DOWOLNY TEKST DOWOLNY TEKST DOWOLNY TEKST DOWOLNY TEKST

Muzyka

poniedziałek, 28 grudnia 2015

"Raz W Życiu..." Cz.12



-Cześć Harry – powiedział Louis, łamiącym się głosem
-Hej – odpowiedział Harry, niepewnie
-Jak się czujesz? – zapytał Liam
-Dobrze – odpowiedział i po chwili dodał – Kim jesteście?

-Nie pamiętasz nas? – zapytała Matylda i wybuchła głośnym płaczem
-Pamiętam – odpowiedział Harry – Ty jesteś Matylda
Dziewczyna podbiegła do jego łóżka i złapała go za rękę.
-Pamiętasz nas? – zapytała ponownie
-Pamiętam Ciebie – odpowiedział Harry mrużąc oczy – Pamiętam Cię kochanie…
Świat się zatrzymał. Nie wiedziałem, co mam o tym myśleć. Cała krew odpłynęła z mojej głowy.
-Co powiedziałeś? – zapytałem, lekko zdenerwowany
-O co Ci chodzi? – zdziwił się Harry
-Dlaczego nazwałeś ją „Kochanie”?
-Bo jest moją narzeczoną – odpowiedział – Czy to takie dziwne?
Matylda odsunęła się od  Harry’ego.
-My.. – zaczęła – nie jesteśmy razem Harry
-Kochanie, przecież jesteśmy – powiedział
-Nie – zaprzeczyła patrząc na mnie pełnym zdziwienia wzrokiem – Dlaczego tak mówisz? – zaczął jej się załamywać głos
Matylda była przerażona. Ja, za to, byłem wściekły i zdezorientowany. Czy Harry i Matylda mieli romans? Musiałem trochę odetchnąć. Skinąłem głową na Zayna i na drzwi. Matylda próbowała mnie zatrzymać gdy wychodziliśmy z sali, ale nie zatrzymałem się. Wyszliśmy przed szpital, w miejsce wyznaczone dla palaczy i zapaliliśmy papierosa. Nigdy wcześniej nie paliłem, ale musiałem zapalić.

*Z perspektywy Matyldy*

Dlaczego Harry to mówił?! Było mi słabo. Ruszyłam w stronę drzwi, jak najszybciej musiałam porozmawiać z Bartem. Wyszłam za drzwi szpitala i zobaczyłam go stojącego z Zaynem. Palił papierosa. Bardzo mnie to zdziwiło i zdenerwowało, ale nie dawałam po sobie poznać. Gdy mnie zobaczył, odwrócił się plecami w moją stronę.
-Bart, to nie tak jak myślisz – powiedziałam
-A skąd możesz wiedzieć, co myślę, do cholery? – prychnął
-Wiem jak to może wyglądać, ale naprawdę nie miałam romansu z Harrym – ostatnie słowa, z trudem przeszły mi przez gardło
-Tego nie wiem – zakaszlał
-Nie wyobrażam sobie jak możesz w to wierzyć – odwróciłam się i zaczęłam iść w stronę szpitala
-Nie wiem, dlaczego miałabyś to robić – powiedział, zatrzymałam się i odwróciłam w jego stronę.
Bart stał odwrócony w moją stronę z dymiącym papierosem między palcami, z łzami w oczach.
-Dlaczego to robiłaś? – zapytał łamiącym się głosem
-Nie robiłam tego – odpowiedziałam starając się brzmieć stanowczo i pewnie – Nie śmiałabym
Bart otarł łzy płynące po jego policzkach, zaciągnął się papierosem ostatni raz i rzucił go na ziemię gasząc butem. Podszedł bliżej mnie, w jego oczach widziałam miłość do mnie i smutek, który spowodowały słowa Harry’ego.
-Tylko Ciebie pamięta – powiedział – Ciebie i Wasz… - zrobił pauzę – związek. Skro nic między Wami nie było, to, dlaczego Cię pamięta?
-Nie wiem – odpowiedziałam, próbując złapać go za rękę, lecz on ruszył w stronę drzwi szpitala
Wróciliśmy do pokoju Harry’ego. Chłopak siedział na łóżku i rozmawiał z Louisem. Gdy weszliśmy, wzruszył się i rzekł do Barta
-Przepraszam. Okazuje się, że to wszystko jest jedno wielkie nieporozumienie
-Chyba tak – odpowiedział Bart
-Matylda jest Twoją dziewczyną – zaakcentował „Twoją”
-Jest moją narzeczoną – powiedział stanowczo
-Louis, nakreślił mi całą sytuację – powiedział – Najwyraźniej musiałem zdrowo oberwać w głowę
-Najwyraźniej – powtórzyłam
-Przepraszam Cię Mark – powiedział
-Bart – odpowiedział lekko rozbawiony Bart, próbując grać wkurzonego – Jestem Bart
-Wybacz – powiedział Harry łapiąc się za głowę – Mam jeszcze problemy z ogarnięciem, kto jest kim
-Nie ma sprawy – uścisnął mu dłoń – Przez chwilę naprawdę uwierzyłem, że mieliście romans – zaśmiał się niezręcznie
Harry miał zostać w szpitalu na noc i kilka najbliższych dni. Złamana ręka oraz obita głowa oznaczają, że One Direction muszą zrobić dłuższą przerwę niż planowali. Przez kilka dni, naprawdę nic się nie działo. Praktycznie przez pół dnia siedzieliśmy u Harry’ego w sali, później szliśmy na obiad i wracaliśmy zmęczeni do domu żeby się przespać. Harry’emu zaczęła wracać pamięć. W między czasie zrobiłam badania i ustaliłam z lekarzem termin porodu. Powinnam urodzić w ciągu nie całych pięciu miesięcy.
Pięć dni później, gdy lekarze nie stwierdzili stałych uszkodzeń głowy ani kręgosłupa, wypuścili Harry’ego ze szpitala. Cieszyliśmy się, że w końcu do nas wraca. Niestety w wielu czynnościach musieliśmy mu pomagać ze względu na gips, który miał na nodze i ręce. Dalej niepokoiła mnie sprawa mojego romansu z Harrym. Widziałam w oczach Barta, że jego też to dręczy jednak się do tego nie przyznawał. Postanowiłam nie poruszać tego tematu, ale musiałam porozmawiać z Harrym.

Nadszedł dzień, gdy Niall i Bart musieli wyjść w sprawie załatwiania papierkowej roboty sklepu, a Liam z Zaynem postanowili zrobić większe zakupy. Siedziałam z Harrym w ich pokoju, w garażu i zmieniałam mu opatrunek głowy, z powodu jeszcze nie do końca zagojonego rozcięcia czoła.
-Harry – zaczęłam
-Tak?
-Musimy porozmawiać – powiedziałam stanowczo
-Wiem, przepraszam Cię raz jeszcze – powiedział – Ale musisz coś wiedzieć…
-Co takiego?
-Wciąż Cię kocham – odetchnęłam zdenerwowana
-Harry, to nic nie znaczyło! – krzyczałam a w oczach chłopaka zaczęły pojawiać się łzy – Myślisz, że chciałam żeby tak wyszło? Ja kocham Barta! Myślałam, że wystarczająco to wtedy podkreśliłam
Złapał moją dłoń i przysunął do twarzy.
-Kochanie, wiem…
-Nie mów do mnie „kochanie” – przerwałam mu wyrywając moją dłoń
-Wiem, że przechodzisz trudny okres
-Trudny okres?! To nie jest trudny okres! Ja kocham Barta! – z moich oczu wylewały się litry łez
-Proszę Cię – powiedział, ponownie próbując złapać mnie za rękę
-Zostaw mnie – powiedziałam, siadając tyłem do niego
-Nie zostawię Cię… Wciąż Cię kocham i wiem, że może nam się udać
-Nie kochasz mnie, nic się nie uda, bo nawet nie spróbujemy, do jasnej cholery! – wrzasnęłam zalana łzami
-Proszę Cię, musisz uważać na nasze dziecko…
-To nie jest Twoje dziecko – powiedziałam – Jest Barta
-Cztery miesiące temu…
-To nie twoje dziecko
-…Kochaliśmy się i…
-To nie twoje, kurwa, dziecko
-…Zaszłaś w ciążę! Mówiłaś, że mnie kochasz!
-Byłam pijana! – krzyknęłam i dopiero wtedy zauważyłam, że w drzwiach stoi…


-------------------------------------------------------------------
Chyba nikt się tego nie spodziewał, co? Ach, tak... Następna część za tydzień o 19:00.
Piszcie komentarze, proszę. Ostatnie dwie części, nie miały nawet jednego komentarza. Jak tak dalej pójdzie, nie będę nic wstawiał, bo nie będzie to miało sensu.
Pozdrawiam/Bart

niedziela, 27 grudnia 2015

Confident

       

          „Krocz po świecie pewnie, nie zważając na to, co mówią i myślą o Tobie inni. Oni się mylą, bo patrzą oczami na to, co jest widzialne. Ja się nigdy nie mylę. Patrzę na Ciebie duszą, która doskonale rozumie każdy twój gest, czyn, wypowiedziane słowo. Wiem, dlaczego to właśnie to zrobiłaś. Jestem Twoim koszmarem Kochanie. Widzę Cię wszędzie, gdziekolwiek nie pójdziesz. Witaj w Moim świecie, nie twoim. Pożałujesz, że ze mną zadarłaś.”

L-O-U-I-S
Do Kochanej (jeszcze żywej) Diany


            Upadłam na fotel, stojący tuż za mną, na moje szczęście. W ręce trzymałam list, którego nigdy nie wyrzuciłam, nie chcąc zapewne w podświadomości, kończyć związku od tak sobie. Stałam się zła? Owszem. Zmieniłam się przez swój życiowy błąd, katastrofalny zresztą w skutkach. To ja oddałam go do więzienia. Tego, który dawał mi niesamowitą rozkosz dniami i nocami. No cóż… musiałam. Tyle forsy piechotą nie chodzi. Stałam się bogatą dziewczyną, która od tamtego momentu złapała pewność siebie i postanowiła dzięki niej, ruszyć w świat, zbijać jeszcze większą fortunę na łapaniu złodziei, zabójców i innych przestępców. Pokochałam to co robiłam, bo nie byłam gliną, a już tym bardziej nie byłam tą „dobrą”. Przychodziło mi okręcać wokół palca niezłe kąski, które i tak nie miały jak się równać z Louisem.

           
            „Dzisiejszego dnia uciekł z więzienia w Doncaster bardzo niebezpieczny przestępca – Louis T.”. Takie nagłówki zaczęły pojawiać się w prasie i telewizji w mieście. Coś strasznego? Nie. W końcu się spotkamy. Zobaczę mojego wkurzonego Lou zapewne z nożem w ręce, stojącego naprzeciwko mnie. Jeśli będzie tym za kogo się uważa, to mnie zabije, jeśli nie – zostawi żywą, ale mimo wszystko z uszczerbkiem na zdrowiu. Nie przejmuję się tym. On wie, co ja zrobię, ja wiem co on zrobi. Wszystko potoczy się zgodnie z planem, więc nie mam czym się przejmować. Pewność siebie jest moją niewiarygodnie silną tarczą.

           
            Będąc na chwilę w swoim biurze, gdzie przed chwilą odebrałam zlecenie ponownego zatrzymania Louisa, zostałam przez niego napadnięta. Złapał mnie od tyłu, przystawił nóż do gardła i syczał wręcz nieprzyjemnym tonem – Jesteś moja kochanie. Pójdziesz tam, gdzie lądują złe dziewczynki. – Myślał, że wciąż jestem tą słodką, niewinną dziewczynką…

           
            Kopnęłam go w krocze w chwili, gdy ostrze noża było lekko odsunięte od skóry. Szatyn zacisnął zęby i przykucnął, mówiąc coś o tym, że jestem suką. Uśmiechnęłam się szeroko, chwytając za pistolet, który zawsze mam ukryty pod stołem, i odparłam – Lou, nawet nie wiesz, jak miło mi z tobą było. Teraz pora to zakończyć. Zrobiłam to raz, zrobię to po raz drugi. – Wściekłość na jego twarzy była bardzo widoczna, wstał i złapał mnie za gardło. Kopnęłam go w kolana, po chwili znajdując się nad nim. Wzięłam kajdanki i zakułam jego rękę o nogę stołu. Usiadłam na blacie, chwytając telefon z zamiarem zadzwonienia na policję.


– Nie wiem kiedy dorosłaś, ale… – Zaczął chłopak.
– Wiesz doskonale. Przecież ty wszystko o mnie wiesz kochanie. – Odparłam, kradnąc mu soczysty pocałunek. – Dalej tak samo całujesz. Szkoda, że znowu pójdziesz siedzieć…
– Nie zrobisz tego.
– Mówiłam ci, że zrobię. – Odpowiedziałam, puszczając mu oczko, którego znak chyba dobrze odczytał. 


                                                                                              
Oto kolejny imagin, który mam nadzieję, że się spodoba.
Jak widzicie, oficjalnie mogę powiedzieć, że wracam!
Po nowym roku, zacznę wstawiać Best Friend Ever... od nowa,
ale za to lepsze. :) 
Co do imaginów, chcecie takich więcej? Piszcie!
Zapraszam do komentowania! /Liam

poniedziałek, 21 grudnia 2015

"Raz W Życiu..." Cz.11b



Czy to miało oznaczać koniec? Nikt z nas nie był na to przygotowany.

Siedzieliśmy na korytarzu, niepewni, przestraszeni i zrozpaczeni. Telefon Liama zaczął dzwonić. Rodzice Harry’ego są w drodze, ale są potworne korki. Utknęli przy Nottingham, tak samo jak my, są zrozpaczeni, lecz uspokoiliśmy ich, że to nic poważnego. Przemilczeliśmy to, co wydarzyło się przed chwilą żeby ich bardziej nie martwić. Jeszcze by się, nie daj Boże, zdenerwowali się i sami mieli wypadek. Powinni być w ciągu dwóch godzin, ale nie wiadomo.

Postanowiliśmy pójść na stołówkę skoro i tak niczego się teraz nie dowiemy. Czekanie na coś niewiadomego jest potworne i zżera od środka. Z każdą minutą czekania czuliśmy się coraz gorzej, więc postanowiliśmy nie czekać. Niall i ja poszliśmy zamówić coś do jedzenia. Zbyt wielkiego wyboru nie mieliśmy - zupa, lub drugie danie. Zamówiliśmy drugie danie i przynieśliśmy talerze. Matylda siedziała opierając twarz na otwartych dłoniach. Płakała. Pocieszał ją Louis, który był równie zrozpaczony. Liam właśnie wrócił z Zaynem z papierosa i dopijał kawę. Każdy, poza Matyldą i Louisem, zaczęli już jeść. Byłem to w stanie zrozumieć, ale musieli coś zjeść. Przysunąłem się bliżej Matyldy i złapałem ją za rękę.
-Kochanie, proszę Cię – wyszeptałem jej do ucha – zjedz coś – pocałowałem jej skroń
Wziąłem jej widelec, ukroiłem kawałek mięsa i razem z piure, wsadziłem jej do ust. Po jej policzku, znowu popłynęła łza, którą pocałowałem. Wzięła ode mnie widelec i sama zaczęła jeść. Lou także.

Po kilku minutach, gdy już kończyliśmy jeść, do stołówki weszła Anne – mama Harry’ego. Gdy tylko nas zobaczyła, podeszła zapłakana do naszego stołu. Wszyscy wstaliśmy by ją uściskać i powiedzieć, że będzie dobrze. Poprosiła o kubek ciepłej herbaty miętowej, więc Liam poszedł ją zamówić.
-Jak to się dokładnie stało? – zapytała, ledwo wydobywając z siebie głos
-Chciał pójść na spacer – powiedział Niall – Chciał iść sam
-Czy coś się stało?
-Raczej nie – odpowiedział Zayn – Po prostu chciał się przewietrzyć
Widziałem jak jej oczy ponownie napełniają się łzami.
-Wiecie coś jeszcze? – zapytała
-Ma połamaną rękę – odpowiedziałem – i uszkodzoną głowę. Ale lekarz, powiedział, że nie ma uszkodzonego kręgosłupa, więc, jest małe prawdopodobieństwo, że będzie niepełnosprawny.
-Zanim przyszliśmy do stołówki, miał jakiś atak i lekarze nas wyprosili – załkał Louis
Chciałem to przemilczeć, żeby nie martwić Anne jeszcze bardziej. Lecz ta, była jakby wyprana z emocji.
-Wiem – odpowiedziała – zanim przyszłam tutaj, poszłam do sali.
-Wiesz, co się działo? – zapytał Niall
-Jego serce się zatrzymało, ale już jest dobrze – odpowiedziała biorąc łyk herbaty, którą przyniósł jej Liam

Wszyscy wstaliśmy i poszliśmy w stronę sali 28. Drzwi, były otwarte, więc weszliśmy. Na łóżku leżał Harry i rozmawiał z lekarzem siedzącym przy jego łóżku.
-Panie Styles – powiedział lekarz, zauważając nasz obecność – Pana przyjaciele przyszli. Zostawię Was samych – powiedział i opuścił salę.
-Cześć Harry – powiedział Louis, łamiącym się głosem
-Hej – odpowiedział Harry, niepewnie
-Jak się czujesz? – zapytał Liam
-Dobrze – odpowiedział i po chwili dodał – Kim jesteście?


-----------------------------------------------------
No... To była 11 część. Następna równo za tydzień, w poniedziałek o 19! Nie wiem, jak mam Was przekonać do pisania komentarzy.../Bart

poniedziałek, 14 grudnia 2015

"Raz W Życiu..." Cz. 11a



-Kochanie, wszystko w porządku? – zapytał Bart, chwytając jej twarz opiekuńczo w dłonie – Co się stało?
Po jej policzkach płynęły łzy…
-On… - zaczęła

*Z perspektywy Barta*

-On… Miał wypadek – powiedziała, łamiącym się, ale pustym głosem
Nawet nie zauważyliśmy, kiedy telefon Matyldy, leżący na podłodze, sięgnął Niall i zaczął rozmawiać z Sarah, zapisując coś na kartce w kuchni. Po chwili, rozłączył się i podbiegł do nas, mówiąc
-Żyje! – krzyknął, na co trochę odetchnęliśmy – Zawieźli go do najbliższego od wypadku szpitala. Czyli, do St Catherine – oznajmił
-To w stronę Rotherham – zauważyłem – Co on tam robił?
-Sarah mówi, że jedna z fanek robiła sobie z nim zdjęcie i chwilę później miał miejsce wypadek. To ona wezwała pogotowie.
-Musimy tam jechać! – powiedziała, a jej Twarz nabrała lekkich kolorów
St Catherine, to szpital najbardziej oddalony od naszego miejsca zamieszkania. Ulice na tej trasie, były jak zwykle zapełnione samochodami. Jechaliśmy z Louisem jego nowym, dużym samochodem. Był pięcioosobowy, więc Matylda musiała siedzieć mi na kolanach. Było to nieprzepisowe, ale była to sytuacja awaryjna. Musieliśmy jak najszybciej, WSZYSCY dostać się do szpitala. Po czterdziestu minutach jazdy, byliśmy na miejscu. Żeby wejść do budynku musieliśmy pokazać dokumenty, ponieważ, nie chcieli nas wpuścić. Szpital był otoczony przez setki zapłakanych dziewczyn z kwiatami i balonami, które śpiewały piosenki zespołu. Ochroniarz rozpoznał Nialla, jako jednego z członków zespołu, do którego należy Harry, więc wpuścił nas tylnym wejściem. Jedna z pielęgniarek, zaprowadziła nas na trzecie piętro, do sali numer 28. Harry leżał na łóżku szpitalnym. Miał podłączoną kroplówkę, większość ciała miał zabandażowaną, w tym głowę. Lewą rękę miał w gipsie. Spał. Wyglądał bardzo spokojnie. Obok łóżka stał lekarz, pisząc coś w jego karcie. Harry właśnie wrócił z badań. Lekarz uspokoił nas, że z tego wyjdzie. Doznał jednak dużych obrażeń głowy i nie ma pewności, że będzie w pełni sprawny fizycznie. Całe szczęście, kręgosłup jest cały, więc prawdopodobieństwo kalectwa jest znikome. Harry od wypadku nie odzyskał jeszcze przytomności. Jego rodzice zostali poinformowani, więc również powinni pojawić się tutaj w ciągu najbliższych kilku godzin. Matylda ledwo stała na nogach. Dostawiliśmy do łóżka Harry’ego kilka krzeseł i usieliśmy u jego boku. Dziewczyna złapała lekko Harry’ego za rękę i rozpłakała się. Położyłem dłoń na jej plecach i próbowałem ją pocieszyć. Wszyscy czuliśmy się potwornie, nasz przyjaciel właśnie leżał na łóżku szpitalnym i może nie tyle, że walczył o życie, co o zdrowie.

Po godzinie, siedzenia przy Harrym, Zayn zaproponował, że przyniesie kawę. Nikt z nas nie jadł również obiadu, więc byliśmy głodni, ale nie mieliśmy teraz do tego głowy. Gdy Zayn wrócił z kawą, kardiomonitor, do którego był podłączony Harry, zaczął wydawać z siebie ciągły, nieprzerywany ton. Pielęgniarki i pielęgniarze, wbiegli do sali z jakimiś przyrządami i kazali nam wyjść z pomieszczenia. Byliśmy w szoku, nie wiedzieliśmy, co się dzieje. Matylda znów zaczęła głośno płakać. Czy to miało oznaczać koniec? Nikt z nas nie był na to przygotowany.


---------------------------------------------------------
Witam Was ponownie! Oto pierwsza połowa 11 części. Niestety nie mogę wstawić tej części w całości, mam nadzieję, że Wam to nie przeszkadza. Co będzie dalej? Dowiecie się za tydzień, w poniedziałek o godzinie 19:00 :) Pozdrawiam/Bart