwili dodał – Kim jesteście?

-Nie pamiętasz nas? – zapytała Matylda i wybuchła głośnym płaczem
-Pamiętam – odpowiedział Harry – Ty jesteś Matylda
Dziewczyna podbiegła do jego łóżka i złapała go za rękę.
-Pamiętasz nas? – zapytała ponownie
-Pamiętam Ciebie – odpowiedział Harry mrużąc oczy – Pamiętam Cię kochanie…
Świat się zatrzymał. Nie wiedziałem, co mam o tym myśleć. Cała krew odpłynęła z mojej głowy.
-Co powiedziałeś? – zapytałem, lekko zdenerwowany
-O co Ci chodzi? – zdziwił się Harry
-Dlaczego nazwałeś ją „Kochanie”?
-Bo jest moją narzeczoną – odpowiedział – Czy to takie dziwne?
Matylda odsunęła się od  Harry’ego.
-My.. – zaczęła – nie jesteśmy razem Harry
-Kochanie, przecież jesteśmy – powiedział
-Nie – zaprzeczyła patrząc na mnie pełnym zdziwienia wzrokiem – Dlaczego tak mówisz? – zaczął jej się załamywać głos
Matylda była przerażona. Ja, za to, byłem wściekły i zdezorientowany. Czy Harry i Matylda mieli romans? Musiałem trochę odetchnąć. Skinąłem głową na Zayna i na drzwi. Matylda próbowała mnie zatrzymać gdy wychodziliśmy z sali, ale nie zatrzymałem się. Wyszliśmy przed szpital, w miejsce wyznaczone dla palaczy i zapaliliśmy papierosa. Nigdy wcześniej nie paliłem, ale musiałem zapalić.

*Z perspektywy Matyldy*

Dlaczego Harry to mówił?! Było mi słabo. Ruszyłam w stronę drzwi, jak najszybciej musiałam porozmawiać z Bartem. Wyszłam za drzwi szpitala i zobaczyłam go stojącego z Zaynem. Palił papierosa. Bardzo mnie to zdziwiło i zdenerwowało, ale nie dawałam po sobie poznać. Gdy mnie zobaczył, odwrócił się plecami w moją stronę.
-Bart, to nie tak jak myślisz – powiedziałam
-A skąd możesz wiedzieć, co myślę, do cholery? – prychnął
-Wiem jak to może wyglądać, ale naprawdę nie miałam romansu z Harrym – ostatnie słowa, z trudem przeszły mi przez gardło
-Tego nie wiem – zakaszlał
-Nie wyobrażam sobie jak możesz w to wierzyć – odwróciłam się i zaczęłam iść w stronę szpitala
-Nie wiem, dlaczego miałabyś to robić – powiedział, zatrzymałam się i odwróciłam w jego stronę.
Bart stał odwrócony w moją stronę z dymiącym papierosem między palcami, z łzami w oczach.
-Dlaczego to robiłaś? – zapytał łamiącym się głosem
-Nie robiłam tego – odpowiedziałam starając się brzmieć stanowczo i pewnie – Nie śmiałabym
Bart otarł łzy płynące po jego policzkach, zaciągnął się papierosem ostatni raz i rzucił go na ziemię gasząc butem. Podszedł bliżej mnie, w jego oczach widziałam miłość do mnie i smutek, który spowodowały słowa Harry’ego.
-Tylko Ciebie pamięta – powiedział – Ciebie i Wasz… - zrobił pauzę – związek. Skro nic między Wami nie było, to, dlaczego Cię pamięta?
-Nie wiem – odpowiedziałam, próbując złapać go za rękę, lecz on ruszył w stronę drzwi szpitala
Wróciliśmy do pokoju Harry’ego. Chłopak siedział na łóżku i rozmawiał z Louisem. Gdy weszliśmy, wzruszył się i rzekł do Barta
-Przepraszam. Okazuje się, że to wszystko jest jedno wielkie nieporozumienie
-Chyba tak – odpowiedział Bart
-Matylda jest Twoją dziewczyną – zaakcentował „Twoją”
-Jest moją narzeczoną – powiedział stanowczo
-Louis, nakreślił mi całą sytuację – powiedział – Najwyraźniej musiałem zdrowo oberwać w głowę
-Najwyraźniej – powtórzyłam
-Przepraszam Cię Mark – powiedział
-Bart – odpowiedział lekko rozbawiony Bart, próbując grać wkurzonego – Jestem Bart
-Wybacz – powiedział Harry łapiąc się za głowę – Mam jeszcze problemy z ogarnięciem, kto jest kim
-Nie ma sprawy – uścisnął mu dłoń – Przez chwilę naprawdę uwierzyłem, że mieliście romans – zaśmiał się niezręcznie
Harry miał zostać w szpitalu na noc i kilka najbliższych dni. Złamana ręka oraz obita głowa oznaczają, że One Direction muszą zrobić dłuższą przerwę niż planowali. Przez kilka dni, naprawdę nic się nie działo. Praktycznie przez pół dnia siedzieliśmy u Harry’ego w sali, później szliśmy na obiad i wracaliśmy zmęczeni do domu żeby się przespać. Harry’emu zaczęła wracać pamięć. W między czasie zrobiłam badania i ustaliłam z lekarzem termin porodu. Powinnam urodzić w ciągu nie całych pięciu miesięcy.
Pięć dni później, gdy lekarze nie stwierdzili stałych uszkodzeń głowy ani kręgosłupa, wypuścili Harry’ego ze szpitala. Cieszyliśmy się, że w końcu do nas wraca. Niestety w wielu czynnościach musieliśmy mu pomagać ze względu na gips, który miał na nodze i ręce. Dalej niepokoiła mnie sprawa mojego romansu z Harrym. Widziałam w oczach Barta, że jego też to dręczy jednak się do tego nie przyznawał. Postanowiłam nie poruszać tego tematu, ale musiałam porozmawiać z Harrym.

Nadszedł dzień, gdy Niall i Bart musieli wyjść w sprawie załatwiania papierkowej roboty sklepu, a Liam z Zaynem postanowili zrobić większe zakupy. Siedziałam z Harrym w ich pokoju, w garażu i zmieniałam mu opatrunek głowy, z powodu jeszcze nie do końca zagojonego rozcięcia czoła.
-Harry – zaczęłam
-Tak?
-Musimy porozmawiać – powiedziałam stanowczo
-Wiem, przepraszam Cię raz jeszcze – powiedział – Ale musisz coś wiedzieć…
-Co takiego?
-Wciąż Cię kocham – odetchnęłam zdenerwowana
-Harry, to nic nie znaczyło! – krzyczałam a w oczach chłopaka zaczęły pojawiać się łzy – Myślisz, że chciałam żeby tak wyszło? Ja kocham Barta! Myślałam, że wystarczająco to wtedy podkreśliłam
Złapał moją dłoń i przysunął do twarzy.
-Kochanie, wiem…
-Nie mów do mnie „kochanie” – przerwałam mu wyrywając moją dłoń
-Wiem, że przechodzisz trudny okres
-Trudny okres?! To nie jest trudny okres! Ja kocham Barta! – z moich oczu wylewały się litry łez
-Proszę Cię – powiedział, ponownie próbując złapać mnie za rękę
-Zostaw mnie – powiedziałam, siadając tyłem do niego
-Nie zostawię Cię… Wciąż Cię kocham i wiem, że może nam się udać
-Nie kochasz mnie, nic się nie uda, bo nawet nie spróbujemy, do jasnej cholery! – wrzasnęłam zalana łzami
-Proszę Cię, musisz uważać na nasze dziecko…
-To nie jest Twoje dziecko – powiedziałam – Jest Barta
-Cztery miesiące temu…
-To nie twoje dziecko
-…Kochaliśmy się i…
-To nie twoje, kurwa, dziecko
-…Zaszłaś w ciążę! Mówiłaś, że mnie kochasz!
-Byłam pijana! – krzyknęłam i dopiero wtedy zauważyłam, że w drzwiach stoi…


-------------------------------------------------------------------
Chyba nikt się tego nie spodziewał, co? Ach, tak... Następna część za tydzień o 19:00.
Piszcie komentarze, proszę. Ostatnie dwie części, nie miały nawet jednego komentarza. Jak tak dalej pójdzie, nie będę nic wstawiał, bo nie będzie to miało sensu.
Pozdrawiam/Bart

niedziela, 27 grudnia 2015

Confident

       

          „Krocz po świecie pewnie, nie zważając na to, co mówią i myślą o Tobie inni. Oni się mylą, bo patrzą oczami na to, co jest widzialne. Ja się nigdy nie mylę. Patrzę na Ciebie duszą, która doskonale rozumie każdy twój gest, czyn, wypowiedziane słowo. Wiem, dlaczego to właśnie to zrobiłaś. Jestem Twoim koszmarem Kochanie. Widzę Cię wszędzie, gdziekolwiek nie pójdziesz. Witaj w Moim świecie, nie twoim. Pożałujesz, że ze mną zadarłaś.”

L-O-U-I-S
Do Kochanej (jeszcze żywej) Diany


            Upadłam na fotel, stojący tuż za mną, na moje szczęście. W ręce trzymałam list, którego nigdy nie wyrzuciłam, nie chcąc zapewne w podświadomości, kończyć związku od tak sobie. Stałam się zła? Owszem. Zmieniłam się przez swój życiowy błąd, katastrofalny zresztą w skutkach. To ja oddałam go do więzienia. Tego, który dawał mi niesamowitą rozkosz dniami i nocami. No cóż… musiałam. Tyle forsy piechotą nie chodzi. Stałam się bogatą dziewczyną, która od tamtego momentu złapała pewność siebie i postanowiła dzięki niej, ruszyć w świat, zbijać jeszcze większą fortunę na łapaniu złodziei, zabójców i innych przestępców. Pokochałam to co robiłam, bo nie byłam gliną, a już tym bardziej nie byłam tą „dobrą”. Przychodziło mi okręcać wokół palca niezłe kąski, które i tak nie miały jak się równać z Louisem.

           
            „Dzisiejszego dnia uciekł z więzienia w Doncaster bardzo niebezpieczny przestępca – Louis T.”. Takie nagłówki zaczęły pojawiać się w prasie i telewizji w mieście. Coś strasznego? Nie. W końcu się spotkamy. Zobaczę mojego wkurzonego Lou zapewne z nożem w ręce, stojącego naprzeciwko mnie. Jeśli będzie tym za kogo się uważa, to mnie zabije, jeśli nie – zostawi żywą, ale mimo wszystko z uszczerbkiem na zdrowiu. Nie przejmuję się tym. On wie, co ja zrobię, ja wiem co on zrobi. Wszystko potoczy się zgodnie z planem, więc nie mam czym się przejmować. Pewność siebie jest moją niewiarygodnie silną tarczą.

           
            Będąc na chwilę w swoim biurze, gdzie przed chwilą odebrałam zlecenie ponownego zatrzymania Louisa, zostałam przez niego napadnięta. Złapał mnie od tyłu, przystawił nóż do gardła i syczał wręcz nieprzyjemnym tonem – Jesteś moja kochanie. Pójdziesz tam, gdzie lądują złe dziewczynki. – Myślał, że wciąż jestem tą słodką, niewinną dziewczynką…

           
            Kopnęłam go w krocze w chwili, gdy ostrze noża było lekko odsunięte od skóry. Szatyn zacisnął zęby i przykucnął, mówiąc coś o tym, że jestem suką. Uśmiechnęłam się szeroko, chwytając za pistolet, który zawsze mam ukryty pod stołem, i odparłam – Lou, nawet nie wiesz, jak miło mi z tobą było. Teraz pora to zakończyć. Zrobiłam to raz, zrobię to po raz drugi. – Wściekłość na jego twarzy była bardzo widoczna, wstał i złapał mnie za gardło. Kopnęłam go w kolana, po chwili znajdując się nad nim. Wzięłam kajdanki i zakułam jego rękę o nogę stołu. Usiadłam na blacie, chwytając telefon z zamiarem zadzwonienia na policję.


– Nie wiem kiedy dorosłaś, ale… – Zaczął chłopak.
– Wiesz doskonale. Przecież ty wszystko o mnie wiesz kochanie. – Odparłam, kradnąc mu soczysty pocałunek. – Dalej tak samo całujesz. Szkoda, że znowu pójdziesz siedzieć…
– Nie zrobisz tego.
– Mówiłam ci, że zrobię. – Odpowiedziałam, puszczając mu oczko, którego znak chyba dobrze odczytał. 


                                                                                              
Oto kolejny imagin, który mam nadzieję, że się spodoba.
Jak widzicie, oficjalnie mogę powiedzieć, że wracam!
Po nowym roku, zacznę wstawiać Best Friend Ever... od nowa,
ale za to lepsze. :) 
Co do imaginów, chcecie takich więcej? Piszcie!
Zapraszam do komentowania! /Liam

poniedziałek, 21 grudnia 2015

"Raz W Życiu..." Cz.11b



Czy to miało oznaczać koniec? Nikt z nas nie był na to przygotowany.

Siedzieliśmy na korytarzu, niepewni, przestraszeni i zrozpaczeni. Telefon Liama zaczął dzwonić. Rodzice Harry’ego są w drodze, ale są potworne korki. Utknęli przy Nottingham, tak samo jak my, są zrozpaczeni, lecz uspokoiliśmy ich, że to nic poważnego. Przemilczeliśmy to, co wydarzyło się przed chwilą żeby ich bardziej nie martwić. Jeszcze by się, nie daj Boże, zdenerwowali się i sami mieli wypadek. Powinni być w ciągu dwóch godzin, ale nie wiadomo.

Postanowiliśmy pójść na stołówkę skoro i tak niczego się teraz nie dowiemy. Czekanie na coś niewiadomego jest potworne i zżera od środka. Z każdą minutą czekania czuliśmy się coraz gorzej, więc postanowiliśmy nie czekać. Niall i ja poszliśmy zamówić coś do jedzenia. Zbyt wielkiego wyboru nie mieliśmy - zupa, lub drugie danie. Zamówiliśmy drugie danie i przynieśliśmy talerze. Matylda siedziała opierając twarz na otwartych dłoniach. Płakała. Pocieszał ją Louis, który był równie zrozpaczony. Liam właśnie wrócił z Zaynem z papierosa i dopijał kawę. Każdy, poza Matyldą i Louisem, zaczęli już jeść. Byłem to w stanie zrozumieć, ale musieli coś zjeść. Przysunąłem się bliżej Matyldy i złapałem ją za rękę.
-Kochanie, proszę Cię – wyszeptałem jej do ucha – zjedz coś – pocałowałem jej skroń
Wziąłem jej widelec, ukroiłem kawałek mięsa i razem z piure, wsadziłem jej do ust. Po jej policzku, znowu popłynęła łza, którą pocałowałem. Wzięła ode mnie widelec i sama zaczęła jeść. Lou także.

Po kilku minutach, gdy już kończyliśmy jeść, do stołówki weszła Anne – mama Harry’ego. Gdy tylko nas zobaczyła, podeszła zapłakana do naszego stołu. Wszyscy wstaliśmy by ją uściskać i powiedzieć, że będzie dobrze. Poprosiła o kubek ciepłej herbaty miętowej, więc Liam poszedł ją zamówić.
-Jak to się dokładnie stało? – zapytała, ledwo wydobywając z siebie głos
-Chciał pójść na spacer – powiedział Niall – Chciał iść sam
-Czy coś się stało?
-Raczej nie – odpowiedział Zayn – Po prostu chciał się przewietrzyć
Widziałem jak jej oczy ponownie napełniają się łzami.
-Wiecie coś jeszcze? – zapytała
-Ma połamaną rękę – odpowiedziałem – i uszkodzoną głowę. Ale lekarz, powiedział, że nie ma uszkodzonego kręgosłupa, więc, jest małe prawdopodobieństwo, że będzie niepełnosprawny.
-Zanim przyszliśmy do stołówki, miał jakiś atak i lekarze nas wyprosili – załkał Louis
Chciałem to przemilczeć, żeby nie martwić Anne jeszcze bardziej. Lecz ta, była jakby wyprana z emocji.
-Wiem – odpowiedziała – zanim przyszłam tutaj, poszłam do sali.
-Wiesz, co się działo? – zapytał Niall
-Jego serce się zatrzymało, ale już jest dobrze – odpowiedziała biorąc łyk herbaty, którą przyniósł jej Liam

Wszyscy wstaliśmy i poszliśmy w stronę sali 28. Drzwi, były otwarte, więc weszliśmy. Na łóżku leżał Harry i rozmawiał z lekarzem siedzącym przy jego łóżku.
-Panie Styles – powiedział lekarz, zauważając nasz obecność – Pana przyjaciele przyszli. Zostawię Was samych – powiedział i opuścił salę.
-Cześć Harry – powiedział Louis, łamiącym się głosem
-Hej – odpowiedział Harry, niepewnie
-Jak się czujesz? – zapytał Liam
-Dobrze – odpowiedział i po chwili dodał – Kim jesteście?


-----------------------------------------------------
No... To była 11 część. Następna równo za tydzień, w poniedziałek o 19! Nie wiem, jak mam Was przekonać do pisania komentarzy.../Bart

poniedziałek, 14 grudnia 2015

"Raz W Życiu..." Cz. 11a



-Kochanie, wszystko w porządku? – zapytał Bart, chwytając jej twarz opiekuńczo w dłonie – Co się stało?
Po jej policzkach płynęły łzy…
-On… - zaczęła

*Z perspektywy Barta*

-On… Miał wypadek – powiedziała, łamiącym się, ale pustym głosem
Nawet nie zauważyliśmy, kiedy telefon Matyldy, leżący na podłodze, sięgnął Niall i zaczął rozmawiać z Sarah, zapisując coś na kartce w kuchni. Po chwili, rozłączył się i podbiegł do nas, mówiąc
-Żyje! – krzyknął, na co trochę odetchnęliśmy – Zawieźli go do najbliższego od wypadku szpitala. Czyli, do St Catherine – oznajmił
-To w stronę Rotherham – zauważyłem – Co on tam robił?
-Sarah mówi, że jedna z fanek robiła sobie z nim zdjęcie i chwilę później miał miejsce wypadek. To ona wezwała pogotowie.
-Musimy tam jechać! – powiedziała, a jej Twarz nabrała lekkich kolorów
St Catherine, to szpital najbardziej oddalony od naszego miejsca zamieszkania. Ulice na tej trasie, były jak zwykle zapełnione samochodami. Jechaliśmy z Louisem jego nowym, dużym samochodem. Był pięcioosobowy, więc Matylda musiała siedzieć mi na kolanach. Było to nieprzepisowe, ale była to sytuacja awaryjna. Musieliśmy jak najszybciej, WSZYSCY dostać się do szpitala. Po czterdziestu minutach jazdy, byliśmy na miejscu. Żeby wejść do budynku musieliśmy pokazać dokumenty, ponieważ, nie chcieli nas wpuścić. Szpital był otoczony przez setki zapłakanych dziewczyn z kwiatami i balonami, które śpiewały piosenki zespołu. Ochroniarz rozpoznał Nialla, jako jednego z członków zespołu, do którego należy Harry, więc wpuścił nas tylnym wejściem. Jedna z pielęgniarek, zaprowadziła nas na trzecie piętro, do sali numer 28. Harry leżał na łóżku szpitalnym. Miał podłączoną kroplówkę, większość ciała miał zabandażowaną, w tym głowę. Lewą rękę miał w gipsie. Spał. Wyglądał bardzo spokojnie. Obok łóżka stał lekarz, pisząc coś w jego karcie. Harry właśnie wrócił z badań. Lekarz uspokoił nas, że z tego wyjdzie. Doznał jednak dużych obrażeń głowy i nie ma pewności, że będzie w pełni sprawny fizycznie. Całe szczęście, kręgosłup jest cały, więc prawdopodobieństwo kalectwa jest znikome. Harry od wypadku nie odzyskał jeszcze przytomności. Jego rodzice zostali poinformowani, więc również powinni pojawić się tutaj w ciągu najbliższych kilku godzin. Matylda ledwo stała na nogach. Dostawiliśmy do łóżka Harry’ego kilka krzeseł i usieliśmy u jego boku. Dziewczyna złapała lekko Harry’ego za rękę i rozpłakała się. Położyłem dłoń na jej plecach i próbowałem ją pocieszyć. Wszyscy czuliśmy się potwornie, nasz przyjaciel właśnie leżał na łóżku szpitalnym i może nie tyle, że walczył o życie, co o zdrowie.

Po godzinie, siedzenia przy Harrym, Zayn zaproponował, że przyniesie kawę. Nikt z nas nie jadł również obiadu, więc byliśmy głodni, ale nie mieliśmy teraz do tego głowy. Gdy Zayn wrócił z kawą, kardiomonitor, do którego był podłączony Harry, zaczął wydawać z siebie ciągły, nieprzerywany ton. Pielęgniarki i pielęgniarze, wbiegli do sali z jakimiś przyrządami i kazali nam wyjść z pomieszczenia. Byliśmy w szoku, nie wiedzieliśmy, co się dzieje. Matylda znów zaczęła głośno płakać. Czy to miało oznaczać koniec? Nikt z nas nie był na to przygotowany.


---------------------------------------------------------
Witam Was ponownie! Oto pierwsza połowa 11 części. Niestety nie mogę wstawić tej części w całości, mam nadzieję, że Wam to nie przeszkadza. Co będzie dalej? Dowiecie się za tydzień, w poniedziałek o godzinie 19:00 :) Pozdrawiam/Bart

poniedziałek, 30 listopada 2015

"Raz W Życiu..." Cz.10




-Muszę Ci coś powiedzieć… - zaczęłam

Bart spojrzał na mnie zmęczonym, ale zainteresowanym wzrokiem. Nie wiedziałam jak zacząć. Przez chwilę tylko patrzyłam w jego oczy i zastanawiałam się, jak mu to powiem. Przytulił mnie mocno i pocałował w czoło.
-Ja… - zaczęłam, ale zrobiłam pauzę – jestem w ciąży…
Bałam się, że Bart się wkurzy, ale On wygiął usta w wielkim uśmiechu.
-To super – powiedział i przytulił mnie jeszcze mocniej
-Naprawdę się cieszysz? – byłam w lekkim szoku
-Jasne! Przecież i tak mieliśmy zakładać rodzinę – powiedział – Jesteś przecież moją narzeczoną!
Popłynęły mi po policzkach łzy szczęścia, które Bart ocierał dłońmi i całował.
-To dlatego byłaś taka smutna przez ostatnie dni? – zapytał
-W sumie, to tak – odpowiedziałam, widząc teraz, jaka głupia byłam myśląc, że będzie zły czy 
niezadowolony
-Od kiedy o tym wiesz?
-Miałam przeczucie już trzy dni temu, a pewna jestem od dziś – odpowiedziałam
-Czemu nie powiedziałaś mi od razu?
- Nie wiem, nie byłam gotowa… Chciałam Ci powiedzieć już tyle razy…
-Dzisiaj u Jay? – zapytał
-Między innymi – odpowiedziałam
-Kocham Cię – powiedział – I kocham też Ciebie – powiedział do mojego brzucha, na co zareagowałam śmiechem
Położyłam się na nim i zaczęłam go namiętnie całować. Wsunęłam dłonie pod jego koszulkę.
-Masz zimne dłonie – zaśmiał się, a po jego ciele przebiegły ciarki
-A ty masz ciepłe ciało – odpowiedziałam – ogrzeję sobie na nim dłonie
-A co ja? Kaloryfer? – zapytał prześmiewczo, pokazałam mu język
Moje dłonie powoli się ogrzewały przebywając na ciepłym torsie Barta. Moje dłonie sunęły po jego ciele w dół, do gumki od bokserek. Zahaczyłam o nią palcami, posyłając mu uwodzicielskie spojrzenie. Ułożył swoje duże dłonie na mojej talii i powoli zaczął ściągać moją bluzkę. Po chwili siedziałam na nim, bez koszulki. Począł rozpinać moje spodnie. Najpierw guzik, później zamek błyskawiczny. Ułożyłam się w taki sposób, by mógł zdjąć je ze mnie bez większego problemu. Ściągnął swoją koszulkę na ramiączkach, w której prawie zawsze sypiał, a  ja zaczęłam ściągać ze stóp skarpetki. Nachyliłam się nad Bartem i ponownie połączyłam nasze usta w słodkim pocałunku. Bart, objął mnie i zaczął rozpinać mój biustonosz. Moje piersi, były nagie. Odrzucił stanik gdzieś na bok i przycisnął moje ciało do jego wciąż nie odrywając ust od moich.

*Z perspektywy Harry’ego*

Matylda na pewno właśnie powiedziała Bartowi. Nie słyszałem krzyków awantury, więc podejrzewałem, że się cieszy. Muszę ją przeprosić za to, że się tak dziwnie zachowuję. Od kiedy pamiętam, lubiłem wścibiać nos w nie swoje sprawy. Choć może tak bym tego nie nazwał. Rozumiem mowę ciała i intuicyjnie, bardzo wiele potrafię przewidzieć. Myślę, że za bardzo się wpieprzam w ich życie… Taki już jestem…
Obudziłem się. Według mojego telefonu komórkowego była godzina siódma piętnaście. Niall, Zayn i Liam, jeszcze spali. Wstałem, przetarłem zaspaną twarz i ruszyłem w stronę łazienki. Była zajęta przez Matyldę. Tak wnioskowałem, po odgłosach wymiotowania. Po kilku tygodniach powinno jej minąć. Chwilę później dziewczyna wyszła z łazienki i uśmiechnięta powiedziała
-Hej Harry, powiedziałam mu
-Hej, i jak? – zapytałem, mimo iż byłem pewien, że się cieszy
-Jest bardzo podekscytowany!
-To świetnie – uśmiechnąłem się – Więc, oficjalnie, gratuluję! – uściskałem ją mocno
Później, podczas śniadania, gdy wszyscy jedliśmy tosty z omletem i pili kawę, Bart wstał z miejsca trzymając Matyldę za rękę i oznajmił
-Będziemy rodzicami – z nieznanych mi powodów, zrobiło mi się nagle bardzo przykro
Cieszyłem się szczęściem moich przyjaciół, tak samo jak reszta chłopaków z zespołu, ale jednak, coś uciskało mnie w piersi.  Mam dwadzieścia jeden lat i nigdy nie myślałem o swojej przyszłości. Praktycznie całe swoje dorosłe życie spędziłem w trasie i studiu. Byłem w kilku związkach, ale nigdy nie przeżyłem prawdziwej miłości. Mój smutek bierze się pewnie z zazdrości, że Bart ma tak dobrze poukładane życie. Jesteśmy w tym samym wieku, oboje mamy wiele, ale żyjemy w dwóch różnych światach. Robię to, co kocham, mam wiele wielbicielek, ale wciąż jestem samotny…
Po śniadaniu miałem ochotę na samotny spacer. Oznajmiłem, że będę spacerował po najbliższym parku i za godzinkę lub dwie, wrócę. Nie znałem dobrze okolic Doncaster, ale miałem ze sobą mapę. Po pewnym czasie nie mogłem się na niej odnaleźć. No świetnie, zgubiłem się – powiedziałem sam do siebie. Rozejrzałem się i w sumie nie wiedziałem, jak się tu znalazłem. Musiałem być tak zamyślony, że nie patrzyłem gdzie idę.
-Przepraszam, Harry Styles? – stanęła przede mną blondynka z telefonem w dłoni
-Tak, cześć – przywitałem się z dziewczyną
-Mogę zrobić sobie z Tobą zdjęcie?
-Jasne – odpowiedziałem i uśmiechnąłem się lekko do zdjęcia
Dziewczyna poprosiła mnie również o autograf, więc podpisałem się mazakiem na kartce papieru, którą wyciągnęła z dna swojej torebki. Podekscytowana podziękowała mi kilka razy i po chwili ją zamroczyło. Stała przede mną, wpatrując się we mnie jak zahipnotyzowana.
-Co jeszcze mogę dla Ciebie zrobić? – zapytałem, trochę niecierpliwie
-Mogę Cię o coś zapytać?
-Pewnie
-Jakiego szamponu do włosów używasz? Są idealne – zaśmiałem się
-Dziękuję! W sumie żadnego szczególnego, ale najbardziej lubię te o zapachu jabłka.
Po pożegnaniu dziewczyny zauważyłem na drugiej stronie ulicy przystanek autobusowy, więc postanowiłem, że sprawdzę, czy czymś dojadę w znajome okolice. Nie rozejrzałem się wbiegając na ulicę
-Harry, uważaj! – krzyk dziewczyny był ostatnim, co słyszałem

*Z perspektywy Liama*


-Dalej nie odbiera – powiedziałem
-Gdzie on może być? – zapytał Bart
-Może jest u Tommo? – powiedział Zayn
Wykręciłem numer do Louisa.
-Hej Tommo, czy Harry jest u Ciebie?
-Nie, czemu pytasz? – zapytał
-Wyszedł na spacer cztery godziny temu i nie odbiera komórki
-Może zostawił ją w domu?
-Nie, raczej byśmy ją słyszeli
-Zaraz do Was przyjadę
Louis rozłączył się.
-Jasna cholera! – zdenerwowała się Matylda odrzucając przychodzące połączenie na swojej komórce
-Co się stało? – zapytał Bart
-Sarah dzwoni do mnie od dobrych dwóch godzin
-Czemu nie odbierzesz?
-Mamy teraz ważniejsze rzeczy do roboty, niż plotki o jej nowym lakierze do paznokci, czy tym, co dany celebryta jadł na śniadanie
-Dzwoni do Ciebie, bezustannie od dwóch godzin? – zapytał Niall
-Tak – odpowiedziała i po krótkiej pauzie dodała – Może wie, co z Harrym!
Jej telefon znów zawibrował. Dziewczyna odebrała telefon najszybciej jak potrafiła.
-Sarah, powiedz mi, że wiesz, co się dzieje z Harrym! – krzyknęła do telefonu
W ciągu kilku sekund, z twarzy Matyldy zniknęły wszelkie emocje. Nie była zdenerwowana. Jej twarz z wściekle czerwonej, zamieniła się w bladą jak śnieg. Źrenice rozszerzyły się i wyparły tęczówki. Upuściła telefon i już miała upadać, gdy złapał ją Zayn, który stał z nas wszystkich najbliżej niej.
-Kochanie, wszystko w porządku? – zapytał Bart, chwytając jej twarz opiekuńczo w dłonie – Co się stało?
Po jej policzkach popłynęły łzy…
-On… - zaczęła

--------------------------------------------------
Tak oto wrzucam Wam 10 część! Jak ostrzegałem w zeszłym tygodniu, na następną część będziecie musieli poczekać do 14 grudnia, przykro mi. Czy umyślnie wybrałem właśnie tą część jako ostatnią przed przerwą? Tak. Czy to ze względu na to jak się kończy? Oczywiście! Jeśli chcecie zmieszać mnie z błotem za bycie okrutnym, zapraszam do komentowania! Następna część już za dwa tygodnie!
Pozdrawiam/Bart

poniedziałek, 23 listopada 2015

"Raz W Życiu..." Cz. 9




Wszyscy wypili swoje kieliszki wina do dna, oprócz Matyldy. Zauważyłem jej zmieszanie na twarzy.
-Coś się stało? – zapytałem
-Nie, nic – odpowiedziała
Denerwowałem się, ostatnimi czasy dość często wyglądała na przybitą.
-Nie smakuje Ci wino? To Twoje ulubione – dodałem
-Nie o to chodzi – odpowiedziała – Muszę Ci coś powiedzieć…

-Matyldo! – przerwał jej Harry siedzący po drugiej stronie stołu – Bart już wie, wszystko mu powiedziałem
-Co? Jakim prawem?! – zdenerwowała się i wstała z miejsca – Tylko ja..!
-Spokojnie, kochanie – przerwałem jej, łapiąc ją delikatnie za rękę
Matyldzie popłynęła łza po policzku i powoli usiadła patrząc na mnie wielkimi, zaszklonymi oczami.
-Ja po prostu chciałam Ci sama… - zaczęła
-Wiem, ale nie przejmuj się – powiedziałem spokojnie – Cieszę się! – zapewniłem ją
-Naprawdę? – uśmiechnęła się
-Jasne! Wiem, że denerwowałaś się, że krawat będzie nie najlepszym pomysłem na moje urodziny, ale myślę, że tak! Nigdy za dużo krawatów – uśmiechnąłem się i podrapałem po głowie – Wiesz, że je lubię.

*Z perspektywy Matyldy*

Byłam zdezorientowana. Spojrzałam na Harry’ego, który po drugiej stronie stołu, patrząc w przestrzeń obok siebie z poważną miną, popijał wino z kieliszka. Wiedział co chcę powiedzieć i mi przerwał. W dodatku wiedział, że będę chciała to powiedzieć, bo przygotował tą całą szopkę z krawatem. Nie wiem o co mu chodzi.
-Uff – odetchnęłam teatralnie – A już się bałam, że uznasz mnie za nietaktowną, czy coś – powiedziałam, by podtrzymać kłamstwo.
Bart przytulił mnie i pocałował w czoło. Muszę porozmawiać z Harrym…
Po kolacji Jay powiedziała, że Louis przygotował ciasto i jeśli mamy jeszcze miejsce to może przynieść.
-Ja je przyniosę Jay – zaproponował Harry, wstając z miejsca – Ty się już dzisiaj narobiłaś.
-Pójdę z nim – powiedziałam, również wstając
-Myślę, że poradzę sobie z przyniesieniem ciasta – zaśmiał się, wciąż nie patrząc w moją stronę
-Nie byłabym tego taka pewna – odpowiedziałam, na co chłopcy zareagowali głośnym śmiechem
Poszłam za Harrym. Gdy byliśmy już sami w kuchni, podeszłam do niego i zapytałam po cichu
-Co Ty kurwa odwalasz Styles?
-Nie wiem co masz na myśli – odpowiedział
-Oj, dobrze kurwa wiesz
-Nie powinnaś tak przeklinać
-Nie zmieniaj tematu – warknęłam – O co Ci chodziło z tym krawatem? I z tym… Wszystkim?
-Myślę, że nie powinnaś mu jeszcze mówić – powiedział spokojnie
-A to, niby dlaczego?
-Po pierwsze, ON nie jest gotowy, by to usłyszeć. Po drugie, TY nie jesteś gotowa żeby mu powiedzieć. Po trzecie, myślę, że wolałabyś mu to powiedzieć na osobności a nie przy nas wszystkich.
Nie odezwałam się. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Harry po prostu to wszystko wiedział.
-Jak Ty to robisz? – zapytałam po chwili
-Jestem telepatą – odpowiedział, po czym się zaśmiał i dodał – żartowałem
-Nie rozumiem Cię – powiedziałam – Dlaczego to robisz?
-Pomagam Wam, jestem Waszym przyjacielem – odpowiedział – Chcę żebyście byli szczęśliwi. Czy to źle?
-Nie – odpowiedziałam – Ale nie rób tego w taki sposób. Czuję się, jakbyś  trochę wchodził z butami w nasz związek – starałam się być łagodna
-Spokojnie, nie będę już się tak wpychać – powiedział i puścił mi oczko
Zanieśliśmy ciasto do jadalni.
-Już myśleliśmy, że coś się stało – powiedział Zayn
-Jak widać, nic – odpowiedziałam
Ciasto które zrobił Louis, było świetnie przyrządzone. Byłam w szoku, że Louis umiał zrobić tak dobre ciasto. Zjadłam trzy kawałki. Po dwugodzinnej wizycie w domu Jay, musieliśmy się zbierać. Świetnie się bawiliśmy, mogliśmy trochę porozmawiać z Lou którego długo nie widzieliśmy. Podziękowaliśmy Jay i Louisowi, pożegnaliśmy się i wyszliśmy. Byliśmy bardzo najedzeni. Zastanawiałam się nad poczekaniem jeszcze trochę z oznajmieniem Bartowi o ciąży.

*Z perspektywy Barta*

Wróciliśmy do domu. Byliśmy bardzo wdzięczni Jay i Louisowi, że nas zaprosili. Wypiłem cztery kieliszki wina, więc byłem trochę wstawiony. Matylda nic nie piła, najwyraźniej nie miała ochoty, więc piłem za nią. Postanowiłem, że wezmę prysznic i się położę. Gdy brałem prysznic, weszła Matylda.
-Chciałam z Tobą pogadać na osobności – powiedziała, opierając się o zlew
-No, to gadaj – powiedziałem, zmywając szampon z włosów
-Zauważyłeś, że ostatnio dziwnie się zachowywałam
-Nie dało się nie zauważyć – powiedziałem, ale gdy uświadomiłem sobie, jak to brzmiało, dodałem – Martwię się o Ciebie, jesteś jakaś przybita
Wyłączyłem prysznic i otworzyłem kabinę, wziąłem ręcznik który podała mi Matylda i zacząłem się wycierać.
-Chcę żebyś wiedział, że nic się nie dzieje – powiedziała – Po prostu mam nie najlepszy humor
-Czy chodzi o chłopaków? – zapytałem – Będą tutaj tylko tydzień, spokojnie
-Nie, nie chodzi o chłopaków – odpowiedziała – Czemu nie potrafisz mnie zrozumieć? – mruknęła do siebie
-Staram się, bo Cię kocham – powiedziałem, podchodząc do niej bliżej – Ale wydaje mi się, że chcesz coś powiedzieć, ale nie wiesz jak… - wziąłem ją w ramiona i przytuliłem

*Z perspektywy Matyldy*

Muszę jeszcze raz porozmawiać z Harrym. Czuję, że jestem już gotowa, ale nie jestem pewna. To jest chore żeby Harry lepiej niż ja, wiedział co czuję…
Była dwudziesta pierwsza. Przebrałam się w coś mniej wyjściowego, czyli zwykłe spodnie i bluzkę. Chłopcy byli już w garażu i chyba przygotowywali się do spania. Postanowiłam poprosić Harry’ego na osobności. Zapukałam w drzwi i czekałam na odpowiedź. Otworzył mi Zayn.
-Mogę wam porwać Harry’ego?
-Jasne – odpowiedział
Harry podszedł do drzwi i zapytał, co się dzieje.
-Chcę z Tobą porozmawiać, masz może ochotę na krótką przechadzkę?
Wyszliśmy na spacer dookoła okolicy.
-O czym chciałaś rozmawiać? – zapytał
-Dobrze wiesz – odpowiedziałam – Wiesz lepiej ode mnie
-No to rozmawiajmy – powiedział spokojnie
-Czy jestem już gotowa, by mu to powiedzieć? – Harry się zaśmiał – Dlaczego się śmiejesz?
-Pytasz mnie, czy jesteś gotowa? Chyba powinnaś sama o tym wiedzieć
-Wiem, ale nie jestem pewna…
-Jeśli musisz pytać mnie, o to czy jesteś gotowa, bo jeśli nie jesteś tego pewna – powiedział – to nie jesteś gotowa
-Kiedy w takim razie będę gotowa?
-Wtedy, kiedy będziesz pewna, że jesteś gotowa
Nie wiedziałam co mam robić. Wiedziałam, że jestem gotowa, ale nie jestem tego pewna… To tak jak wiedzieć, że na zielonym świetle się przechodzi przez ulicę, ale nigdy nie będziemy pewni, że i tak ktoś w nas nie wjedzie. Chcę Bartowi powiedzieć jak najszybciej.
-Powiem mu dzisiaj – powiedziałam
Harry zatrzymał się i spojrzał na mnie.
-Nie jesteś gotowa – powiedział
-Mylisz się, jestem! – powiedziałam
-Nie jesteś gotowa! – powiedział, uniesionym głosem
-Jestem gotowa! – krzyknęłam
Harry stał naprzeciwko mnie, zaczął się uśmiechać, złapał mnie za ramię i powiedział
-Jesteś gotowa
-A czy On jest gotowy? Czy jesteśmy gotowi? – zapytałam i poczułam, jak do moich oczu napływają łzy
Harry uścisnął mnie i pogładził po włosach.
-Jesteście gotowi – powiedział i ruszyliśmy w stronę domu

Powiedziałam chłopcom dobranoc i poszłam na górę do Barta, z nadzieją, że jeszcze nie śpi. Weszłam do sypialni i zastałam go ubranego do spania, leżącego na łóżku i oglądającego telewizję.
-Hej, gdzie zniknęłaś? – zapytał
-Byłam się przejść dookoła domu z Harrym
-Oh – chyba był trochę zazdrosny
-Spokojnie, rozmawialiśmy sobie – podeszłam do łóżka i złożyłam na jego ustach pocałunek
-Dobrze – powiedział -  Cieszę się, że masz kogoś z kim możesz porozmawiać
-Mam takie dwie osoby – powiedziałam
-Harry’ego i kogo?
-Ciebie – wtuliłam się w niego, a on objął mnie ramieniem – Chcę Ci coś powiedzieć… - zaczęłam



---------------------------------------------
UWAGA, WAŻNY KOMUNIKAT!
Część 10 pojawi się zgodnie z planem (za tydzień), lecz niestety na 11 część będziecie musieli poczekać trochę dłużej, ponieważ mam dużo nauki i nie mam czasu na pisanie. Obiecuję, że część 11 pojawi się 14.12.15r. Mam nadzieję, że do tego czasu uda mi się napisać kilka części :) Zapraszam na 10 część za tydzień o 19:00 i pozdrawiam/Bart

poniedziałek, 16 listopada 2015

"Raz W Życiu..." Cz. 8




 Minęło nareszcie pięć minut…

*Z perspektywy Barta*
Liam chce żebyśmy zjedli dziś na mieście żeby Matylda nie musiała gotować. Zastanawiamy się nad wyborem restauracji, bo poprosiłem ich żeby nie była to żadna knajpa. Nie chcę żeby ostatnie problemy żołądkowe Matyldy się powtórzyły.
-Może… - zaczął Niall, lecz przerwał, bo zaczął dzwonić jego telefon
Odebrał.
-Halo? Tak, jasne. Właśnie mieliśmy się gdzieś wybierać – zaśmiał się – świetne wyczucie czasu. Dobra, to do zobaczenia – rozłączył się.
-Kto dzwonił? – zapytał Zayn
-To Tommo – odpowiedział wesoły – Jay zaprasza nas wszystkich na 18, na kolację!
-Super – powiedziałem – Dalego stąd jest dom rodzinny Louisa?
-Niezbyt – odpowiedział Liam – Z tego co wiem, kilkanaście minut drogi stąd
-Jeszcze wstąpimy po drodze do sklepu, nie chcę przyjść z pustymi rękami – dodałem, wyciągając portfel żeby sprawdzić, ile mam jeszcze pieniędzy.
Trzysta funtów… Starczy na kilka dni.
-Kasą się nie przejmuj – powiedział Niall – Złożymy się z Tobą
Chłopcy zaczęli się powoli szykować. Zastanawiałem się, gdzie jest Matylda. Poszedłem na górę do pokoju, ale tam jej nie było. Drzwi do naszej łazienki, którą mieliśmy połączoną z pokojem, były zamknięte. Zapukałem.
-Matylda? Kochanie?
Otworzyła drzwi i wyszła.
-Już jestem, chciałam się trochę odświeżyć – powiedziała i posłała mi lekki uśmiech
-Wszystko w porządku? – zapytałem, lecz nie chciała mi spojrzeć w oczy
-Wszystko w porządku – odpowiedziała, ale jej nie wierzyłem
-Na pewno?
-Tak –uśmiechnęła się, przytuliła się do mnie i pocałowała mnie w policzek
-No dobrze… - odpowiedziałem – Zostaliśmy zaproszeni przez mamę Louisa do nich na kolację
-To świetnie – powiedziała – Ale w co mam się ubrać?
-Nie wiem, w coś ładnego – odpowiedziałem, nie będąc pewnym czy nie było to pytanie retoryczne
-Prawdziwy facet – mruknęła pod nosem i otworzyła szafę, przed którą stała przez chwilę
Wyciągnęła dwie sukienki, spódniczkę, trzy bluzki i białą koszulę. Położyła wszystko na łóżku, zakryła dłonią usta w geście zastanowienia i przeniosła wzrok na mnie.
-Jak myślisz? – zapytała
-Nie wiem, a jak Ty myślisz? – przewróciła oczami
-Która godzina? – spojrzała na zegarek – siedemnasta dziesięć – sama sobie odpowiedziała – Zrobię dla Ciebie mały pokaz mody, a Ty pomożesz mi wybrać – zdecydowała
-Dobra – odparłem podekscytowany i usiadłem na łóżku
Dziewczyna ściągnęła koszulkę i zaczęła ściągać spodnie.
-Nie wychodzisz do łazienki? – zapytałem zaskoczony
-Przed narzeczonym chyba nie muszę? – zapytała, patrząc na mnie spojrzeniem, które zawsze sprawiało, że moje serce się topiło
Obserwowałem ją, jak w samej bieliźnie brała do ręki wieszak z niebieską, krótką sukienką i nakładała ją na siebie. Wyglądała pięknie.
-Jak oceniasz? Od jeden do dziesięć? – zapytała
-Dziesięć – odpowiedziałem, nie odrywając od niej wzroku
Ściągnęła ją, założyła inną. Ta była długa, szara, i miała większy dekolt. Matylda spojrzała na mnie czekając na werdykt.
-Dziesięć – odpowiedziałem, wciąż nie odrywając wzroku
Matylda westchnęła i ponownie zmieniła ubranie. Tym razem, założyła białą bluzkę z nadrukiem i granatową spódniczkę. Znów, jej wzrok powędrował w moją stronę.
-Dziesięć – powiedziałem
-Ty chyba nie wiesz jak to działa. Jeśli ocenisz wszystko na dziesięć i tak nie będę wiedziała, które lepsze.
-Ale dla mnie, we wszystkim wyglądasz pięknie – powiedziałem
-A jak najlepiej? – zapytała, zakładając ręce na biodra
-Najlepiej nago – odpowiedziałem i sam zaskoczony swoją odpowiedzią, zarumieniłem się
Dziewczyna uśmiechnęła się zalotnie i ponownie posłała mi TO spojrzenie. Ściągnęła z siebie bluzkę, spódniczkę i w samej bieliźnie podeszła do łóżka, usiadła mi na kolanach, objęła mnie i zaczęła namiętnie całować. Położyłem dłoń na jej nagim boku i udzie. Włożyła palce, jednej z dłoni w moje włosy i lekko je ciągnęła. Jej oddech przyspieszył, a ruchy języka były coraz bardziej intensywne. Włożyła rękę pod moją koszulkę i zaczęła paznokciami drapać moje plecy. Położyłem ją na łóżku, ściągnąłem koszulkę i rozpiąłem pasek od spodni, Matylda uśmiechnęła się i uniosła brwi. Ponownie złączył nas pocałunek, gdy dziewczyna ułożyła moją dłoń na swojej piersi, a sama zaczęła bawić się zamkiem od moich spodni. Do pokoju wszedł Niall.
-Jasna cholera – przeklął i wyszedł za drzwi – przepraszam!
Spadłem z łóżka, a Matylda przykryła się pierwszym lepszym ubraniem, jakie miała pod ręką. Spojrzeliśmy na siebie z dziewczyną i zaczęliśmy się śmiać.
-Następnym razem pukaj Horan! – krzyknęła przez śmiech
Usłyszeliśmy pukanie.
-Za… Za kilka minut, musimy wychodzić – to był głos Liama
-Okay, dzięki – odpowiedziałem i zaczęliśmy się ubierać
Zeszliśmy na dół gdzie chłopcy już na Nas czekali. Wszyscy czuliśmy się dość niezręcznie, a najbardziej zawstydzony był Niall, jego twarz była cała czerwona i nie patrzył w naszą stronę.
-To jak? – Matylda przerwała ciszę – Wychodzimy?
Wyszliśmy z domu.
-Kto zna drogę? – zapytałem
-Mam mapę! – powiadomił mnie Harry – Zarysowałem na niej trasę
Ruszyliśmy więc w trasę. Po drodze zbytnio nie rozmawialiśmy do czasu, gdy Niall podszedł do nas i przerwał ciszę.
-Słuchajcie – zaczął – Bardzo Was przepraszam – złapał się za kark, w geście zakłopotania
-Nie ma sprawy – powiedziałem – Ale następnym razem, pukaj – puściłem mu oczko
Zatrzymaliśmy się jeszcze w jednym ze sklepów monopolowych, by kupić wino. Dotarliśmy w końcu do domu mamy Louisa, czy jak sama prosiła, by się do niej zwracać - domu Jay. Otworzył nam Louis.
-Cześć chłopaki – przywitał nas, szerokim uśmiechem – i Matyldo – dodał po chwili, uśmiechając się niezręcznie
-Hej – przywitaliśmy się
-A to coś od Nas, dla Was – powiedziałem, wręczając Louisowi butelkę najlepszego słodkiego wina, jakie znam.

Jay i Louis byli sami, bo Dan z resztą rodziny pojechali w odwiedziny do rodziny. Na kolację, przygotowali pieczeń z ziemniakami, sosem żurawinowym i marchewką.  Chwilę po skończeniu jedzenia, wzniosłem toast winem, które kupiliśmy, za Jay i Louisa, którzy zaprosili nas i ugościli świetnym jedzeniem.  Wszyscy wypili swoje kieliszki wina do dna oprócz Matyldy. Zauważyłem jej zmieszanie na twarzy.
-Coś się stało? – zapytałem
-Nie, nic – odpowiedziała
Denerwowałem się, ostatnimi czasy, dość często wyglądała na przybitą.
-Nie smakuje Ci wino? To Twoje ulubione – dodałem
-Nie o to chodzi – odpowiedziała – Muszę Ci coś powiedzieć…

------------------------------------------------------
Kooooolejna część! Martwi mnie trochę bardzo mała ilość komentarzy, pod każdą częścią jest najwyżej jeden komentarz :( Oczywiście cieszy mnie nawet jeden komentarz, ale powoli zaczynam zastanawiać się czy ktoś to w ogóle czyta... Następna część oczywiście 
za tydzień o 19:00! 
A WY KUPILIŚCIE JUŻ SWOJĄ KOPIĘ MITAM? 
KTÓRA PIOSENKA Z ALBUMU PODOBA WAM SIĘ NAJBARDZIEJ? 
ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA!

poniedziałek, 9 listopada 2015

"Raz W Życiu..." Cz.7



-Czy… Masz już świadka do ślubu? – zapytał skromnie
-Tak, już dawno go wybrałem – odpowiedziałem
Chłopak posmutniał, ale starał się nie dawać tego do poznania.
-Kogo? – zapytała Matylda też zaintrygowana
Uśmiechnąłem się i odpowiedziałem:

-Takiego jednego… Długowłosego muzyka.. – zacząłem się uśmiechać – Jak on miał...? – zwróciłem się do Matyldy - Harry Styles? Jakoś tak…
Chłopak się uśmiechnął wystawiając na pokaz śnieżnobiałe zęby. Wstał i uściskał mnie.
-Już myślałam, że masz jakichś przyjaciół – zaśmiała się Matylda
-Chcesz powiedzieć, że nie mam przyjaciół? – zapytałem udając urażonego
-My jesteśmy Waszymi przyjaciółmi – powiedział dumnie Harry zakładając ręce na boki
-A My jesteśmy Waszymi – odpowiedziałem
*Kilka godzin później*
*Z perspektywy Matyldy*
Nie mogłam przestać myśleć o dziecku. Postanowiłam pójść do apteki i kupić test ciążowy. Bart nie szedł tego dnia do pracy. Ze względu na zmianę właściciela budynek będzie remontowany, więc wszyscy mają wolne. Zastanawiałam się jak wyjdę z domu nie tłumacząc się gdzie idę… Postanowiłam skłamać, że idę do koleżanki. Poszłam do chłopców, którzy wszyscy w piątkę grali w piłkę na dworze.
-Chłopcy – zaczęłam, a gdy zwróciłam Ich uwagę zdenerwowałam się trochę, bo nie lubiłam kłamać – Ja wychodzę
-Gdzie? – zapytał Bart spoglądając na mnie, lecz nie przerywając gry
-Do Sarah – powiedziałam nie pewnie
-Okay, baw się dobrze – opowiedział i kopnął piłkę w stronę Nialla
Już miałam pójść w swoją stronę, gdy napotkałam wzrok Harry’ego. Ten chłopak chyba czyta w myślach. Patrzył na mnie przenikliwym wzrokiem jakby chciał mi powiedzieć, że wie, co zamierzam. Uniósł dłoń prosząc bym chwilę poczekała i podszedł do Barta. Powiedział mu coś na ucho, na co ten pokiwał głową i klepnął go w ramie. Harry podbiegł do mnie i poprosił, bym chwilę zaczekała, obmyje twarz, zmieni koszulkę i pójdzie ze mną.
-Chcesz iść ze mną do Sarah? – zapytałam
-Nie – odpowiedział myjąc twarz zimną wodą – Idę z Tobą do apteki
Byłam w szoku. Harry naprawdę czytał w myślach.
-S-Skąd wiesz?
-Przecież to oczywiste – odpowiedział – Po tym co wczoraj Ci powiedziałem masz pewne podejrzenia, że naprawdę możesz być w ciąży. Z resztą, po co miałabyś iść do Sarah?
-Jest moją przyjaciółką – odpowiedziałam – czy nie mogłabym po prostu iść jej odwiedzić?
-Jasne, że mogłabyś – oparł się o zlew – ale mówiąc Bartowi, że idziesz, brzmiałaś bardzo nie pewnie.
Wkurza mnie jego świadomość..
-No dobra, idę do apteki – odpowiedziałam – Ale i tak, po co chcesz ze mną iść?
-Potrzebujesz kogoś, kto mógłby z Tobą pójść – odparł – A skoro Bart dalej nie wie to pójdę ja.
Nie zaprzeczyłam. Potrzebuję kogoś w takiej chwili.
Kilkanaście minut później byliśmy już w aptece. Błąkałam się między alejkami w poszukiwaniu testów ciążowych.
-Może po prostu zapytaj kogoś z obsługi gdzie je znajdziemy? – zaproponował Harry
-Nie trzeba – odpowiedziałam wchodząc w czwartą, ostatnią alejkę – Są tutaj – podeszłam do półki i sięgnęłam jeden.
Po chwili zastanowienia wzięłam drugi na wszelki wypadek, jakby tamten dał zły wynik. Harry zdawał się wiedzieć, dlaczego to zrobiłam, bo nie zapytał.
-Dlaczego to robisz?  - zapytałam w końcu
-Co takiego?
-Dlaczego czytasz mi w myślach, wiesz wszystko i wszystko rozumiesz?
Chłopak uśmiechnął się, położył rękę na moim ramieniu i odparł
-Jesteś przewidywalna
-Dziesięć funtów – powiedziała aptekarka
Wyciągnęłam pieniądze z portfela, zapłaciłam i schowałam wszystko do torebki. Wyszliśmy z budynku. Mijaliśmy lodziarnie, temperatura na dworze była dość wysoka, więc nabrałam ochoty na lody.
-Masz może ochotę na rożka śmietankowego? – zapytał Harry
-Nienawidzę Cię – odpowiedziałam, na co chłopak tylko się uśmiechnął. Powiedział, że zaraz wraca i poszedł kupić nam po rożku.
Wrócił, wręczył mi go a ja zapytałam
-Naprawdę jestem aż tak przewidywalna?
-Tak – zaśmiał się – Gdy przechodziliśmy obok lodziarni, westchnęłaś, oblizałaś wargi i nie spuszczałaś wzroku ze zdjęcia reklamowego rożka śmietankowego.
Zarumieniłam się.
-Naprawdę, tak zrobiłam? Mój Boże, jestem straszną dzikuską – zaśmiałam się
Szliśmy przez chwilę w ciszy. Skończyłam jeść swojego rożka, Harry również i ponownie zapytałam
-A skąd możesz wiedzieć, że jestem w ciąży?
-Po pierwsze, wymiotowałaś – zaczął wymieniać – Po drugie, jesteś nerwowa, więc podejrzewam, że nie miałaś od dłuższego czasu okresu – uderzyłam go w ramię, na co się zaśmiał – I po trzecie, jesz dość dziwne mieszanki jedzenia.
-Dlaczego dziwne?
-Dlatego, że przedwczoraj po obiedzie, był deser…
-No i co z tego?
-Było tiramisu po którym miałaś straszną ochotę na kiełbasę
-I co? To takie dziwne? – zapytałam sarkastycznie
Być może, naprawdę jestem w ciąży i nawet o tym nie wiem…
-Mam jeszcze jedno pytanie – powiedziałam
-Tylko jedno? – zapytał Harry śmiejąc się
- Co powiedziałeś Bartowi gdy wychodziliśmy?
-Powiedziałem, że chcę zrobić Twojej koleżance Sarah niespodziankę, bo słyszałem, że jest wielką fanką zespołu
-To prawda – odpowiedziałam
-Więc teraz, idziemy do niej – powiedział
Byłam zaskoczona, ale w sumie chciałabym zobaczyć reakcję Sarah, gdy w jej drzwiach stanie Harry Styles. Doszliśmy na ulicę, na której mieszkała. Było to niedaleko naszego domu, więc nie była to długa podróż. Harry zadzwonił dzwonkiem do drzwi i czekał aż ktoś otworzy. Sarah otworzyła drzwi, przywitała się ze mną, spojrzała na uśmiechniętego szeroko Harry’ego i zemdlała. Harry pomógł mi zanieść ją do pokoju na kanapę i obudzić.
-Ty jesteś Harry – powiedziała nie pewnie, wskazując na niego dłonią
-O ile dobrze pamiętam, to tak – odpowiedział
-Skąd Ty się tu wziąłeś? – zapytała
-Z Redditch w Worcestershire
Zaśmiałam się bo wiedziałam, że Harry stara się być zabawny. Nigdy mu to specjalnie nie wychodziło i to właśnie zazwyczaj, dlatego było zabawnie.
-Chciałem Cię odwiedzić – zaczął – dać autograf, jeśli chcesz i zrobić sobie z Tobą zdjęcie
-Ze mną? – zapytała – Chcesz sobie robić ze mną zdjęcie?
-Oczywiście – zapewnił ją – Kto nie chciałby robić sobie zdjęcia z największą fanką One Direction?
Po krótkiej wizycie u Sarah udaliśmy się do domu. Była godzina siedemnasta. Liam, zaproponował żebyśmy zjedli dziś na mieście. Nie chciał żebym ciągle stała w kuchni przygotowując jedzenie. Mieliśmy wychodzić dopiero o osiemnastej, więc miałam chwilę czasu by zrobić test. Poszłam do łazienki, przeczytałam instrukcję, choć dobrze ją znałam – choćby z filmów romantycznych. Zrobiłam test i musiałam czekać do pięciu minut na wyniki. To było najdłuższe pięć minut w moim życiu. W tym czasie zdążyłam się zastanowić jak by wyglądało nasze życie z dzieckiem. Musielibyśmy kupić tak wiele rzeczy. Łóżeczko, zabawki, śpioszki, pieluchy… Mielibyśmy nieprzespane noce, ciągłe płacze dziecka, zmienianie pieluch… Brzmi to potwornie, ale na samą myśl zaczęłam się cieszyć…

Minęło nareszcie pięć minut… 

-------------------------------------------------
Oto i następna część! Mam nadzieję, że jeszcze Was nie znudziłem. Następna część już za tydzień o 19:00 :) Zapraszam i pozdrawiam/Bart

poniedziałek, 2 listopada 2015

"Raz W Życiu" Cz. 6



Podszedłem do niej na miękkich od zdenerwowania nogach, uklęknąłem na jedno kolano i ująłem jej lewą dłoń.
-Matyldo Emmo Blackberry, czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną? – zapytałem, wyciągając i otwierając pudełko z pierścionkiem
-Co?! Dlaczego..? – zapytała z łzami w oczach

Przerażony przełknąłem ślinę.
-Dlaczego pytasz? - nie wiedziałem co odpowiedzieć – Przecież dobrze wiesz idioto, że tak! – krzyknęła wysokim z podniecenia głosem
Rozległ się huk otwieranej butelki szampana. Odetchnąłem z ulgą, uśmiechnąłem się i włożyłem jej pierścionek na palec serdeczny. Matylda uklękła, przytuliła mnie i pocałowała jak jeszcze nigdy. Cieszyłem się, że się cieszy. Nagle jednak ruszyła biegiem do łazienki.
-Co się stało? – zapytałem chłopaków, wciąż klęcząc
Wszyscy spojrzeli wymownie na Nialla, a ten opuścił wzrok.
-To moja wina – odezwał się – Jedliśmy hot-dogi i musiał jej zaszkodzić
-Zaparzę jej miętową herbatę – powiedziałem wstając – zawsze jej pomaga, gdy czuje się źle

*Z perspektywy Matyldy*

Byłam przerażona, nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Usłyszałam pukanie.
-Wszystko w porządku? – zapytał Harry przez drzwi
-Tak, zaraz wychodzę – odpowiedziałam, spuszczając wodę w toalecie i płucząc usta wodą z kranu
-Mogę wejść?
Odblokowałam drzwi a Harry szybko wszedł i zamknął je za sobą.
-Co się dzieje? – zapytał szeptem, nachylając się do mnie
-Nic – odpowiedziałam, ale widziałam, że moja odpowiedź go nie usatysfakcjonowała – Naprawdę
-Tak? Jesteś pewna?
-Tak, jestem pewna
Harry patrzył na mnie przeszywającym wzrokiem. Wydawało mi się, że czyta w moich myślach. Znów zaczęłam wymiotować do muszli toaletowej. Harry przytrzymał moje krótkie włosy żebym ich nie ubrudziła.
-Ej, może Ty jesteś w ciąży? – zapytał
Nie, na pewno nie. To nie możliwe.
*Z perspektywy Barta*

Zalałem herbatę, posłodziłem jedną łyżeczkę i poszedłem pod łazienkę. Zapukałem i zapytałem
-Kochanie, dobrze się czujesz?
-Tak, już wychodzę – odpowiedziała
Wróciłem do kuchni. Chłopcy rozlali szampana do kieliszków i zaczęli świętować. Do kuchni przyszła Matylda i wzięła ode mnie herbatę. Upiła łyk i oznajmiła, że ze względu na wrażliwy żołądek nie może z nami świętować. Zaproponowałem żeby się położyła. Poszedłem z nią do sypialni i ją przykryłem.
-Możesz na chwilę położyć się obok mnie? – zapytała
Tak też zrobiłem. Złapała mnie za rękę i uśmiechnęła się.
-Kocham Cię – powiedziałem
-Ja Ciebie też… - nastała chwilowa cisza
-Coś się stało? – zapytałem, widząc jej niepewną minę
-Nie… Nic się nie stało – odpowiedziała – Chciałam tylko chwilę z Tobą pobyć – ścisnęła mocniej moją dłoń – Możesz ze mną być, dopóki nie usnę?
-Jasne – powiedziałem tuląc ją do siebie
Usnęliśmy.
Obudziłem się w nocy. Matylda wciąż spała. Jest trzecia. Poszliśmy spać o siedemnastej, więc nic dziwnego. Poszedłem na dół coś zjeść. Otworzyłem lodówkę i wyciągnąłem wędlinę i masło, później wziąłem chleb. Gdy przygotowywałem sobie kanapkę, zauważyłem jak otwierały się drzwi od garażu. Harry podszedł do mnie i poprosił o wodę. Podałem mu butelkę, a ten drapiąc się po głowie, zapytał
-Jak się czuje Matylda?
-Dobrze – odpowiedziałem – Tak myślę
-Wczoraj trochę nam Was brakowało – powiedział – Ale podejrzewaliśmy, że usnęliście
-Świętowaliście dalej? – rozpocząłem kanapkę
-Jak widać – powiedział biorąc kolejny łyk wody
Spojrzałem do śmietnika i zobaczyłem tam pustą butelkę szampana.
-Miałem nadzieję jutro… Dzisiaj… Po świętować z Matyldą – powiedziałem trochę zawiedziony
-My… Odkupimy – powiedział Harry, lekko zdenerwowany
-Nie ma sprawy, nie musicie – zaśmiałem się i poklepałem do po ramieniu – Jutro kupię jakiegoś dobrego szampana albo wino. Matylda lubi słodkie wina.
-Może – zaczął niepewnie – lepiej nie dawać Jej wina?
-Dlaczego? – zapytałem zaskoczony

*Z perspektywy Matyldy*

Poczułam się już nieco lepiej. Rozejrzałam się po pokoju i nie zobaczyłam Barta. Pewnie jest na dole. Wypiłam kubek pełen miętowej herbaty, którą wczoraj przygotował mi narzeczony. Leżąc wciąż w łóżku, zaczęłam zastanawiać się nad tym, co wczoraj powiedział mi Harry. Czy naprawdę mogę być w ciąży? Przecież się zabezpieczamy… To na pewno grypa żołądkowa albo zaszkodził mi ten hot-dog. Może to zbieg okoliczności, że tego samego dnia rano już wymiotowałam… Nie wyobrażam sobie siebie w roli matki… Bart w roli ojca? W sumie byłby dobrym… Ja także nie byłabym najgorszą matką… Kurcze… Nie wiem, co mam myśleć… Muszę porozmawiać z Bartem.

*Z perspektywy Barta*


-Tak tylko mi się wydaje – powiedział Harry i podrapał się po karku
Już miałem coś powiedzieć, ale po schodach właśnie zeszła Matylda.
-Dobrze się czujesz kochanie? – zapytałem wstając z miejsca
-Dobrze się czuję niedźwiadku – odpowiedziała posyłając mi uśmiech
Podszedłem do niej i przytuliłem Matyldę. Owinęła ramiona wokół mojej szyi i nogi wokół moich bioder. Złapałem ją za uda i wróciłem do kuchni.
-Chcesz coś zjeść? – zapytałem
-Coś bym zjadła – odpowiedziała
Zrobiłem jej kanapki, zaparzyłem nam herbatę i usiadłem do stołu z Matyldą na kolanach.
-Słodko razem wyglądacie – powiedział Harry
-Dziękujemy – odpowiedzieliśmy wspólnie
-Bart – zaczął – mam pytanie
-Co jest?
-Czy… Masz już świadka do ślubu? – zapytał skromnie
-Tak, już dawno go wybrałem – odpowiedziałem
Chłopak posmutniał, ale starał się nie dawać tego do poznania.
-Kogo? – zapytała Matylda też zaintrygowana
Uśmiechnąłem się i odpowiedziałem:
-------------------------------------------------------------------
Oto i nowa część! Mam nadzieję, że nie zawiodłem Waszych oczekiwań! Następna część już za tydzień o godzinie 19:00. Jeśli chcecie wcześniej, możecie oświadczyć to w komentarzu! Jeśli macie jakiekolwiek uwagi, sugestie lub pytania, również zapraszam do komentowania! Jeśli chcecie ogłosić sprzedaż opla również możecie napisać to w komentarzu. PAMIĘTAJCIE: KOMENTARZ=SZCZĘŚCIE TWÓRCY. Pozdrawiam/Bart


poniedziałek, 26 października 2015

"Raz W Życiu" Cz.5



Harry spoglądał na mnie nerwowo. I w końcu, po pół godziny rozmowy, zaproponował żebyśmy poszli do biblioteki.

Wyszliśmy z domu pod tym pretekstem, ale pojechaliśmy do najbliższej galerii handlowej, do jubilera.  W tym samym czasie, Matylda i reszta chłopców wybrali się na zwiedzanie okolicy.  Gdy weszliśmy, pani ekspedientka od razu do nas podbiegła.
-Pan Styles, w czym mogę Panu pomóc? – przywitała go szerokim uśmiechem
-Mi w niczym Pani nie może pomóc – powiedział kładąc dłonie na moich ramionach – Ale mój przyjaciel szuka pierścionków zaręczynowych.
-Oczywiście, chętnie Panu pomogę – odezwała się w moją stronę – Jakiego Pan szuka?
-Pięknego, wyjątkowego i… dość taniego – odpowiedziałem zawstydzony
-W jakiej cenie? – zapytała niepewnie kobieta
-Do tysiąca funtów
-Zatem zapraszam, mamy tutaj pierścionki zaręczynowe, w granicach; trzysta – tysiąc funtów
Blondynka wyciągnęła zza szyby pierścionki, poukładane w specjalnych rządkach.

*Z perspektywy Matyldy*

Nie mam pojęcia, gdzie zabrać chłopców. W naszym mieście, właściwie nie ma nic do oglądania. Zabrałam ich na dłuższy spacer po okolicy.
-Gdzie my tak właściwie idziemy? – zapytał Zayn
-Nie mam pojęcia – odpowiedziałam – Nie wiem, gdzie mam Was zabrać..Mieszkam tutaj całe życie i nie mam pomysłu
-Może Wildlife Park? – zaproponował Liam
-Co? – zapytał Niall – Od kiedy wiesz, jakie atrakcje są w Doncaster?
-Tommo kiedyś opowiadał. Jakbyś Go słuchał, to byś wiedział.
-Dobra, możemy tam jechać. Ale musimy najpierw iść do autobusu, bo to kawał drogi stąd.
I ruszyliśmy w stronę przystanku.

*Z perspektywy Barta*

Wybrałem pierścionek z białego złota, z akwamarynem w kształcie serca.
-Jestem pewien, że Matyldzie się spodoba – powiedział Harry
-Mam nadzieję – powiedziałem, wyciągając pieniądze
-Kiedy masz zamiar się oświadczyć? – zapytał
-Jeszcze tego nie wiem – powiedziałem zestresowany
Pierścionek kosztował mnie osiemset funtów. Zapłaciłem gotówką, którą dał mi Walter.
-Dziękujemy i powodzenia – powiedziała ekspedientka, wręczając mi małą reklamówkę z pudełkiem, w którym był pierścionek.
-Za resztę pieniędzy, kupimy szampana i kwiaty -  zdecydowałem – Zrobię to dzisiaj

*Z perspektywy Matyldy*

W Wildlife park, nie byłam od dobrych dziesięciu lat. Ostatnio, podczas wycieczki szkolne. Już zapomniałam, jak to jest być tak blisko dzikich zwierząt, ale zapachu tego miejsca nie zapomniałam. Zapach, który dało się czuć w powietrzu, to zapach zwierząt, ich odchodów i hot-dogów które sprzedają na każdym rogu. Ponieważ Niall bardzo nalegał, kupiliśmy sobie po hot-dogu. Po jedzeniu, 
nie czułam się najlepiej.  Musiałam pójść do toalety.

*Z perspektywy Liama*

-Może to był nie najlepszy pomysł? – spojrzałem na Nialla
-Bez przesady – powiedział, napychając usta drugim już hot-dogiem – Mi nic nie jest. Tobie i Zaynowi zresztą też.
-Ale nie każdy jest przyzwyczajony do jedzenia byle czego Niall – odezwał się Zayn
Matylda wyszła po pięciu minutach, lecz była trochę blada.
-Może wrócimy do domu? – zaproponowałem
-Nie – odpowiedziała – Już jest ok.
-Jednak myślę, że powinniśmy już wrócić – powiedziałem stanowczo i spojrzałem na Zayna, wzrokiem proszącym o wsparcie
-Payno ma rację – wydukał w końcu
Skierowaliśmy się w stronę wyjścia.

*Z perspektywy Barta*


Chwilę temu, weszliśmy do pustego domu. Jest godzina szesnasta. Ubrałem się szybko w garnitur i czekam aż Matylda z chłopcami wrócą. Harry przed chwilą pisał do Nialla, a ten odpisał mu, że zaraz będą z powrotem. Styles, również się przebrał w coś bardziej stosownego. Teraz staliśmy, czekając aż drzwi się otworzą. Harry chowając szampana za plecami, a ja z kwiatami w ręku i schowanym pudełkiem, z pierścionkiem w kieszeni marynarki. Kropla potu wydobyła się z mojej skroni i pociekła po policzku. Zacząłem się stresować.
-A co jeśli powie „nie”? – zapytałem Harry’ego, oczekując pocieszenia
-Cóż, wtedy będziesz musiał zwrócić pierścionek – odpowiedział poważnym tonem, lecz z uśmiechem  na ustach
-Jak to?
-Chyba, że zamierzasz go nosić – dodał – Ale nie pasuje do Ciebie – zaśmiał się, co o dziwo mi pomogło.
Rozluźniłem się trochę i byłem znów pewien siebie. Usłyszeliśmy głosy za drzwiami. Momentalnie się spiąłem. Żołądek, wraz z sercem podskoczyły mi do gardła, zaschło mi w ustach, skronie i dłonie zaczęły się pocić. Mocno zamknąłem oczy próbując się uspokoić, po czym otworzyłem je, w chwili gdy drzwi do domu się otwierały. Niall wszedł pierwszy, lecz po wejściu, odsunął się na bok. Za nim szła Matylda, a za nią Liam i Zayn. Dziewczyna, pomimo wyraźnego złego samopoczucia, wyglądała olśniewająco. Jej niebieskie oczy i brązowe włosy, świetnie współgrały z jej lekko opaloną cerą.
-Co się stało? – zapytała, spoglądając na moje ubranie
Podszedłem do niej, na miękkich od zdenerwowania nogach, uklęknąłem na jedno kolano i ująłem jej lewą dłoń.
-Matyldo Emmo Blackberry, czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną? – zapytałem, wyciągając i otwierając pudełko z pierścionkiem
-Co?! Dlaczego..? – zapytała z łzami w oczach

-------------------------------------------------------------------
Oto i następna część! Mam nadzieję, że Wam się podoba! Piszcie komentarze!!!! Następna część, za tydzień o 19! Pozdrawiam/Bart

poniedziałek, 19 października 2015

"Raz W Życiu..." Cz.4



I usnęliśmy…

Obudziłem się o wiele wcześniej niż zamierzałem. Była dopiero siódma dwadzieścia. Matylda jeszcze spała, wtulona w moje ramie. Nie chciałem Jej budzić, więc starałem się jeszcze zdrzemnąć. Patrzyłem na Jej spokojną twarz. Pewnie marzeniami jest teraz w lepszym, kolorowym miejscu. Z dala od śmierci, problemów, smutków… Jej prawa dłoń, spoczywała na moim torsie. Chwyciłem ją i pogładziłem kciukiem. Przymknąłem na chwilę oczy, a gdy je otworzyłem, Matyldy już obok mnie nie było. Była godzina ósma trzydzieści. Wstałem z łóżka, poprawiając średniej długości włosy i ruszyłem na dół. W kuchni zastałem Matyldę i Harry’ego, pijących kawę i śmiejących się.
-Miałam Cię za chwilę budzić – dziewczyna podeszła do mnie i złożyła na moich ustach pocałunek
-Hej, o czym rozmawiacie – zapytałem Harry’ego
-O niczym takim – odpowiedział, uśmiechając się wymownie do Matyldy
Uznałem, że jeśli nie chcą mi mówić, to niech nie mówią i włączyłem ekspres do kawy.  Dołączyłem do Harry’ego i Matyldy przy stole. Sięgnąłem po opakowanie płatków śniadaniowych i mleka. Jedząc śniadanie, słuchałem, jak Harry opowiadał o ostatniej trasie koncertowej. Nalałem sobie kawy, a Matylda odeszła od stołu, przepraszając na chwilę. Poszła do łazienki.
-Kiedy się oświadczysz? – zapytał Harry, ściszając ton do szeptu i nachylając się w moim kierunku
-Jeszcze nie wiem – odpowiedziałem, mieszając w misce z płatkami – Nie mam się czym oświadczyć
-Nie masz jeszcze pierścionka? – zapytał zszokowany
-Wiesz, jakoś nie miałem czasu, żeby wybrać się do jubilera – powiedziałem, zawstydzony, bawiąc się palcami
Po chwili powiedział
-Pójdziemy dzisiaj – powiedział stanowczo
-Ale muszę iść do pracy – dodałem
-Nie idziesz tam na wieczność – odpowiedział – Przecież, kiedyś z niej wyjdziesz
Zayn, Niall i Liam przyszli do kuchni.
-Hej – przywitałem się z Nimi
-Cześć – odpowiedzieli
-Jest jeszcze kawa? – zapytał Liam
-Pewnie – odpowiedziałem, nalewając mu kubek przygotowanej, gorącej kawy
-Ja też poproszę – odezwał się Zayn
Podziękowali i usiedli do stołu.
-Mogę? – zapytał Niall wskazując na płatki i mleko
-Jasne, że tak – odpowiedziałem – nie musicie się o takie rzeczy pytać – zaśmiałem się – Jak będziecie chcieli iść do toalety, też się zapytacie?
-Właściwie, to mógłbym..? – zaczął żartobliwie Harry
Wybuchliśmy śmiechem, Matylda do nas dołączyła.
-Liam – zaczęła – A Ty, nie jesteś głodny?
-W sumie, niezbyt – odpowiedział i dodał po chwili – Ale dziękuję
-Dzwoniłem dzisiaj rano, do pana Browna – zaczął Niall – Umówiliśmy się na dzisiaj
-Jak to? – zapytałem
-No wiesz, chciałem kupić Jego sklep – powiedział niepewnie
-Zgodził się?
-Jest zainteresowany. Idę z Tobą do pracy – odpowiedział wesoło
-A właśnie, o której musisz być w pracy? – zapytał Harry
-Dzisiaj zaczynam o dziesiątej – odpowiedziałem
-A o której kończysz?
-O siedemnastej. A dlaczego pytasz?
-Chciałem, żebyś zaprowadził mnie dzisiaj do… Biblioteki
-Ach, jasne – odpowiedziałem, wiedząc, o co Harry’emu chodzi
-Biblioteki? – zaciekawiła się Matylda
-Wczoraj wieczorem, chciałem poczytać, ale nie wziąłem żadnej książki – skłamał Harry
-Bart ma dość pokaźną kolekcje książek, na pewno znajdziesz coś ciekawego – powiedziała
Harry spojrzał na mnie przepraszającym wzrokiem i powiedział
-Ale ma gówniany gust – dodał
Na co wszyscy zaniemówili i spojrzeli na Harry’ego, a następnie na mnie.
-Ma racje – powiedziałem, biorąc łyk kawy
Wszyscy wrócili do normy.

Po śniadaniu, zacząłem się szykować do pracy. Równo o godzinie dziewiątej trzydzieści, wyszedłem wraz z Niallem na przystanek.
-Słyszałem o Twoich planach – powiedział blondyn
-O moich planach?
Niall zaczął nucić marsz weselny, uśmiechając się szeroko.
-Skąd wiesz? – zapytałem zawstydzony
-Zgadnij – odpowiedział tajemniczo – Ma długie włosy, zielone oczy, jest chudy i wysoki
-Zabiję Go! – powiedziałem groźnie
-Nie przejmuj się, żaden z Nas jej nie powie – zapewnił mnie Niall
-To znaczy, że Wy wszyscy wiecie? – zapytałem
-No tak – odpowiedział zarumieniony Irlandczyk
-Dobra, nie szkodzi – westchnąłem
Gdy dotarliśmy już do sklepu, przywitałem się z Panem Brownem.
-Cześć Forrester, kogo tutaj przyprowadziłeś? – zapytał
-To jest mój przyjaciel Niall Horan
-Horan? Ja byłem z Panem umówiony?
-Tak, w sprawie sprzedaży – powiedział blondyn i podszedł do Waltera, z wyciągniętą dłonią
Uścisnęli sobie dłonie.
-Zapraszam, do mojego gabinetu – Walter wskazał na drzwi

*Z perspektywy Nialla*

Weszliśmy do domniemanego gabinetu, którym wydawał się być magazyn, pełen pustych kartonów, stolik, dwa krzesła i telefon stacjonarny.
-Mówi Pan, że chce kupić mój sklep? – zapytał mnie siadając na jednym z krzeseł i wskazując na drugie, bym usiadł
-Owszem – odpowiedziałem pewnie, siadając w wyznaczonym miejscu
-Ile jest Pan w stanie zaoferować?
-A ile Pan oczekuje?
-Nie mniej, niż pięćdziesiąt tysięcy funtów
-Zatem siedemdziesiąt tysięcy funtów
-Dlaczego chce Pan kupić mój sklep? – zapytał zakładając ręce, a w jego oczach widziałem uśmiech
-Ponieważ chciałbym założyć własny biznes
-Co chciałby Pan tutaj sprzedawać?
-Owoce i warzywa – odpowiedziałem, sarkastycznie, bo zaczęły mnie już denerwować te pytania
Mężczyzna, patrzył na mnie przenikliwym wzrokiem. Wstał, opierając się na blacie stołu i zaczął się głośno śmiać.
-No dobra, chłopcze – powiedział, wyciągając w moją stronę dłoń – Jesteś w porządku!
Zdziwiony, wstałem z miejsca i uścisnąłem mężczyźnie dłoń.
-Wiesz, mam pewne problemy z rachunkami. Pilnie szukałem kogoś, kto mógłby kupić ode mnie ten sklep, ale nie chciałem go przedawać byle komu. Widzę, że jesteś dobrym człowiekiem i niestraszne Ci są żarty. Skąd jesteś chłopcze? – zapytał mnie, klepiąc po ramieniu
-Z Mullingar, proszę Pana
-To w Irlandii, co Ty robisz w Doncaster?
-Jestem z kolegami w odwiedzinach u Barta
-Cieszę się, że ma dobrych przyjaciół. Powiedz mi – zaczął, cichszym tonem – kazał Ci kupić mój sklep?
-Nie proszę Pana, ja sam chciałem, On tylko dał mi Pana namiary
-Przestań z tym Panem, chłopcze – powiedział dziarsko – mów mi Walter
-Dobrze, Walterze
-Może, zatem, napijemy się czegoś mocniejszego i zamkniemy dzisiaj sklep, na uczczenie okazji?
*Z perspektywy Barta*
Walter wyciągnął Burbon, który miał schowany w magazynie i nalał każdemu z Nas, po szklance. Nie wypiliśmy dużo, usprawiedliwiając się, dzisiejszym zwiedzaniem miasta. Walter za to, pozwolił sobie wypić prawie pół butelki. Podczas rozmowy, Niall opowiedział jak wyobraża sobie to miejsce. Chce sprzedawać tutaj, poza płytami obecnymi, płyty popularnych wykonawców, a także obiecał mi i Walterowi pracę.

O godzinie trzynastej, już byłem wolny. Odprowadziliśmy chwiejącego się Waltera, do domu (całe szczęście, mieszkał niedaleko) i postanowiliśmy, pójść coś przekąsić. Wstąpiliśmy do knajpki na rogu i zamówiliśmy dwie kanapki z kurczakiem i herbatę. Niall wypytał mnie dokładnie o ślub. Gdzie chciałbym, żeby się odbył… Jak wyobrażam sobie wesele… Czy chciałbym mieć dzieci… I tak dalej. Po lunchu, wróciliśmy do domu.
-Bart, Niall? – przywitała Nas zdziwiona Matylda – Co tak wcześnie?
-Wiesz, Walter dzisiaj zamknął sklep z okazji… - zrobiłem dramatyczną pauzę – Z okazji sprzedanego sklepu!
Chłopcy, którzy siedzieli na sofie wstali radośnie i zaczęli krzyczeć radośnie.
-Jak Ci się to udało? – zapytała Matylda, blondyna
-Wiesz… Wystarczyło, że zażartowałem – odpowiedział rozbawiony
-Tak..Mogłem się spodziewać – powiedziałem – Walter, to zapalony kawalarz. Pewnego razu…
Zacząłem chłopakom opowiadać kawały, jakie mi robił Walter w ciągu mojej pracy u niego.

Harry spoglądał na mnie nerwowo. I w końcu, po pół godziny rozmowy, zaproponował, żebyśmy poszli do biblioteki. 

----------------------------------------------------------------
Ta część, wyszła trochę dłuższa, mam nadzieję, że wam to nie przeszkadza! Postanowiłem zrobić do tej części w miarę normalne zakończenie, ale to tylko cisza przed burzą (że tak Wam zaspojleruję). Proszę o zostawienie komentarza! Piszę głównie dla czytelników, a jeśli ich nie ma, to nie ma sensu pisać. NASTĘPNA CZĘŚĆ, JAK ZWYKLE, ZA TYDZIEŃ - PONIEDZIAŁEK O 19:00. Zapraszam i pozdrawiam/Bart

poniedziałek, 12 października 2015

"Raz W Życiu..." Cz.3


-Dobrze, ubierz się, pojedziemy teraz…

Jadąc taksówką, widziałem kątem oka, jak bardzo Matylda się denerwuje. Złapałem jej trzęsącą się dłoń i ścisnąłem ją mocno, dodając jej otuchy. Dojeżdżaliśmy już powoli do szpitala, gdy powiedziała
-Bardzo się denerwuję
-Wszystko będzie w porządku – starałem się ją uspokoić – Tak mówił Twój ojciec. Może to naprawdę, coś błahego, tylko Twoja mama to wyolbrzymiła.
Spojrzała na mnie, z łzami w oczach. Przytuliłem ją i po chwili, już byliśmy w budynku, pytając, gdzie znajdziemy Charlesa Blackberry.
Matylda,  nie miała nigdy dobrych kontaktów z ojcem , gdyż ten, zawsze był bardziej zajęty pracą niż Nią. Wychodził z rana na spotkanie i wracał w nocy, lub dopiero następnego dnia. Często wyjeżdżał służbowo do innych miast, lub nawet krajów. Zamienienie z Nim kilku słów w ciągu miesiąca, graniczyło z cudem. Wiem, bo znam się z Nią od zawsze, a Jej ojca, widziałem na oczy kilka razy. Dzięki temu, że był tak zapracowany, Matylda miała zawsze, wszystko, co sobie zażyczyła. Jednak nic, nie potrafiło zastąpić jej ojca. Wychowywała się, praktycznie bez niego. Jej matka, choć cały czas była w domu i się nią opiekowała, była zbyt zajęta, by zapewnić Jej rozrywkę. Wtedy w Jej życiu pojawiłem się ja, jej sąsiad. Tylko trzy lata od niej starszy chłopiec, szybko zaprzyjaźnił się, ze smutną dziewczynką z dużego domu po drugiej stronie ulicy. Cały czas starała się być niedaleko mnie, bo dzięki mnie, czuła się szczęśliwa i mniej samotna. Tak powoli dorastaliśmy, gdy w końcu Ona poznała dziewczyny w swoim wieku, a ja starałem się zaprzyjaźnić z kimś z mojego otoczenia. Jednak, niezbyt mi się to udało. Znalazłem wielu kolegów, którzy naprawdę nimi nie byli. 
Ja i Matylda oddalaliśmy się od siebie z każdym dniem, głównie dlatego, że ja chodziłem na imprezy, na których upijałem się z ludźmi których mogłem jedynie nazwać znajomymi, a ona chodziła na domówki do koleżanek i oglądała teledyski i koncerty One Direction. Nawet nie wiedziałem, jak bardzo marnuje swój czas. W końcu któregoś dnia, poprosiła mnie, żebym pojechał z nią na koncert. Zgodziłem się. Ten wyjazd, sprawił, że bardzo się do siebie zbliżyliśmy. Staliśmy się parą. Nareszcie poczułem się spełniony.
Szliśmy korytarzem, nie odzywając się do siebie. Trzymałem Matyldę w pasie, próbując Ją uspokoić. Znaleźliśmy odpowiednią sale, pchnęliśmy drzwi i ujrzeliśmy Charlesa, Ojca Matyldy. Leżał na łóżku szpitalnym i chrapał. Miał podłączoną kroplówkę. Matylda usiadła obok swojej matki, nic nie mówiąc. Gdy ta ją zauważyła, łzy napłynęły do jej oczu. Kobiety uścisnęły się, powstrzymując płacz. Postanowiłem, opuścić pokój, zostawiając Im trochę prywatności. Usiadłem na korytarzu, na ławce. Przeczesałem włosy, zatrzymując dłoń na karku. Naprawdę, nie wiedziałem jak to będzie. Być może, Ojciec, specjalnie napisał do mnie, bo myślał, że dam Mu się przekonać do tego, że to nic poważnego. Podszedłem do lekarza, który akurat przechodził obok.
-Przepraszam, chciałem zapytać, jaki jest stan Charlesa Blackberry?
-Pan jest..? – zapytał
-Jego zięciem – skłamałem, choć nie do końca
-Pan Blackberry – wymamrotał sam do siebie, zaglądając do teczki
Po chwili wyciągnął jakąś kartkę i oznajmił
-Pan Blackberry, jest u nas dość częstym gościem – zaczął, zdziwiłem się – Zawsze z tego samego powodu – ciągnął, nie odrywając wzroku od papierów – Problemy z sercem, częste kłucia klatki piersiowej, omdlenia. Dziś, udało nam się Go zatrzymać na trochę dłużej. Pan Charles zawsze wypisuje się najszybciej jak może, lecz dziś, postanowiliśmy zatrzymać Go na tydzień, na obserwacji. Chcemy sprawdzić, co powoduje bóle i problemy z sercem. Będzie miał jutro robione testy wysiłkowe.
-Czyli, co właściwie? Co się z Nim dzieje?
-Nie jesteśmy pewni, na pewno jest to spowodowane Jego wysokim ciśnieniem tętniczym, z czym  zmaga się od wielu lat. W dodatku, ciągłe podróże samolotem, stres, mało odpoczynku i niezdrowa dieta. To wszystko składa się na jedno, problemy z sercem.
Po rozmowie z lekarzem, wywnioskowałem, że Charles, Ojciec Matyldy, zostanie w szpitalu na najbliższy tydzień i będzie musiał przejść na wcześniejszą emeryturę, bo w wieku niespełna pięćdziesięciu lat. Wiedziałem, że jest to dość poważna sprawa, ale wiedziałem też, że przeżyje jeszcze przynajmniej kilkanaście lat, co uspokoiło mojego ducha.
Przez cały Nasz pobyt w szpitalu, Charles spał. Matka Matyldy, Emily, podziękowała mi za opiekę nad Jej córką. Odpowiedziałem, że to mój obowiązek. Czekając na taksówkę, opowiadałem Matyldzie dokładnie to, co powiedział mi lekarz. Pomimo złości na rodziców, że nie powiedzieli Jej o poprzednich zawałach, uspokoiła Ją wiadomość, że Ojciec nigdzie się jeszcze nie wybiera.
W czasie, kiedy wracaliśmy, Matylda zadzwoniła do Harry’ego, informując go, że wszystko w porządku i że już wracamy. Chłopak odpowiedział, że również już wracają i że jedli lunch w KFC, bo Niall nalegał. Zapłaciłem należne za trasę, wysiadając, usłyszeliśmy jak chłopcy Nas wołają. Zaprosiliśmy ich do domu i powiedzieliśmy, żeby czuli się jak u siebie i rozpakowali bagaże w garażu, który był dla Nich przygotowany. Chłopcy z radością, stwierdzili, że są tam lepsze warunki niż w nie jednym motelu, w których sypiali, w czasie pierwszej trasy po UK.
Wieczorem, zaprosiliśmy ich na obiad, który znów przygotowała Matylda. Tego dnia, przygotowała Lasagne. Chłopcy byli pod wrażeniem Jej umiejętności kucharskich, oraz pogratulowali mi, tak wspaniałej partnerki. Na deser, było tiramisu, kupione w sklepie. Matylda chciała poczęstować chłopców kiełbasą, którą kupiła i przekonywała nas, że najlepiej smakuje po słodkim.
-Urodzona kucharka – powiedział Zayn – Nic, tylko by mieszała smaki i tworzyła nowe przepisy!
Później, pokazałem im płytę, którą zakupiłem wczorajszego dnia w mojej pracy.
-Naprawdę sprzedajecie tam takie perełki? – zapytał Harry
-Ja wiem, czy to perełki? Ja bym je nazwał zaginione rzadkości – odpowiedziałem
-Nie myślałeś może, żeby zrobić z tego sklepu normalny sklep? – odezwał się Zayn
-Mój szef, nie chętnie pożegnałby się z tymi płytami. Są ważną częścią Jego życia. Jest wariatem, ale rozumiem jego pasję. Nawet, jeśli tą pasją jest sprzedawanie najgorszych i najrzadszych płyt, które większość ludzi kupuje, dla żartu.
-Mówisz, że macie tam problemy finansowe? – zapytał Niall
-Tak – odpowiedziałem krótko
-Jeśli chcecie sprzedać to miejsce, chętnie bym je kupił. Mogę numer telefonu do Twojego szefa? – zaproponował blondyn.
Później, obejrzeliśmy „Incepcja” i po seansie, rozeszliśmy się do łóżek. To był dla wszystkich, dość ciężki dzień. Chłopcy byli zmęczeni po podróży, a ja i Matylda, ze względu na nerwy. Przygotowaliśmy się do spania i położyliśmy się. Objąłem Matyldę, jak codziennie i próbowaliśmy usnąć. Gdy zapadłem  w pierwszy sen, dziewczyna obudziła mnie, pytając czy śpię. Z grzeczności odpowiedziałem, że nie, wiedząc, że chce ze mną najwyraźniej porozmawiać.
-Nie mogę zasnąć – powiedziała
-Dlaczego?
-Zastanawiam się… No wiesz… - zaczęła niepewnie – nad śmiercią…
-Nie myśl o tym, to nie jest temat, nad którym powinnaś rozmyślać nocą  - starałem się ją odwieźć od tych myśli – Pomyśl, co jutro będziemy robić. Musimy zapewnić chłopakom rozrywkę, bo się Nam tutaj zanudzą.
-Bart..?
-Tak?
-Co byś zrobił gdybym zmarła? – zapytała drżącym głosem
-Pewnie też bym umarł. Bo jeśli moje serce, nie miałoby, dla kogo bić, po prostu by nie biło.
-Ja nie wiem, co bym zrobiła gdybym Cię straciła – powiedziała wtulając się we mnie bardziej
-Nigdy bym Cię nie opuścił, nawet na potrzeby śmierci – pocałowałem jej głowę, chwyciłem rękę i splotłem Nasze palce – Nigdy. Kocham Cię.
-Też Cię kocham…

I usnęliśmy…

----------------------------------------------------------
Oto kolejna część! Zapraszam do komentowania, każdy komentarz = lepsze samopoczucie i chęć do dalszej pracy! Następna część, jak zwykle, za tydzień o tej samej godzinie! Pozdrawiam/Bart