DOWOLNY TEKST DOWOLNY TEKST DOWOLNY TEKST DOWOLNY TEKST

Muzyka

poniedziałek, 26 października 2015

"Raz W Życiu" Cz.5



Harry spoglądał na mnie nerwowo. I w końcu, po pół godziny rozmowy, zaproponował żebyśmy poszli do biblioteki.

Wyszliśmy z domu pod tym pretekstem, ale pojechaliśmy do najbliższej galerii handlowej, do jubilera.  W tym samym czasie, Matylda i reszta chłopców wybrali się na zwiedzanie okolicy.  Gdy weszliśmy, pani ekspedientka od razu do nas podbiegła.
-Pan Styles, w czym mogę Panu pomóc? – przywitała go szerokim uśmiechem
-Mi w niczym Pani nie może pomóc – powiedział kładąc dłonie na moich ramionach – Ale mój przyjaciel szuka pierścionków zaręczynowych.
-Oczywiście, chętnie Panu pomogę – odezwała się w moją stronę – Jakiego Pan szuka?
-Pięknego, wyjątkowego i… dość taniego – odpowiedziałem zawstydzony
-W jakiej cenie? – zapytała niepewnie kobieta
-Do tysiąca funtów
-Zatem zapraszam, mamy tutaj pierścionki zaręczynowe, w granicach; trzysta – tysiąc funtów
Blondynka wyciągnęła zza szyby pierścionki, poukładane w specjalnych rządkach.

*Z perspektywy Matyldy*

Nie mam pojęcia, gdzie zabrać chłopców. W naszym mieście, właściwie nie ma nic do oglądania. Zabrałam ich na dłuższy spacer po okolicy.
-Gdzie my tak właściwie idziemy? – zapytał Zayn
-Nie mam pojęcia – odpowiedziałam – Nie wiem, gdzie mam Was zabrać..Mieszkam tutaj całe życie i nie mam pomysłu
-Może Wildlife Park? – zaproponował Liam
-Co? – zapytał Niall – Od kiedy wiesz, jakie atrakcje są w Doncaster?
-Tommo kiedyś opowiadał. Jakbyś Go słuchał, to byś wiedział.
-Dobra, możemy tam jechać. Ale musimy najpierw iść do autobusu, bo to kawał drogi stąd.
I ruszyliśmy w stronę przystanku.

*Z perspektywy Barta*

Wybrałem pierścionek z białego złota, z akwamarynem w kształcie serca.
-Jestem pewien, że Matyldzie się spodoba – powiedział Harry
-Mam nadzieję – powiedziałem, wyciągając pieniądze
-Kiedy masz zamiar się oświadczyć? – zapytał
-Jeszcze tego nie wiem – powiedziałem zestresowany
Pierścionek kosztował mnie osiemset funtów. Zapłaciłem gotówką, którą dał mi Walter.
-Dziękujemy i powodzenia – powiedziała ekspedientka, wręczając mi małą reklamówkę z pudełkiem, w którym był pierścionek.
-Za resztę pieniędzy, kupimy szampana i kwiaty -  zdecydowałem – Zrobię to dzisiaj

*Z perspektywy Matyldy*

W Wildlife park, nie byłam od dobrych dziesięciu lat. Ostatnio, podczas wycieczki szkolne. Już zapomniałam, jak to jest być tak blisko dzikich zwierząt, ale zapachu tego miejsca nie zapomniałam. Zapach, który dało się czuć w powietrzu, to zapach zwierząt, ich odchodów i hot-dogów które sprzedają na każdym rogu. Ponieważ Niall bardzo nalegał, kupiliśmy sobie po hot-dogu. Po jedzeniu, 
nie czułam się najlepiej.  Musiałam pójść do toalety.

*Z perspektywy Liama*

-Może to był nie najlepszy pomysł? – spojrzałem na Nialla
-Bez przesady – powiedział, napychając usta drugim już hot-dogiem – Mi nic nie jest. Tobie i Zaynowi zresztą też.
-Ale nie każdy jest przyzwyczajony do jedzenia byle czego Niall – odezwał się Zayn
Matylda wyszła po pięciu minutach, lecz była trochę blada.
-Może wrócimy do domu? – zaproponowałem
-Nie – odpowiedziała – Już jest ok.
-Jednak myślę, że powinniśmy już wrócić – powiedziałem stanowczo i spojrzałem na Zayna, wzrokiem proszącym o wsparcie
-Payno ma rację – wydukał w końcu
Skierowaliśmy się w stronę wyjścia.

*Z perspektywy Barta*


Chwilę temu, weszliśmy do pustego domu. Jest godzina szesnasta. Ubrałem się szybko w garnitur i czekam aż Matylda z chłopcami wrócą. Harry przed chwilą pisał do Nialla, a ten odpisał mu, że zaraz będą z powrotem. Styles, również się przebrał w coś bardziej stosownego. Teraz staliśmy, czekając aż drzwi się otworzą. Harry chowając szampana za plecami, a ja z kwiatami w ręku i schowanym pudełkiem, z pierścionkiem w kieszeni marynarki. Kropla potu wydobyła się z mojej skroni i pociekła po policzku. Zacząłem się stresować.
-A co jeśli powie „nie”? – zapytałem Harry’ego, oczekując pocieszenia
-Cóż, wtedy będziesz musiał zwrócić pierścionek – odpowiedział poważnym tonem, lecz z uśmiechem  na ustach
-Jak to?
-Chyba, że zamierzasz go nosić – dodał – Ale nie pasuje do Ciebie – zaśmiał się, co o dziwo mi pomogło.
Rozluźniłem się trochę i byłem znów pewien siebie. Usłyszeliśmy głosy za drzwiami. Momentalnie się spiąłem. Żołądek, wraz z sercem podskoczyły mi do gardła, zaschło mi w ustach, skronie i dłonie zaczęły się pocić. Mocno zamknąłem oczy próbując się uspokoić, po czym otworzyłem je, w chwili gdy drzwi do domu się otwierały. Niall wszedł pierwszy, lecz po wejściu, odsunął się na bok. Za nim szła Matylda, a za nią Liam i Zayn. Dziewczyna, pomimo wyraźnego złego samopoczucia, wyglądała olśniewająco. Jej niebieskie oczy i brązowe włosy, świetnie współgrały z jej lekko opaloną cerą.
-Co się stało? – zapytała, spoglądając na moje ubranie
Podszedłem do niej, na miękkich od zdenerwowania nogach, uklęknąłem na jedno kolano i ująłem jej lewą dłoń.
-Matyldo Emmo Blackberry, czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną? – zapytałem, wyciągając i otwierając pudełko z pierścionkiem
-Co?! Dlaczego..? – zapytała z łzami w oczach

-------------------------------------------------------------------
Oto i następna część! Mam nadzieję, że Wam się podoba! Piszcie komentarze!!!! Następna część, za tydzień o 19! Pozdrawiam/Bart

poniedziałek, 19 października 2015

"Raz W Życiu..." Cz.4



I usnęliśmy…

Obudziłem się o wiele wcześniej niż zamierzałem. Była dopiero siódma dwadzieścia. Matylda jeszcze spała, wtulona w moje ramie. Nie chciałem Jej budzić, więc starałem się jeszcze zdrzemnąć. Patrzyłem na Jej spokojną twarz. Pewnie marzeniami jest teraz w lepszym, kolorowym miejscu. Z dala od śmierci, problemów, smutków… Jej prawa dłoń, spoczywała na moim torsie. Chwyciłem ją i pogładziłem kciukiem. Przymknąłem na chwilę oczy, a gdy je otworzyłem, Matyldy już obok mnie nie było. Była godzina ósma trzydzieści. Wstałem z łóżka, poprawiając średniej długości włosy i ruszyłem na dół. W kuchni zastałem Matyldę i Harry’ego, pijących kawę i śmiejących się.
-Miałam Cię za chwilę budzić – dziewczyna podeszła do mnie i złożyła na moich ustach pocałunek
-Hej, o czym rozmawiacie – zapytałem Harry’ego
-O niczym takim – odpowiedział, uśmiechając się wymownie do Matyldy
Uznałem, że jeśli nie chcą mi mówić, to niech nie mówią i włączyłem ekspres do kawy.  Dołączyłem do Harry’ego i Matyldy przy stole. Sięgnąłem po opakowanie płatków śniadaniowych i mleka. Jedząc śniadanie, słuchałem, jak Harry opowiadał o ostatniej trasie koncertowej. Nalałem sobie kawy, a Matylda odeszła od stołu, przepraszając na chwilę. Poszła do łazienki.
-Kiedy się oświadczysz? – zapytał Harry, ściszając ton do szeptu i nachylając się w moim kierunku
-Jeszcze nie wiem – odpowiedziałem, mieszając w misce z płatkami – Nie mam się czym oświadczyć
-Nie masz jeszcze pierścionka? – zapytał zszokowany
-Wiesz, jakoś nie miałem czasu, żeby wybrać się do jubilera – powiedziałem, zawstydzony, bawiąc się palcami
Po chwili powiedział
-Pójdziemy dzisiaj – powiedział stanowczo
-Ale muszę iść do pracy – dodałem
-Nie idziesz tam na wieczność – odpowiedział – Przecież, kiedyś z niej wyjdziesz
Zayn, Niall i Liam przyszli do kuchni.
-Hej – przywitałem się z Nimi
-Cześć – odpowiedzieli
-Jest jeszcze kawa? – zapytał Liam
-Pewnie – odpowiedziałem, nalewając mu kubek przygotowanej, gorącej kawy
-Ja też poproszę – odezwał się Zayn
Podziękowali i usiedli do stołu.
-Mogę? – zapytał Niall wskazując na płatki i mleko
-Jasne, że tak – odpowiedziałem – nie musicie się o takie rzeczy pytać – zaśmiałem się – Jak będziecie chcieli iść do toalety, też się zapytacie?
-Właściwie, to mógłbym..? – zaczął żartobliwie Harry
Wybuchliśmy śmiechem, Matylda do nas dołączyła.
-Liam – zaczęła – A Ty, nie jesteś głodny?
-W sumie, niezbyt – odpowiedział i dodał po chwili – Ale dziękuję
-Dzwoniłem dzisiaj rano, do pana Browna – zaczął Niall – Umówiliśmy się na dzisiaj
-Jak to? – zapytałem
-No wiesz, chciałem kupić Jego sklep – powiedział niepewnie
-Zgodził się?
-Jest zainteresowany. Idę z Tobą do pracy – odpowiedział wesoło
-A właśnie, o której musisz być w pracy? – zapytał Harry
-Dzisiaj zaczynam o dziesiątej – odpowiedziałem
-A o której kończysz?
-O siedemnastej. A dlaczego pytasz?
-Chciałem, żebyś zaprowadził mnie dzisiaj do… Biblioteki
-Ach, jasne – odpowiedziałem, wiedząc, o co Harry’emu chodzi
-Biblioteki? – zaciekawiła się Matylda
-Wczoraj wieczorem, chciałem poczytać, ale nie wziąłem żadnej książki – skłamał Harry
-Bart ma dość pokaźną kolekcje książek, na pewno znajdziesz coś ciekawego – powiedziała
Harry spojrzał na mnie przepraszającym wzrokiem i powiedział
-Ale ma gówniany gust – dodał
Na co wszyscy zaniemówili i spojrzeli na Harry’ego, a następnie na mnie.
-Ma racje – powiedziałem, biorąc łyk kawy
Wszyscy wrócili do normy.

Po śniadaniu, zacząłem się szykować do pracy. Równo o godzinie dziewiątej trzydzieści, wyszedłem wraz z Niallem na przystanek.
-Słyszałem o Twoich planach – powiedział blondyn
-O moich planach?
Niall zaczął nucić marsz weselny, uśmiechając się szeroko.
-Skąd wiesz? – zapytałem zawstydzony
-Zgadnij – odpowiedział tajemniczo – Ma długie włosy, zielone oczy, jest chudy i wysoki
-Zabiję Go! – powiedziałem groźnie
-Nie przejmuj się, żaden z Nas jej nie powie – zapewnił mnie Niall
-To znaczy, że Wy wszyscy wiecie? – zapytałem
-No tak – odpowiedział zarumieniony Irlandczyk
-Dobra, nie szkodzi – westchnąłem
Gdy dotarliśmy już do sklepu, przywitałem się z Panem Brownem.
-Cześć Forrester, kogo tutaj przyprowadziłeś? – zapytał
-To jest mój przyjaciel Niall Horan
-Horan? Ja byłem z Panem umówiony?
-Tak, w sprawie sprzedaży – powiedział blondyn i podszedł do Waltera, z wyciągniętą dłonią
Uścisnęli sobie dłonie.
-Zapraszam, do mojego gabinetu – Walter wskazał na drzwi

*Z perspektywy Nialla*

Weszliśmy do domniemanego gabinetu, którym wydawał się być magazyn, pełen pustych kartonów, stolik, dwa krzesła i telefon stacjonarny.
-Mówi Pan, że chce kupić mój sklep? – zapytał mnie siadając na jednym z krzeseł i wskazując na drugie, bym usiadł
-Owszem – odpowiedziałem pewnie, siadając w wyznaczonym miejscu
-Ile jest Pan w stanie zaoferować?
-A ile Pan oczekuje?
-Nie mniej, niż pięćdziesiąt tysięcy funtów
-Zatem siedemdziesiąt tysięcy funtów
-Dlaczego chce Pan kupić mój sklep? – zapytał zakładając ręce, a w jego oczach widziałem uśmiech
-Ponieważ chciałbym założyć własny biznes
-Co chciałby Pan tutaj sprzedawać?
-Owoce i warzywa – odpowiedziałem, sarkastycznie, bo zaczęły mnie już denerwować te pytania
Mężczyzna, patrzył na mnie przenikliwym wzrokiem. Wstał, opierając się na blacie stołu i zaczął się głośno śmiać.
-No dobra, chłopcze – powiedział, wyciągając w moją stronę dłoń – Jesteś w porządku!
Zdziwiony, wstałem z miejsca i uścisnąłem mężczyźnie dłoń.
-Wiesz, mam pewne problemy z rachunkami. Pilnie szukałem kogoś, kto mógłby kupić ode mnie ten sklep, ale nie chciałem go przedawać byle komu. Widzę, że jesteś dobrym człowiekiem i niestraszne Ci są żarty. Skąd jesteś chłopcze? – zapytał mnie, klepiąc po ramieniu
-Z Mullingar, proszę Pana
-To w Irlandii, co Ty robisz w Doncaster?
-Jestem z kolegami w odwiedzinach u Barta
-Cieszę się, że ma dobrych przyjaciół. Powiedz mi – zaczął, cichszym tonem – kazał Ci kupić mój sklep?
-Nie proszę Pana, ja sam chciałem, On tylko dał mi Pana namiary
-Przestań z tym Panem, chłopcze – powiedział dziarsko – mów mi Walter
-Dobrze, Walterze
-Może, zatem, napijemy się czegoś mocniejszego i zamkniemy dzisiaj sklep, na uczczenie okazji?
*Z perspektywy Barta*
Walter wyciągnął Burbon, który miał schowany w magazynie i nalał każdemu z Nas, po szklance. Nie wypiliśmy dużo, usprawiedliwiając się, dzisiejszym zwiedzaniem miasta. Walter za to, pozwolił sobie wypić prawie pół butelki. Podczas rozmowy, Niall opowiedział jak wyobraża sobie to miejsce. Chce sprzedawać tutaj, poza płytami obecnymi, płyty popularnych wykonawców, a także obiecał mi i Walterowi pracę.

O godzinie trzynastej, już byłem wolny. Odprowadziliśmy chwiejącego się Waltera, do domu (całe szczęście, mieszkał niedaleko) i postanowiliśmy, pójść coś przekąsić. Wstąpiliśmy do knajpki na rogu i zamówiliśmy dwie kanapki z kurczakiem i herbatę. Niall wypytał mnie dokładnie o ślub. Gdzie chciałbym, żeby się odbył… Jak wyobrażam sobie wesele… Czy chciałbym mieć dzieci… I tak dalej. Po lunchu, wróciliśmy do domu.
-Bart, Niall? – przywitała Nas zdziwiona Matylda – Co tak wcześnie?
-Wiesz, Walter dzisiaj zamknął sklep z okazji… - zrobiłem dramatyczną pauzę – Z okazji sprzedanego sklepu!
Chłopcy, którzy siedzieli na sofie wstali radośnie i zaczęli krzyczeć radośnie.
-Jak Ci się to udało? – zapytała Matylda, blondyna
-Wiesz… Wystarczyło, że zażartowałem – odpowiedział rozbawiony
-Tak..Mogłem się spodziewać – powiedziałem – Walter, to zapalony kawalarz. Pewnego razu…
Zacząłem chłopakom opowiadać kawały, jakie mi robił Walter w ciągu mojej pracy u niego.

Harry spoglądał na mnie nerwowo. I w końcu, po pół godziny rozmowy, zaproponował, żebyśmy poszli do biblioteki. 

----------------------------------------------------------------
Ta część, wyszła trochę dłuższa, mam nadzieję, że wam to nie przeszkadza! Postanowiłem zrobić do tej części w miarę normalne zakończenie, ale to tylko cisza przed burzą (że tak Wam zaspojleruję). Proszę o zostawienie komentarza! Piszę głównie dla czytelników, a jeśli ich nie ma, to nie ma sensu pisać. NASTĘPNA CZĘŚĆ, JAK ZWYKLE, ZA TYDZIEŃ - PONIEDZIAŁEK O 19:00. Zapraszam i pozdrawiam/Bart

poniedziałek, 12 października 2015

"Raz W Życiu..." Cz.3


-Dobrze, ubierz się, pojedziemy teraz…

Jadąc taksówką, widziałem kątem oka, jak bardzo Matylda się denerwuje. Złapałem jej trzęsącą się dłoń i ścisnąłem ją mocno, dodając jej otuchy. Dojeżdżaliśmy już powoli do szpitala, gdy powiedziała
-Bardzo się denerwuję
-Wszystko będzie w porządku – starałem się ją uspokoić – Tak mówił Twój ojciec. Może to naprawdę, coś błahego, tylko Twoja mama to wyolbrzymiła.
Spojrzała na mnie, z łzami w oczach. Przytuliłem ją i po chwili, już byliśmy w budynku, pytając, gdzie znajdziemy Charlesa Blackberry.
Matylda,  nie miała nigdy dobrych kontaktów z ojcem , gdyż ten, zawsze był bardziej zajęty pracą niż Nią. Wychodził z rana na spotkanie i wracał w nocy, lub dopiero następnego dnia. Często wyjeżdżał służbowo do innych miast, lub nawet krajów. Zamienienie z Nim kilku słów w ciągu miesiąca, graniczyło z cudem. Wiem, bo znam się z Nią od zawsze, a Jej ojca, widziałem na oczy kilka razy. Dzięki temu, że był tak zapracowany, Matylda miała zawsze, wszystko, co sobie zażyczyła. Jednak nic, nie potrafiło zastąpić jej ojca. Wychowywała się, praktycznie bez niego. Jej matka, choć cały czas była w domu i się nią opiekowała, była zbyt zajęta, by zapewnić Jej rozrywkę. Wtedy w Jej życiu pojawiłem się ja, jej sąsiad. Tylko trzy lata od niej starszy chłopiec, szybko zaprzyjaźnił się, ze smutną dziewczynką z dużego domu po drugiej stronie ulicy. Cały czas starała się być niedaleko mnie, bo dzięki mnie, czuła się szczęśliwa i mniej samotna. Tak powoli dorastaliśmy, gdy w końcu Ona poznała dziewczyny w swoim wieku, a ja starałem się zaprzyjaźnić z kimś z mojego otoczenia. Jednak, niezbyt mi się to udało. Znalazłem wielu kolegów, którzy naprawdę nimi nie byli. 
Ja i Matylda oddalaliśmy się od siebie z każdym dniem, głównie dlatego, że ja chodziłem na imprezy, na których upijałem się z ludźmi których mogłem jedynie nazwać znajomymi, a ona chodziła na domówki do koleżanek i oglądała teledyski i koncerty One Direction. Nawet nie wiedziałem, jak bardzo marnuje swój czas. W końcu któregoś dnia, poprosiła mnie, żebym pojechał z nią na koncert. Zgodziłem się. Ten wyjazd, sprawił, że bardzo się do siebie zbliżyliśmy. Staliśmy się parą. Nareszcie poczułem się spełniony.
Szliśmy korytarzem, nie odzywając się do siebie. Trzymałem Matyldę w pasie, próbując Ją uspokoić. Znaleźliśmy odpowiednią sale, pchnęliśmy drzwi i ujrzeliśmy Charlesa, Ojca Matyldy. Leżał na łóżku szpitalnym i chrapał. Miał podłączoną kroplówkę. Matylda usiadła obok swojej matki, nic nie mówiąc. Gdy ta ją zauważyła, łzy napłynęły do jej oczu. Kobiety uścisnęły się, powstrzymując płacz. Postanowiłem, opuścić pokój, zostawiając Im trochę prywatności. Usiadłem na korytarzu, na ławce. Przeczesałem włosy, zatrzymując dłoń na karku. Naprawdę, nie wiedziałem jak to będzie. Być może, Ojciec, specjalnie napisał do mnie, bo myślał, że dam Mu się przekonać do tego, że to nic poważnego. Podszedłem do lekarza, który akurat przechodził obok.
-Przepraszam, chciałem zapytać, jaki jest stan Charlesa Blackberry?
-Pan jest..? – zapytał
-Jego zięciem – skłamałem, choć nie do końca
-Pan Blackberry – wymamrotał sam do siebie, zaglądając do teczki
Po chwili wyciągnął jakąś kartkę i oznajmił
-Pan Blackberry, jest u nas dość częstym gościem – zaczął, zdziwiłem się – Zawsze z tego samego powodu – ciągnął, nie odrywając wzroku od papierów – Problemy z sercem, częste kłucia klatki piersiowej, omdlenia. Dziś, udało nam się Go zatrzymać na trochę dłużej. Pan Charles zawsze wypisuje się najszybciej jak może, lecz dziś, postanowiliśmy zatrzymać Go na tydzień, na obserwacji. Chcemy sprawdzić, co powoduje bóle i problemy z sercem. Będzie miał jutro robione testy wysiłkowe.
-Czyli, co właściwie? Co się z Nim dzieje?
-Nie jesteśmy pewni, na pewno jest to spowodowane Jego wysokim ciśnieniem tętniczym, z czym  zmaga się od wielu lat. W dodatku, ciągłe podróże samolotem, stres, mało odpoczynku i niezdrowa dieta. To wszystko składa się na jedno, problemy z sercem.
Po rozmowie z lekarzem, wywnioskowałem, że Charles, Ojciec Matyldy, zostanie w szpitalu na najbliższy tydzień i będzie musiał przejść na wcześniejszą emeryturę, bo w wieku niespełna pięćdziesięciu lat. Wiedziałem, że jest to dość poważna sprawa, ale wiedziałem też, że przeżyje jeszcze przynajmniej kilkanaście lat, co uspokoiło mojego ducha.
Przez cały Nasz pobyt w szpitalu, Charles spał. Matka Matyldy, Emily, podziękowała mi za opiekę nad Jej córką. Odpowiedziałem, że to mój obowiązek. Czekając na taksówkę, opowiadałem Matyldzie dokładnie to, co powiedział mi lekarz. Pomimo złości na rodziców, że nie powiedzieli Jej o poprzednich zawałach, uspokoiła Ją wiadomość, że Ojciec nigdzie się jeszcze nie wybiera.
W czasie, kiedy wracaliśmy, Matylda zadzwoniła do Harry’ego, informując go, że wszystko w porządku i że już wracamy. Chłopak odpowiedział, że również już wracają i że jedli lunch w KFC, bo Niall nalegał. Zapłaciłem należne za trasę, wysiadając, usłyszeliśmy jak chłopcy Nas wołają. Zaprosiliśmy ich do domu i powiedzieliśmy, żeby czuli się jak u siebie i rozpakowali bagaże w garażu, który był dla Nich przygotowany. Chłopcy z radością, stwierdzili, że są tam lepsze warunki niż w nie jednym motelu, w których sypiali, w czasie pierwszej trasy po UK.
Wieczorem, zaprosiliśmy ich na obiad, który znów przygotowała Matylda. Tego dnia, przygotowała Lasagne. Chłopcy byli pod wrażeniem Jej umiejętności kucharskich, oraz pogratulowali mi, tak wspaniałej partnerki. Na deser, było tiramisu, kupione w sklepie. Matylda chciała poczęstować chłopców kiełbasą, którą kupiła i przekonywała nas, że najlepiej smakuje po słodkim.
-Urodzona kucharka – powiedział Zayn – Nic, tylko by mieszała smaki i tworzyła nowe przepisy!
Później, pokazałem im płytę, którą zakupiłem wczorajszego dnia w mojej pracy.
-Naprawdę sprzedajecie tam takie perełki? – zapytał Harry
-Ja wiem, czy to perełki? Ja bym je nazwał zaginione rzadkości – odpowiedziałem
-Nie myślałeś może, żeby zrobić z tego sklepu normalny sklep? – odezwał się Zayn
-Mój szef, nie chętnie pożegnałby się z tymi płytami. Są ważną częścią Jego życia. Jest wariatem, ale rozumiem jego pasję. Nawet, jeśli tą pasją jest sprzedawanie najgorszych i najrzadszych płyt, które większość ludzi kupuje, dla żartu.
-Mówisz, że macie tam problemy finansowe? – zapytał Niall
-Tak – odpowiedziałem krótko
-Jeśli chcecie sprzedać to miejsce, chętnie bym je kupił. Mogę numer telefonu do Twojego szefa? – zaproponował blondyn.
Później, obejrzeliśmy „Incepcja” i po seansie, rozeszliśmy się do łóżek. To był dla wszystkich, dość ciężki dzień. Chłopcy byli zmęczeni po podróży, a ja i Matylda, ze względu na nerwy. Przygotowaliśmy się do spania i położyliśmy się. Objąłem Matyldę, jak codziennie i próbowaliśmy usnąć. Gdy zapadłem  w pierwszy sen, dziewczyna obudziła mnie, pytając czy śpię. Z grzeczności odpowiedziałem, że nie, wiedząc, że chce ze mną najwyraźniej porozmawiać.
-Nie mogę zasnąć – powiedziała
-Dlaczego?
-Zastanawiam się… No wiesz… - zaczęła niepewnie – nad śmiercią…
-Nie myśl o tym, to nie jest temat, nad którym powinnaś rozmyślać nocą  - starałem się ją odwieźć od tych myśli – Pomyśl, co jutro będziemy robić. Musimy zapewnić chłopakom rozrywkę, bo się Nam tutaj zanudzą.
-Bart..?
-Tak?
-Co byś zrobił gdybym zmarła? – zapytała drżącym głosem
-Pewnie też bym umarł. Bo jeśli moje serce, nie miałoby, dla kogo bić, po prostu by nie biło.
-Ja nie wiem, co bym zrobiła gdybym Cię straciła – powiedziała wtulając się we mnie bardziej
-Nigdy bym Cię nie opuścił, nawet na potrzeby śmierci – pocałowałem jej głowę, chwyciłem rękę i splotłem Nasze palce – Nigdy. Kocham Cię.
-Też Cię kocham…

I usnęliśmy…

----------------------------------------------------------
Oto kolejna część! Zapraszam do komentowania, każdy komentarz = lepsze samopoczucie i chęć do dalszej pracy! Następna część, jak zwykle, za tydzień o tej samej godzinie! Pozdrawiam/Bart

poniedziałek, 5 października 2015

"Raz w życiu..." Cz.2




Tego dnia miałem wolne od pracy. Chłopcy albo rozmawiali już wcześniej z Matyldą, albo mają świetne wyczucie, bo idealnie trafili w mój grafik. Wszystko dla nich już wczoraj przygotowałem, więc nie wstawałem specjalnie wcześniej. Spałem, przytulony do ciepłego ciała Matyldy, więc wiedziałem, że ona również jeszcze śpi. Otworzyłem jedno oko, żeby sprawdzić, która godzina. Zerknąłem na zegarek, była dziesiąta. O której Oni mieli przyjechać? W południe… To mogę jeszcze pospać…
Gdy ponownie się przebudziłem, była godzina jedenasta. Matylda już nie leżała koło mnie, co oznacza, że czas wstać. Okrywam się szlafrokiem i schodzę na dół, gdzie zastaję Matyldę przy toście z serem i kawie, czytającą poranną gazetę.
-Dzień dobry, niedźwiadku – przywitała mnie uśmiechnięta – Jak się spało?
-Dzień dobry, króliczku. Dobrze, lepiej niż zazwyczaj z jakiegoś powodu. Smacznego
-Dzięki, nie robiłam Ci śniadania, bo nie wiedziałam, o której wstaniesz
-Zjem później, teraz idę się umyć
Poszedłem do łazienki i oporządziłem się, włączając w to ogolenie twarzy i mycie zębów. Gdy wróciłem do kuchni, czekał już na mnie talerz z dwoma tostami z serem i pełny kubek ciepłej herbaty Earl Grey. Jej aromat, czuć było już w łazience. Usiadłem i wziąłem pierwszy kęs, gdy zaczął dzwonić telefon.
-Odbiorę! – powiedziała Matylda, ruszając w stronę aparatu
Słyszałem z drugiego pokoju, co drugie słowo. Gdy wróciła, kończyłem już drugiego Tosta.
-Kto dzwonił? – zapytałem, widząc, że się martwi
-Moja mama… - powiedziała nijakim głosem
Wstałem, podszedłem do niej, przytuliłem ją i zapytałem
-Co się stało? – Matylda wtuliła się we mnie jeszcze mocniej i zaczęła płakać
Nie dopytywałem. Jak będzie gotowa, to powie. Na chwilę obecną, wystarczy, że przy niej będę. Czułem, jak moja koszulka robi się coraz bardziej wilgotna i ciepła od łez. Dziewczyna brała gwałtowne i płytkie oddechy. Wbijała mi paznokcie w plecy, ale nie przeszkadzało mi to.
-Mój ojciec… - wzięła oddech – Jest w szpitalu…
Czułem jak wiotczeją jej nogi, złapałem ją chwilę przed tym, jak miała uderzyć ciałem o podłogę.
-Matylda! – zacząłem lekko klepać ją po twarzy – Słyszysz mnie?!
-Tak, nic mi nie jest – odpowiedziała słabo
Jej oczy, pomimo iż płakała krótko, były już czerwone i zapuchnięte.
-Choć, położysz się – wziąłem ją pod nogi i zaniosłem do łóżka
-Musimy do niego jechać! – powiedziała słabo, lecz stanowczo
-Jak poczujesz się lepiej - odpowiedziałem
W łazience nawilżyłem ręcznik chłodną wodą, przyniosłem jej i przyłożyłem do jej czoła. Zaparzyłem jej herbatę miętową, na nerwy. W międzyczasie, Matylda już usnęła. Taka wiadomość z samego rana… Zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Cześć! – Harry, Niall, Liam i Zayn rzucili się na mnie, by mnie uściskać
-Cześć chłopaki – ucieszyłem się.
Po chwili przypomniałem sobie o ojcu Matyldy.
- Słuchajcie – zacząłem – Jest pewna sprawa
-Co się dzieje? – zapytał Harry
-Właśnie dzwoniła matka Matyldy, jej ojciec jest w szpitalu
-Co się stało?
-Tego nie wiem. Matylda mi nie powiedziała, bo zasłabła… Właśnie leży w łóżku i odpoczywa z okładem na głowie.
Nastała cisza, wszyscy przejęli się zaistniałą sytuacją.
-Czy możemy cokolwiek zrobić? – zapytał Liam
-Raczej nie – odpowiedziałem – Z tego, co wiem, jej ojciec od dawna chorował na serce. W dodatku jego praca… To pewnie stres.
Ponownie nastała cisza, tak jakby bali się powiedzieć cokolwiek.
-Panowie, nie przejmujcie się tym. Wszystko będzie w porządku – powiedziałem, ale bałem się, że nie będzie dobrze
-Mogę zajrzeć do Matyldy? – zapytał Irlandczyk
-Jasne, jest na górze. Pierwsze drzwi po prawej. Tylko proszę Cię, postaraj się jej zbytnio nie zamęczyć
-Spokojnie, chcę się tylko przywitać – zapewnił mnie
-Możemy też iść – zapytali Liam, Zayn i Harry
Uśmiechnąłem się, bo widziałem ich intencje. Chcieli ją pocieszyć.
-Jasne, na pewno się ucieszy jak was zobaczy
Weszli po cichu do pokoju. Harry wyciągnął z torby, którą miał przewieszoną na ramieniu, małą paczuszkę, zawiniętą w kolorowy papier. Matylda musiała poczuć naszą obecność w pokoju, bo otworzyła oczy.
-Ojej! Cześć! – wydusiła z siebie zaskoczona
-Hej – przywitali się wszyscy
-Nie chcieliśmy Cię obudzić – zapewnił Zayn
-Nie obudziliście – odpowiedziała – I tak powinnam już wstać
-Nie musisz – powiedział Niall
-Bez przesady – odburknęła – Nic mi nie jest, trochę się zdenerwowałam i to tyle. Co to? – zapytała, spoglądając na mały pakunek, który leżał na szafce nocnej.
-To taki mały prezent, od nas – powiedział Liam
Dziewczyna sięgnęła po paczuszkę, wciąż siedząc na łóżku, pod kołdrą i rozwinęła wstążeczkę, która opadła lekko na pościel. Papier rozwinął się, a ona ujrzała małą buteleczkę perfum z napisem „You&I”. 
-O jejku, chłopaki – zwróciła się do Nich – dziękuję!
-Nie ma sprawy, cieszymy się, że Ci się podoba – odpowiedział za wszystkich Harry
Telefon zawibrował w mojej kieszeni, sięgnąłem po niego i zobaczyłem na wyświetlaczu, że dostałem wiadomość.

Od Ojciec Matyldy: Mam nadzieję, że z Matyldą wszystko w porządku. Nie chciałem jej mówić, matka nalegała, że zadzwoni. Proszę, przekaż jej, że ze mną wszystko ok. i, że ją kocham.

Postanowiłem mu odpisać.

Do Ojciec Matyldy: Z Matyldą w porządku. Mam nadzieję, że z Panem, naprawdę wszystko w porządku. Postaramy się przyjechać do  Pana, jeszcze dziś.

Chwilę po wysłaniu wiadomości, dostałem odpowiedź.

Od Ojciec Matyldy: Proszę, nie przyjeżdżajcie. Naprawdę, jest  w porządku.


Zwróciłem się do Matyldy, tym samym przerywając jej rozmowę z Niallem, który siedział już obok niej na łóżku.
-Kochanie, pisał Twój ojciec – widziałem, jak jej twarz znów staje się blada – Pisze, że wszystko z nim w porządku, że Cię kocha i prosi, żebyśmy nie przyjeżdżali.
-Musimy jechać. On na pewno kłamie – powiedziała stanowczo.
Zastanawiałem się w ciszy. Z zamyślenia wyciągnął mnie Harry
-Jedźcie, my w tym czasie, pójdziemy gdzieś na lunch.
-Ale dopiero przyjechaliście - zacząłem
-Nie przejmujcie się nami – pokręcił głową i położył rękę na moim ramieniu
-Dobrze, ubierz się, pojedziemy teraz…



--------------------------------------------------------------
Bardzo, bardzo, bardzo Was przepraszam, za opóźnienie. Wiem, że miałem wstawiać o 19:00, ale niestety, nie było przez cztery godziny prądu w moim bloku i nie miałem dostępu do internetu. Zapraszam do komentowania! Jeszcze raz przepraszam i pozdrawiam/Bart