DOWOLNY TEKST DOWOLNY TEKST DOWOLNY TEKST DOWOLNY TEKST

Muzyka

poniedziałek, 28 września 2015

"Raz w życiu..." Cz.1b

Po ośmiu godzinach spędzonych w pracy, szykowałem się do wyjścia.
-Bart, możesz na chwilę przyjść? – zawołał Walter z zaplecza

Ruszyłem w jego stronę.
-Słucham?
-Masz tutaj pieniądze, równo tysiąc funtów – powiedział, wręczając mi kopertę z pieniędzmi
-Jezu, Walt, nie mówisz poważnie!
-Ostatnio, tak poważny byłem przy narodzinach i będę, na swoim pogrzebie – zaśmiał się
Moja wypłata zawsze wynosiła pięćset funtów na miesiąc. Dostając takie pieniądze, jeszcze przed końcem miesiąca, doznałem lekkiego szoku.
-Nie mogę wziąć od ciebie takich pieniędzy – odmówiłem
-Chcesz mnie obrazić? – zaczął udawać urażonego
-Nie o to chodzi, nie mógłbym Ci spojrzeć w oczy, biorąc od Ciebie takie pieniądze
-To nie patrz mi w oczy i bierz – wcisnął mi kopertę w dłoń – Tylko pamiętaj, pierścionek ma być wyjątkowy. Jak zobaczę, że nie jest wystarczająco wyjątkowy, to inaczej pogadamy – klepnął mnie w ramie
-Dziękuję – podziękowałem
-Wiesz… Muszę Ci coś powiedzieć – podrapał się po karku
-Co się stało? – brzmiał na zasmuconego
-Muszę sprzedać sklep
-Jak to?
-Nie mam z niego takich pieniędzy, żeby go utrzymać… Z resztą, ludzie i tak nie kupują tutaj płyt.
-Walt, strasznie mi przykro… Może jednak weźmiesz te pieniądze..?
-Nawet o tym nie myśl! – krzyknął
Nigdy nie widziałem go, tak poważnego.
-Sprzedam sklep, spłacę długi i zobaczymy jak to będzie – uspokoił mnie – To korzystna lokalizacja. Wielu już, proponowało mi zakup tego miejsca, za dość wysokie sumki – posłał mi oczko – A teraz, leć do Matyldy, pewnie już czeka na Ciebie z obiadem.
-Jeszcze raz, dziękuję Ci Walter
-Mam nadzieję, że Matylda się ucieszy – uśmiechnął się

Wróciłem do domu, od progu poczułem zapach kurczaka z warzywami, którego Matylda zawsze świetnie przygotowywała.
-Cześć Niedźwiadku – Matylda przybiegła do mnie i dała mi buziaka na przywitanie
-Hej Słoneczko, jak Ci minął dzień? – zapytałem, rozpinając koszulę i poluzowując pasek od spodni
-Dobrze, rozmawiałam z Niallem przez telefon – powiedziała – Mówi, że już powoli się zbierają i około południa powinni być w mieście.
-To świetnie – uśmiechnąłem się, widząc jej podekscytowanie
-A jak u Ciebie? Sprzedaliście dzisiaj jakieś płyty?
-Tak – odpowiedziałem – Dokładnie trzy, z czego jedną kupiłem ja - wręczyłem jej płytę
Matylda głośno się zaśmiała, wzięła ją ode mnie i nastawiła w gramofonie. Gdy pierwsze dźwięki, pierwszego utworu Kena, zaczęły rozbrzmiewać w naszym salonie, złapała mnie za dłonie i zachęciła do tańca. „He Loves Me So” może nie była wymarzoną piosenką do tańczenia, ale nie zważałem na to. Pogładziłem, jej krótkie do ramion, kasztanowe włosy. Kołysząc się w rytm muzyki, patrząc w jej oczy, czułem, jak świat przestaje istnieć. Jej delikatne palce, oplatające moje… Jej spokojny, uspokajający mnie oddech… Jej słodkie usta, wykrzywione w nieśmiałym i uwodzicielskim uśmiechu… Obdarzyłem ją namiętnym pocałunkiem i oplotłem ramionami… Piosenka się skończyła, nastała cisza…
-Jasna cholera, kurczak! – krzyknęła i  ruszyła biegiem w stronę kuchni, a ja za nią
Matylda nachyliła się nad piekarnikiem i wyciągnęła kurczaka.
-I jak? – zapytałem
-Nie spalił się – odetchnęła
Nałożyliśmy wspólnie kurczaka na półmisek, następnie gniecione ziemniaki i postawiliśmy na stole. Wyciągnąłem z lodówki słodkie, owocowe wino i rozlałem do kieliszków. Zasiedliśmy do stołu i zjedliśmy obiad, przy piosenkach Snydera.
-Gdzie ulokujemy chłopców? – zapytała
-Myślę, że nie będzie im przeszkadzać, jak zamieszkają w naszym garażu – powiedziałem – Mamy rozkładane fotele i nasze stare łóżka
-Widzę, że już wszystko zaplanowałeś?
-Znasz mnie – uśmiechnąłem się
-Może jednak pogadaj z Harrym, czy im to pasuje?
-Dobrze, już do nich dzwonię – powiedziałem, odnosząc nasze talerze do kuchni
Chwyciłem za telefon i wykręciłem numer do szatyna. Harry, zapewniał mnie, że chłopakom nie będzie przeszkadzać spanie w garażu, o ile ładnie w nim pachnie. Po zakończeniu rozmowy, wyłączyłem płytę, przeniosłem rozkładane fotele do naszego dużego, pustego garażu i wszystko przygotowałem. Nasze stare łóżka, w których spaliśmy, gdy jeszcze mieszkaliśmy w domach rodzinnych, już tu były. Chcieliśmy się ich pozbyć, ale całe szczęście tego nie zrobiliśmy. Były w świetnym stanie, odkurzyłem je tylko i dałem im nową pościel. Gdy wróciłem do domu, Matylda była na górze, w sypialni, oglądała „50 Pierwszych Randek”. Leżała na łóżku, ubrana jedynie w długą koszulę nocną.
-Wezmę prysznic – powiedziałem
-Dobrze – posłała mi uśmiech
Mieliśmy w domu dwie łazienki, jedną na dole i jedną na górze, do której wejście było od naszej sypialni. Gdy wróciłem spod prysznica, ubrany jedynie w bieliznę, Matylda leżała w łóżku, przy wyłączonym telewizorze.
-Niedźwiadku, boli mnie kark – poskarżyła się, żartobliwie
-Zrobić Ci masaż, słońce? – pokiwała głową i zsunęła lekko koszulę
Wziąłem się za delikatne masowanie jej nagich ramion, przechodząc na ciepły kark i obdarowując go pocałunkiem. Zareagowała gęsią skórką.
-Chcesz się zabawić? – zaproponowała patrząc na mnie figlarnym wzrokiem
-Oczywiście, że chcę
Zaczęła powoli rozpinać swoją nocną koszulę, powoli odsłaniając coraz więcej ciała. Całowałem jej dłoń, ramię, obojczyk i szyję. Gdy rozpięła już całą koszulę, położyłem rękę na jej nagim biodrze i zacząłem całować jej usta. Matylda masowała moją głowę, gdy ja, dotykałem jej uda… Spędziliśmy niewiarygodną noc…



-------------------------------------------------------------
Druga część, pierwszej części "Raz w życiu". Na razie, nie dzieje się nic szczególnego, ale od czegoś trzeba przecież zacząć. Mam nadzieję, że bardzo się nie zanudziliście. Piszcie w komentarzach, czy się podoba! Następna część, za tydzień o tej samej godzinie (Poniedziałek 19:00). Zapraszam i pozdrawiam/Bart
PS. Jak Wam się podoba "Infinity"? :)

środa, 23 września 2015

Infinity



Dwoje ludzi, których niegdyś łączyła niesamowita więź... dziś spotkali się zupełnie przypadkowo. Chłodnymi spojrzeniami wymienili się na powitanie. Minęli się, jakby byli nieznajomymi. Przed jej oczyma na krótką chwilę pojawiły się wspomnienia, o których chciała zapomnieć. Stanęła na chwilę za rogiem, gdzie on nie mógł jej zobaczyć. Oparła się o mur, po czym zamknęła swoje błękitne oczy, próbując wstrzymać napływające łzy. Uświadomiła sobie, jak wiele dla niej znaczył. Jego uśmiech, jego zarost który uwielbiała, oczy z których zawsze czerpała siłę na przeżycie tego jednego dnia... Dziś nie były już jej. Były tylko jego własnością. Podczas gdy ona rozpamiętywała ich rozłąkę, on szedł przed siebie, nie zwracając najmniejszej uwagi na otoczenie. Zatrzymał się przed budynkiem, który był jego celem, po czym oparł się o kamienny murek. Nie tylko jego był to cel dzisiejszej podróży. Patrzył pusto na wybrukowany jasną kostką chodnik, biorąc do ręki nie kolejnego papierosa, lecz telefon. Otworzył nieświadomie folder ze starymi zdjęciami. Patrząc na nie, widział szczęśliwą parę, która spędzając ostatnie dni wakacji, wykorzystywała je najlepiej jak tylko potrafiła. Ona ubrana w skąpe bikini, on w zielone szorty, pasujące kolorem do jego oczu, wybrane przez nią tylko dla niego. Pamiętał ten moment. Mówił wtedy, że ją kocha i powiedział, że nigdy tego nie zapomni. Obietnicy dotrzymał. Szkoda tylko, że nie zapomniał tylko o tamtej sytuacji... Ona stała się dla niego zbędnym ciężarem, który wyrzucił jakiś czas temu i dziś mógłby o niej zapomnieć, gdyby nie jedno spotkanie. Podczas gdy on przeglądał stare zdjęcia, ona zdołała się podnieść i ruszyła do swojego miejsca pracy. Idąc po schodach, prowadzących do drzwi budynku, została popchnięta przez pewnego mężczyznę, którego zapach perfum kolejny raz przywołał wspomnienia. Spojrzała nieśmiało na wpatrującego się w nią bruneta. Poprawiła włosy i wstała. Otrzepała sukienkę z brudu i ruszyła do pomieszczenia roboczego, gdzie miała się przebrać. Mężczyzna błądził za nią wzrokiem, czując gdzieś w środku tlące się do niej pożądanie. Usiadł na kanapie, czekając aż wyjdzie. Zegar wybił godzinę ósmą, dziewczyna wyszła z pokoju i usiadła na swoim stanowisku. Mężczyzna ruszył do niej. Zapytał o pożyczkę, w końcu byli w banku, a ona była jego pracownicą. Musiała się przełamać i jakoś go obsłużyć. Dając mu pieniądze, zamarła. Ujrzała bowiem za nim dwóch facetów, ubranych na czarno z pistoletami w rękach. Mężczyzna odwrócił się i pod wpływem impulsu, powiedział dziewczynie coś, co zmieniło jej życie już na zawsze. "Kocham Cię, przepraszam za wszystkie błędy jakie popełniłem i to ostatnie głupstwo. Zrozumiałem, że ty..." Wtedy to jeden z napastników strzelił w sufit, krzycząc "To napad!". Oni nie czuli strachu. On, czuł że zrobił to co trzeba, że jest z nią i teraz jest gotów umrzeć. Ona natomiast, czuła szczęście, wiedząc że znaczy dla niego jednak więcej niż zwykła dziewczyna. "Wybaczam. Kocham Cię!" z płaczem szepnęła. Doszło do niej, że są to ostatnie chwile jej życia i ostatnie jej chwile z nim. "Wszyscy na ziemię!" Mężczyzna położył się na ziemi, jej jednak kazano wykładać pieniądze. Zaprzeczyła. Będąc przy swoim ukochanym była pewna siebie i szła za głosem serca. Uklękła przy brunecie, po chwili kładąc się obok. Zbliżyła twarz do niego, biorąc ostatni w życiu pocałunek, który był zupełnie inny od wszystkich które doświadczyła. Był wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju. Powiedziała na koniec tylko jedno "Do zobaczenia za chwilę". Mężczyzna spojrzał na napastnika, który przyłożył pistolet do głowy jego ukochanej."Zabij mnie." odparł. Zamachowiec strzelił najpierw do dziewczyny, potem do chłopaka. Umarli szczęśliwi, że mogą być razem na zawsze. Tam już nikt nie mógł im przeszkodzić. Lecieli gdzieś w otwartej przestrzeni, wtuleni w siebie, wiedząc już że na zawsze będą razem. Ich przeznaczenie się spełniło... Na ich wspólnym nagrobku widniał napis: "Przeznaczenie zawsze się spełni..." 


-------
Oto imagin, niezbyt długi, ale jest. Jeśli się Wam spodobał, to piszcie :) Może zrobię takich więcej, tylko potrzebuję wiedzieć czy warto. /Liam

poniedziałek, 21 września 2015

"Raz w życiu..." Cz.1a

Obudził mnie pocałunek Matyldy.
-Wstajesz? – zapytała
-Nie chcę – odpowiedziałem, wciąż nie otwierając oczu i tuląc ją do siebie
-Ale musisz, bo spóźnisz się do pracy
Dziewczyna wstała z łóżka, a ja próbowałem się wybudzić. Wstałem i przetarłem twarz. Ruszyłem do łazienki, później do kuchni i zacząłem jeść przygotowane przez Matyldę śniadanie.
-Wiesz, co dziś przyszło pocztą?
-Co takiego? – zapytałem
-Pocztówka od Harry’ego
-Stylesa? - zdziwiłem się

-Tak – potwierdziła – Pisze, że kończą kolejną trasę i chcą wpaść do Doncaster. Pytają, czy mielibyśmy coś przeciwko, gdyby do nas wpadli.
-Pewnie! Już do niego dzwonię.
-Przecież musisz już iść – przypomniała mi z uśmiechem
-Zadzwonię w drodze – pocałowałem ją w policzek i dokończyłem Tosta z pomidorem
Ruszyłem do autobusu, wyciągając telefon komórkowy i wybierając „Hazza” w książce telefonicznej.
-Cześć! – odezwał się szczęśliwy, lekko zachrypnięty głos w słuchawce
-Cześć Harry, Matylda powiedziała, że kończycie trasę?
-Tak, chcemy przyjechać do Doncaster, bo Louis strasznie tęskni za swoimi stronami, a przy okazji byśmy was odwiedzili – powiedział
-Jasne, jestem w stu procentach za!
-I jeszcze jedno… - zaczął niepewnie
-Oczywiście, że będziecie się mogli u nas zatrzymać – Harry odetchnął
-Dzięki, trochę niezręcznie mi było pytać
-Nie potrzebnie – zaśmiałem się
-Wiesz, Louis zatrzyma się u rodziców, ale nasza czwórka nie miałaby gdzie.
Wsiadłem do autobusu.
-To, kiedy przyjeżdżacie? – zapytałem
-Myślę, że jutro z rana ruszymy i może będziemy około południa– odpowiedział – Co ty na to?
-Pasuje nam
-Nam? – zapytał
-Tak, nam – odpowiedziałem, wiedząc, że Harry nie wie, co się ostatnio wydarzyło
Miesiąc temu, jako, że Matylda stała się pełnoletnią, przeprowadziła się do mnie.
-Jaja sobie robisz? – upewnił się
-Nie, mówię prawdę – uśmiechnąłem się szeroko, dumny
-Zamieszkaliście razem?
-Tak – odpowiedziałem, dalej dumnym głosem
-Super! – słyszałem odgłosy szczęścia – Czekaj tylko, aż reszta chłopaków się dowie!
-Czekam – zaśmiałem się
-Dobra, muszę kończyć. Do zobaczenia jutro
-Do zobaczenia jutro, Harry
Skończyliśmy rozmowę, a ja, wysiadłem z autobusu i ruszyłem w stronę sklepu, w którym pracuję.
-Spóźniłeś się – tymi słowami przywitał mnie szef, Walter
Walter, był łysiejącym mężczyzną z brodą, w średnim wieku. Ten sklep, założył, gdy był w moim wieku. Zainwestował w niego całe pieniądze, jakie miał. Nie był to najlepszy sklep w US, nie był to nawet najlepszy sklep w Doncaster… Nawet na tej samej ulicy, znalazłoby się kilka lepszych sklepów. Ale pod względem czego, ocenia się, czy sklep jest dobry? Jeśli chodzi o atmosferę, to ten, na pewno przebijał wszystkie inne. Walter jest wielkim amatorem muzyki, a w sklepie sprzedajemy płyty CD, winyle, DVD i gadżety muzyczne. Nie sprzedawaliśmy najlepszych, czy najnowszych płyt, ale za to, te rzadkie i kolekcjonerskie, które Walt sprowadzał z różnych zakątków świata.
-Przepraszam Panie Brown, autobus mi uciekł i w dodatku… - zacząłem się tłumaczyć, zdziwiony, że ma pretensje, bo do otwarcia sklepu było jeszcze pięć minut - …W dodatku, musiałem wyprasować koszulę, bo była pognieciona i…
-Ah, zamknij się już Forrester – przerwał mi – Przecież dobrze, do cholery, wiesz, że żartowałem – zaśmiał się głośno
Walt właśnie taki był - uwielbiał robić żarty. Gdy zaczynałem pracę, podstawił swojego znajomego, żeby przyszedł do sklepu i poprosił o sprzedaż wszystkich płyt. Gdy zapakowałem mu wszystkie płyty do kartonów, mężczyzna zapytał, czy pięć funtów wystarczy, za te wszystkie płyty. Nie wiedziałem, co powiedzieć, to wtedy Walt wyskoczył z zaplecza i krzyknął, że to kawał. Musiałem potem odkładać wszystkie płyty na miejsce, a zajęło mi to trzy godziny. Dostałem wtedy od niego bonus, za dobrze wykonaną robotę i nie skarżenie się na pracę.
-Jak tam żona? – zapytał
-Jeszcze się nie oświadczyłem – odpowiedziałem nieśmiało
-Im dłużej czekasz, tym trudniej będzie
-Wiem Walt, ale nie mogę jej się oświadczyć byle pierścionkiem – powiedziałem – Chciałbym, żeby był wyjątkowy…
-Wiesz, co? – zaczął i zrobił chwilową pauzę, jakby się nad czymś zastanawiał – Co ty na to, żebym dał Ci podwyżkę?
-Nie mogę wziąć od Ciebie więcej pieniędzy, przecież i tak, ledwo wiążesz koniec z końcem
-O mnie się nie martw, lepiej się zastanów, gdzie znajdziesz wyjątkowy pierścionek – powiedział, akcentując każde słowo i pukając mnie palcem wskazującym w pierś, po czym mrugnął kiwając głową
-Walt, nie wiem jak Ci się odwdzięczę – powiedziałem, powstrzymując łzy szczęścia i ściskając go przyjaźnie
-Może byś kupił jakąś płytkę? Widziałem, jak kręcisz się koło

„Ken-By Request Only” – powiedział, odsłaniając swoje zęby w szerokim i szczerym uśmiechu
-Jasne Walt – kręciłem się wokół niej, ponieważ ciągle robił mi żarty i zamawiał ją, po czym nie przychodził jej odebrać
Nabyłem ową płytę za dwadzieścia funtów i wróciłem do pracy. Przyszło kilku potencjalnych klientów, ale zakupy, zrobiły tylko dwie osoby. W końcu pozbyliśmy się „William Shatner Live”, która jako jedna z pierwszych płyt, pojawiła się w tym sklepie. Blondynka, która ją kupowała, uznała, że ten winyl będzie świetnym prezentem, kawałem dla jej starszego brata na urodziny. Tak, jestem sprzedawcą w sklepie, w którym sprzedaje się płyty „unikalne”, jak mówi szyld nad wejściem. W rzeczywistości, są to płyty, które zostały wydane w nakładzie minimalnym, stu sztuk, bo nikt nie chce mieć z nimi nic wspólnego. Szczerze, siedząc w sklepie, przez ten rok, przyzwyczaiłem się do muzyki, którą tu sprzedajemy. Walt codziennie nastawiał jedną z jego „unikalnych” płyt i puszczał ją cały dzień. Płytę Kena Snydera, którą zakupiłem, słyszałem już kilkanaście razy. Muzyka z naszych płyt, naprawdę nie była najgorsza, dało się jej słuchać z przyjemnością. Myślę, że wszystkich odstraszają okładki tych płyt, bo większość z nich, jest przedziwna. Po ośmiu godzinach spędzonych w pracy, szykowałem się do wyjścia.
-Bart, możesz na chwilę przyjść? – zawołał Walter z zaplecza

------------------------------------------------------------

I tak oto, udostępniam Wam pierwszy fragment, dalszej części opowiadania "Londyn pełen wrażeń..." którego pierwszą część, znaleźć możecie, pod tym linkiem [TUTAJ]. Mam nadzieję, że spodoba Wam się ciąg dalszy. Postaram się wstawiać jedną część tygodniowo, w poniedziałki o 19:00.  Piszcie komentarze! Dzięki nim, piszemy więcej, lepiej i mamy świadomość, że piszemy dla kogoś, a nie samym sobie. NASTĘPNA CZĘŚĆ, JUŻ ZA TYDZIEŃ O 19:00. Pozdrawiam/Bart