DOWOLNY TEKST DOWOLNY TEKST DOWOLNY TEKST DOWOLNY TEKST

Muzyka

piątek, 21 sierpnia 2015

Już jest!!!



Już jest teledysk do Drag Me Down! Jak wrażenia? 
Pamiętajcie, bijemy rekord wyświetleń! 
Odświeżamy teledysk zamiast dawać replay.
Ja się nie mogę doczekać już całej płyty, a wy? 
Zapowiada się wspaniały dzionek! :) /Liam

czwartek, 20 sierpnia 2015

Beauty and convict...cz.1

Otworzyłam zaspane oczy i podniosłam się do pozycji siedzącej. Przeniosłam swój wzrok na zegarek i od razu się rozbudziłam. Mój budzik znowu mnie nie obudził. Gdyby nie to, że mam go w telefonie, to już dawno byłby roztrzaskany na maleńkie kawałeczki.
Niczym burza wpadłam do łazienki i w dosłownie pięć minut wzięłam prysznic, ubrałam się oraz rozczesałam włosy. Moje rzęsy lekko podkreśliłam tuszem, na usta nałożyłam niewielką warstwę pudrowej pomadki i uznałam, że jestem gotowa.
Zarzucając na ręce beżowy płaszcz, zeszłam na korytarz. Na stopy założyłam czarne lity, z szafki zabrałam torebkę, w której miałam wszystko co potrzebne i opuściłam mieszkanie. Podeszłam do mojego czarnego Rover'a, uprzednio zamykając dom na klucz, wsiadłam do samochodu, po czym odpaliłam silnik, aby wreszcie ruszyć do pana Moore'a. Po drodze zahaczyłam jeszcze o McDrive'a, bo mocna dawka kofeiny z rana, to u mnie podstawa.
Wyjeżdżając na drogę prowadzącą do Croydon trafiłam na korek. Po prostu świetnie! Na ósmą mam być na miejscu, a jest za dwadzieścia. Dojazd tam zajmie mi przynajmniej czterdzieści minut. Zdenerwowana uderzyłam rękami w kierownicę, co nie za bardzo mi pomogło.
Z torebki leżącej na siedzeniu pasażera wyjęłam telefon i wybrałam numer do mojego pracodawcy. Przyłożyłam komórkę do ucha i czekałam. Pierwszy sygnał...
— No szybciej! – krzyknęłam do kierowcy, który był Bogu ducha winny.
Drugi sygnał... Trzeci sygnał... Już myślałam, że nie odbierze i miałam się rozłączyć, ale usłyszałam jego radosny głos.
— Co się stało Jade, że dzwonisz?
— Chciałam pana poinformować, że się spóźnię. Na drodze wypadowej do Croydon jest straszny korek i trochę w nim postoję. – Nerwowo się zaśmiałam.
— Och nie masz się czym przejmować słonko. Liam wszystko teraz ogarnie, także nie musisz się spieszyć.
— Liam? – Przymrużyłam oczy i delikatnie przyśpieszyłam. 
— Wytłumaczę ci wszystko, jak już przyjedziesz. Teraz pewnie prowadzisz, to nie będę ci przeszkadzać. Do zobaczenia.
Po tych słowach się rozłączył. Rzuciłam telefon na siedzenie obok. Liam. Liam... Nie znam nikogo o takim imieniu. On pracuje u pana Williama? No ale gdyby tak było, to bym go znała, bo przecież pracuję tutaj już drugi rok. A może to jakaś rodzina Moore'a? Niewiele o niej mówi.
Całą drogę do pracy rozmyślałam o tym chłopaku. Nie lubię, jak czegoś nie wiem. Pod posiadłością mojego szefa byłam – tak jak przypuszczałam – dwadzieścia pięć minut po ósmej. Wjechałam na podjazd i wysiadłam z samochodu. Włączyłam alarm i spokojnie weszłam do domu. Znajdowałam się w ogromnym holu. Podłoga zrobiona była z drewnianych paneli, a ściany były koloru fioletowego. Na wprost można było zobaczyć łukowe przejście do kuchni, wraz z drzwiami prowadzącymi do ogrodu. Z prawej strony znajdowały się schody prowadzące do sypialni na piętrze, oraz łazienka. Zaś z lewej również przez łuk schodziło się trzema schodkami do salonu. Zaraz obok wejścia znajdował się wieszak, na którym powiesiłam płaszcz, a po przeciwległej stronie stała nieduża mahoniowa szafka na buty. Włożyłam do niej swoje lity i zabrałam kremowe balerinki.
— Jade, to ty?
Usłyszałam pytanie z głębi salonu. Szeroko się uśmiechnęłam i weszłam do pomieszczenia.
— Tak to ja – odpowiedziałam, na co staruszek siedzący w fotelu, wstał, podszedł do mnie i delikatnie mnie przytulił.
— Cieszę się, że nareszcie dotarłaś.  Liam cały czas siedzi w stajni i czuję się troszkę samotny.
Po pomieszczeniu dało się usłyszeć pogodny głos staruszka.
— A Mandy już przyjechała? – Wyjrzałam z salonu i kuknęłam do kuchni.
— Nie, jeszcze nie. Przyjedzie po dziewiątej. 
Między nami zrobiła się chwila ciszy.
— To co pan powie na krótki spacer po ogrodzie?
— Z przyjemnością. – Staruszek ciepło się uśmiechnął.
— To ja się tylko przebiorę – powiedziałam i wyszłam z salonu.
Weszłam schodami na piętro, a następnie podeszłam do jednego z pokoi. Nazywamy go "pokojem socjalnym". Nie różni się niczym od innych pomieszczeń tego domu, lecz korzystają z niego tylko pracownicy pana Moore'a. Przebieramy się tutaj, zostawiamy swoje rzeczy i czasami – jeśli jest taka potrzeba – nocujemy. Białą koszulę, którą miałam na sobie, zdjęłam, powiesiłam na wieszak i schowałam do szafy.  Na komodzie stojącej na wprost łóżka zostawiłam torebkę, z której wyjęłam czarną bokserkę. Od razu ją założyłam. Spodni nie przebierałam, ponieważ byłam w czarnych rurkach.
Gotowa zeszłam na parter i podeszłam do pana Williama. Uśmiechnął się do mnie serdecznie i wyszliśmy na zewnątrz. Spacerowaliśmy wśród drzew i milczeliśmy. I to nie była cisza niezręczna. Wręcz przeciwnie. Czułam się bardzo dobrze. Tak jakbym była z dziadkiem. Z dziadkiem, którego nigdy nie miałam.
— Chciałbym, abyś poznała Liama. Chociaż ma za sobą nie za ciekawą przeszłość, to dobry z niego chłopak, chociaż na pierwszy rzut może wydawać się... – mężczyzna zamyślił się, tak jakby szukał odpowiedniego określenia – może być szorstki i chłodny. – Dokończył swoją wypowiedź.
— To tak trochę jak pan – powiedziałam, a pan William się zaśmiał.
— Tak trochę. – Skinął głową. – Liam!
Na krzyk starszego pana ze stajni wyszedł dobrze zbudowany, wysoki szatyn. Ubrany był w ciemne spodnie jeansowe, biały top na ramiączkach i jeansową kamizelkę z ćwiekami bez rękawów. Włosy miał postawione do góry, a kiedy podszedł bliżej dostrzegłam, że ma brązowe oczy.
— Tak panie Moore? – spytał się, nawet na mnie nie zerkając.
— Chciałbym Liam, abyś poznał Jade. Również tutaj pracuje.
Szatyn popatrzył się na mnie, ale nie okazał żadnej emocji. Tylko skinął głową.
— Jeśli to wszystko, to pozwoli pan, ale wrócę do pracy. – Odwrócił się od nas tyłem. – Im szybciej skończę, tym szybciej się uwolnię – powiedział cicho i odszedł. Nie jestem pewna, czy mówił to do siebie, czy po prostu starszy mężczyzna tego nie słyszał, bo nie zareagował.
— Jak widzisz Jade... Jest on taki jak mówiłem. Doprawdy nie wiem, jak mogę go choć trochę zmienić. Żeby przynajmniej porozmawiał chwilę ze mną. Taką dłuższą chwilę.
— A opowie mi pan o nim? – spytałam się, nadal obserwując szatyna kroczącego w stronę stajni.
— Dobrze. Ale chodź do domu. Napijemy się herbatki i wszystko ci wyjaśnię.
Mężczyzna odwrócił się tyłem do mnie i ruszył w stronę domu. Podążyłam za nim, jednak w głowie cały czas myślałam o tym tajemniczym chłopaku.

~*~
Cześć wam!
Jestem Nightingale i od wczoraj jestem nową twórczynią tego bloga.
Mam nadzieję, że się polubimy oraz będą wam się podobać moje prace.
Do następnej notki! :*

piątek, 14 sierpnia 2015

Londyn pełen wrażeń... Cz. 13b

Harry dał autograf dla jego córki, po czym wsiedliśmy do samochodu i zaczęliśmy jechać.


Czas mijał dość powolnie. Przed nami było jeszcze kilka godzin jazdy. Leżeliśmy z Matyldą przytuleni, na rozłożonym tylnym siedzeniu. Dziewczyna spała, a ja obserwowałem, jak poruszają się jej oczy pod zamkniętymi powiekami, jak spokojnie porusza się jej klatka piersiowa podczas oddechów i uśmiech, który przesyłała podczas projekcji jednego ze swoich snów. Trzymałem jej delikatną dłoń, delikatnie ją masując. Wyglądała pięknie.
-Zatrzymamy się na najbliższej stacji benzynowej – wyrwał mnie z rozmyślań, szept Harry’ego – Muszę zatankować.
-Okey – odpowiedziałem i usiadłem, próbując zorientować się, gdzie jesteśmy.
Byliśmy w rejonach Northampton. Stacji benzynowej nie trzeba było długo szukać. Było ich dość sporo na naszej trasie.
-Zaraz wracam – powiedział Harry, wysiadając z pojazdu
-Poczekaj – zatrzymałem go – Pójdę z Tobą
Wysiadłem z samochodu, starając się nie obudzić Matyldy. Zamknąłem delikatnie drzwi i poszedłem za szatynem.
-Widzę, że między wami wszystko dobrze? – zapytał z szerokim uśmiechem
-Tak, dobrze – odpowiedziałem, odwzajemniając uśmiech
Harry zaczął nalewać benzynę.
-Gdzie będziecie teraz grać? – zapytałem, próbując utrzymać rozmowę
-Teraz, w Nowej Zelandii… - przetarł oczy
-Jesteście już zmęczeni, prawda?
-Trochę. Cały dzień, mija nam, na graniu koncertu i nagrywaniu płyty. Potem kilka godzin snu i powtórka… - po chwili dodał – Ale sprawia nam to, niesamowitą frajdę.
-Nie udzielasz wywiadu, możesz mówić szczerze – przypomniałem mu
-Mówię szczerze – uśmiechnął się
Skończył nalewać benzynę i ruszył do kasy zapłacić. Ruszyłem za nim.
-Ja zapłacę – powiedziałem
-Spoko, ja… - zaczął
-Nie. – przerwałem mu stanowczo.
Zapewniłem go, że zapłacę za benzynę, jeśli nas zawiezie i musiałem się tego trzymać. Harry jest dobrym człowiekiem, ale nie mogę pozwolić na to, by ciągle za nas płacił. Dałem kasjerowi należyte pieniądze, wziąłem jeszcze kilka pakowanych kanapek z lodówki i napoje. Wróciliśmy do samochodu i ponownie ruszyliśmy w trasę. Usiadłem na przednim siedzeniu, koło Harry’ego. Chciałem, żeby Matylda się trochę przespała.
-Co planujesz? – zapytał mnie Harry
-Jeszcze nie wiem – odpowiedziałem – Trochę się ostatnio zmieniło.
-Chodzi o Matyldę?
-Tak. Wiesz, że moja mama, zawsze uważała, że bylibyśmy świetną parą? – zaśmiałem się
- Matki mają moc przewidywania tego, co dla nas najlepsze
-Najwyraźniej. Wiesz..? – zacząłem
-Co się stało? – zapytał z troską, widząc moją niepewną minę
-…Nie wiem, co się dzieje z rodzicami Matyldy. Moja mama, podczas tego wyjazdu, dzwoniła już dwa razy, a jej ani razu.
-Może nie martwią się, bo wiedzą, że jest z tobą?
-Być może… Mam nadzieję, że to nic poważnego.
-Matylda się nie denerwuje, więc na pewno wszystko w porządku – uspokoił mnie Harry
Porozmawialiśmy jeszcze trochę o muzyce i o tym, jak to jest, jechać w trasę, czy nagrywać w „studiu na kółkach”, po czym, Harry zaproponował, żebym nie zostawiał Matyldy i do niej wrócił. Zatrzymał samochód i poczekał, aż przejdę na tylne siedzenia. Położyłem się obok niej, Harry ruszył a dziewczyna się przebudziła.
-Gdzie jesteśmy? – zapytała zachrypniętym, zaspanym, ale słodkim głosem
-Nottingham – odpowiedział Harry
-Jak się czujesz? – zapytałem
-Dobrze, a z tobą, jeszcze lepiej – przeczesała moje włosy, uśmiechając się
Nie mogłem się powstrzymać. Położyłem rękę na jej biodrze i przyłożyłem swoje usta, do jej wilgotnych i słodkich ust. Objęła mnie rękami.
-Może chcecie zatrzymać się w jednym z hoteli i pobawić się pod kołdrą? – zapytał Harry, rozbawionym tonem głosu
-Nie trzeba – powiedziała Matylda – Wystarczy, że zamkniesz oczy i nie będziesz nam przeszkadzał
Harry odwrócił się do nas z przerażoną i jednocześnie rozbawioną miną. Sam się zdziwiłem… Po chwili jednak, zasnęliśmy w swoich ramionach. Harry obudził nas, gdy byliśmy już w Doncaster. Powiedzieliśmy którędy dojedzie do nas i powoli próbowaliśmy się otrząsnąć z półsnu. Gdy zatrzymał się przy domu Matyldy, pomogłem jej z bagażem i poszedłem odprowadzić ją do sypialni, była już godzina 23. Dom stał pusty, ojciec pewnie jest w pracy, ale gdzie jest jej matka?
-Dobrze się czujesz? – zapytałem ponownie
-Tak – odpowiedziała, zmęczona już pewnie, tym pytaniem – Po co się ciągle o to pytasz?
-Bo się martwię – odpowiedziałem uśmiechając się i pocałowałem ją w czoło – I Cię kocham.
-Ja Ciebie też – ponownie skosztowałem jej ust
Wyszedłem z jej domu i ruszyłem do Harry’ego.
-Dziękuję Ci – zacząłem
-Nie ma sprawy. Cieszę się, że mogłem pomóc – uściskałem go
-Jeśli kiedykolwiek będziesz czegoś potrzebował, możesz dzwonić, pisać, czy choćby przyjechać. Zawsze będziesz mile widziany.
-Dzięki – powiedział – Muszę już jechać
-Nie wpadniesz jeszcze na herbatę? – zaproponowałem
-Nie mogę, jutro rano muszę być na miejscu, a im prędzej wyruszę, tym dłużej pośpię.
-Rozumiem. Tak czy siak, dziękuję – uścisnęliśmy dobie dłonie i Harry ruszył do samochodu.
Gdy odjeżdżał, machałem mu na pożegnanie. Nie chciałem się z nim żegnać. Był dobrym przyjacielem. Będę za nim tęsknił… Dzięki niemu, wydarzyło się tak wiele dobrego… Westchnąłem i ruszyłem cicho w stronę mojego pokoju. Gdy już w nim byłem, brudne rzeczy wrzuciłem do kosza na pranie i poszedłem pod prysznic. Później, poszedłem w końcu do własnego łóżka spać. Brakuje mi śpiącej Matyldy obok mnie…

KONIEC


---------------------------------------------------------
Przepraszam, że nie dodawałem tak długo. Niestety, przez pewien czas nie miałem dostępu do komputera, gdyż był w naprawie. Gdy już go odebrałem, byłem wybity z rytmu i nie umiałem pisać dalej. Udało mi się, napisać tą część, która jest zarazem ostatnią "Londynu pełnego wrażeń...". Czytelnikom, dziękuję cierpliwości i tego, że czytali moje marne wypociny. Dziękuję też, LiamPayne93 za wierne wspieranie duchowe, czytanie i za możliwość publikowania mojej pracy. Dziękuję wszystkim i pozdrawiam Was bardzo gorąco... Być może, to nie moja ostatnia praca na tym blogu :) /Bart

wtorek, 11 sierpnia 2015

Witajcie ponownie! ;D



Hejka!

Wpadam tutaj do Was z pytaniem, tak jak pisałam na fb, czy chcecie abym dokończyła swoje opowiadania? Jeśli będą dwa komentarze na 'tak', to zacznę pracę i w przyszłym tygodniu wstawię części. Wszystko zależy od Was! <3 /Natalie