DOWOLNY TEKST DOWOLNY TEKST DOWOLNY TEKST DOWOLNY TEKST

Muzyka

środa, 27 maja 2015

Londyn pełen wrażeń... Cz.9

Wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy w stronę hotelu. Na jednych ze świateł, przed samochód wbiegł jakiś człowiek…

Harry gwałtownie zahamował. Zapięte pasy, uchroniły nas, przed walnięciem w przednią szybę.
- Cholerny gówniarz! – krzyknął mężczyzna
Harry odpiął pasy i szybko wysiadł z samochodu. Podszedł do nieznajomego i zapytał
-Wszystko w porządku? Nic się panu nie stało?
Mężczyzna zmrużył oczy i wskazał palem na Harry’ego.
-Ty jesteś ten dzieciak z telewizji
Harry spojrzał na mnie zdziwiony, ze wzrokiem, który pytał „co on gada?”.
-Czy coś się panu stało? – zapytał ponownie
-Tak… - powiedział mężczyzna – Dużo mi się stało, oczekuję odszkodowania! – i uśmiechnął się chciwie.
Otworzyłem okno w samochodzie, wychyliłem głowę i zawołałem
-Harry, zostaw go, to jakiś wariat. Wsiadaj, jedziemy do hotelu.
Chłopak zmierzył mężczyznę wzrokiem, jakby sprawdzał, czy na pewno, nic mu się nie stało, po czym wsiadł do samochodu i ruszył. Mężczyzna w tym czasie powtarzał coraz głośniej
-Ten sławny chłopak, jeździ tak nie ostrożnie. Mógł mnie zabić, nie ujdzie mu to na sucho. Myśli, że jeśli jest sławny to mu wszystko można.
A gdy już odjeżdżaliśmy krzyknął za nami
-Pamiętam numery rejestracyjne, nie uciekniesz mi dzieciaku!

Harry jechał spokojnie, nie przekraczając trzydziestu kilometrów na godzinę. Widać, że ta sytuacja, wyprowadziła go z równowagi i zaniepokoiła.
-Nie przejmuj się – powiedziałem – Takich oszołomów jak on, jest wielu.
-Ja wiem – odpowiedział – ale nie mogę się do tego przyzwyczaić
-Do czego? Do tego typu idiotów?
-Do sławy – odpowiedział i zrobił długą pauzę, po czym dodał podnosząc głos – Zawsze jak coś zrobię, złego czy dobrego, zawsze jest negatywny odbiór. Niemalże rozjechałem faceta, to mi mówią, że uważam się za nie wiadomo kogo. Jak chcę pomagać, daję pieniądze na akcje charytatywne, to mówią, że robię to, żeby zdobyć większą sławę. To nie fair!
Wiem co ma na myśli… Nie można dogodzić każdemu, zawsze znajdzie się jeden, który uzna, że ktoś robi coś dobrego, żeby się pokazać. Chciałem jakoś Harry’ego pocieszyć, ale nie wiedziałem jak. Sam przecież, na samym początku znajomości, uważałem go za „Gwiazdę” i „Celebryte”, teraz widzę, że to zwykły chłopak… Taki jak ja… Ma tylko talent, dzięki któremu jest rozpoznawalny.
Zauważyłem dość niezręczną ciszę, którą przerwał odchrząkując Harry. Poklepałem go po ramieniu, a on wygiął usta w sztucznym uśmiechu.
-Dziękuję, że nam pomagasz – powiedziałem
-A Ty znowu o tym… - powiedział Harry, udając zdenerwowaną minę, która przerodziła się w uśmiech
-Dzięki Tobie, Matylda trafi szybciej do domu
-Nie ma sprawy, chcę wam pomóc, bo jesteście w porządku – znowu się uśmiechnął

Dojechaliśmy do hotelu, wysiedliśmy z samochodu i ruszyliśmy do pokoju. Otworzyłem drzwi i zobaczyłem Matyldę stojącą nieopodal drzwi.
-Powinnaś leżeć! – powiedziałem
-Gdzie Wy byliście? – zapytała wysokim głosem
Spojrzałem na Harry’ego marszcząc brwi.
-Mówiłem Ci, że jedziemy na lotnisko, oddać bilety… - przeniosłem wzrok na dziewczynę, a przez moją głowę przeszła myśl… Może uszkodziła sobie głowę, bardziej niż nam się wydawało…
-Nic nie mówiłeś! – niemalże krzyknęła
-Mówiłem – spojrzałem ponownie na chłopaka – mówiłem, prawda?
Chłopak wzruszył ramionami
-Nie mam pojęcia, nie było mnie przy tym…
Podszedłem do dziewczyny, zgarnąłem jej włosy z twarzy i ułożyłem je za jej uchem.
-Dobrze się czujesz? – zapytałem zmartwiony
Dziewczyna patrzyła na mnie z dołu, była niższa ode mnie. Jej wielkie oczy się zaszkliły, po czym wybuchła śmiechem.
-Żartowałam! – ugięła się ze śmiechu w kolanach
Zamurowało mnie, powoli zacząłem wypuszczać z siebie powietrze. Brzmiało to trochę jak wypompowywane powietrze z materaca czy piłki. Zbladłem i usiadłem na sofie.  Matylda usiadła koło mnie.
-Przepraszam, nie chciałam aż tak Cię zdenerwować – szepnęła
-Nigdy więcej mi tego nie rób – położyłem rękę na jej policzku.
Nasze usta połączyły się w pocałunku. Jedną dłoń włożyłem w jej długie i gęste, kasztanowe włosy, a drugą stale trzymałem na jej policzku, ona chwyciła mnie za ramiona. Po chwili, odsunęliśmy się gwałtownie od siebie, spojrzeliśmy przerażeni na Harry’ego. Chłopak stał nieruchomo, wpatrzony w nas.


-Oh… – wydusił z siebie – To może… Ja… - zmrużył oczy – zostawię Was samych – i wszedł do sypialni.
Zostawił Nas samych, w niezręcznej sytuacji. Spojrzeliśmy na siebie, byłem przerażony. Znam Matyldę od wielu lat, zawsze, jako iż jestem starszy, byłem jej opiekunem. Uśmiechnąłem się nerwowo, dziewczyna znów wybuchła śmiechem. Miałem nadzieję, że powie „To był żart” albo „Ale Cię wrobiłam”, lecz ona nic nie mówiła. Zakryła usta dłonią, a jej oczy były wilgotne. Nie przerywając śmiechu, położyła dłoń na moim kolanie. Nie wiedziałem co mam teraz zrobić, więc dołączyłem do niej. Śmialiśmy się dość głośno, ale nagle zamarliśmy, gdy w pewnym momencie usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Wstałem pospiesznie i je otworzyłem, za nimi stał Niall.
-Wszystko ok.? – zapytał uśmiechnięty
-Tak – odpowiedziałem szybko – Dlaczego pytasz?
Chłopak zmarszczył brwi, wciąż utrzymując uśmiech na twarzy.
-Bo słyszałem hałas, coś jakby śmiech, albo rozpacz – spojrzałem na Matyldę
-To ja się tak śmiałam – powiedziała
-Co Cię tak rozbawiło?
-To… - spojrzała na mnie, proszącym o wsparcie wzrokiem
-Bo opowiedziałem jej, bardzo śmieszny kawał – powiedziałem niezbyt przekonująco
-Oh, jaki?
-A co Ty, taki dociekliwy? – zapytałem
-Nie jestem dociekliwy… Tylko, dostałem smsa od Harry’ego, że się całujecie…
-EJ! – usłyszeliśmy z sypialni Harry’ego – Nie mów im!
-Harry! – zawołała groźnie Matylda
Chłopak wyszedł zawstydzony z sypialni, wyglądając jak ktoś kogo przyłapano, na czymś niestosownym.
-Styles, wiejemy! – powiedział Niall i ruszyli razem za drzwi hotelu.
Zamknąłem drzwi i ponownie usiadłem koło Matyldy. Siedzieliśmy przez chwilę w ciszy.
-Wiesz… - zacząłem – Jest mi strasznie głupio, nie powinienem… - dziewczyna złapała mnie za rękę i przybliżyła się do mnie.
-Powinieneś… - powiedziała i przyłożyła swoje usta do moich.
Zacząłem słyszeć muzykę w głowię, tak mi się zdawało. Gdy otworzyliśmy oczy, ukazali się nam wszyscy chłopcy z zespołu, z odtwarzaczem na płyty, który trzymał Liam. Reszta chłopaków, ukrywała się za nim, uśmiechając się. Z głośników leciała piosenka „Kiss You”. 
Louis trzymał w dłoni Iphone’a i najwyraźniej nas nagrywał.
-Nie przeszkadzajcie sobie – powiedział Zayne
-Chcieliśmy wprowadzić Was w nastrój – powiedział cicho Harry
Miałem otwarte usta ze zdziwienia.
-Nie trzeba – powiedziała Matylda, próbując być stanowcza, i powstrzymując uśmiech na twarzy.
Dziewczyna szturchnęła mnie, bym coś powiedział.
-Tak… Yyy… - nie wiedziałem, co powiedzieć – Dzięki, ale… - spojrzałem na Matyldę – Ale, to nie przedstawienie… Przykro mi
Chłopcy wydali z siebie odgłosy zawodu.
-A liczyliśmy na jakiś dobry romans – powiedział Niall.
Chłopcy wyszli z pokoju, znów zostawiając nas samych.


Powoli zbliżała się godzina osiemnasta, Harry użyczył swojego łóżka Matyldzie. Dziewczyna nie mogła iść na imprezę z chłopakami, ale nalegała bym ja poszedł. Brunetka miała leżeć w łóżku i odpoczywać. Powtarzała, że czuje się dobrze, ale jej nie wierzyłem. Już mieliśmy wychodzić z chłopakami z pokoi, gdy…

---------------------------------------------------------------------
Uff... Ta część, była gorąca... Mam nadzieję, że Wam, podoba się tak samo jak mnie. Co jeszcze może wydarzyć się, przed oczekiwaną długo imprezą? Dowiecie się w poniedziałek!!! A teraz, mam do Was wielką prośbę. Skoro dotarliście aż dotąd, to znaczy, że opowiadanie musi się Wam podobać, chociażby w najmniejszym stopniu. Jeśli więc przeczytaliście część, komentujcie. Inaczej, nie będę miał pewności, czy Wam się podoba, ani czy czytacie. Dziękuję i pozdrawiam/Bart

niedziela, 24 maja 2015

Londyn pełen wrażeń... Cz.8

-Czy wszystko z nią w porządku? – zapytałem zaniepokojony
Lekarz wyciągnął jej kartę badań, podał nam prześwietlenie jej nogi.
-Co do nogi, to jest tylko potłuczona. Nie jest to nic poważnego, będzie miała oczywiście siniak, ale nie jest to złamanie. Jeśli chodzi o głowę, to mam dość nie przyjemną wiadomość… - Lekarz ściągnął okulary i zmarszczył brwi.
Matylda ścisnęła moją dłoń, spojrzałem na nią, widać było po oczach, że się boi. Przeniosłem wzrok na lekarza i zapytałem cicho.
-A więc, co chce nam Pan powiedzieć?

-Panna Matylda, doznała lekkiego wstrząsu mózgu… - powiedział – W tym wieku, to dość niebezpieczne.
-Czym może to grozić? – zapytałem.
Matylda ściskając mi rękę, wbijała w nią paznokcie. Pomimo, że bolało, nie okazywałem tego.
-W wielu przypadkach, wiąże się to tylko z bólami głowy i koncentracji, które mijają po około miesiącu – oparł się o oparcie fotela – W niewielu wypadkach, po kilku tygodniach może nastąpić wylew w przestrzeni podpajęczynówkowej – Matylda jeszcze mocniej wbijała mi paznokcie w wierzch dłoni – Bardzo rzadko, następuje silny ból głowy i porażenie. Ostatnim, nie ma się co martwić. Gdyby coś takiego miało nastąpić, wykrylibyśmy to.
-Więc co mamy zrobić? – zapytałem, pokrywając dłoń Matyldy, drugą dłonią, próbując ją uspokoić.
-Matylda będzie musiała odpoczywać, leżeć w łóżku, najlepiej z zamkniętymi oczami. Odradzam jakichkolwiek potańcówek, mogłoby to pogorszyć jej stan.
-Rozumiem – odpowiedziałem
-Ale przecież, impreza z chłopakami… - zaczęła dziewczyna
-Żadna impreza – powiedziałem stanowczo – Masz leżeć w łóżku.
-Będzie się Pan nią opiekował? – zapytał mnie Lekarz
-Oczywiście – odpowiedziałem
-Dobrze więc, to tyle - powiedział mężczyzna
-Panie doktorze – zacząłem – Czy Matylda może lecieć samolotem?
-Raczej nie, niestety. Lecąc samolotem, zmienia się ciśnienie, a to może być fatalne w skutkach, jeśli chodzi o stan Panny Matyldy. Jeśli chcecie dostać się gdzieś w tym miesiącu, musicie przemieszczać się pojazdami naziemnymi – odpowiedział wyczerpująco
-Dziękujemy za wszystko – powiedziałem
-Proszę – Lekarz wręczył nam dokumentacje incydentu, wraz z prześwietleniami.
Wyszliśmy z gabinetu, Matylda poprosiła, żebyśmy usiedli.
-Wszystko ok.? Kręci Ci się w głowie? – zapytałem
-Trochę, ale jest ok.
-Zadzwonię po Liama, może nas podwiezie do hotelu.
Wyjąłem telefon i zadzwoniłem pod numer z notesu.
-Halo? – pyta głos z słuchawki
-Liam? Słuchaj, potrzebujemy pomocy…
-Co się dzieje?
-Mógłbyś nas podwieźć do hotelu? Matylda nie czuje się jeszcze na siłach, żeby wracać na piechotę.
-Jasne, gdzie jesteście?
Podałem Liamowi adres pogotowia, na którym byliśmy. 

Po kilku minutach, przyjechał po nas swoim samochodem. Pomogłem Matyldzie wsiąść do samochodu i usiadłem obok niej.
-I jak? To coś poważnego? – zapytał z troską
-Można tak powiedzieć – odpowiedziałem – Ma potłuczoną nogę i wstrząśnienie mózgu.
-Przerąbane – powiedział chłopak i wzdrygnął się – To nie będziesz mogła być, na dzisiejszej imprezie?
-Niestety nie – odpowiedziała smutna
-Ja też nie idę – powiedziałem
Liam spojrzał na mnie.
-Dlaczego? – zapytał, jakby już znał odpowiedź, ale chciał ją usłyszeć ode mnie.
-Nie zostawię jej samej w hotelu – odpowiedziałem, jakby to było oczywiste.
-Nie mogę Ci tego zrobić – powiedziała Matylda, trzymając się za głowę.
Zignorowałem to, co powiedziała. 

Dojechaliśmy do hotelu. W pokoju hotelowym, zastaliśmy Harry’ego siedzącego na sofie. Gdy weszliśmy, wstał i zapytał.
-No i co powiedzieli? – w jego oczach można było zobaczyć troskę i zaniepokojenie.
-Wstrząśnienie mózgu – powiedziała dziewczyna – Poza tym, nic poważnego.
-Przepraszam, ale nie możemy iść na imprezę – dodałem.
-No pewnie, że nie! – przytaknął mi chłopak.
-Ja nie mogę iść – podkreśliła Matylda – Ty możesz i pójdziesz.
-Nie zostawię Cię samej, ile razy mam to powtarzać? – uniosłem głos – Nie będę się dobrze bawił na imprezie, ze świadomością, że Ty leżysz w łóżku ze wstrząśnieniem mózgu!
Spojrzałem na Harry’ego, szukając wsparcia, lecz chłopak tylko zrobił dziwną minę, która miała oznaczać „Ja się w to nie mieszam”.
-Nic mi się nie stanie, pójdę spokojnie spać, a Ty idź – powiedziała spokojnie, robiąc pauzę po każdym słowie.
Chciałem coś odpowiedzieć, ale wtrąciła się i powiedziała przez zęby, patrząc na mnie groźnym wzrokiem.
-Nie kłóć się ze mną – i położyła się na złożonej sofie.
Harry wziął mnie za ramię i wyprowadził z pokoju.
-Wiem, że chcesz się nią opiekować i rozumiem to – powiedział – Ale myślę, że gdybyś został, wkurzyłbyś ją tylko, a to też nie wpłynęłoby dobrze na jej stan.
-No dobra, pójdę z Wami na tą imprezę, ale nie na długo – powiedziałem – Nie chcę zostawiać jej samej, w takim stanie.
Harry uśmiechnął się, ze zrozumieniem, jednym kącikiem ust.
-Przy okazji, mógłbym mieć do Ciebie prośbę? – zapytałem
-Jasne
-Lekarz nie pozwolił Matyldzie lecieć samolotem do domu, czy moglibyście nas jutro podwieźć do Doncaster?
Nastała chwila ciszy, Harry przygryzał wargę, zastanawiając się.
-Właściwie, mogę Was podwieźć moim samochodem… Wyjeżdżamy dopiero w poniedziałek, ile może trwać podróż z Londynu do Doncaster? – zapytał
-Myślę, że samochodem, nie dłużej niż sześć godzin. Oczywiście oddam Ci za paliwo.
-Przecież nie macie pieniędzy – powiedział
-Ale skoro nie możemy wracać samolotem, możemy zwrócić nasze bilety powrotne i odebrać pieniądze.
-To jedziemy na lotnisko? – zapytał uśmiechnięty Harry, jakby nadszedł czas na coś, na co czekał od dawna.
-Jasne, tylko powiem Matyldzie gdzie jedziemy.


Nasze bilety powrotne, nie miały daty odlotu. Ojciec Matyldy, gdy zamawiał bilety, zamówił takie, by nie było problemu, gdybyśmy się, na przykład, spóźnili na samolot. Tak więc, pojechaliśmy na lotnisko, po drodze rozmawiając o muzyce i filmach. Okazało się, że oboje lubimy film „Pamiętnik” oraz zespoły: The Beatles i The Beach Boys. Na miejscu, pani sprzedająca bilety, nie robiła żadnych problemów ze zwrotem pieniędzy za bilety. Idąc po lotnisku, dużo ludzi zatrzymywało Harry’ego i robiło sobie z nim zdjęcia. Harry nie wydawał się zdenerwowany, był bardziej zaskoczony. Tak jakby zaczepili przeciętnego anglika i chcieli robić sobie z nim zdjęcia. Wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy w stronę hotelu. Na jednych ze świateł, przed samochód wbiegł jakiś człowiek…

--------------------------------------------------------------------
Kolejna część! Muszę Was ostrzec, następna część dopiero w przyszłym tygodniu. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie. :) Co myślicie o tej części? Piszcie komentarze, one pomagają, gdy dopada nas brak weny ;) Pozdrawiam/Bart

sobota, 23 maja 2015

Londyn pełen wrażeń... Cz.7

Była godzina osiemnasta, powoli przygotowywaliśmy się do imprezy.

Właściwie nie wiedzieliśmy, w co się ubrać. Matylda miała tylko trzy koszulki na zmianę, jedna do spania i dwie na dzień. Ja tak samo. Ubrałem się tak, jak przyjechałem, czyli jeansy i czarna koszula. 

Matylda miała większy kłopot ze strojem. Jedną koszulkę miała ze zdjęciem chłopaków z zespołu, a drugą miała brudną.
-Przecież nie mogę pójść na imprezę z chłopakami, w ich koszulce! – krzyczała
-Spokojnie, coś wymyślimy… - zacząłem intensywnie myśleć, siedząc na krześle i opierając się na dłoni.
Matylda zdenerwowana, chodziła po pokoju, z jednego kąta do drugiego.
-Może pójdziemy do pralni? – zapytałem
-Nie mamy pieniędzy – odwarknęła
-Starczy nam – starałem się ją uspokoić – ja bardzo często chodzę do pralni, zwłaszcza jak pralka się psuje. Nigdy nie mogę namówić mamy, na kupno nowej.
Matylda przystanęła i patrzyła na mnie, i zaczęła się zastanawiać.
-No dobra, chodźmy – powiedziała po chwili wahania.
-Zapytam tylko któregoś z chłopaków, czy nie wiedzą, gdzie tutaj jest jakaś pralnia.
Harry’ego nie było, wyszedłem więc na korytarz, z nadzieją, że spotkam któregoś z chłopaków. Po chwili poszukiwań, wpadłem na Louisa. Rozmawiał z jakąś dziewczyną, nie chciałem przeszkadzać, ale mimo to, podszedłem do niego.
-Tommo, przepraszam, że Ci przeszkadzam – zacząłem nieśmiało – wiesz może, gdzie tutaj jest pralnia?
Chłopak chwilę się zastanowił
-Jasne, niedaleko… Kojarzysz gdzie jest Stratton St.?
-Tak
-No to jak będziesz przy Langan’s Brasserie, to po drugiej stronie ulicy znajdziesz launderettes.
-Dobra, bardzo Ci dziękuję
-Nie ma sprawy – powiedział, uśmiechając się
Szybko poszedłem do pokoju, wziąłem nasze brudne rzeczy do reklamówki i ruszyłem w stronę drzwi.
-Pójdę z Tobą – powiedziała Matylda
Ruszyliśmy pod wskazany adres, znaleźliśmy pralnie i weszliśmy do niej. Pralnia wyglądała troszkę inaczej, nisz u nas w Doncaster. Pralnia, w której ja piorę swoje rzeczy, jest mała, ma tylko cztery pralki, czekać na czyste pranie, trzeba prawie godzinę, a płaci się kasjerce, przy odbiorze. Londyńska pralnia, wygląda zupełnie inaczej. Pralnia jest ogromna, jak trzy nasze pralnie, pralki są na monety, jak automaty z kawą, a na pranie, czeka się tylko piętnaście minut. W dodatku, ceny są o wiele niższe. W Doncaster, za pełne pranie, płaci się 2,50 funtów, w Londynie, aż funta taniej.
-To gdzie wkłada się pranie? – zapytała sarkastycznie
Włożyliśmy brudne ubrania do pralki, ustawiliśmy tryb „zwykłe pranie” i wrzuciliśmy dwa funty. Usiedliśmy na ławce i czekaliśmy na pranie.
-Kto by pomyślał – powiedziałem - przenocował nas sam Harry Styles… Co ja gadam, samo to, że się do nas odzywa… To jakiś sen… Poznaliśmy wszystkich chłopaków z zespołu i w dodatku, idziemy dzisiaj do nich na imprezę…
-Niesamowite, jak życie się układa – dodała Matylda
-Zastanawiam się, co by było, gdybyśmy nie poszli wtedy, na tego kebaba po koncercie…
-Pewnie bylibyśmy już w Doncaster. Ja byłabym w domu z ojcem, który jest zbyt zajęty pracą, by zwracać uwagę na swoją córkę… A Ty, siedziałbyś w domu przed komputerem, albo spotykał się z tymi swoimi „niby znajomymi”…
-„Niby znajomymi”? – zapytałem
-To nie są prawdziwi znajomi
-Dlaczego tak uważasz?
-A czy kiedykolwiek, zabrali Cię gdzieś, gdzie nie musiałeś płacić za swój, i często za ich pobyt?
-Właściwie, to nie – powiedziałem i od razu posmutniałem.
Nigdy nie zdawałem sobie z tego sprawy, ale gdy wychodziłem ze znajomymi, to zazwyczaj musiałem za wszystko płacić. Tak jakby, zapraszali mnie tylko po to, żebym wydał za nich pieniądze.
-Ale nie przejmuj się – powiedziała, łapiąc mnie za ramię – Ja jestem Twoją prawdziwą przyjaciółką – uśmiechnęła się.
-Dziękuję – powiedziałem już trochę weselej – Zawsze wiedziałem, że mogę na Ciebie liczyć – odwzajemniłem uśmiech.
-Cieszę się, że przyleciałam tutaj z Tobą – przytuliła się do mnie.
Nawet nie wiem, kiedy minęło już piętnaście minut. Zebraliśmy nasze czyste i suche ubrania i ruszyliśmy w stronę drzwi. Nawet nie zauważyłem, kiedy Matylda złapała mnie za dłoń. 

Doszliśmy spokojnie do hotelu, wjechaliśmy windą na nasze piętro i weszliśmy do pokoju.
Matylda poszła do łazienki się przebrać, ja zostałem w pokoju i spakowałem nasze rzeczy, których już nie będziemy nosić, do torby. Ubrałem się w to, co wybrałem na imprezę. Nagle usłyszałem jakiś hałas i krzyk Matyldy. Pobiegłem szybko w stronę łazienki, zapukałem i zapytałem, co się stało. Matylda nie odpowiadała, więc chwyciłem za klamkę. Dziewczyna leżała na podłodze, w samej bieliźnie, w kałuży wody. Płakała.
-Co się stało? – zapytałem zaniepokojony – Nic Ci nie jest?
-Pośliznęłam się – odpowiedziała przez zęby
Harry wyszedł z pokoju i zawołał.
-Wszystko w porządku? - zobaczył Matyldę na podłodze
Klęknąłem przy niej.
-Co Cię boli?
-Lewa noga, upadając, uderzyłam się o umywalkę, i tyłek… - odpowiedziała
Spojrzałem na jej nogę, chwyciłem ją i zacząłem lekko dotykać.
-Boli jak dotykam? – zapytałem
Dziewczyna kiwnęła głową. 
-Dzwoń na pogotowie - powiedział Harry zaniepokojony.

Wziąłem telefon i zadzwoniłem na pogotowie, cały czas siedziałem z Matyldą w łazience. Harry poszedł na dół, czekać na pomoc. Pomogłem jej usiąść na desce toaletowej, żeby nie siedziała na zimnej podłodze. Była trochę potłuczona i kręciło jej się w głowie.
-Pomożesz mi się ubrać? – zapytała zarumieniona – Nie mogę przecież pojechać na pogotowie, w samej bieliźnie…
Pomogłem jej założyć czystą koszulkę, prosto z pralni i czyste, czerwone spodnie, za kolano. Ktoś zaczął pukać do drzwi. Był to sanitariusz i Harry, pomógł mi zaprowadzić Matyldę do karetki. 
-Nie mogę jechać z Wami, jedźcie sami - powiedział Harry
Wychodząc, spotkaliśmy Liama.
-Coś się stało? – zapytał zaniepokojony
-Spokojnie, Matylda się trochę potłukła – odpowiedziałem – Ale wolałbym, żeby ktoś ją przebadał.
-Jakbyście czegoś potrzebowali, to dzwońcie – powiedział
-Nie mamy do ciebie numeru
-Daj notes – powiedział wyciągając z kieszeni długopis.
Zapisał mi w nim jakiś numer.
-To mój numer, na komórkę. Gdyby coś się działo, dzwońcie – powtórzył
-Jasne, dzięki – odpowiedziałem i wyszedłem za sanitariuszem, który właśnie pomagał Matyldzie wsiąść do karetki.


Pojechaliśmy na pogotowie, zrobili Matyldzie prześwietlenie nogi i głowy.
-Wszystko będzie dobrze – powiedziałem, próbując ją uspokoić, bo ciągle płakała.
Lekarz poprosił nas do swojego gabinetu, weszliśmy i usiedliśmy na krzesłach, naprzeciwko jego biurka.
-Czy wszystko z nią w porządku? – zapytałem zaniepokojony
Lekarz wyciągnął jej kartę badań, podał nam prześwietlenie jej nogi.
-Co do nogi, to jest tylko potłuczona. Nie jest to nic poważnego, będzie miała oczywiście siniak, ale nie jest to złamanie. Jeśli chodzi o głowę, to mam dość nie przyjemną wiadomość… - Lekarz ściągnął okulary i zmarszczył brwi.
Matylda ścisnęła moją dłoń, spojrzałem na nią, widać było po oczach, że się boi. Przeniosłem wzrok na lekarza i zapytałem cicho.
-A więc, co chce nam Pan powiedzieć?

---------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję, że część Wam się podoba. Mam aktualnie przypływ weny, więc NEXT już nie długo. Zapraszam do komentowania, każdy komentarz jest jak paliwo do mojego, naszego silnika! Piszcie, co Wam się podoba w moim opowiadaniu, a co mógłbym zmienić, jeśli będę mógł, coś poprawię :) . Pozdrawiam/Bart

czwartek, 21 maja 2015

Londyn pełen wrażeń... Cz.6

-Czy coś się stało? – zapytał chłopak
-Nie, to tak tylko… - odpowiedziała
-Gdyście czegoś potrzebowali, mówcie – dodał
-Czy mogę Cię przytulić? – zapytała Matylda

Harry przytulił opiekuńczo Matyldę, gładząc ją po włosach, dziewczyna wtuliła się w niego mocno, chowając twarz w jego ramieniu. Po dłuższej chwili, Matylda puściła Harry’ego.
-A teraz, prześpijcie się – powiedział brunet – To był długi dzień. – po czym opuścił pokój.

Matylda poszła do łazienki, przebrać się w pidżamę, ja robiłem to samo w pokoju. Była dopiero godzina dwudziesta pierwsza, a my byliśmy wykończeni. Londyn pełen wrażeń – pomyślałem i położyłem się. Chwilę później dołączyła do mnie Matylda.
Następnego ranka obudziłem się, lecz nie otwierałem oczu. Nie do końca pamiętałem wczorajszy dzień, nie wiem, co było naprawdę, a co mi się przyśniło. Być może pomoc Harry’ego mi się tylko przyśniła, a ja i Matylda wróciliśmy wczoraj samolotem do Doncaster? Czułem, że leżę przytulony do kogoś. Otworzyłem zaspane oczy i zobaczyłem Matyldę. Szybko zabrałem ręce i odwróciłem się na drugi bok. Dziewczyna zaczęła się wiercić i w końcu, przytuliła się do mnie. Wstałem powoli, by jej nie obudzić i ruszyłem do toalety, a następnie do łazienki. Po porannej toalecie poszedłem do kuchni. Właściwie nie wiedziałem, czy mogę zjeść coś z lodówki. Zapytałbym Harry’ego, ale nie chciałem go budzić. Nie dość, że nam pomógł, to jeszcze mam go budzić? Ale z drugiej strony, nie dość, że nam pomógł, to jeszcze okradliśmy go z jedzenia? Otworzyłem lodówkę i nie znalazłem w niej żadnej żywności. Sięgnąłem do swoich jeansów i wyciągnąłem z portfela ostatnie piętnaście funtów. Ubrałem się się, wziąłem klucz ze stołu i wyszedłem do pobliskiego sklepu. W nim, kupiłem bochenek chleba za funt, 10 jaj za funt, dwa litry soku pomarańczowego,  za funt i 200g sera za 2 funty. Starałem się, wydać jak najmniej, byle by mieć, co zjeść. Wróciłem do pokoju i w kuchni, zacząłem  robić jajecznicę i grzanki. Nałożyłem śniadanie na trzy talerze, do trzech szklanek nalałem sok pomarańczowy. Można powiedzieć, że prawdziwe Londyńskie śniadanie. Brakowało tylko bekonu, który niestety był zbyt drogi, żebym mógł go kupić, czy kiełbasek.  Jako, że byłem głodny, od razu usiadłem do stołu.  Po moim pierwszym kęsie, wstała Matylda.
-Cześć – powiedziała – to dla nas?
-Nie, dla świętego mikołaja – odpowiedziałem rozbawiony.
Dziewczyna również się uśmiechnęła i usiadła do jedzenia. Zaczęła mi opowiadać swój dziwny sen, o tym jak pływała na Titanicu. Gdy już skończyliśmy jeść, wstał Harry. W koszulce i bokserkach wszedł do kuchni, Matylda się zarumieniła.
-Hej – przywitał się zdziwiony
-Cześć, przepraszam, byliśmy głodni – zacząłem – zrobiłem małe zakupy i jajecznicę…
-Nie ma sprawy, to dla mnie? – zapytał
-No pewnie – odpowiedziałem
Harry usiadł do stołu i zjadł śniadanie.
-Co macie dzisiaj w planach? – zapytał brunet
-Właściwie, to nic – odpowiedziała Matylda
-Może przejdziemy się na jakiś większy spacer, nie chcemy Ci przeszkadzać – powiedziałem
-Nie przeszkadzacie mi – powiedział i się zaśmiał
-A Ty, masz jakieś plany? – nie zdążyłem ugryźć się w język, chyba nie powinienem o to pytać
-Właściwie, to chcieliśmy się przejść z chłopakami do muzeum figur woskowych. Chcecie iść z nami?
Spojrzałem na Matyldę, ta kiwała głową.
-Nie mamy już pieniędzy… - wyjaśniłem
-Nie szkodzi, ja stawiam – odpowiada chłopak
-Nie – powiedziałem stanowczo
Harry spojrzał na mnie pytająco.
-Nie, przepraszam, ale nie
-Dlaczego? – zapytał mnie
-Harry, słuchaj, pozwoliłeś nam u siebie przenocować, wczoraj postawiłeś nam śniadanie, zapraszasz nas na imprezę. To zbyt wiele.
Harry zamknął oczy, uśmiechnął się i pokręcił głową.
-Bart, musisz się czegoś nauczyć – powiedział. – Jeśli ktoś oferuje Ci jakąkolwiek pomoc, musisz korzystać. Ludzie rzadko sobie pomagają.
-Pomoc to jedno, a rozdawanie pieniędzy to drugie. Myślę, że nie powinieneś na nas ciągle wydawać, nie będziemy mieli jak oddać, nie mamy tyle kasy co Ty, nie jesteśmy sławni - chłopak patrzył na mnie przenikliwym wzrokiem.
-Słuchaj, nie traktuj mnie jak gwiazdy. Nie jestem lepszy od ciebie – oburzył się
Poczułem się jak głupek.
-Przepraszam, nie chciałem Cię urazić. To dla mnie coś nowego, że nieznajoma mi właściwie osoba, w dodatku znana, jest dla mnie tak miła i chętna do pomocy – opuściłem głowę
Nastała cisza, nie było słychać nic prócz tykającego zegara w pokoju. Harry wstał z krzesła i włożył pusty talerz do zlewu. Podszedł do mnie, złapał mnie za ramie i powiedział
-Nie jestem zły, ani urażony. Po prostu, nie lubię jak ludzie traktują mnie jak nadczłowieka – wytłumaczył i ruszył w stronę sypialni. Stanął w drzwiach.
-Jeśli byście jednak chcieli pójść ze mną, to mówcie – powiedział, po czym zniknął za drzwiami.
Matylda spojrzała na mnie z nienawiścią, zrobiłem przepraszającą minę, a ona kiwnęła głową zachęcając mnie, żebym poszedł do Harry’ego i wyjaśnił całą sprawę. Podszedłem do jego drzwi i zapukałem.
-Harry, jeszcze raz Cię przepraszam. Jeśli chcesz, bardzo chętnie z Wami pójdziemy… - nie zdążyłem dokończyć zdania, gdy drzwi się otworzyły.
-Super – wyszedł z uśmiechem zwycięzcy, ubrany już w spodnie i koszulę Harry.


Ubraliśmy się i razem z Harrym, opuściliśmy pokój.
-Podejdziemy jeszcze po chłopaków – oznajmił Harry
Stanęliśmy przed drzwiami pokoju po lewej stronie, od naszego pokoju. Harry zapukał, drzwi otworzył ubrany już Zayne.
-Idziemy? – zapytał
-Zaprosiłem też Barta i Matyldę, poznajcie się – powiedział Harry
Zayne podał rękę Matyldzie i się przedstawił, następnie przedstawił się mnie.
-Pójdę po Nialla, wy idźcie po Louisa i Liama – zaproponował Zayne.
Poszliśmy z Harrym kilka drzwi dalej, po Liama i razem z nim, poszliśmy na drugi koniec korytarza po Louisa. Liam pukał, ale Lou nie odpowiadał. Spojrzał na Harry’ego, a ten poirytowany, złapał za klamkę i wszedł do jego sypialni.
-Lou! Wstawaj! – zawołał głośno i stanowczo
-Co jest? – ocknął się
-Jest już dwunasta – powiedział Harry
-Mieliśmy iść do muzeum figur woskowych – tłumaczy Liam
-No tak, już wstaje, dajcie mi chwilę – poprosił Lou
-Będziemy na Ciebie czekać na dole – powiedział Harry wychodząc.

Wszyscy zeszliśmy na dół, tam już czekali na nas Zayne i Niall. Przedstawiliśmy się Niallowi, który (przynajmniej tak wyglądało), naprawdę cieszył się, że nas poznał. Po kilku minutach zszedł Lou, któremu również się przedstawiliśmy.
-Jestem Bart, a to Matylda – powiedziałem
-Louis, możecie mówić Tommo – powiedział chłopak – Jedziemy? Ja prowadzę!
I ruszyliśmy do samochodu Louisa. Przed muzeum byliśmy w dziesięć minut, chłopak jechał dość szybko a i korków też nie było. Kolejka, nie była aż tak długa jak mogłoby się wydawać. Przed nami było około sześciu osób. Rozmawialiśmy z Niallem, przez co, nie dowiedzieliśmy się, po ile są bilety. Kiedy zapytałem Harry’ego, tylko się uśmiechnął i pokręcił głową.

Całe pięć godzin spędziliśmy w muzeum, robiąc sobie zdjęcia z woskowymi figurami celebrytów.
-Może kiedyś i Wasze figury się tutaj znajdą – zaśmiała się Matylda
-Być może – powiedział Zayne
-Będziemy sobie wtedy, zrobić z Wami zdjęcie – dodała
-Teraz też możecie – powiedział Niall
Matylda, cała w skowronkach, poprosiła jedną ze zwiedzających pań, o zrobienie zdjęcia.


Była godzina osiemnasta, powoli przygotowywaliśmy się do imprezy...

----------------------------------------------------------------------
Muszę przyznać, że ta część, była na prawdę nudna. Następną obiecuję ciekawszą. A do tego czasu, zapraszam gorąco do pisania komentarzy. Piszcie co chcecie, jeśli chcecie podzielić się ze mną swoimi spostrzeżeniami, swoimi odczuciami, czy nawet jeśli chcecie pochwalić się, że udało Wam się przeczytać całą część, nie usypiając. Wszystko przeczytam! Każdy komentarz, to napęd do pisania kolejnej części. Pozdrawiam i mam nadzieję, że się podoba/Bart

wtorek, 19 maja 2015

Londyn pełen wrażeń... Cz. 5

Po postoju w KFC wróciliśmy do hotelu, lecz przed wejściem zatrzymuje nas ochroniarz.
-Państwo z pokoju 201?
-Tak, o co chodzi?
-Przykro mi to mówić, ale…

-…ale Państwo wynajmowali pokój tylko do dziś, do godziny czternastej.
-To znaczy, że nasze rzeczy zostały wyrzucone? – zapytałem przerażony
-Nie wyrzuciliśmy Państwa rzeczy, musieliśmy usunąć je z pokoju, ale ich nie wyrzuciliśmy. Państwa rzeczy są przechowywane w szatni – odpowiedział ochroniarz
Odetchnęliśmy spokojnie…
-Muszę poprosić o klucze do pokoju – powiedział
Wręczyliśmy mu je.
-Przepraszamy za problem, kompletnie o tym zapomnieliśmy – wytłumaczyła Matylda
-Nie ma sprawy – dodał ochroniarz – Nie byłoby żadnego problemu, gdyby nie to, że osoby, które miały rezerwację na pokój na dziś, przyjechały.
Ochroniarz uśmiechnął się do Matyldy, w dość niepokojący sposób. Wydawał się podrywać Matyldę. Jestem za nią odpowiedzialny – powiedziałem sobie w duchu.
-Gdzie jest ta szatnia? – zapytałem sucho
Mężczyzna otrząsnął się i spojrzał na mnie jakby rozmarzonym wzrokiem.
-Przy recepcji, schodami na dół, w prawo i trzecie drzwi po lewej – odpowiedział nieprzyjemnie
Chwyciłem Matyldę pod rękę i ruszyliśmy we wskazanym kierunku. Czułem na nas wzrok ochroniarza.
-Gdzie my się podziejemy? – zapytała dziewczyna
Przez dłuższą chwilę nie odpowiadałem, zastanawiałem się nad satysfakcjonującą odpowiedzią. Żadnej nie znalazłem.
-Nie mam pojęcia – odpowiedziałem – Chyba musimy wrócić do domu…
-Przecież jutro jest impreza z chłopakami z One D. – dodała
Ponownie, nie wiedziałem, co jej odpowiedzieć. Doszliśmy do szatni.
-Przepraszam bardzo – zacząłem do pani szatniarki – Jesteśmy z pokoju 201, nasze bagaże…
Nie zdążyłem dokończyć zdania, gdy kobieta mi przerwała.
-Oczywiście, już Państwu podaję – powiedziała – Jesteście jedynym takim przypadkiem, nigdy wcześniej nam się to nie zdarzyło… - zaśmiała się cicho
-Widzę, że śmieszy panią ta sytuacja – zdenerwowała się Matylda
-Przepraszam, nie chciałam być niegrzeczna – wyjaśniła się kobieta
-Ale tak to wyglądało
Po ostatnim zdaniu Matyldy, kobieta przestała się odzywać, z jej ust zniknął także śliczny uśmiech. Oddała nam bagaże w nienaruszonym stanie. Otworzyliśmy je, by sprawdzić czy wszystko jest  w środku. Wszystko było, nawet ładnie ułożone.
-Dziękujemy – powiedziałem – do zobaczenia
Pożegnałem się i wychodząc, ujrzałem na jej twarzy uśmiech odsłaniający białe, równe zęby.
Odprowadzani niepokojącym wzrokiem ochroniarza, wyszliśmy z hotelu i usiedliśmy na ławce, na pobliskim przystanku. Matylda spojrzała na mnie pytającym wzrokiem.
-Nie wiem… Po prostu nie wiem… Nie mamy się gdzie zatrzymać, nie mamy już zbyt pieniędzy… Musimy mieć pieniądze na bilety powrotne… Chciałbym pójść na jutrzejszą imprezę, chciałbym… Ale, nie wiem co zrobimy w dzisiejszą noc.
-Może Harry nam pomoże?
Zamknąłem oczy i pokręciłem głową.
-Nie możemy się mu narzucać, i tak już dużo zrobił zapraszając nas na przyjęcie
-Wiem, ale możemy przecież spróbować
Chwyciła telefon i napisała do Harry’ego na twitterze. Czekała niecierpliwie na odpowiedź, w tym czasie ja, zastanawiałem się, jak wyjaśnię Matyldzie jego odmowę. „Przecież to celebry ta, nie musi nam pomagać” brzmiało zbyt obraźliwie… „Może nie ma jak nam pomóc” też nie brzmiało tak, jakbym chciał… „Na pewno chciałby nam pomóc, ale przecież nas nie zna” ta odpowiedź była najlepsza, jaką udało mi się ułożyć. Matylda drgnęła i zaczęła czytać coś w telefonie.
-Przykro mi, na pewno chciałby nam pomóc, ale…
-Powiedział, żebyśmy przyszli na St. James’s Pl, przenocujemy u niego na sofie.
Nie mogłem wyjść ze zdziwienia. Harry Styles, chłopak, który odniósł sławę jak mało kto, człowiek z zupełnie innego wszechświata, pomaga nam, zwykłym ludziom, którzy nie mają dachu nad głową. Niesamowite…
Ruszyliśmy w stronę wskazanej ulicy, nosząc niezbyt ciężkie, aczkolwiek nie wygodne torby, pełne M&Msów, ubrań, płynów pod prysznic itp. 
W pewnym momencie zauważyliśmy, że w naszą stronę ktoś macha. To Harry, stał na środku chodnika w płaszczu i z rozczochranymi włosami.


-Słyszałem, że potrzebujecie noclegu – zaczął
-Przepraszam Cię, naprawdę nie prosilibyśmy o pomoc, gdyby nie było to konieczne. Nie mamy pieniędzy na hotel, zostaliśmy z niego usunięci… - opowiadałem a Harry ze zmarszczonymi brwiami, słuchał i potakiwał głową.
Gdy już opowiedziałem chłopakowi całą historię, ten powiedział niewzruszony
-Wiesz, że nie musisz mi się z tego wszystkiego tłumaczyć?
-Ale chcę, nie chcę mieć niewyjaśnionych spraw… - odpowiedziałem
Chłopak poklepał mnie i Matyldę po ramionach, odwrócił się i gestem kazał nam za sobą podążać.
-Zapraszam do The Ritz London, mamy tam z chłopakami wynajęte pokoje – powiedział
-Dziękujemy Ci, naprawdę, nie wiemy jak się odwdzięczyć – podziękowałem
Chłopak zatrzymał się, odwrócił głowę w stronę Matyldy i zapytał
-Mówicie, że wydaliście dużo pieniędzy w M&Ms World?
-Tak – odpowiedziała Matylda
Chłopak znów się uśmiechnął.
-Dogadamy się jakoś – powiedział i zaczął się śmiać
Doszliśmy do hotelu, był ogromny, nie taki jak nasz. Weszliśmy, chłopak zaprowadził nas do windy, następnie wjechaliśmy na siódme piętro i ruszyliśmy spokojnie do pokoju oznaczonego liczbą 320. Harry otworzył drzwi, wpuścił nas przodem, po czym powiedział
-Rozgośćcie się
I usiadł na fotelu w rogu pokoju.
Pokój był duży, w jednej ze ścian były otwarte drzwi do sypialni, w której było duże łóżko.
-Gdzie możemy się przespać? – zapytałem
-Możecie na tej sofie, rozkłada się… Myślę, że się zmieścicie – odpowiedział
-Pewnie – powiedziała Matylda
Harry rozłożył nam sofę, dał koc ze swojego łóżka i dwie poduszki.
-Jeszcze raz, dziękuję Harry – powiedziałem
-Nie ma sprawy – odpowiedział
-Jest, to naprawdę dużo. Przecież jesteśmy dla Ciebie nieznajomymi.
-Jesteście nieznajomymi, ale dobrymi ludźmi, którzy pomimo tego, że wiedzą kim jestem, że mają dostęp do mojego portfela, w którym  mam wszystkie informacje o sobie, o miejscu zamieszkania… Nie wykorzystujecie tego do swoich celów… Oddajecie mi portfel i nie chcecie nic w zamian. Chciałem Wam się odwdzięczyć w jakiś bardziej przyzwoity sposób, niż tylko zaproszenie na imprezę, ale nie wiedziałem jak… Teraz mam okazję i korzystam – po wypowiedzi Harry’ego spojrzałem na Matyldę. Po jej policzku płynęła ciepła łza.
-Czy coś się stało? – zapytał chłopak
-Nie, to tak tylko… - odpowiedziała
-Gdyście czegoś potrzebowali, mówcie – dodał
-Czy mogę Cię przytulić? – zapytała Matylda





----------------------------------------------------------------------
Oto następna część opowiadania o Harrym, Barcie i Matyldzie. Mam nadzieję, że Wam się podoba. Jeśli macie jakieś uwagi, lub jeśli chcecie mnie zmotywować do częstszego wstawiania części, możecie pisać komentarze na dole strony!!! Bardzo do tego zachęcam. Dziękuję za Waszą uwagę, pozdrawiam/Bart

środa, 13 maja 2015

Londyn pełen wrażeń... Cz.4

Mieliśmy się spotkać w Liz Cafe, kawiarni i restauracji. Dość ciekawe miejsce. Po wejściu, nie od razu wiedzieliśmy gdzie jest Harry. Tym razem, nie próbował się ukrywać, widać, że czuł się tutaj dobrze.
-Zjecie coś? – zapytał brunet…

…gdy już usiedliśmy na wolnych miejscach przy jego stoliku. Wziąłem menu, otworzyłem i przeczytałem pierwsze danie z brzegu. Byłem głodny.
-A Ty, co chcesz? – zwróciłem się do Matyldy.
Dziewczyna nie odpowiedziała, więc szturchnąłem ją lekko w ramie.
-Napiłabym się kawy – powiedziała nieprzytomnie, patrząc na swojego idola.
Spojrzałem na Harry’ego.
-Dziękujemy za zaproszenie – powiedziałem.
-Nie ma sprawy – odpowiedział chłopak, zanim zdążyłem rozwinąć swoją wypowiedź.
-Nie chcę zabrzmieć źle, ale – kaszlnąłem, oczyszczając gardło – ale, dlaczego nas tu zaprosiłeś?
Chłopak uśmiechnął się.
-Bo chciałem Was lepiej poznać – powiedział.
-Przecież zaprosiłeś nas już na imprezę – dodałem.
-Tak, ale chciałem wiedzieć, z kim będę się na niej bawił, nie miałem przecież jeszcze okazji z Wami porozmawiać.
-To miło, dzięki… - powiedziałem.
-To może, ja powiem coś o sobie? – powiedziała nagle Matylda, czym wprawiła mnie w zdumienie.
Wzrok Harry’ego powędrował na dziewczynę.
-Jestem Matylda Blackberry, mam szesnaście lat, rocznikowo, a jestem z Doncaster, directioner od trzech lat, niemalże od samego początku…
Matylda się rozgadała, biedny Harry, musi jej słuchać. Spojrzałem na niego, nie wyglądał na znudzonego, wręcz przeciwnie. Patrzył się na nią serdecznym wzrokiem, a jego usta były wykrzywione w lekkim uśmiechu. Widziałem blask w jego oczach. Pani kelnerka przyniosła nasze zamówienia. Najwyraźniej zamówiłem jajecznicę z grzybami, dwoma kawałkami bekonu i tostem.
Matylda dostała swoją kawę, a Harry zamówił dwa czekoladowe rogaliki i kawę. Kelnerka mówi, że przyniesie rachunek, gdy już będziemy wychodzić. Harry patrzy w moją stronę.
-Może też coś o sobie powiesz? – pyta zachęcająco.
-A co, ja mogę o sobie powiedzieć? – zaśmiałem się.
-Bart jest muzykiem – zaczęła za mnie Matylda.
-Naprawdę? – zapytał – A co grasz?
-Takie tam… Trochę na gitarze, nie ważne… - czuję się zakłopotany.
Nie będę się przecież ośmieszał przed profesjonalnym muzykiem. Ja i ta moja rozstrojona gitara, pewnie był lepszym muzykiem ode mnie, już w przedszkolu. Nie chcę mówić, ale chłopak namawia mnie do tego uśmiechem i skinieniem głowy.
-Tak jak Matylda, mieszkam w Doncaster. Mam osiemnaście lat, szczerze mówiąc, słucham Was od przedwczoraj – czuję się, jakbym tłumaczył się na policji, co złego zrobiłem.
-I jak? – pyta Harry
-Wydajecie się świetni – odpowiadam
Chłopak się uśmiecha, odwzajemniam uśmiech.
Rozluźniliśmy się, a rozmowa sama się potoczyła…
Gdy skończyliśmy jeść, kelnerka przyniosła rachunek. Sięgnąłem za portfel i wyciągnąłem dziesięć funtów.
-Zostaw, ja zapłacę – mówi brunet, wyciągając portfel.
-Ale przecież… - zacząłem.
-To ja Was zaprosiłem i to ja płacę – zakończył temat
-Dzięki – mówię
Już kierowaliśmy się z Matyldą w stronę wyjścia, gdy Harry zawołał.
-Poczekajcie! – i podbiegł do nas.
-Co się stało? – zapytałem.
-Będziecie jutro na imprezie?
-Tak, będziemy – odpowiada Matylda – Nie przegapilibyśmy takiej okazji!
Harry spojrzał na mnie, jakby czekał na potwierdzenie tego, co mówi dziewczyna.
-Będziemy, na sto procent – powiedziałem, kiwając głową.
Chłopak się uśmiechnął, pokazując swoje białe zęby.
-To, do zobaczenia – powiedział.
-Do zobaczenia – odpowiedzieliśmy, po czym opuściliśmy lokal
Poszliśmy do taksówki. Skoro jesteśmy już w Londynie, to, czemu by nie pozwiedzać? Pojechaliśmy zobaczyć Big Bena, następnie przespacerowaliśmy drogę do London Eye. Niestety, kolejka do samej kasy, była tak długa, że postanowiliśmy przejść od razu, do zwiedzania Pałacu Buckingham. Oczywiście, z daleka, Matylda nie chciała wydawać pieniędzy na bilety. Dziewczyna bardzo chciała pójść w pewno miejsce, nie powiedziała mi gdzie. Powiedziała, że wie którędy tam dojść i żebym się nie martwił. Doszliśmy do Coventry Street, Matyldzie zależało na pójściu do M&Ms
World. To dlatego nie chciała wydawać pieniędzy na bilety do pałacu. Wydała ponad pięćdziesiąt funtów na same M&Msy, na żółte z orzechami, na czerwone z samą czekoladą… Wyglądała, jakby niosła w torbie tęczę. W samym sklepie ze słodyczami, zleciało nam ponad dwie godziny.
Zgłodnieliśmy, postanowiliśmy zatrzymać się w KFC. Mój telefon zaczął dzwonić. To mama…
-Kiedy wracasz? – zapytała.
-Myślę, że w sobotę wieczorem będę już w domu – odpowiadam.
-Dopiero w sobotę?
-Zostajemy trochę dłużej, dostaliśmy zaproszenie na… - nie mogę powiedzieć imprezę, pomyśli sobie, że będziemy chodzić po klubach, pijani czy naćpani - …na kolację, do muzyka, na którego koncercie byliśmy…
-No dobrze – słyszę w jej głosie niepokój.
-Spokojnie mamo, to chłopak w moim wieku.
-Oh… Dobrze, to bawcie się dobrze.
-Dzięki, pa – żegnam się.
-Pa – mówi mama


Po postoju w KFC wróciliśmy do hotelu, lecz przed wejściem zatrzymuje nas ochroniarz.
-Państwo z pokoju 201?
-Tak, o co chodzi?
-Przykro mi to mówić, ale…

----------------------------------------------------------------
Co stało się z pokojem Barta i Matyldy? Jak będzie wyglądać impreza i czy w ogóle się odbędzie? Wszystkiego dowiecie się w następnej części...
 Zapraszam do pisania komentarzy. Możecie także pisać uwagi odnoście opowiadania, pochwały czy po prostu, co wam przyjdzie do głowy. Każdy komentarz, to powód do dalszego pisania!
Pozdrawiam gorąco/Bart

piątek, 1 maja 2015

Londyn pełen wrażeń... Cz.3

Zjedliśmy i gdy zaczęliśmy się już kierować do wyjścia, zauważyłem na podłodze portfel. Podniosłem to i otworzyłem, żeby zobaczyć, do kogo należał.Wyciągnąłem pierwszy dokument z brzegu i  poznałem nazwisko osoby która to zgubiła…  Styles..?

Harry wyszedł jeszcze zanim skończyliśmy jeść.
-To portfel Harry’ego – powiedziałem do Matyldy – Musimy go zwrócić. Wiesz może gdzie się zatrzymali?
-Nie, ale wiem, kto będzie wiedział – odpowiedziała wyciągając komórkę.
Po krótkiej chwili znaliśmy już odpowiedź na moje pytanie i ruszyliśmy pod wskazany adres.
Nie dało się nie zauważyć, że pod tym budynkiem była całkiem spora ilość ludzi.
Udało nam się jednak przejść przez tłumy, niestety, gdy chcieliśmy wejść, zauważyliśmy, że ludzie zaczęli kierować się w innym kierunku.
To mogło oznaczać tylko jedno, chłopaki musieli już opuścić budynek.
Zobaczyłem, że Matylda, sprawdza coś w komórce, jakby czytała mi w myślach.
-Harry napisał na twtterze, że dopiero w przyszłym tygodniu wyjeżdżają – Powiedziała dziewczyna.
-To, dlaczego jadą teraz? – zapytałem
-Nie mam pojęcia
I nagle mnie olśniło… Harry na pewno zauważył, że nie ma portfela i wyjechał z chłopakami, żeby go poszukać. Powiedziałem to Matyldzie.
-Jak myślisz, gdzie będą szukać? – zapytała
-Na ich miejscu, najpierw pojechałbym do Areny, przecież dzisiaj dawali tam koncert – odpowiedziałem.

Wsiedliśmy w taksówkę i zajechaliśmy na miejsce. Przy wejściu stał zaparkowany samochód, pewnie są w sali, pomyślałem. Weszliśmy żeby się przekonać. Usłyszeliśmy głosy dochodzące zza sceny i zrozumieliśmy, że są tam chłopcy. Niestety, nie był to Harry, tylko Liam z kolegą.
-Cześć? – przywitał się zaskoczony muzyk.
-Cześć – odpowiedziałem. Matyldę zamurowało. – Jesteśmy Waszymi wielkimi fanami.
-To miło – powiedział.
-Jesteśmy tutaj, ponieważ znaleźliśmy portfel Harry’ego i chcieliśmy go oddać.
-Super, dzięki… Już do niego dzwonię – powiedział brunet, wyciągając telefon.
Po nie całych piętnastu minutach, które spędziliśmy na rozmowie z Liamem i jego przyjacielem Mattem, sportowym samochodem, przyjechał Harry. Wysiadł i szybkim krokiem, przyszedł za scenę.
-To Wy? – zapytał zdziwiony.
-To My – powiedziałem, z braku czegoś lepszego do powiedzenia.
-Znaleźliście mój portfel?
-Tak, zgubiłeś go w knajpie, w której się spotkaliśmy – powiedziałem.
-Dzięki – powiedział, podając mi rękę – Bez niego, miałbym sporo problemów.
-Nie ma sprawy.
Matylda, po długim czasie nie odzywania się, wydusiła z siebie pytanie.
-Mogę sobie zrobić z Wami zdjęcie?
Chłopcy, trochę zdziwieni jej nagłym otrzeźwieniem, spojrzeli na nią i zgodzili się.
Przyjaciel Liama, Matt, chciał nam zrobić zdjęcie, ale w końcu zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie, razem z nim.
-Jestem Wam coś winien, za mój portfel – zaczął Harry.
-Nie jesteś nam nic winien, przecież to nic takiego – odpowiedziałem.
-Może dacie się zaprosić na imprezę z zespołem? – zaproponował
Spojrzałem pytająco na Matyldę. Pomimo widocznego na twarzy zmęczenia, jej oczy zapłonęły z ekscytacji.
-Jasne – odpowiedziałem
-Zatem, zapraszamy do nas – Liam, wręczył mi, przed chwilą napisaną kartkę z adresem – w ten piątek, na około osiemnastą.
Schowałem kartkę do kieszeni w jeansach i przypomniałem sobie, o moim notesie.
-Panie Payne – zacząłem.
-Wystarczy Liam – powiedział chłopak uśmiechając się.
-Liamie, czy mogę Cię prosić o autograf? – zapytałem, podając mu notes.
Chłopak wziął notes i podpisał się w nim.
Podziękowałem, pożegnaliśmy się z wszystkimi i wyszliśmy.
-Nikt mi nie uwierzy – powiedziała Matylda, gdy już oddaliliśmy się trochę od Areny.
Wyciągnąłem telefon i zadzwoniłem po taksówkę, która dość szybko, po nas przyjechała. Gdy dotarliśmy do hotelu, była już północ. Nie ściągając z siebie ubrań, położyliśmy się do łóżek i zmęczeni całym dniem, usnęliśmy.


Rano, przed godziną dziesiątą, obudził mnie jęk Matyldy. Otworzyłem oczy i zobaczyłem jak Matylda płacze…
-Co się stało? – zapytałem niepewnie
-Liam i Harry zaczęli obserwować mnie na twitterze! – niemalże wykrzyknęła dziewczyna.
-Skąd wiedzieli, który profil jest Twój?
-Bo wrzuciłam tam, nasze wspólne zdjęcie i ich oznaczyłam – odpowiedziała spokojnie.
-Kiedy zdążyłaś to zrobić? – zapytałem zdziwiony.
-Wczoraj, zanim poszliśmy spać – odpowiedziała
-Nie miałaś nawet czasu, żeby się przebrać w piżamę, bo zasnęłaś…
Matylda nie odpowiedziała. Patrząc na telefon, otworzyła szeroko oczy i usta.
-Co znowu? – zapytałem, dość już poirytowany jej dziwnym zachowaniem.
-Harry do mnie napisał. Pyta, co u nas i czy damy się, jeszcze dziś namówić na kawę.
-Napisz mu, że chętnie się spotkamy.
-Ale ja nie mogę, przecież to Harry, jak mam do niego napisać?
-Normalnie, to taki sam człowiek jak Ty i ja. Raczej zrozumie jak do niego napiszesz – nie podobało mi się, że Matylda tak dziwnie traktuje chłopaków. Założę się, że są już zmęczeni tym, że są sławni. Sława jest fajna, ale kiedy na twój widok, ludzie zaczynają się zachowywać tak jak Matylda, może to być męczące. Mieliśmy się spotkać w Liz Cafe, kawiarni i restauracji. Dość ciekawe miejsce. Po wejściu, nie od razu wiedzieliśmy gdzie jest Harry. Tym razem, nie próbował się ukrywać, widać, że czuł się tutaj dobrze.
-Zjecie coś? – zapytał brunet…

----------------------------------------------------------------------
Przepraszam, że tak długo musieliście czekać na trzecią część, ale niestety zmagałem się z brakiem weny. Część, jak zwykle, nie jest zbyt długa. Mam nadzieję, niedługo, napisać część troszkę dłuższą. Mam nadzieję, że się podoba. Jeśli macie jakieś uwagi,  pomysły, czy cokolwiek do powiedzenia, zapraszam do pisania komentarzy! Pozdrawiam/Bart