DOWOLNY TEKST DOWOLNY TEKST DOWOLNY TEKST DOWOLNY TEKST

Muzyka

sobota, 27 czerwca 2015

"Madhouse" - Little Mix



Kap, kap, kap... powolnie opadające na gładką powierzchnię białej dotąd pościeli krople krwi, wydają cichy, wręcz niesłyszalny dla ludzkiego ucha dźwięk. Czerwona ciecz właśnie ucieka z ciała małym, powolnie płynącym strumyczkiem, z otwartej rany wykonanej własnymi rękoma i narzędziem, kupionym tu niedaleko, od starej kobiety ze sklepu. Chłodny metal dopiero co przed minutą przeciął moją skórę, dobierając się do żyły, którą po chwili rozciął wzdłuż ręki, tak aby trudniej było jej się zrosnąć. Nie ważne jest moje życie. Ważne jest jego, ich, każdego innego, tylko nie moje. Moje, jest czymś zbędnym i zdaje się być czymś prawdziwie ulotnym, a udowadniam to sobie tym, że właśnie życie ze mnie uchodzi. Tym małym strumykiem szczęścia i radości, chociaż może bólu i wielkiego życiowego, od zawsze będącego ze mną strachu? No cóż, to nie jest ważne, tego zaraz nie będzie. Pocieram przekrwione oczy jeszcze zdrową ręką i chwytam położony przed minutą metal, nadal zimny i nadal chętny by odebrać mi ostatnie chwile życia. Jedna kreska za drugą tworzą na okaleczonej już wcześniej ręce napis HELP, niemej pomocy, o którą prosiłem każdego, nie mogąc jednak mu tego powiedzieć wprost. Ręka strachu zawsze łapała mnie za gardło i nie pozwala się do tego przyznać. Jednak jeśli strach odpuścił, przychodził smutek, który mówił mi tylko jedno: twoje życie jest niepotrzebne, po co masz to mówić komuś. I dzięki nim w końcu nie wytrzymałem i kończę ze sobą. W końcu na cholerę zabieram komuś tlen? Ktoś na tym bardziej skorzysta. Kończąc swoje dzieło, przyglądam się jemu w wielkim podziwie. Przecieram zdrową ręką oczy, ocierając krwiste łzy i rozmazując przy okazji ich farbą, bladą twarz. Ręka staje się coraz bielsza, jej kolor łączy się z kolorem pościeli, która zamienia nasze role i teraz to ona ma życie. Dostaje intensywną czerwoną barwę, mówiąc mi że właśnie ona ożywa i wreszcie może zacząć normalne, realne życie. Ja natomiast, powoli zamieniam się w białe prześcieradło. Ostatkiem sił rzucam najmocniej jak tylko potrafię o ścianę moim metalem śmierci, a z ust wydobywa się wielki krzyk błagania o pomoc, a zarazem wyrażania swojego bólu. Nie, nie, nie... nie bólu fizycznego. To nie boli, to daje wolność. Ból psychiczny jest zabójstwem, które zabija człowieka w najsłabszym momencie życia. I tak właśnie teraz jest. Teraz żegnam się ze światem. Tak będzie lepiej...
Gorący pot na czole, przyprawia mnie o dreszcze. Daje mi jednak impuls do otworzenia oczu. Ręka? Stan chyba w porządku. Mogę nią ruszać. Oczy? Normalne, z małymi czerwonymi żyłkami w środku ale to u mnie normalne, aż za normalne. Czy to był sen?
- Nie to był koszmar. - zimny głos mężczyzny rusza w kierunku moich uszu, przyprawiając mnie o zimne ciarki na całym ciele. Odwracam się. Rozglądam po całym pomieszczeniu. Nikogo nie ma. Duchy? A może totalnie zwariowałem? Zakładam na uszy zielone słuchawki i puszczam spokojną muzykę, licząc na ukojenie skołatanych nerwów. Jeden utwór leci za drugim, aż w końcu dochodzę do tego...
Zrywam kontakt ze światem. Staję przed lustrem, spoglądam na swoją pokiereszowaną twarz. Czerwone oczy, przyspieszony oddech, nagłe uczucie gorąca. Zamaszystym ruchem ściągam słuchawki z uszu i gdy myślę już, że jest w porządku w lustrzanym odbiciu nie ma żadnej poprawy. Krzyczę z przerażenia, gdy za mną rzekomo pojawiają się zjawy pewnych dam, ubranych na czarno. Włosy mają poszarpane, robiąc wrażenie szalonych i nieobliczalnych kobiet. Jest ich raz, dwa, trzy, cztery. Stoją za mną. Czuję ich oddech. Przyjemny. Całkiem przyjemny. Zapach nie jest odrażający, a wręcz przeciwnie. Pachną jak normalne, dbające o siebie divy. Moje mięśnie napinają się do maksimum, gdy niespodziewanie dwie z nich biorą w uścisk moje nadgarstki i swoimi długimi szponami zaczynają coś kreślić na obu rękach. Na prawej Madhouse, na lewej Little Mix. Po skończonym zadaniu, odsuwają się i oddają mnie dwóm pozostałym. Blondynce i szatynce. Tamte wyglądały bardzo strasznie, lecz te, są jeszcze gorsze. Szatynka bierze moją twarz, przybliża do siebie i palcem od ust do piersi przejeżdża, zatrzymując się na swoim upatrzonym celu. Zostaję uwięziony w uścisku pozostałych kobiet. Wykonawczyni wyroku właśnie rozdziera ostrym pazurem bluzkę do połowy i na mojej klatce piersiowej wypisuje ostrzem jakiś tekst... po niej do dzieła rusza blondynka, kończąc pracę koleżanki. Po chwili znikają, a ja zostaję z krwistymi ranami przed lustrem. Biorę rzucone wcześniej słuchawki i przykładam do uszu. Rany mojego ciała nagle ożywają i zaczynają pulsować w rytm piosenki. Na jej końcu, rany boleśnie znikają, nie zostawiając po sobie już żadnego znaku. Wracam do cholernego życia, mając nadzieję, że jeszcze spotkam piękne zjawy...


-------------------------------------------------------------------------------------
Krótki imagin na temat piosenki Little Mix. Mam nadzieję, że się podoba :) Wszystko co pisałem było wprost z mojej nieogarniętej głowy, także możliwe, że trochę jest dziwne ;) Piszcie w komentarzach wrażenia! /Liam

piątek, 19 czerwca 2015

Londyn pełen wrażeń... Cz.13a

Zaczął się hałas syreny policyjnej, samochód gwałtownie zahamował…

I tak znaleźliśmy się, na komisariacie policji. Numer, na który był zarejestrowany samochód Harry’ego, został zgłoszony na policję. Chodzi o pewien incydent, który miał miejsce wczoraj. Mężczyzna, który za tym stoi, ma złamaną nogę i rękę. Według jego zeznań, Harry przetrącił go, na przejściu Bletchingley, nie zatrzymał się, tylko pojechał dalej. Próbowaliśmy wytłumaczyć policjantom, że Harry nie potrącił go, a i tak, zatrzymał się i zapytał, czy nic mu się nie stało. Z resztą, sam wskoczył nam przed samochód.
-On kłamie, jak może Pan mu wierzyć!? – zapytała Matylda, podniesionym głosem
-Panowie i Pani – siedzieliśmy w pokoju z niejakim Richardem, który to, zgłosił sprawę na policję – Jeśli Pan Richard mówi, żeście go potrącili, w dodatku ma połamane dwie kończyny, to jak mogę Mu nie uwierzyć?
-Po prostu – odpowiedziałem
Policjant Wright, spojrzał w kartę zeznań, podrapał się po głowie i otarł pot z czoła.
-Dobrze więc… Uznam, że oboje kłamiecie i zarazem, oboje macie racje… - powiedział
Spojrzeliśmy na siebie z Harrym…
-Jak to? – zapytał Harry
-Skoro oboje składacie nie prawdziwe zeznania, nie mogę podjąć się sprawy – odpowiedział – Możecie opuścić budynek
-Ja żądam odszkodowania! – krzyknął Richard
Policjant spojrzał na niego podejrzanie.
-Mogę prosić o prześwietlenie pańskiej ręki i nogi? – zaczął policjant
-To nie jest potrzebne – powiedział mężczyzna, podnosząc nogę – Mam nogę i rękę w gipsie, do cholery!
-To nic nie znaczy… - powiedziałem, podejrzewając, dokąd zmierza policjant
-Ile żąda Pan odszkodowania? – zapytał Harry
-Milion – odpowiedział mężczyzna, po czym spojrzał na policjanta i się speszył – Odszkodowanie i zadośćuczynienie
-Trochę za dużo… - dodał policjant – Nie uważa Pan?
-Dla tego dzieciaka, to nic – udał, że spluwa na podłogę z pogardą
-Jest Pan pewien, że to wszystko, rozchodzi się o jakiś wypadek? – policjant uśmiechnął się podejrzliwie
-Nie pozwolę, żeby mnie tak traktowano! – wrzasnął Richard – Jeszcze Wam się wszystkim dostanie. Człowieka w moim wieku, poważanego obywatela – wstał i zaczął wychodzić z pokoju, wciąż mówiąc do siebie – Korupcja w policji, przekupił ich gwiazdor. Wiedziałem… Nie można ufać policji…
Spojrzeliśmy na policjanta, ten, śmiał się bezdźwięcznie.
-Dziękujemy Panu – powiedział Harry
-Nie macie za co. Richard jest dość znaną postacią w tym rejonie. Uwierzycie, że kiedyś chciał pozwać Micka Jaggera, na pół miliona, za rzucenie w niego niedopalonym papierosem? Potem się okazało, że Jagger, nawet nie był wtedy w UK, tylko na Tourne w Europie… - ponownie zaniósł się śmiechem – Średnio dwa, trzy razy w roku, Richard pojawia się w jednym z budynków policji.
-To musi być męczące – odezwała się Matylda
-I jest – odpowiedział Policjant
-W każdym razie, dziękujemy Panu – powiedział Harry
-Nie ma sprawy – odpowiedział – Czy mogę mieć do Pana prośbę, Panie Styles?

Harry dał autograf dla jego córki, po czym wsiedliśmy do samochodu i ponownie, zaczęliśmy jechać...
-----------------------------------------------------------------
Przepraszam, że wstawiam tak krótką część, ale niestety problemy techniczne, wciąż uniemożliwiają mi napisanie porządnej części. Chciałem wstawić, cokolwiek. Mam nadzieję, że wybaczycie mi tak długi czas oczekiwania na nową część. Pozdrawiam/Bart

środa, 10 czerwca 2015

Londyn pełen wrażeń... Cz.12

Weszliśmy do budynku i zajęliśmy miejsca. Podeszła kelnerka… Nie mogłem w to uwierzyć…

-Bart?
-Wendy? – to była Wendy, moja była dziewczyna, której Matylda bardzo nie lubiła.
Wendy była tutaj kelnerką.
-Co Ty tu robisz? – zapytała
Nie wiedziałem, co odpowiedzieć.
-A co można robić w knajpie? – zapytała sarkastycznie Matylda, posyłając dziewczynie wredny uśmieszek
-Chodziło mi bardziej, o Londyn – Wendy spojrzała na mnie
-Przyjechałem z Matyldą na koncert… - zacząłem
-To miło, że wciąż się nią opiekujesz – powiedziała z szerokim uśmiechem
-Jesteśmy razem – powiedziała Matylda, łapiąc mnie za dłoń.
-Oh, no pewnie, że jesteście – odpowiedziała i puściła mi oczko
Matylda, kopnęła mnie pod stołem, w piszczel. Jęknąłem cicho z bólu i powiedziałem:
-Tak, jesteśmy razem
Wendy zamarła, Matylda uśmiechnęła się z satysfakcją, złapałem się za piszczel i zacząłem masować, miejsce w które oberwałem.
-Co zamawiacie? – zapytała Wendy, przechodząc na ton oficjalny.

Po godzinie, po udanej randce, podczas której Wendy nam nie przeszkadzała, zapłaciliśmy i ruszyliśmy do drzwi. Matylda chwyciła moją dłoń, wsiedliśmy do taksówki i pojechaliśmy oddać ubrania. Wracając, Matylda oparła głowę na moim ramieniu.
-Coś się stało? – zapytałem, widząc, że jest zmartwiona
-To przez tą Wendy – odpowiedziała – Zawsze musi uprzykrzyć mi życie
-Przecież, nic takiego się nie stało
-Niby nie, ale dobrze wiesz, co chciała zrobić
Spojrzałem na dziewczynę.
-Co masz na myśli? – zapytałem
-Widziałam to, po jej oczach… Chciała Cię, w jakiś sposób, skompromitować lub ośmieszyć.
-Przesadzasz
Zrobiła oburzoną minę i odsunęła się ode mnie, zakładając ręce.
-Ja przesadzam? – zapytała głośno
-No trochę… - odpowiedziałem, próbując ją uspokoić – Wendy, to przeszłość i dobrze o tym wie. Po co, miałaby mnie ośmieszać?
Matylda nie odezwała się do mnie, aż do naszego powrotu, do pokoju hotelowego. Wtedy, zadzwonił mój telefon. Nieznany numer, odbieram.
-Halo?
-Cześć
-Wendy? – zapytałem i szybko tego pożałowałem. Matylda, spojrzała na mnie groźnie.
- Słuchaj, chciałbyś może pójść ze mną na kawę? – zastanowiłem się chwilę, patrząc na Matyldę
-Nie, dzięki. Nie mam ochoty się z Tobą widzieć – powiedziałem, bo uznałem, że skoro jest moją byłą, to jej to nie urazi. A ja, na pewno zapunktuje u Matyldy. Lecz ta, wyszła do łazienki, bez słowa. Rozłączyłem się. Z sypialni przyszedł Harry, zobaczył, że siedzę smutny na sofie.
-Co jest? – zapytał
-Przesrane… - odpowiedziałem
Usiadł koło mnie.
-Nie udana randka?
-Tak jakby… Kelnerką w knajpie, jest moja była Wendy…
-Uuuu – Harry zrobił kwaśną minę – Nie dobrze się zaczyna, co dalej?
-Trochę z nami rozmawiała, Matylda nigdy jej nie lubiła, z resztą… Z wzajemnością. Atmosfera była napięta…
Zrobiłem pauzę, Harry w tym czasie, złapał się za głowę.
-Potem, Matylda powiedziała mi, że Wendy chciała mnie ośmieszyć, coś tam… Nie wiem właściwie… Powiedziałem jej, że przesadza…
-Oooo nieeee – przerwał mi Harry
-Co?
-Nie mów tak kobiecie – powiedział niemalże robotycznym głosem – Nigdy!
-Ale, że co?
-Nie jest zła, że się z nią nie zgadzasz, tylko, że powiedziałeś jej, że przesadza
-Może racja – złapałem się za kark – Nie powinienem jej tak mówić. Chciała dla mnie dobrze…
Zrobiło mi się głupio… Matylda wyszła z łazienki i ruszyła w stronę drzwi wyjściowych. Poszedłem szybko za nią.
-Poczekaj, proszę – powiedziałem, chwytając ją za ramię
-Co?
-Przepraszam, nie chciałem zrobić Ci przykrości… - dziewczyna nie zareagowała
-Okej – powiedziała obojętnie – Coś jeszcze?
-Tak – spojrzałem jej głęboko w oczy – Kocham Cię – przyciągnąłem ją do siebie i odebrałem jej oddech pocałunkiem.
Matyldę sparaliżowało, lecz po chwili, oplotła mnie swoimi ramionami. Włożyła rękę w moje włosy i mocno je chwyciła. Jej oddech był szybki i ciężki. Nasze języki tańczyły, do melodii, którą słyszeliśmy jedynie w naszych głowach.

Była godzina 18:10, zaczynamy szykować się do drogi. Harry jest już na dole i czeka w  samochodzie, ja i Matylda, żegnamy się z chłopakami.
-Dziękujemy Wam, za wszystko – powiedziałem – jeśli kiedyś będziecie w Doncaster, zapraszamy do nas.
-Jesteście z Doncaster? – zapytał Louis
-Tak – odpowiedziała Matylda i uśmiechnęła się szeroko
-Ja też!
-Naprawdę? – zapytałem i spojrzałem na Matyldę.
Dziewczyna zrobiła minę, a la „nie rób mi wstydu”.
-Tak, czy siak, zapraszamy – podałem każdemu z chłopaków rękę, a Matylda każdego uściskała.
Wziąłem jeszcze od Nialla, Zayna i Louisa autografy i zeszliśmy z bagażami na dół.
Na dole wpadliśmy na Wendy. Matylda złapała mnie za rękę.
-Bart! – zaczęła Wendy wesoło – To kiedy się spotykamy? Stęskniłam się za Tobą.
-Nigdy – odpowiedziała za mnie Matylda
-Nie Ciebie pytałam, dziecko – Matylda, urażona, uniosła brwi.
-Nie mów tak do niej – odpowiedziałem – Pogódź się z tym, że jesteśmy razem i jesteśmy szczęśliwi.
Wendy zamurowało, a Matylda ścisnęła mocno moją rękę. Podszedł do nas Harry.
-Wszystko ok.? Jedziemy? – zapytał -Harry Styles? – zapytała Wendy
-Yyy… Tak – odpowiedział Harry, spoglądając na nas pytająco
-To jest Wendy – powiedziałem
-Cześć – przywitał się – Jedziemy?
-Tak, jedziemy – odpowiedziała Matylda
-Tak… - powiedziałem – Skończyliśmy już rozmawiać.
Wendy nie zareagowała. Wsiedliśmy na tylne siedzenia samochodu Harry’ego.
-Co się działo? – zapytał Harry, uruchamiając samochód.
-Wendy nie zrozumiała, mojej subtelnej odmowy na spotkanie – odpowiedziałem
-Subtelnej odmowy?
-Zadzwoniła do mnie i zaprosiła mnie na kawę, powiedziałem jej, że nie zamierzam się z nią spotykać.
-Ona ciągle wytyka mi, że jestem za młoda. Nie potrafi zrozumieć, że jestem z Bartem…
-Ona nie musi tego zrozumieć, musi się z tym pogodzić – powiedziałem
Matylda się do mnie przytuliła.
-Prześpijcie się trochę – zaproponował Harry – To był długi dzień
-Dzięki – podziękowała Matylda
-Tam macie koc, a siedzenia się rozkładają – dodał
Położyliśmy się, objąłem dziewczynę ramieniem, a ona wtuliła się w moje ciało. Pocałowałem tył jej głowy. Usnęliśmy…


dopadł nas hałas syreny policyjnej, samochód gwałtownie zahamował…


----------------------------------------------------------------
Przepraszam Was najmocniej, za takie opóźnienie. Niestety komputer jest w naprawie i całą część napisałem na komórce w notatniku... Mam nadzieję, że w tekście nie ma żadnych błędów. Przeczytaliście? To napiszcie komentarz! Jakikolwiek, żebym tylko wiedział, że mam dalej pisać. Pozdrawiam/Bart

sobota, 6 czerwca 2015

Do ankiety

Witajcie!

Borykam się z małym problemem... co lepsze? To zagadka! Proszę Was dlatego o pomoc w dokonaniu dobrego wyboru! Głosujcie na opcję '1' lub '2' w ankiecie w prawym menu!
Oto opcje do wyboru:
Opcja 1 (teraźniejsza)
Opcja 2 (łagodniejsza)

środa, 3 czerwca 2015

Londyn pełen wrażeń... Cz.11

Do łazienki wpadło dwóch mężczyzn, sądząc po ich reakcji, byli to jego koledzy. Za nimi, widzieliśmy Liama i Zayna. Jeden z kolegów mężczyzny, był czarnoskóry osiłek i zwykłej budowy, młody chłopak. Oboje ruszyli w naszą stronę. Ten młodszy, wyciągnął nóż…

Otwierające się mocno drzwi, powaliły obu mężczyzn.
-Spadajmy! – zawołał Liam
Harry i ja, bez namysłu, wybiegliśmy za szatynem. Wybiegliśmy z klubu, nie odwracaliśmy się. Złapaliśmy dużą taksówkę. Dopiero gdy usiedliśmy już spokojnie i jechaliśmy w stronę hotelu, Niall zaczął.
-Kto to był? – był zdyszany, od biegu
-Nie wiemy – powiedział Harry
-Kumple jakiegoś gnoja – odpowiedziałem
-Jakiego gnoja? – zapytał Liam
Spojrzałem na Harry’ego i razem opowiedzieliśmy, całą sytuację.
-Sam bym mu przywalił – poparł mnie Zayne
-Ale czasem, nie warto zaczynać z takimi ludźmi – sprzeciwił się Niall – Przecież było widać, że to niebezpieczny człowiek… Jak myślisz? – spojrzał na Liama
-Co było, to było – powiedział, po chwili wahania.

Dojechaliśmy do hotelu, ja wysiadłem, chłopcy chcieli przenieść imprezę do innego klubu. Pożegnałem się z nimi i ruszyłem na górę. Wszedłem do pokoju, następnie do sypialni, gdzie czekała na mnie Matylda. Spojrzała na mnie z uśmiechem.
-Jezu, co Ci się stało? – uśmiech zniknął z jej twarzy
Spojrzałem w lustro, miałem spuchnięte i czerwono-sine oko, oraz zaschniętą krew z nosa, nad górną wargą.
-Nie, to tylko… - zastanawiałem się, nad właściwą odpowiedzią – Taki jeden palant… Zaraz wracam – zniknąłem za drzwiami łazienki.
Przemyłem twarz z zaschniętej krwi i położyłem sobie, mokry od zimnej wody, ręcznik na spuchnięte oko. Opierałem się o umywalkę. Do łazienki weszła Matylda, podeszła do mnie i przytuliła moje plecy. Od razu, zrobiło mi się lepiej. Odwróciłem się w jej stronę i odwzajemniłem uścisk. Dziewczyna pocałowała mnie w policzek, złapała za głowę i przyciągnęła do siebie, by pocałować także moje spuchnięte oko. Wzięła ode mnie ręcznik, przetarła nim moją twarz i pociągnęła mnie za rękę do sypialni.
-O co chodzi? – zapytałem, nie wiedząc, czego oczekiwać
-Potrzebujesz się przespać, a że ja też miałam spać… To idziemy spać razem – oznajmiła, jakby to było oczywiste – A ty, co myślałeś? – zapytała, uśmiechając się i patrząc z profilu.
-Właśnie.. właśnie o tym – powiedziałem i ruszyłem w stronę łóżka
-Chyba nie zamierzasz w tym spać – oburzyła się
-Nie, jasne, że nie – wróciłem się do pokoju, gdzie mieliśmy torby. Zmieniłem koszulkę i bieliznę, następnie wszedłem do sypialni. Matylda już leżała, położyłem się więc, obok niej, najciszej jak umiałem. Jako, że dziewczyna była odwrócona w moją stronę plecami, ja również postanowiłem się tak ułożyć. Po chwili, poczułem jej ciepłe ciało, przysuwające się do mnie, i jej rękę oplatającą mój tors.

-No, no – powiedział Harry – Dobrze się bawiliście?
-Co? – zapytałem, powoli otwierając oczy.
Nade mną stał uśmiechnięty Harry, z  założonymi rękami. Było jasno.
-Która godzina? – zapytałem
-Około dziesiątej – odpowiedział – Kawy?
-Chętnie, dzięki – wstałem z łóżka, zostawiając w nim Matyldę
W kuchni, Harry, robiąc kawę, wciąż spoglądał na mnie podejrzliwie.
-No, co? – zapytałem
-Czekam aż mi opowiesz…
-Opowiem co?
-No, wczorajszy wieczór – powiedział, zalewając kawę wrzątkiem.
-Nic się nie działo! – odparłem stanowczo
-Okej – dodał – Ale wiesz, zastałem Was w dość jednoznacznej sytuacji.
-Po prostu się przespaliśmy – powiedziałem, gdy Harry wytrzeszczył oczy, dodałem – Ale nie robiliśmy nic, poza spaniem.
Harry podał mi kawę i cukier. Zawsze słodzę jedną łyżeczkę, Harry najwyraźniej również.
-Gdzie byliście wczoraj? – zapytałem, chcąc zmienić temat.
-Pojechaliśmy do Fabrick club, tam nie ma takich nieogarniętych ludzi.
Nastała chwila ciszy, upiliśmy trochę kawy.
-Dopiero teraz wróciliście? – zapytałem
-Ja, teraz… Chłopaki pewnie dalej szaleją.

*Oczami Matyldy*

Ręką szukam Barta, nie znajduję go, więc otwieram oczy. Nie ma go w łóżku, wstaję i idę do drugiego pokoju. Zastaję Barta, wraz z Harrym, w kuchni.
-O… Hej – przywitał się Bart
-Cześć – powiedział Harry
-Hej – odpowiedziałam
Harry uśmiechnął się i śledził wzrokiem, jak siadam przy stole.
-Zjesz coś? – Bart otworzył lodówkę
-Chętnie
-Ja też, zjadłbym Twoją jajecznicę – Zaśmiał się Harry
Bart też się zaśmiał, wyciągnął patelnię i rozbił na niej kilka jajek. Obserwowałam ruch jego dłoni. Harry kaszlnął, patrząc się na mnie. 
Mrugnął do mnie, wskazał oczami na Barta i podniósł pytająco brwi. Zarumieniłam się, spojrzałam na ścianę kuchni i zwilżyłam usta. W powietrzu unosił się zapach jajecznicy. Bart nałożył ją na trzy talerze, podał nam i się dołączył.
-Jak było wczoraj? – zapytała Matylda
-Intensywnie – odpowiedział Harry – Najpierw jakiś debil w kiblu, potem ucieczka… A potem, świetna zabawa.
-Jaki debil? – zapytałam z ciekawości.
Wczoraj, Bart zaczął coś mówić… Ale, nie dokończył…
-Jakiś koleś, zaczął się do nas rzucać, to go uspokoiliśmy – zaśmiał się Bart i przybił żółwika z Harrym.
Nie śmieszyło mnie to. Bart dalej miał spuchnięte oko, chociaż, już o wiele mniej niż wczoraj, a Harry miał lekko rozciętą górną wargę.
-A właśnie – Bart klepnął Harry’ego w ramię i spojrzał na mnie – Harry zawiezie nas do Doncaster
-Tak? – zapytałam z niedowierzania – Serio?
-Tak – powiedział Harry, kiwając głową i uśmiechając się szeroko
-Dziękujemy – powiedziałam
-Nie ma sprawy – odpowiedział Harry, machając ręką – O której jedziemy?
-Możemy nawet zaraz – powiedziałam
-Może jednak później? – wyrwał się Bart – Wolałbym, żebyś się przespał, przed jazdą samochodem. Całą noc, przecież byłeś w klubie – Bart mrugnął do Harry’ego
-O… No, tak… Racja – ziewnął ostentacyjnie – To ja pójdę się położyć…
Harry poszedł do sypialni i zamknął drzwi. Bart usiadł bliżej mnie i zapytał.
-Może chciałabyś, przejść się jeszcze? Póki jesteśmy w Londynie. Może do jakiejś knajpki?
-Dobra – powiedziałam spokojnie, choć w środku się gotowałam.
W końcu zaprosił mnie na randkę! Tak długo na to czekałam! Chociaż, może nie chodzi mu o randkę, tylko po prostu, zjadłby coś innego niż jajecznica?

*Oczami Barta*
Zgodziła się! Pewnie nie bierze tego za nic więcej, niż wspólne wyjście z kumplem. Dobrze, że Harry poradził mi, żebym ją gdzieś zaprosił. Wątpię, bym sam na to wpadł. Znam się z nią tyle lat, ale nigdy nie czułem do niej „tego”. Dopiero ten wyjazd, zrodził we mnie, te uczucia. Chciałbym, żeby kiedyś przestała mnie uważać, tylko za kumpla. Jak wyjdziemy, będę musiał się pokazać.
Była trzynasta, wszedłem do sypialni, powiedzieć Harry’emu, że dzisiaj będziemy wychodzić. Zapukałem, ale nie usłyszałem odpowiedzi. Wszedłem cicho i zastałem Harry’ego, rozłożonego w poprzek łóżka.
-Harry – głośno szepnąłem – Harry
Usłyszałem w odpowiedzi długie „eee?”.
-Ja i Matylda, wychodzimy
Harry otworzył szybko oczy i usiadł, opierając się rękami.
-Tak? Super, gdzie ją zabierasz?
-Jeszcze nie wiem, może do jakiejś pizzerii lub na kebab?
Harry pokręcił głową.
-Weź ją do Autograf, to przy Green Rd. Taksówką, zajedziecie w dziesięć minut.
-Spoko, a to jakaś dobra knajpka? – zapytałem, bo nigdy o niej nie słyszałem
-Tak, kameralna, ale dobre jedzenia – Harry pokazał kciuk
-Dzięki – wyszedłem z sypialni.
Na sofie siedziała Matylda, oglądała telewizję. Usiadłem koło niej, a ona chwyciła moją dłoń, uśmiechając się. Czuję, że się czerwienie. Spojrzeliśmy na siebie i ponownie przyłożyłem swoje usta, do jej miękkich ust. Wolną ręką, złapałem ją za biodro. Czułem jej zapach, pachniała jak brzoskwinia… Wsunęła swoją dłoń w moje włosy, masując moją głowę. Pogładziłem kciukiem jej dłoń, którą zaczęła mocniej ściskać. Przerwała nagle i zapytała
-W co, ja się ubiorę?!
Zaśmiałem się.
-W cokolwiek – odpowiedziałem
-Wolałabym jednak, ubrać się w coś innego niż przez ostatnie trzy dni… A teraz, pozwól, że wezmę kąpiel – powiedziała puszczając moją dłoń i posyłając mi, biały uśmiech.
-Tylko uważaj na siebie – powiedziałem odwzajemniając uśmiech.

Matylda poszła wziąć prysznic, ja w tym czasie przeszedłem się do pokoju Nialla, z nadzieją, że już wrócił z imprezy. Zapukałem, blondyn otworzył drzwi.
-Hej! – przywitał się
-Hej, słuchaj… Ja w dość nietypowej sprawie.
-Może wejdziesz? – zaproponował
-Nie za bardzo mogę, trochę się śpieszę – powiedziałem – Nie masz może, jakiejś sukienki do pożyczenia?
Chłopak uniósł brwi.
-Sukienki? – zapytał
-Tak, to dla Matyldy
-Ja nie mam, ale jak chcesz, to wiem gdzie są sklepy…
-Właśnie, o to chodzi, że nie za bardzo, mamy pieniądze…
Irlandczyk opuścił wzrok, zastanawiając się.
-Możesz wypożyczyć jakąś – odpowiedział po chwili
-Wypożyczyć?
-Tak, w wypożyczalni strojów, na pewno, coś tam będzie – powiedział, uśmiechając się dumnie ze swojej odpowiedzi
-A ile za wypożyczenie?
-Zależy, na jaki czas. Na godzinę, coś około dziesięciu funtów.
-A będą mieli coś męskiego?
-Pewnie, chcesz adres?
Zapisałem adres w notesie, podziękowałem i wróciłem do pokoju, żeby powiedzieć o wszystkim Matyldzie. Nie słyszałem, żeby leciała już woda w łazience, więc zapukałem. Dziewczyna uchyliła drzwi, wyglądając przez szparę. Była okryta ręcznikiem.
-Wypożyczalnia strojów – powiedziałem
-Co? – zapytała zdziwiona
-Wypożyczymy dla nas ubranie, na dziś – powiedziałem jej wszystko.
-Dobry pomysł – Matylda potakiwała głową
-To pomysł Nialla – powiedziałem, uśmiechając się.

Poszliśmy do wypożyczalni i wypożyczyliśmy dla siebie stroje. Matylda wzięła dłuższą spódniczkę, różową koszulkę, w białe paski i biały, rozpinany sweterek. Ja wypożyczyłem ciemnogranatową koszulkę, granatową koszulę i szare Jeansy. Zapłaciliśmy trzydzieści funtów, bo wypożyczaliśmy ubrania na półtorej godziny i pojechaliśmy taksówką do Autograf.

Weszliśmy do budynku i zajęliśmy miejsca. Podeszła kelnerka… Nie mogłem w to uwierzyć…

-----------------------------------------------------------------
Część, troszkę wcześniej niż planowałem (z dedykacją dla LiamPayne93 ;) ). Podoba Wam się? Komentujcie!!! To na prawdę, wiele dla nas znaczy. Następna część, najpóźniej za tydzień (mam nadzieję, że wcześniej), ponieważ mam pewne problemy z komputerem. Pozdrawiam Was wszystkich :) /Bart

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Londyn pełen wrażeń... Cz.10

Powoli zbliżała się godzina osiemnasta, Harry użyczył swojego łóżka Matyldzie. Dziewczyna nie mogła iść na imprezę z chłopakami, ale nalegała bym ja poszedł. Brunetka miała leżeć w łóżku i odpoczywać. Powtarzała, że czuje się dobrze, ale jej nie wierzyłem. Już mieliśmy wychodzić z chłopakami z pokoi, gdy…

…Gdy poczułem, że muszę jeszcze zajrzeć do sypialni, do Matyldy. Leżała już w łóżku, przykryta do połowy kołdrą, w koszulce z One Direction. Miała zamknięte oczy, ale nie spała. Usiadłem na rogu łóżka.
-Jak się czujesz? – zapytałem
-Tak samo, jak dziesięć minut temu – odpowiedziała – pamiętasz, co wtedy Ci odpowiedziałam?
-Że dobrze
-Więc jak się czuję? - dziewczynę denerwowało to, że ktoś się nią opiekuje.
W domu, miała nie najciekawszą sytuację. Nie złą, ale też nie najlepszą. Jej ojciec był biznesmenem, gdy nie był w biurze, bym w podróży służbowej. Jej matka, dawno wyprowadziła się do nowego faceta i ma z nim dziecko. Nie była więc, przyzwyczajona do opieki. Zawsze musiała zajmować się, sama sobą. Już za dziecka, jak się poznaliśmy, gdy ona miała sześć lat, była bardzo samodzielna. Nigdy nie płakała, jak się przewróciła, jak złamała rękę… Nigdy. Dopiero w ostatnich miesiącach, bardzo się zmieniła. Być może, wydoroślała. Zaczęła być bardziej emocjonalna.
Z zamyślenia, wytrąciło mnie szturchnięcie.
-Nie martw się mną, baw się dobrze – powiedziała
-Spróbuję, ale i tak, nie będę tam długo – mówię, patrząc jej w piękne błękitno-szare oczy – Wrócę przed dziewiątą
-Mam nadzieję, że chodzi Ci o dziewiątą rano
Uśmiechnąłem się, pocałowałem ją w czoło i wyszedłem z pokoju. Harry stał przed lustrem, przy drzwiach wyjściowych, poprawiał fryzurę.
-Gotowy? – zapytał patrząc na moje odbicie w lustrze
-Gotowy – odpowiedziałem wzdychając
-Co się dzieje?
Podrapałem się po głowię.
-Właściwie, to nie wiem… - odpowiedziałem – Bardzo chcę z Wami iść, ale nie chcę…
-Zostawiać Matyldy samej – dokończył za mnie chłopak, znudzonym głosem – Nic jej nie będzie.
-Wiem, ale jednak…
-Przynajmniej się wyśpi – zaśmiał się Harry
-Co to miało znaczyć? – zapytałem, również z uśmiechem na twarzy – Że co? Że jak jestem przy niej, to nie może spać?
Spojrzeliśmy na siebie, wzrokiem pełnym zaskoczenia i rozbawienia. Usłyszeliśmy pukanie do drzwi.
-Idziemy? – to był Louis.
Lou był ubrany w czarną koszulkę, ciemną bluzę i czarne jeansy.
-Już, chwila – powiedział Harry, ponownie spoglądając w lustro.
Harry miał na sobie szarą koszulkę, czarną marynarkę i szare jeansy.
Ja byłem ubrany w to, co miałem przygotowane, jeansy i czarna koszula.


W klubie, mieliśmy wynajęty osobny pokój, na prywatne imprezy. Było około dwudziestu osób. Z każdym się przywitałem, każdemu zostałem przedstawiony. Żadnych imion niestety, nie zapamiętałem. W końcu, podszedł do mnie łysy mężczyzna.
-Niall mówił, że jesteś muzykiem – powiedział
-Tak mówił?
-Tak – powiedział i klepnął mnie w ramię – Grasz na gitarze?
-Tak, gram
-Może nam coś zagrasz? – powiedział i uśmiechnął się szeroko
Zacząłem się poważnie zastanawiać. Nie lubię grać na imprezach, wolę na wieczorkach poetyckich i tym podobnych zgromadzeniach. Nie wiem kiedy, znalazłem się przed wszystkimi gośćmi z gitarą w rękach. Harry zachęcał mnie gestami, żebym zaczął grać. Zagrałem jedną z moich melodii. Gdy skończyłem, łysy mężczyzna zawołał
-Zaśpiewaj coś
Nie chciałem, miałem ogromną tremę. Pomijając fakt, że gram właśnie, przed profesjonalnymi muzykami, to mam jeszcze śpiewać? Przecież uszy im odpadną! Ale wszyscy zgodzili się, bym zaśpiewał. Tak więc, zacząłem jeden z moich najnowszych utworów. Po pierwszej zwrotce, łysy mężczyzna, już wskazywał mnie palcem, mówił coś do kobiety obok i śmiali się ze mnie. Po chwili, już prawie wszyscy chichotali. W połowie refrenu, przerwałem. Oddałem gitarę jej właścicielowi, Niallowi. Ruszyłem w stronę drzwi, chciałem jak najszybciej stamtąd odejść. Gdy byłem już przy drzwiach, ktoś złapał mnie za ramię i zatrzymał.
-Nie wychodź jeszcze, proszę – powiedział Harry – Porozmawiam z Davem.
Harry ruszył w stronę łysego Dave’a. Nie słyszałem, co mówił, muzyka była za głośno. Harry był wyższy od Dave’a, pukał go palcem w ramię, mówiąc coś stanowczo. Łysy Dave, wydawał się być zawstydzony. Po chwili, Harry odwrócił się w moją stronę i przywołał mnie skinieniem głowy.
-Słuchaj, głupio wyszło – powiedział Dave – Przepraszam, że się naśmiewałem. 

Wyciągnął rękę, po chwili zastanowienia, uścisnąłem ją.
-No… - zaczął Harry, patrząc na łysego mężczyznę – I nawet nie próbuj, tego typu numerów, bo wylecisz.
Dave pokiwał głową i wrócił do konwersacji z dziewczyną. Harry objął mnie ręką i zaprowadził w głąb imprezy, wręczając pełną szklankę. Rozmawialiśmy z jakimiś ludźmi, pytali skąd znam Harry’ego, komplementowali mój utwór, choć wiem, że nie szczerze. Lecz ja, nie mogłem przestać myśleć, co z Matyldą.

 Jak na życzenie, mój telefon zaczął dzwonić.
-Halo, Matylda? Coś się stało? – zacząłem
Nic nie słyszałem.
-Halo? Halo? – powtórzyłem kilka razy i zwróciłem się w stronę Harry’ego – Muszę na chwilę wyjść – i ruszyłem do toalety z nadzieją, że znajdę tam lepszy zasięg.
Stanąłem przy umywalkach i wykręciłem numer na komórkę Matyldy.
-Halo? – zapytała
-Hej, coś się stało?
-Nie, tak tylko dzwoniłam, żeby zapytać, jak tak impreza
Spojrzałem na zegarek, od naszego wyjścia z hotelu, minęło czterdzieści pięć minut.
-Na pewno wszystko ok.? – zapytałem – Nie ma nas, dopiero godzinę
-Wszystko ok., po prostu byłam ciekawa
-Mam wrócić? - zapytałem z troską
Dziewczyna przez chwilę nie odpowiadała.
-Jak byś mógł, to wracaj. Czuję się samotnie… - powiedziała, naprawdę smutnym głosem
-Zaraz będę – powiedziałem.
W tej samej chwili, kiedy miałem wychodzić, do łazienki wszedł Harry.
-Wszystko w porządku? – zapytał, z przerażeniem w oczach.
-Tak, tylko Matylda, czuje się samotnie – powiedziałem
Harry uśmiechnął się, mrużąc oczy.
-No, to napisz, jak będę mógł już wrócić do pokoju – posłał mi oczko
-Nie, nie, nie – zaprzeczyłem – to nie tak jak myślisz
Do toalety, wszedł nieprzyjemnie wyglądający koleś i podszedł do pisuaru.
-Pocałowaliśmy się, ale nie zamierzam robić z tego czegoś wielkiego – ciągnąłem dalej – Nie mówię, że nie chciałem wtedy powiedzieć „Kocham Cię”, ale nie wiem czy byłoby to coś dobrego.
Mężczyzna przy pisuarze, chrząknął.
-Nie uważasz, że to było „To Coś”? Nawet ja to poczułem – powiedział brunet
-Cholerne pedały – powiedział cicho, jakby do siebie, facet przy pisuarze.
Odszedł od niego i zaczął myć ręce.
-Jak nas nazwałeś? – zapytał Harry
-Tak jak słyszałeś – mężczyzna zmierzył Harry’ego wzrokiem – homosiu.
Podszedłem do niego i pchnąłem jego ramię.
-Nie mów tak do niego! – powiedziałem
-Bo co? Będziesz się bił o swojego chłopaka, cioto?
Nie wytrzymałem, wymierzyłem mężczyźnie prawego sierpowego. Muzyka, tak jakby ucichła, było słychać tylko głuche uderzenie mojej pięści o jego policzek. Mężczyzna się wkurzył, natarł na mnie jak byk, łapiąc mnie w pasie i uderzając mną o ścianę łazienki. Harry złapał go, za koszulkę i odciągnął ode mnie. Mężczyzna uderzył Harry’ego w brzuch. Ja w tym czasie, wstawałem z podłogi. Harry, z bólu, zgiął się w pół. Kopnąłem mężczyznę w piszczel, brunet uderzył go lewym prostym, prosto w nos. Mężczyzna wrzasnął, Harry, najwyraźniej złamał mu nos. Do łazienki wpadło dwóch mężczyzn, sądząc po ich reakcji, byli to jego koledzy. Za nimi, widzieliśmy Liama i Zayna. Jeden z kolegów mężczyzny, był czarnoskórym osiłkiem, drugi, zwykłej budowy, młody chłopak. Oboje ruszyli w naszą stronę. Ten młodszy, wyciągnął nóż…


----------------------------------------------------------------
Część troszkę później, niż zamierzałem wstawić (ale w końcu, poniedziałek, to poniedziałek). Co dalej? Dowiecie się w następnej części, którą będziecie mogli przeczytać, już w czwartek. Co myślicie o nowej części? Piszcie w komentarzach poniżej! Pozdrawiam/Bart