DOWOLNY TEKST DOWOLNY TEKST DOWOLNY TEKST DOWOLNY TEKST

Muzyka

wtorek, 30 sierpnia 2016

Nowość!

Witajcie!

Tak, wiem, że na tym blogu zupełnie nic nie publikuję, ale wiecie, że piszę na innym blogu, a początki opowiadania były tutaj. Jednak dziś, przychodzę do was z dobrą nowiną. Otóż mam zaszczyt zaprosić was na nowego bloga o zupełnie innej tematyce, niż jest tutaj. Jeśli lubicie X-Menów, to powinno się wam spodobać! Zapraszam!

piątek, 22 lipca 2016

"Grade 8" Epilog

"Epilog"

„Jeśli jest gdzieś wieczność, to obszyta gwiazdami.
Nieskończone piękno, ogarnięte ciemnością.
Zasłuchany w wiatr, zapatrzony w to, co niewidzialne, nie dostrzegam ideału istnienia.
Egoistyczna ochota porzucenia egzystencji dla uczucia wolności, coraz częściej pojawia się w mojej głowie.
W ciemności szukam światła, choć najmniejszej iskierki, jak igły w stogu siana, najmniejszego powodu, by tu zostać i znajduję go.
Mały, malutki płomyczek, a właściwie trzy, jasno oświecające moją ciemność, spowodowaną utratą mojego wewnętrznego światła.”

-Harry! Kurwa, Harry! – głos Louisa rozbrzmiewał w mojej ciszy – Dlaczego nie zadzwoniłeś!? – uderzał łagodnie mój policzek, próbując mnie wybudzić.
-Ile ich wziął!? – to był głos Eda.
-Nie wiem, dzwoń po jebaną karetkę! – wrzasnął na niego Louis – Harry, proszę, otwórz oczy!
-Ma jeszcze puls – stwierdził zdenerwowany Niall – Bardzo słaby, ale…
-Niall, przestań udawać kurwa lekarza i pomóż mi go wybudzić!
Zobaczyłem jasne światło, jednak nie na końcu tunelu, tylko z latarki wbudowanej w telefon komórkowy.
-Jego źrenice reagują, może nie jest jeszcze za późno!
-Czy ja przed chwilą nie mówiłem żebyś przestawał udawać jebanego lekarza!?
-Trzeba wywołać wymioty!
-Błagam o pomoc, nasz przyjaciel próbował się zabić… - usłyszałem fragment rozmowy Eda przez telefon.
Louis wepchnął mi palce do gardła, próbując wywołać odruch wymiotny. Mój spokój był zakłócony… Moja cisza, została przerwana… Ciepło, zostało mi odebrane.
-Harry, proszę, nie możesz mnie teraz opuścić… Nie ty… - usłyszałem szept Louisa – Nie możesz mi tego zrobić, błagam…
Decyzja należała do mnie. Mogłem odejść, czułem to. Chciałem odejść, lecz nie byłem pewien, czy wciąż chcę. Nie żyje się dla innych, tylko dla samego siebie. To my wybieramy, jakie podejmujemy decyzje – czy zdecydujemy się żyć, czy zakończyć nasze życie. Wszystko zależy od nas, od naszych decyzji. Zadecydowałem, lecz teraz chcę to odkręcić. Muszę otworzyć oczy, muszę się odezwać, poruszyć. Muszę dać im jakiś znak, muszę żyć. Chcę żyć!
-Kiedy oni kurwa przyjadą!?
-Są w drodze, co mam zrobić żeby szybciej przyjechali?
-Powiedziałeś im, że potrzebujemy szybkiej pomocy?
-Tak, Harry, tak! – zawołał Louis, gdy zwymiotowałem na swoje ubranie – Słyszysz mnie? Harry!
Widziałem go, jego twarz i uśmiech, ale jak przez mgłę. Louis! – próbowałem krzyczeć, wydać z siebie jakikolwiek dźwięk.
-Spójrz na mnie, Harry! – otwierał powieki, lecz powoli, znów zaczęła mnie ogarniać ciemność i cisza – Nie odchodź, Harry! Potrzebuję cię! – płakał, czułem jego łzy na mojej twarzy.
Nie czułem bólu. Nie czułem smutku. Czułem jednak chęć życia, która powoli przygasała, jakby była tylko głupią nadzieją, na coś, czego nie mogę dostać.
-Błagam, Harry! Błagam, otwórz oczy – złapał moją dłoń – Ściśnij ją, jeśli mnie słyszysz.
Musiałem się skoncentrować na dłoni, lecz jej nie czułem. Napierałem na nią z całej siły, lecz nic to nie dało.
-Porusz palcem, jeśli mnie słyszysz! – krzyczał – Błagam, Harry, kurwa!
-Louis – szepnąłem, zanim dałem się całkowicie ogarnąć ciemności…
-----------------------------------------------
ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA
Z żalem kończę "Grade 8". To była dla mnie wspaniała podróż i mam nadzieję, że dla Was również. Na jakiś czas, zrobię sobie przerwę w pisaniu, lecz powrócę niedługo z czymś nowym. Ze smutkiem wchodzę na stronę, nie widząc żadnych komentarzy, lecz wyświetlenia sprawiają, że nie przestaję pisać - mam nadzieję, że anonimowi, niemi czytelnicy to doceniają. Dziękuję Wam. Chciałbym również podziękować LiamPayne93, za wsparcie i możliwość publikacji. Wiem, że nie chcesz już słuchać (czytać) tych podziękowań, bo dziękuję Ci po zakończeniu każdego opowiadania, lecz czuję taką potrzebę i musisz do tego przywyknąć. Sam nie przestawaj pisać!

Pozdrawiam/Bart

piątek, 15 lipca 2016

"Grade 8" Cz. 20


"Najgorszy dzień w życiu"

To nie był najlepszy dzień w moim życiu. Nie był też najgorszy, ten zaszczyt przypada dniu śmierci mojego ojca. Nie znałem go najlepiej, gdy odszedł, miałem zaledwie osiem lat, ale pamiętam jedno… Jego miniaturową, czarną, londyńską taksówkę. Po jego śmierci, została mi tylko ona i kilka zdjęć. Nie dogadywali się z mamą i wydaje mi się, że to właśnie ich kłótnie doprowadziły do jego wypadku samochodowego. Któregoś wieczoru, w złości wyszedł z domu, wsiadł do samochodu i pozwolił staranować się ciężarówce, nadjeżdżającej z dużą prędkością na jednym ze skrzyżowań. Nie tęskniłem za nim, nie miałem za czym – tak jak mówię, nie znałem go najlepiej, lecz moja matka i siostra… Nigdy nie zapomnę, jak płakały po nocach. Mama miała sobie za złe, że nie pożegnała go w zgodzie. Że ostatnie słowa, jakie ojciec od niej usłyszał, to „nienawidzę cię”. I to dlatego, był to najgorszy dzień w moim życiu. Ten dzień, spierdolił wszystko, spierdolił całą rodzinę. Być może, ten poniedziałek nosiłby miano najgorszego dnia w moim życiu, gdyby nie dzień śmierci mojego ojca.

Wstałem o godzinie siódmej, ubrałem się, zjadłem śniadanie i pojechaliśmy z Edem i Niallem do szkoły. Dzień zapowiadał się wspaniale, było ciepło, ptaki ćwierkały, mieliśmy dobry humor. Podejrzewałem, że coś się święci… Nie jestem aż tak głupi. Wiedziałem, że będę musiał tego dnia porozmawiać z Lily, wyjaśnić kilka spraw. Nie podejrzewałem jednak, że będzie aż tak źle. Weszliśmy do szkoły, nic nadzwyczajnego. Na korytarzu były tłoki, praktycznie nikt nas nie zauważył… Aż do pewnego czasu. Znalazłem na planie zajęć salę, w której Lily miała mieć pierwsze zajęcia i poszedłem złożyć jej wizytę.
-Spóźnię się na lekcję, nie martwcie się o mnie – zaśmiałem się.
-Się wie – Niall puścił mi oczko.
Gdy wszedłem na schody prowadzące na drugie pięto, akurat, gdy dzwonił dzwonek, zauważyłem pierwsze spojrzenia. Liam Payne i jego dwie koleżanki, patrzyli na mnie jakby z litością i śmiali się. Zignorowałem ich, nie chcą wdawać się w bójkę. Idąc w stronę klasy 32, widziałem Lily z daleka. Stała tam, rozmawiając z kimś, kogo zasłaniali inni uczniowie. Dopiero, gdy zbliżyłem się wystarczająco, by mnie zauważyła, zobaczyłem, że rozmawia z Zaynem. Chłopak miał plaster na nosie i podbite oko – w duchu, ponownie podziękowałem Louisowi, za uratowanie naszych tyłków. Staliśmy tak przez chwilę, która dłużyła mi się niemiłosiernie. Zayn złapał Lily za ramię, przysunął ją do siebie i wepchnął jej język do gardła w obrzydliwy sposób. Nie wyglądało to jak pocałunek, bardziej przypominało gwałt, lecz ona się nie opierała… Nie miałem odwagi żeby się ruszyć, nie miałem siły żeby płakać… Wszystko było dla mnie oczywiste, postanowiłem więc odwrócić się i ruszyć naprzód, nie oglądając się za siebie. Jednak usłyszałem jej głos.
-Styles! – krzyknęła, a wszystkie rozmowy na korytarzu ucichły – Co ty na to?
Stanąłem w miejscu i słyszałem jej kroki, zbliżała się w moją stronę. Poczułem szturchnięcie w ramię, więc się odwróciłem.
-Co ty na to, Styles? – zapytała z satysfakcją.
Nie umiałem się zmusić do powiedzenia słów, które chciałem wykrzyczeć. Stałem tak, nie wydając z siebie żadnego dźwięku.
-Co jest długowłosy kowboju? – stanął za nią Zayn, opierając na jej ramionach swoje dłonie – Chcesz wiedzieć, dlaczego kowboju? – śmiał się – Bo jesteś jak Lucky Lucke, strzelasz najszybciej na świecie! – cały korytarz, bacznie obserwujący sytuację, zaczął się śmiać.
Nie odczuwałem żadnych emocji, czułem pustkę ogarniającą moje wnętrze. Czułem jak coś opuszcza moje ciało, może to była świadomość tego, co się wokół mnie dzieje.
-Byłam pod wrażeniem, nie miałeś aż tak małego, jak myślałam – wrzuciła mi pogięty papier za koszulkę, który wyciągnąłem i rozprostowałem.
To było moje zdjęcie, byłem na nim kompletnie nagi… Nie zastanawiałem się, kiedy zrobiła to zdjęcie.
-Ale posługiwać się nim w ogóle nie umiałeś – śmiała się głośno, a z nią, cały korytarz.
-Co jest Styles? Straciłeś resztki swoich jaj? – nadszedł Payne, o kulach, ze swoimi dwoma koleżankami - Nie ma teraz nikogo, kto mógłby cie obronić, to srasz w gacie?
-Jesteś żałosny – powiedziała do mnie jedna z owych dziewczyn, których nie widziałem nigdy na oczy.
Poczułem pustkę. Właśnie w tym momencie, poczułem się najbardziej samotny i bezsilny. Stałem, patrząc się na nich. Postanowiłem nie opuszczać głowy.
-Co dziewico? Myślałeś, że masz u kogokolwiek szanse? – Malik uderzył mnie z otwartej ręki w policzek – A kim ty kurwa jesteś?
Nie odpowiedziałem, patrząc mu prosto w oczy.
-Zadał ci pytanie, szmato – Liam złapał mnie za kark i pociągnął w dół, tak, że upadłem na kolana.
-Powiedz „jestem nikim” – rozkazał mi Zayn, pochylając się nade mną.
Gdy nie powtórzyłem jego słów, ponownie uderzył mnie w policzek. Nie czułem bólu.
-Powiedz „jestem nikim” – powtórzył, a gdy ponownie się nie odezwałem, przewrócił mnie na ziemię, kopiąc w obolały jeszcze brzuch.
Ktoś wysypał na mnie całą stertę papieru… Po chwili, gdy powoli wstawałem na nogi z zamiarem wyjścia z budynku, zobaczyłem na każdej kartce, to samo zdjęcie. Takie same kartki, były porozrzucane po całym korytarzu. Zacząłem czuć pulsowanie w głowie. Wszyscy wciąż stali nade mną, oczekując reakcji.
-No, co jest Styles? Spierdalaj stąd i nie wracaj – warknął Zayn.
Ruszyłem w stronę schodów, opierając się łzom, które zbierały się w moich oczach… Miałem nadzieję na spokój, lecz byłem głupi, mając na niego nadzieję. Gdy wychodziłem już z budynku, ciągnął się za mną tłum uczniów, na którego czele stali Zayn, Liam i Lily. Rzucali we mnie kamieniami, oraz kulkami z papieru ze zdjęciem. Upokorzenie, ból, wściekłość… Po chwili, nie widziałem innego wyjścia – zacząłem biec. Biegłem najszybciej jak potrafiłem, w ustach czułem smak krwi, płuca paliły mnie żywym ogniem… Pieprzona astma – zakląłem w duchu, lecz się nie zatrzymywałem. Zgubiłem tłum zanim dotarłem do mojego pustego domu. Mama była w pracy, siostry również nie było. Idąc po schodach na górę, złapał mnie silny atak astmy. Nie mogłem zaczerpnąć powietrza, kaszlałem i czułem jak moje serce niebezpiecznie przyspiesza. Zamroczyło mnie i poczułem silny ból skroni. Chwilę zajęło mi zorientowanie się, że straciłem przytomność z niedotlenienia i spadłem ze schodów. Już mogłem oddychać, wciąż płytko, lecz mogłem. Poczułem jak po policzku spływa mi krew z rozcięcia. Otworzyłem drzwi do pokoju, położyłem się na podłodze i sięgnąłem po moje pudełko z tabletkami, których nie brałem. Widziałem, że kiedyś się przydadzą, nie wiedziałem jednak, że przydadzą się mnie. Wziąłem kilka tych na uspokojenie i usiałem na podłodze, opierając się o łóżko, czekając na efekty. Te jednak się nie pojawiły, a zamiast nich, poczułem falę emocji, która na mnie spłynęła. Jeszcze większą falę. Rozsadzała mi głowę. Było mi niedobrze i nie kontrolowałem łez, które teraz wylewały się z moich oczu jak z wodospadu. Dopiero teraz, zauważyłem, że mój telefon wibruje. Zawsze go wyciszam, gdy idę do szkoły. Miałem trzydzieści nieodebranych połączeń sprzed kilku minut. Louis, Ed, Niall, Louis, Niall, Louis, Ed, Louis… Nie chciałem z nimi rozmawiać, nie miałem im nic do powiedzenia. Ot, jestem nikim… - pomyślałem, sięgając po więcej tabletek uspokajających i biorąc z nimi kilka tabletek usypiających. Wepchnąłem sobie tych kilkanaście tabletek do ust i sięgnąłem do szafki z książkami, po piersiówkę Louisa. Opróżniłem ją całą, przepychając zalegające w moim gardle tabletki. Już nie oczekiwałem od świata niczego… Od nikogo niczego nie oczekiwałem… Chciałem jedynie świętego spokoju. Chciałem żeby moje serce przestało pompować krew do moich żył, żeby płuca przestały pobierać powietrze, żeby mózg przestał, choć na chwilę pracować i dał mi chwilę spokoju. Nie chciałem słyszeć, nie chciałem widzieć, nie chciałem niczego… Niczego nie chciałem tak bardzo, jak spokoju. Chciałem śmierci – przyznaję się do tego. Leżąc na podłodze, będąc w pół przytomnym, jeszcze kontaktując ze światem, postanowiłem wypowiedzieć swoje ostatnie słowa. Nie chciałem odejść z tego świata bez pożegnania… Gdy jednak otwierałem swoje usta by je wypowiedzieć, poczułem ogarniające mnie ciepło, odbierające mowę. Nie czułem smutku, nie czułem złości, nie czułem bólu… Było mi dobrze. Chciałem zostać tu na zawsze, zostawiając życie za sobą. Zapomnieć o nim, jak o pewnym etapie…  Nareszcie zyskałem swój spokój…

-----------------------------------------------
ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA
Spokój...
Epilog, już za tydzień o tej samej porze!
Pozdrawiam/Bart

piątek, 8 lipca 2016

"Grade 8" Cz. 19


"Chłopak spod łóżka i wiersz"

-Chcesz żebym zadzwonił do twojej mamy, czy..? – zapytał mnie Louis, gdy byliśmy już w drodze.
-Zadzwonię do Gemmy… - powiedziałem, wyciągając telefon.
-Co jest, Harry? – zapytała dziewczyna, po drugiej stronie słuchawki.
-Muszę cię o coś poprosić…
-O co?
-Jestem trochę pijany i musisz pomóc mi, dostać się do pokoju – ton mojego głosu był poważny i opanowany.
-Aż tak z tobą źle? – zaśmiała się.
-Nie o to chodzi, nie chcę żeby mama dowiedziała się, że piłem.
-Jasne, nie ma sprawy… Jest u siebie w sypialni, zajmę ją rozmową, tylko powiedz, kiedy będziesz?
-Za jakieś dwie, może trzy minuty.
Louis pomógł mi wejść do pokoju i się położyć.
-Teraz, wyśpij się… - powiedział, odchodząc.
-Louis…
-Tak? – zatrzymał się i odwrócił.
Zastanawiałem się, czy powiedzieć mu, kogo słyszałem z Zaynem.
-Chciałem ci podziękować…
-Nie ma sprawy – uśmiechnął się i ruszył ku zamkniętym drzwiom do mojego pokoju.
W chwili, gdy łapał za klamkę, za drzwiami dało się słyszeć głos mojej mamy.
-Nie wiedziałam, że już wrócił – najwyraźniej powiedziała mamie, że dawno już wróciłem.
-Nie wchodź tam, jest zmęczony i pewnie śpi – siostra starała się ją przekonać.
-Sprawdzę tylko, czy jest cały – słyszałem jej kroki, obróciłem się przodem do ściany i już słyszałem jak otwiera drzwi.
Stała przez chwilę w drzwiach i wyszła, zamykając je za sobą, kontynuując szeptem rozmowę z Gemmą. Odwróciłem się, rozglądając po pokoju, szukając Louisa.
-Louis? – szepnąłem.
-Co jest? – zapytał spod mego łóżka.
-Co robisz pod moim łóżkiem?
-Ukrywam się..?
-Dlaczego?
-Uznałem, że twoja mama może się zdziwić, zastając cię pijanym w obecności jakiegoś chłopaka, o tak późnej porze. Mogłaby mieć coś przeciwko.
-Ja nie mam…
Nastała cisza, niebędąca jedną z tych niezręcznych. Louis usiadł na moim łóżku, przyglądając się moim świecącym oczom. Miał poważną minę i zmarszczone czoło, jakby się nad czymś zastanawiał.
-Wiesz, Harry…
-Muszę ci coś powiedzieć… - zaczęliśmy w tym samym czasie.
-Mów pierwszy – skinął głową.
-Widziałem dzisiaj Lily z Zaynem…
-O kurwa, widziałeś ich razem?
-Właściwie, to nie widziałem, ale słyszałem jej głos.
-Co mówiła?
-Mówiła coś jak „Zayn, kochanie… coś tam, coś tam…”.
-Czyli Lottie miała racje..?
-Najwyraźniej.
-Ale, nie możesz być pewien, że to ona. Przecież jej nie widziałeś, a głos mógł być po prostu podobny do głosu Lily.
-Ale ja to czuję, wiesz? – przetarłem zmęczoną twarz – Czuję to tutaj – wskazałem na swoją klatkę piersiową.
-Przykro mi, Harry.
-Niech nie będzie, to nie twoja wina – jedna łza popłynęła po moim policzku.
-Więc, to już koniec?
-A był w ogóle początek?
-Może spróbuj jeszcze z nią porozmawiać…  Jeśli ją kochasz, musisz…
-Nie kocham jej, Louis – przerwałem mu – Nie kocham jej…
-Więc, czym było to wszystko? Ten wyjazd, to zakradanie się do pokoju, te spacery.
-To wszystko, była jakaś pierdolona szarada, rozumiesz? Leciała ze mną w chuja od samego początku.
-Dlaczego tak uważasz?
-Proszę cię, Louis. Uważasz, że taka dziewczyna jak ona, może być z takim chłopakiem jak ja? Kim ja jestem? Jestem nikim, Louis. Jestem nikim i dobrze o tym wiem. Nigdy nie marzyłem o tym, że będę miał takich przyjaciół jak wy, ani tym bardziej, dziewczynę jak ona. Mam tylko nadzieję, że choć wy nie jesteście jakimś jednym, wielkim żartem.
Nastała chwilowa cisza, którą przerwało westchnienie Louisa.
-Nie jesteś nikim – powiedział i złapał mnie za dłoń – Jesteś najwspanialszą osobą, jaką znam. Jesteś wyrozumiały, troskliwy, przyjacielski…
-A co z „przystojny”?
-To też.
-Bo wiesz, bycie wyrozumiałym, troskliwym i przyjacielskim, nie zagwarantuje mi nikogo u boku.
-Zagwarantuje Ci przyjaciół. Do tego nie trzeba urody, choć ją masz.
-Jasne – prychnąłem.
-Tak jest – uśmiechnął się, patrząc mi w oczy – Jesteś pewnie zmęczony, prześpij się – powiedział wstając, lecz wciąż trzymałem jego dłoń.
-Nie chcę spać…
-Ale musisz.
-We śnie, wszystko jest takie piękne, kolorowe… A później budzę się i ląduję w tym pojebanym, szarym świecie.
-Harry, proszę, prześpij się. Porozmawiamy jutro, musisz teraz odpoczywać – oswobodził swoją rękę, poprawił moją kołdrę i wymknął się przez okno.
Mieszkam na pierwszym piętrze, więc nie mam pojęcia, jak mu się to udało, ale to zrobił…
To był ciężki poranek, o ile można nazwać godzinę trzynastą porankiem. Przetarłem oczy, miałem sucho w ustach, a każdy dźwięk odbijał się w mojej głowie głośnym echem. Mojej mamy nie było już w domu, Gemma będzie w domu około piętnastej, więc byłem sam. Wszedłem do kuchni, otworzyłem lodówkę, wyciągnąłem butelkę zimnej wody mineralnej i wziąłem kilkanaście łyków. Przemyłem twarz w zlewie i zacząłem sobie robić śniadanie, gdy usłyszałem jak moja komórka wibruje.
-Halo? – odebrałem zachrypnięty.
-Jak się czujesz? – zapytał Ed.
-Nawet nie najgorzej.
-Czyli potwornie?
-Można tak powiedzieć.
-Słuchaj, chciałem cię bardzo przeprosić za wczoraj. Nie miałem pojęcia, że będziesz pił z mojej butelki… Powinienem ją jakoś oznaczyć, czy coś.
-Nie ma sprawy, ale dlaczego ty chciałeś się upić?
-Ze szczęścia. Louis dał nam swoje błogosławieństwo, jesteśmy razem szczęśliwi… Postanowiliśmy to uczcić.
-Potworny sposób na uczczenie czegokolwiek – mruknąłem.
-Louis się wczoraj tobą zajął?
-Tak…
-Wszystko w porządku? Wydajesz się być zamyślony.
-To pewnie przez ten ból głowy – skłamałem.
-A tak, wybacz… To ja ci już nie zawracam głowy, odpoczywaj. Do zobaczenia jutro w szkole.
-Do zobaczenia – rozłączyłem się i zadzwoniłem do Lou.
-Cześć, Harry – przywitał się, a w jego głosie słyszałem nutkę rozbawienia.
-Cześć, Louis… Chciałem przeprosić cię za moje wczorajsze zachowanie. Z tego, co pamiętam, było dość nieuprzejme.
-Pieprzysz, byłeś bardzo uprzejmy, ty nie umiesz być nieuprzejmy…
-Tak czy siak, dzięki, że się mną zaopiekowałeś.
-Ej, to ty pierwszy zaopiekowałeś się mną, ja się tylko odwdzięczam. Jak się czujesz?
-Już lepiej, dziękuję. Mam pytanie…
-Wal.
-Jak załatwiłeś samochód Eda?
-Podszedłem do niego, powiedziałem, że albo da mi klucze od auta, albo nie dam mu i Lottie błogosławieństwa.
-Poszedł na to?
-Nawet nie wiesz, jak szybko wyciągał kluczyki z kieszeni – zaśmiał się.
-A co później z nim zrobiłeś?
-Odstawiłem na miejsce, włożyłem Edowi klucze do kieszeni i wróciłem na piechotę.
-Przykro mi.
-Niech nie będzie, chętnie się przeszedłem, musiałem przemyśleć parę spraw.
-Jakich?
-Nie ważne, Harry. Może, kiedy indziej ci opowiem.
-Jasne, rozumiem. Jeszcze raz, dziękuję Louis.
-Nie ma sprawy, Harry. Trzymaj się.
-Ty też – rozłączyłem się.

Zjadłem śniadanie, wziąłem gorący prysznic i usiałem przy biurku, słuchając The Smiths. Chciałem w jakiś sposób pozbyć się emocji, które się we mnie gotowały, ale nie wiedziałem jak… Po dłuższym zastanowieniu, postanowiłem napisać wiersz. Na marginesie rozpisałem swoje emocje, oraz to, jak się z nimi czuję i zacząłem pisać. Jedna linijka, druga linijka, rym. Trzecia linijka, czwarta linijka, rym. Piąta linijka, szósta linijka, siódma linijka, rym. Ósma linijka, rym. Przeczytałem swoje słowa kilkakrotnie i za każdym razem, wiersz wydawał mi się coraz gorszy. Zgiąłem kartkę i wrzuciłem do śmietnika, biorąc kolejną. Sytuacja powtórzyła się kilka razy, gdy w końcu do moich drzwi zapukała Gemma.
-Cześć, Harry – weszła, lekko się uśmiechając.
-Cześć, Gem.
-Co robisz?
-Próbuję coś napisać, ale mi nie wychodzi. Co do wczoraj… - chciałem ją przeprosić, lecz ta mi przerwała.
-Harry, jesteś w takim wieku, że nie musisz mnie za to przepraszać. Pamiętam jak byłam w twoim wieku, też lubiłam zaszaleć. Nikomu się nie tłumaczyłam.
-Dziękuję…
-Do usług – dziewczyna ruszyła za drzwi, lecz w ostatniej chwili ją zatrzymałem.
-Gem, mogę cię o coś zapytać?
-Jasne.
-Czy kobiety zdradzają w związkach, tak jak robią to mężczyźni? – westchnęła.
-Wiesz, pewnie czasem tak. To nie zależy od płci, tylko od charakteru. Czasem znajdzie się mężczyznę, który kocha swoją kobietę nad wszystkie inne, czasem znajdzie się kobietę, która nie będzie szczęśliwa, jeśli nie zaliczy wszystkich dookoła. Czy jest powód, dla którego pytasz? – zmartwiła się.
-Nie, jasne, że nie – skłamałem – Pytam czysto hipotetycznie.
-To dobrze, jakby co, możesz zawsze ze mną porozmawiać.
-Wiem, dziękuję – Gemma wyszła za drzwi.
Odwróciłem się do biurka i ponownie zacząłem na nim zapisywać słowa. Po zapisaniu kilku linijek, naszła mnie ochota zadzwonić do Lily. Może Louis miał rację i to nie była ona, tylko ktoś o podobnym głosie? – zastanawiałem się, wybierając jej numer. Usłyszałem kilka głuchych sygnałów, po czym pocztę głosową. Rozłączyła mnie… To nie tak, że nie odebrała… Ona po prostu mnie rozłączyła. Poczułem, jak gotuję się w środku. Ta złość, zmusiła mnie do napisania jednego słowa, zakrywając zarazem linijki ostatecznego wiersza. „KURWA”.

-----------------------------------------------
ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA
Kurwa...
Następna część za tydzień o tej samej porze!
Pozdrawiam/Bart

piątek, 1 lipca 2016

"Grade 8" Cz. 18


"Trzeźwy Louis, pijany Harry"

Obudziłem się o dwunastej, co oznacza, że spałem prawie dwanaście godzin. Po powrocie ze spotkania z Louisem, byłem lekko podpity i postanowiłem przesłuchać dyskografię Sum 41 – usnąłem dopiero przed pierwszą w nocy, z słuchawkami na uszach, w rytm „Pieces”. Louis wczoraj oddał mi swoją piersiówkę, wypełnioną jeszcze alkoholem. Prosił mnie, bym go przed nią chronił, więc schowałem ją w szafce z książkami. Podniosłem się wreszcie z łóżka i sprawdziłem telefon, na którym miałem tylko jednego, nieodczytanego smsa. Ed, pisał w nim o spotkaniu, które zaplanowali z Niallem, Lottie, Lily i Amy, pytał czy wpadniemy z Louisem. Oczywiście, odpisałem mu, że będziemy na pewno, po czym ubrałem się i ruszyłem na dół. Zastałem tam mamę, pijącą kawę i przygotowującą się do pracy, oraz siostrę przygotowującą obiad.
-Już myślałam, że nie wstaniesz – zaśmiała się mama – Podróż musiała cię bardzo zmęczyć, Harry.
-Zmęczyła – przytaknąłem – Ale już wypocząłem.
Odwróciła się do mnie Gemma i uśmiechnęła się, jakby coś wiedziała. Gdy mama wyszła do pracy, a ja zajadałem się śniadaniem, dosiadła się do mnie i zapytała.
-Gdzie się wczoraj wymknąłeś?
-Ja? Miałem się gdzieś wymknąć? – zdziwiłem się, napychając usta jajecznicą.
-Harry, widziałam jak wczoraj wychodziłeś i jak wracałeś.
-Niby jak miałaś widzieć jak wychodzę, skoro nie wychodziłem? – postanowiłem kontynuować zaprzeczanie, nie wiem, dlaczego.
-Jesteś moim bratem, nie mam zamiaru nic nikomu mówić, ani ci niczego zakazywać – uśmiechnęła się – Cieszę się, że masz przyjaciół.
-Zatem dlaczego pytasz?
-Pytam tylko, do kogo się wymykałeś – zachichotała.
-Nie twoja sprawa, siostrzyczko – puściłem jej oczko.
-Do tej dziewczyny? – wyglądała na podekscytowaną.
-Nie twoja sprawa – poczułem jak ogarnia mnie chłód.
-Przepraszam, nie chciałam cię urazić, czy...
-Nie musisz przepraszać, nic nie zrobiłaś – skończyłem jeść i zabrałem właśnie talerz, by go umyć, gdy Gemma kontynuowała.
-Czy coś się stało? – zapytała, po czym odpowiedziała sobie na pytanie – Coś się stało, albo coś cię gryzie, czuję to.
-Gemma, nie twoja sprawa, do cholery – zdenerwowałem się.
Dziewczyna złapała mnie i mocno do siebie przytuliła, wie, że nie chciałem zrobić jej żadnej przykrości.
-Przepraszam, siostrzyczko – powiedziałem, gładząc jej włosy – To wszystko, po prostu mnie przytłacza…
Nie odezwała się, ale też nie odeszła, trzymając mnie w swoich ramionach i gładząc po plecach.
-Wychodzę – powiedziałem, kilka godzin później, gdy Ed zadzwonił, że czekają już na mnie pod domem.
-Dobrze, o której wrócisz? – zapytała Gemma, bo mama była jeszcze w pracy.
-Myślę, że nie wrócę zbyt późno – odpowiedziałem i uśmiechnąłem się.
-Bawcie się dobrze – odwzajemniła uśmiech – I bezpiecznie – dodała, gdy stałem już w drzwiach.
W samochodzie czekali na mnie prawie wszyscy.
-Gdzie Lily? – zapytałem, a wszyscy rozejrzeli się po sobie.
-Nie odbiera od nas telefonów – powiedziała Amy.
-Od nikogo? – zacząłem się martwić – Nie możemy po nią pojechać?
-Pomyśl, co zrobi Chuck, gdy zobaczy nas pod jego domem, zabierających jego córkę na… popijawę? – zapytał mnie Louis.
-No… Nie wiem. Wkurzy się?
-Wkurzy się i nie pozwoli jej wyjść. Jeśli nie odbiera telefonu, może to oznaczać dwie rzeczy; Chuck zabrał jej telefon, bo coś znowu zrobiła, lub nie chce z nami rozmawiać.
Nie skomentowałem tego, tylko wszedłem na tylne siedzenie i usiadłem obok Louisa, który siedział obok Nialla, na którego kolanach siedziała Amy.
-Bezpiecznie tak jechać? – zapytałem – Czy to nie zbyt wiele osób, na jeden samochód?
-Czy bezpiecznie, to nie wiem… Na pewno nie jest to dozwolone – odpowiedział śmiejąc się.
-Dobrze wiedzieć…
-Chyba nie naskarżysz na mnie? – zapytał z udawaną przykrością i skruchą.
-Oczywiście, że nie, Panie Horan – zaczęliśmy się głośno śmiać.
-Jeszcze to pamiętasz? – Niall wydawał się być poruszony.
-Dlaczego miałbym nie pamiętać? Przecież, to było dwa tygodnie temu.
-Rzeczywiście… Wydaje się, że lata…
-Chyba tylko tobie się tak wydaje – bąknął Ed – Wydaje mi się, jakby to było wczoraj.
-Oboje jesteście w błędzie, to było dwa tygodnie temu – zakończyłem temat.
-O co dokładnie chodzi? – zapytała Lottie.
-To taki żart… Zaczęło się od imprezy Zayna, na którą postanowiliśmy się wprosić – opowiedzieliśmy Lottie historię o telefonie od mojej mamy i moim pierwszym piwie.
Dopiero, gdy dojechaliśmy na miejsce, zorientowałem się, że idziemy dokładnie w to samo miejsce – stara fabryka kartonów. Zaśmiałem się w duchu, przechodząc przez ogrodzenie, przypominając sobie swój poprzedni raz… Tak dużo wydarzyło się od tamtego dnia, który był tylko dwanaście dni temu… Zdążyłem się już przyzwyczaić, że mam trójkę wspaniałych przyjaciół, ich dziewczyny i swoją… Postanowiłem jeszcze raz zadzwonić do Lily. Wszyscy byli już w magazynie, gdy ja, siedząc na murze, próbowałem się dodzwonić do mojej „ukochanej”. Czy ja ją w ogóle kocham?
-Harry! Piwo ci się grzeje – zawołał mnie Ed.
Zeskoczyłem z ogrodzenia, uważając żeby nie skręcić sobie kostki i ruszyłem w stronę wejścia do budynku. Wszyscy już spokojnie siedzieli z butelką piwa w dłoni, poza Louisem. Ten, gdy spotkał moje pytające spojrzenie, pokręcił przecząco głową, miałem to odebrać, jako „Ja nie piję”, co mnie bardzo ucieszyło. Otworzyłem piwo i wziąłem pierwszy łyk, dołączając do rozmowy o potwornej nauczycielce od geografii.
Siedzieliśmy tak już którąś godzinę, a każdy był zajęty swoją drugą połówką, gdy Louis usiadł obok mnie, odbierając mi butelkę piwa, którą trzymałem w dłoni. Nie wiem, która to była butelka, nie pamiętam ile wypiłem tego wieczoru.
-Tyle ci wystarczy, Harry – powiedział, odstawiając butelkę na stolik – Musisz jakoś wrócić do domu.
-Louis, cieszę się… Nie, kurwa… Jestem z ciebie dumny, że dziś nie pijesz. Udowodniłeś właśnie, że jesteś ponad nas wszystkich. Jesteś o wiele mądrzejszy, rozsądniejszy…
-Tego bym nie powiedział – przerwał mi.
-Dlatego ja to mówię, kurwa… Człowieku.
-Jesteś pijany, Harry.
-Może troszeczkę, ale wiesz jak mówią „Pijany człowiek, mówi myśli trzeźwego”, czy coś takiego… Nie pamiętam, jak to szło, ani kto to powiedział, musisz mi wybaczyć.
-Harry, ja upadłem na dno żeby móc wygrzebać się z gówna, w którym się już topiłem – złapał mnie za ramię, po czym ruszył do wyjścia.
Chciałem pójść za nim, ale ledwo czułem nogi. Czy naprawdę wypiłem aż tak dużo? – zastanawiałem się, gdy spojrzałem na stolik. Stało na nim ponad piętnaście butelek po piwie i jedna po wódce. Teraz rozumiem, dlaczego się tak czuję, ale wciąż nie pamiętam, bym pił wódkę – podrapałem się po głowie. Udało mi się zmusić nogi do posłuszeństwa i ruszyłem za przyjacielem.
-Harry, palę – powiedział, zapewne ostrzegając mnie przed dymem, pamiętał, że mam astmę.
-Louis, przepraszam…
-Nie masz za co, Harry…
-Przepraszam, że się dzisiaj upiłem – podszedłem bliżej niego – Nie chciałem.
-Nie ma sprawy, przecież nie musisz się dla mnie hamować, czy coś.
-Nie dla ciebie… Powinienem to zrobić dla siebie. Powiem ci szczerze, że naprawdę nie pamiętam żebym pił wódkę.
-Nie piłeś wódki, Harry. Nie mamy żadnej wódki – zaśmiał się chłopak.
-To dlaczego na stoliku, stoi pusta butelka?
-Jaja sobie robisz – zdenerwowany, rzucił papierosa na ziemię i wrócił ciężkim krokiem do budynku.
Wziął do ręki pustą butelkę wódki i podszedł do Eda, który całował właśnie namiętnie Lottie.
-Ed – Louis szturchnął go w ramię.
-Co jest? – zapytał ledwo przytomnie.
-Dolałeś Harry’emu wódki do piwa?
-Nie, dlaczego miałbym to robić?
-Ed, on jest totalnie najebany! – krzyknął – Spójrz na niego – wskazał na mnie w drzwiach – Ledwo trzyma się na nogach! Czy dolewałeś mu wódki?
-Nie, nie dolewałem mu nic! Dolewałem sobie…
-I która butelka jest twoja?
Rudowłosy spojrzał na stolik, podrapał się po głowie i wskazał na jedną z butelek.
-Ta?
-Pytasz mnie, czy odpowiadasz?
-Nie wiem…
-Dobra, nie ważne, nie przeszkadzajcie sobie.
Podszedł do mnie, poklepał mnie po ramieniu i pomógł mi usiąść.
-Musisz trochę odpocząć, Harry – powiedział – Później, odprowadzę cię do domu.
-Dobrze, Louis. Dziękuję, Louis – mruknąłem, układając się wygodnie na jednym z foteli.
Zamknąłem oczy i dałem się ponieść… Cały pokój wirował, czułem to w głowie… Louis przykrył mnie swoją bluzą…
Chłopak obudził mnie godzinę później, gdy Niall i Ed, leżeli już, śpiąc na sofie i fotelu ze swoimi dziewczynami.
-Harry, czas powoli wracać. Jak się czujesz?
-Jak gówno… - mruknąłem przez zamknięte oczy.
-I tak powinieneś się czuć – zaśmiał się – Wstawaj, odwiozę cię do domu.
Spojrzałem na telefon, był tam tylko jeden sms, od mamy.
„Harry, wróć do północy. Kocham, mama.”
Była godzina dwudziesta trzecia czterdzieści pięć.
-Louis, musimy się pospieszyć – powiedziałem.
-Co jest?
-Mam być za piętnaście minut w domu.
-Chyba nic się nie stanie, jeśli się trochę spóźnisz?
-Wrócę pijany i to w dodatku nie o tej godzinie, co trzeba, jesteś pewien?
Chłopak się chwilę zastanawiał i odparł.
-Pożyczymy samochód Eda. Idź do jego samochodu, ja załatwię sprawę z kluczami.

Jakimś cudem, udało mi się przejść przez ten mur bez pomocy Louisa. Wciąż czułem się niepewnie, choć nie kręciło mi się w głowie, co oznaczało, że trzeźwieję. Idąc w stronę auta, którego Ed nie zaparkował dokładnie pod murem, usłyszałem silnik jadącego auta. Zatrzymał się niedaleko mnie i wysiadł z niego mężczyzna. Stanął pod murem i zaczął oddawać mocz. Postanowiłem to zignorować, lecz po chwili usłyszałem ten głos…
-Zayn, kochanie, wracaj i jedźmy już… - to był głos Lily.
-Zaraz, muszę się wysikać!
Po chwili wsiadł do auta i odjechali…
-Harry, trzymasz się? Jedziemy? – przede mną stanął Louis z kluczami do samochodu Eda.
-Ta…

-----------------------------------------------
ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA
Czy to naprawdę była ona?
Następna część za tydzień o tej samej porze!
Pozdrawiam/Bart

piątek, 24 czerwca 2016

"Grade 8" Cz. 17


"Sms i pizza z Louisem"

Mama przygotowała specjalną kolację na mój przyjazd, najwyraźniej uznała, że to odpowiednia okazja.
-Harry, jestem szczęśliwsza niż kiedykolwiek – powiedziała, ściskając mnie w ramionach.
-Ja również, mamo… - usiedliśmy do stołu.
Nałożyłem sobie na talerz kurczaka w warzywach i ziemniaki, po czym zacząłem opowiadać, co się działo. Pozwoliłem sobie przemilczeć niektóre historię. Tak więc, mama nie dowiedziała się o imprezie z alkoholem, bójce, seksie i wybryku Louisa… Gdy opowiadając, próbowałem ominąć te historię, zorientowałem się jak dużo się działo.
-Musisz mi przedstawić tą Lily – odezwała się po chwili matka – Twoja pierwsza dziewczyna.
-Mamo… To Świerzy związek, nie chcę jeszcze jej nikomu przedstawiać.
-Boisz się, że przedstawiając ją rodzinie, odstraszysz ją? – właściwie, zgadła.
Przemilczałem również ostrzeżenia Lottie, na temat Lily, które wciąż nie dawały mi spokoju. Czy mówi prawdę? Czy to wszystko to tylko żart?
-Tak – odpowiedziałem matce, czekającej na odpowiedź.
Moje obawy zaostrzył tylko sms, który dostałem od ukochanej.
„Kochanie, jutro wyślę ci to nagranie, może jeszcze w weekend się z nim spotkam. Buziaki”
Postanowiłem odpowiedzieć na ten sms.
„Jakie nagranie? Z kim się spotkasz, kochanie?”
„Przepraszam, miałam to wysłać do Lottie”
Postanowiłem napisać do Lottie.
„Hej, jakie nagranie ma ci wysłać Lily?”
Po dłuższej chwili otrzymałem odpowiedź.
„Nie wiem nic, o żadnym nagraniu, Harry”
Patrzyłem w ekran telefonu jak zahipnotyzowany. Lily mnie okłamała..? Źle się czułem…
Była godzina 22, moja mama już kładła się do łóżka, a siostra dawno siedziała zamknięta w swoim pokoju. Postanowiłem zadzwonić do jedynej osoby, która przychodziła mi teraz do głowy - Louisa.
-Co jest Harry? – odezwał się chłopak.
-Louis… Musimy się spotkać – powiedziałem, drżącym, zdenerwowanym tonem.
-Co się dzieje?
-Czy możemy się spotkać?
-Jasne, już do ciebie idę…
-Będę szedł w twoją stronę, spotkamy się po drodze…
-Dobra, do zobaczenia – rozłączył się.
Nigdy nie wymykałem się z domu, nigdy nie miałem okazji… Zazwyczaj siedziałem w domu cały dzień i noc, z przerwą na wyjście do szkoły. Powoli i delikatnie otworzyłem drzwi i wyszedłem przez nie, zakładając rozpinaną bluzę. Drogę rozświetlały mi latarnie, lecz wydawało mi się, że idę w ciemności, lub z zamkniętymi oczami.
Po chwili, usłyszałem głos mojego przyjaciela.
-Harry! – Louis machał do mnie po drugiej stronie ulicy.
Nie mieszkaliśmy daleko od siebie, więc nie powinienem się dziwić, że od naszej rozmowy, do naszego spotkania minęło nie więcej niż dwie minuty. Musiałem być bardzo rozkojarzony, bo nie zrozumiałem żadnego ze słów, które po chwili do mnie powiedział. Gdy w odpowiedzi otrzymał ciszę i moje zdziwione spojrzenie, uśmiechnął się szeroko, skinął głową i ruszył, gestem każąc mi za sobą podążać. Przez chwilę szliśmy w ciszy, gdy już się otrząsnąłem, Louis mówił coś o znajomym kucharzu w pizzerii.
-Więc idziemy do pizzerii? – zapytałem.
-Nareszcie się odezwałeś, myślałem, że straciłem cię już na zawsze – zaśmiał się – Jeśli chcesz możemy tam wpaść.
-Nie jestem szczególnie głodny… - zacząłem.
-Podają tam tanie i dobre piwo.
-No nie wiem – powiedziałem niepewnie – Po tym, co się dzisiaj…
-Ja nie będę pił – przerwał mi.
-Zatem chodźmy do pizzerii! – oznajmiłem, akurat miałem teraz ochotę na piwo.
Zaśmiałem się w duchu, uświadamiając sobie, że jeszcze trzy tygodnie temu, gdyby ktoś mi powiedział, że w ciągu miesiąca; znajdę przyjaciół, wejdę na imprezę bez zaproszenia, upiję się, pójdę na wagary, wyjadę na wycieczkę, znajdę dziewczynę, zaprzyjaźnię się z wrogiem moich przyjaciół, złamię przepisy szkolne, będę uprawiał seks i w dodatku polubię piwo… Wyśmiałbym tego kogoś.
Szliśmy do wspomnianej przez Louisa pizzerii na piechotę, najwyraźniej nie mieściła się daleko. Idąc tak, rozmawiając w zasadzie o niczym, spotkaliśmy osobę, która przez ostatnich kilka dni, często chodziła mi po głowie, a która była ostatnią, o której teraz mogłem myśleć.
-Rose – przywitał się z nią Louis.
-Louis, Harry – uśmiechnęła się lekko – Co wy tutaj robicie o takiej godzinie?
-Co ty tutaj robisz o takiej godzinie? – odparłem pytaniem.
-Jestem na spacerze z Marko.
-Marko polo? – zaśmiał się Louis, a mnie ogarnął lekki chłód.
Czy Rose mi się podobała? Tak, ale nie mogłem nic z tym zrobić, musiałem to zwalczyć, bo… Miałem dziewczynę… Czy kiedykolwiek Lily była moja?
-Harry… Harry… Hazza! – krzyknął chłopak, a ja automatycznie się od niego odsunąłem – Jesteś z nami? On tak dzisiaj cały dzień – wyjaśnił Rose Louis, wskazując na mnie kciukiem.
-Gdzie Marko? – było pierwszym pytaniem, jakie przyszło mi do głowy, gdy spojrzałem w oczy Rose.
-Przed chwilą zniknął mi z oczu, ale zaraz się znajdzie – machnęła ręką.
-Może pomożemy ci go szukać? – zaproponował Louis.
-Nie, dzięki, jest dobrze wytresowany – zaśmiała się – Wystarczy, że go zawołam, a przybiegnie.
Wytresowany?
-Marko! – krzyknęła Rose – Marko, do nogi – kilka sekund później, u jej nóg już biegał mały kundelek, machając wesoło ogonem z wyciągniętym językiem.
Dziewczyna schyliła się i zaczęła go drapać za uchem.
-Marko… - mruknąłem – Marko, to pies…
-A ty, co myślałeś? – szepnął do mnie Louis.
Spojrzał na mnie i otworzył szeroko usta w udawanym zdziwieniu. Spojrzał na Rose i przeniósł szybko wzrok na mnie, powtórzył to kilka razy i uniósł kciuk w górę. Pokręciłem głową, mówiąc niemie „nie”, lecz ten tylko stał i się uśmiechał.
-Nie będę wam przeszkadzać, i tak miałam wracać już do domu – powiedziała dziewczyna, posyłając nam uśmiech.
-Jeśli chcesz, to Harry jest dostępny dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu – oznajmił jej Louis.
-Co ty gadasz? – zapytałem.
-Jeśli będziesz chciała go gdzieś zabrać, na pewno chętnie się tam z tobą wybierze.
-Zamorduję cię – wycedziłem przez zęby, które szczerzyłem w niezręcznym uśmiechu.
-Masz jego numer?
-Nie, nie mam…  Ale nie ma sprawy, przecież Harry ma Lily – powiedziała szorstko.
-Nawet jeśli, to co z tego? – ciągnął dalej – Czy to znaczy, że nie może nawiązywać przyjaznych kontaktów z nikim innym, a swoje życie towarzyskie musi wyrzucić na śmietnik? – zaśmiał się i po chwili dodał – Ale nie, czekaj… To nie na tym polega? – zwrócił się w moją stronę.
-W takim razie… Może kiedyś – kiwnęła głową, pożegnała się z nami i ruszyła w swoją stronę.
-Jesteś trupem, Louis… Jesteś trupem – powiedziałem.

W końcu dotarliśmy do wspomnianej przez chłopaka pizzerii. Zamówiliśmy jedną średnią pizzę, bo Louis nie jadł nic od rana i jeden kufel piwa. Usiedliśmy przy wolnym stoliku i z pierwszym kęsem pizzy, zapytał mnie.
-Więc, o co chodzi?
-Lily mnie okłamała – wziąłem pierwszy, duży łyk piwa.
Louis patrzył na mnie, jakby oczekiwał kontynuacji.
-Tyle? – zapytał po chwili ciszy.
-Aż tyle…
-I czemu się tak tym przejmujesz?
-Bo związek nie powinien opierać się na kłamstwach?
-Na kłamstwach? A w jakiej sprawie cię okłamała?
-Dostałem smsa, który miał być podobno do Lottie. Jednak, gdy zapytałem Lottie, czy coś o tym wie, odparła, że nic a nic…
-Stary… Rozumiem, co tu się dzieje.
-Więc mi to wytłumacz…
-To, co mówiła ci cały czas Lottie, zaczęło w końcu do ciebie docierać.
-Co? Nie, to, co ona mówiła… Ja w to nie wierzę.
-Wierzysz… Uwierzyłeś w to, od razu jak się o tym dowiedziałeś i szukałeś tylko potwierdzenia. To dlatego zapytałeś mnie o relacje Lily z Zaynem, to dlatego tak bardzo przejmujesz się tym kłamstwem. Uświadamiasz sobie, że to jak postrzegałeś Lily, może nie być tak trafne, jak ci się wydawało.
Siedziałem tam, jak zamurowany. Może Louis miał rację, przez ten cały czas próbowałem sobie wmówić, że słowa Lottie, to głupota… Ale gdybym w nie choć trochę nie uwierzył, nie zapewniałbym siebie o tym ciągle…
-Lily wciąż jest z Zaynem…
-Co? – zachłysnął się gorącym kawałkiem pizzy.
-Nie udawaj, przecież sam przed chwilą powiedziałeś, że to prawda.
-Nie mówiłem, że to prawda – odparł, gdy dałem mu swoje piwo do popicia – Powiedziałem tylko, że zaczynają do ciebie docierać słowa mojej siostry. Nie rób nic pochopnego, przecież Lily przestała rozmawiać z Zaynem, jeszcze zanim się poznaliście.
-Nie… Gdy się poznaliśmy, byli jeszcze razem – podrapałem się nerwowo po głowie – Spotkałem ją na jego „imprezie z okazji rozpoczęcia roku”.
-Raczej „zakończenia wakacji” i nie była to impreza, tylko stypa. Biedne wakacje, już nigdy nie wrócą… Za dziesięć miesięcy, będą kolejne, ale to już nie to samo.
-Czy to możliwe, że knują coś razem?
-Wątpię. Wiedziałbym coś o tym, prawda? Byłem w jego paczce jeszcze w zeszłym tygodniu, kiedy zaczęliście się do siebie zbliżać.
-Nie wiem Louis, to wszystko jest jakieś podejrzane.
-Przesadzasz, nie myśl o tym. Lily cię kocha, tak?
-Nie wiem… Nie mam pojęcia.
-W takim razie, jesteś w dupie.
-No, to jestem w dupie…
-Rozmawiałeś o tym z Lily?
-Nie odbiera moich telefonów i nie odpisuje na smsy.
-Zatem poczekaj, aż spotkasz ją w szkole – przyjaźnie złapał mnie za ramię – Musisz po prostu czekać…

-------------------------------
ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA!
Harry zaczyna nabierać podejrzeń...
Następna część za tydzień o tej samej porze!
Pozdrawiam/Bart

piątek, 17 czerwca 2016

"Grade 8" Cz. 16



"Problemy z Louisem i powrót"

Ostatni raz w tym roku szkolnym, obudziła nas pani Minority. Dzisiaj wieczorem będziemy wracać do domu i wbrew swoim oczekiwaniom, nie cieszyłem się z tego powodu. Było mi przykro, że nie będę budził się codziennie w towarzystwie przyjaciół i ukochaną dziewczyną za ścianą, lub u boku. Oczywiście, cieszył mnie powrót do matki i siostry, które, mimo że pisały do mnie smsy, to nie martwiły się o mnie aż tak bardzo. Przeciętny sms od mamy, był o wzięciu tabletek, a siostry, o tym czy bezpiecznie imprezujemy. Tabletek nie brałem, a bawiłem się dobrze…  Ale czy bezpiecznie? – zaśmiałem się w duchu. Usiadłem na łóżku i spojrzałem na Louisa, który jeszcze spał głośno chrapiąc. Mimo iż mówiłem mu żeby tego nie robił, wypił wszystkie piwa, jakie wczoraj kupił i poszedł podpity spać. Obudziłem go, lecz ten powiedział pani Minority, że naprawdę źle się czuje i nie może dzisiaj uczestniczyć w zajęciach. Byłem pewien, że to ten alkohol. Poszliśmy w trójkę na zajęcia, po drodze rozmawiając o dzisiejszym wyjeździe.
-Nie chcę wyjeżdżać – powiedziałem.
-Mówiłem, Harry – ucieszył się Niall – Mówiłem ci, że będzie fajnie.
-Nie było do końca świetnie – zaśmiałem się – Ale wciąż, było dość intensywnie i cieszę się, że mam was tu ze sobą.
-My cieszymy się, że mamy ciebie – poklepał mnie po plecach Ed.
Zajęcia ponownie skończyły się dość szybko, bo mieliśmy zaplanowaną wycieczkę po Edynburgu. Można by pomyśleć, że jeśli się gdzieś wyjeżdża na wycieczkę, to zwiedzanie będzie główną atrakcją, a nie atrakcją na ostatnią chwilę, ale najwyraźniej szkoła miała za mało funduszy żeby opłacić przewodnika na 5 dni. Mogliśmy podzielić się na kilka grup i zwiedzać samodzielnie, musieliśmy jedynie pamiętać, by o 14 być przy wejściu Princes Street Gardens. Postanowiliśmy zebrać się w szóstkę i zwiedzać na własną rękę. Gdy już odłączaliśmy się od grupy, podeszła do nas Rose.
-Cześć Harry, idziecie sami zwiedzać? – zapytała.
-Hej Rose, tak, chcesz do nas dołączyć? – w tej chwili, za rękę złapała mnie Lily.
-Chcesz iść z nami Rose? – zapytała z wrednym uśmieszkiem, chwilę później całując mnie w policzek.
-Nie – odpowiedziała zmieszana – Dzięki, ale nie. Miłego zwiedzania – zwróciła się do wszystkich.
-Wzajemnie – odpowiedziałem chórem z chłopakami.
Nie podobało mi się zachowanie Lily, ale rozumiałem je… W pewnym sensie. Wiem, że to była zazdrość, ale czy to źle? To chyba znaczy, że naprawdę bardzo mnie kocha. Co kilkanaście minut, zatrzymywaliśmy się i robiliśmy sobie selfie. Spacerując z moją dziewczyną za rękę, w pewnej chwili poczułem na sobie spojrzenie Lottie. Posłałem jej pytające spojrzenie, a po chwili zmarszczyłem brwi. Dlaczego doszukiwała się we wszystkim, co robiła Lily, złych intencji? Była czternasta, więc stawiliśmy się w umówione miejsce i czekaliśmy na naszą grupę. Następnie wróciliśmy do schroniska, mieliśmy zabrać swoje spakowane bagaże i zapakować je do busa. Jednak, gdy wszedłem do naszego pokoju, poczułem mocny zapach alkoholu.
-Kurwa mać – przekląłem, widząc leżącego na łóżku, nieprzytomnego Louisa z pustą butelką po wódce i wymiocinami na swojej koszulce.
Klęknąłem przy nim i zacząłem klepać go po twarzy, próbując obudzić.
-Louis, obudź się, proszę – powtarzałem – Pomocy! – krzyknąłem – Louis, nie rób mi tego, Louis!
Do pokoju przybiegł Ed, gdy zobaczył, co się dzieje, pobiegł po dyrektora Gore i panią Minority. Po dłuższej chwili, Louis w końcu otworzył oczy.
-Louis, co ty kurwa zrobiłeś? – zapytałem go, trochę spokojniejszy.
Ten próbował sklecić zdanie, lecz z jego ust wyszedł jedynie pijacki bełkot.
-Paul – wydyszał w końcu.
-Louis, proszę… - objąłem go delikatnie, próbując nie ubrudzić się jego wymiocinami – Wszystko będzie dobrze, tylko musisz…
Do pokoju wszedł Gore i pani Minority.
-Kurwa Tomlinson – odezwał się dyrektor.
-Dajcie mu wody – powiedziała nauczycielka – Potrzebuje teraz dużo wody.
Niall wręczył mi butelkę, którą przyłożyłem do ust Louisa.
-Może pomożecie mu się umyć? Nie może śmierdzieć przez całą drogę, a musimy się powoli zbierać. Za godzinę wyruszamy… - jak powiedziała pani Minority, tak zrobiliśmy.
Wzięliśmy go pod ręce i zaprowadziliśmy w ubraniu pod prysznic, puściliśmy na niego zimną wodę żeby się trochę ocknął. Gdy wreszcie krzyknął, że mu zimno i żebyśmy „wyłączyli tą pierdoloną wodę”, daliśmy mu mydło i powiedzieliśmy żeby się umył. Wyszliśmy z łazienki i usłyszeliśmy dalsze instrukcje od nauczycielki. Mieliśmy mu pomóc się otrząsnąć i doprowadzić do normalnego stanu.
Po kilkunastu minutach, Louis wyszedł z łazienki umyty i w czystym ubraniu.
-Jak się czujesz? – zapytałem.
-W porządku – odpowiedział.
-Nie wyglądasz jakbyś czuł się w porządku – mruknął Ed, wręczając mu butelkę z wodą.
Chłopak wziął kilka dużych łyków i odchrząknął.
-Macie może aspirynę? – zapytał słabo.
-Ja mam – powiedział Niall, sięgając do swojej torby podręcznej – Proszę.
Chłopak wziął dwie aspiryny, podziękował Niallowi i chciał zacząć się pakować, gdy zauważył, że zrobiłem to za niego.
-Dzięki Harry – rzucił, zakładając torbę na ramię.
-Skąd pewność, że to ja? – zdziwiłem się.
-Po prostu wiem… - uśmiechnął się lekko i ruszył w stronę drzwi.
Sięgnąłem do kieszeni, chcąc sprawdzić, która jest godzina i wraz z telefonem wyciągnąłem pogiętą kartkę, na której było napisane
„Lily i Zayn”
Nic z tego nie rozumiałem, ale byłem pewien, kto zostawił mi tę kartkę.
Zostawiliśmy nasze torby w wielkim, busowym bagażniku i zajęliśmy swoje miejsca. Każdy usiadł ze swoją drugą połówką – ja z Lily, Ed z Lottie i Niall z Amy. Tylko Louis siedział sam, bo obok nas nie było miejsca, a nikt z jego dawnych znajomych nie chciał się do niego zbliżyć. Było mi cholernie smutno z tego powodu, ale nie miałem na to większego wpływu. Po kilku godzinach jazdy, gdy wszyscy poza mną i Louisem usnęli, postanowiłem się do niego na chwilę dosiąść.
-Hej – przywitałem się – Czy to miejsce jest wolne?
-Nie Harry, za chwilę przyjdzie na to miejsce sam dyrektor Gore, zajmuję mu miejsce – zażartował.
-Chciałem z tobą porozmawiać – usiadłem obok niego.
-Wiem Harry, nawaliłem… Znowu – powiedział, przecierając twarz – Nie chciałem się tak najebać, tylko trochę zagłuszyć myśli…
-Znowu? Louis, jest ci ciężko i ja to rozumiem… Nie pochwalam, że się tak upijasz, ale rozumiem to. Potrzebujesz pomocy, potrzebujesz bliskości osób, które szanują cię i chcą dla ciebie jak najlepiej.
-Taa, znajdź taką osobę.
-Siedzę tutaj, Louis… - chłopak się trochę zmieszał, ale lekko uśmiechnął – Nie będę cię opieprzał, spokojnie, z resztą, nie o tym chciałem porozmawiać.
Przysunąłem się bliżej niego, bo, mimo iż siedzieliśmy kilka rzędów od Lily, bałem się, że to usłyszy.
-Co wiesz o relacjach Lily i Zayna? – zdziwił się na to pytanie.
-Nie wiem – podrapał się po głowie – Nie powinienem chyba…
-Louis, jesteś moim przyjacielem, czy nie? – zapytałem poważnie.
-Jestem… Chyba.
-Więc bądź dobrym przyjacielem i mi powiedz.
Chłopak zawahał się, spojrzał w tył, na miejsce gdzie siedział Zayn i na miejsce, gdzie spała Lily i odparł
-Byli razem…
-Kiedy to było?
-Rany, Harry… Po co ci to wiedzieć?
-Kiedy to było Louis?
-Jeszcze tydzień temu…
-Chcesz mi powiedzieć, że gdy była impreza Zayna nad jeziorem, byli wtedy parą? – poczułem chłód ogarniający moje ciało i paraliżujący je.
-Tak, a później… Jakby przestali ze sobą rozmawiać… Lily zaczęła pojawiać się u twojego boku, myślałem, że rzuciła go dla ciebie… Chociaż Zayn nie wydawał się być zły, czy zdenerwowany…
-Czy to możliwe żeby wciąż z nim była, będąc ze mną? – przerwałem mu.
-Co to za pytanie? – zaśmiał się – Jesteście razem, nie?
-Tak… - zastanowiłem się – przynajmniej tak mi się wydaje.
-Harry, chyba nie myślisz, że to wszystko farsa?
-Chyba właśnie to, chce mi powiedzieć Lottie… Nie wiem, czy jej wierzyć.
-Jest jej przyjaciółką, wie więcej ode mnie…
-Jest twoją siostrą, powiedz mi, jak myślisz, mówi prawdę, czy to tylko głupi żart?
Chłopak musiał się chwilę zastanowić, ale z pewnością odpowiedział
-Mówi prawdę. Lottie nie kłamałaby w takiej sprawie, a już na pewno nie robiłaby sobie z tego żartów.
Jego słowa wbiły mnie w fotel, jakby spadło na mnie coś wielkiego i ciężkiego. Przez głowę przebiegało mi teraz miliony myśli, po skroni płynęła kropla potu.
-Co teraz? – zapytałem.
-Nie wiem, Harry… Ale może to wszystko nieporozumienie? Może Lottie źle to zrozumiała… Nie mam pojęcia… Nie rób nic pochopnego, bo będziesz tego żałował.
-Co jeśli naprawdę to wszystko, to tylko po to, by zrobić sobie ze mnie pośmiewisko? – w moich oczach zaczęły się zbierać łzy, które starłem wierzchem dłoni  - Tylko dlaczego akurat ja?
-Zawsze ktoś… - rzucił Louis – Jeśli nie ty, to ktoś inny… Ale nie możesz im dać nad sobą zdominować, jeśli to prawda. Nie możesz pozwolić na… - przerwał, biorąc głęboki wdech – Proszę, gdyby coś się działo, nie działaj pochopnie, tylko do mnie zadzwoń a przyjdę. O każdej porze, Harry.

Dojechaliśmy na miejsce, pożegnaliśmy się i wsiedliśmy do auta Eda. Lily jechała samochodem dyrektora, Amy mieszka niedaleko szkoły, więc jechaliśmy w piątkę, zajmując jednocześnie wszystkie siedzenia.
-Lottie – zwróciłem się do dziewczyny – Dostałem wiadomość, już wszystko wiem… Ale wciąż nie wierzę…
-Wiem, podejrzewałam, że nie będziesz wierzył… - odpowiedziała smutno.
-Ale w co? – zapytał Ed.
-Nie ważne, nie ważne… - odpowiedziałem.

-----------------------------------------
ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA
Czy koniec podróży, może oznaczać koniec czegoś jeszcze?
Następna część za tydzień o tej samej porze!
Pozdrawiam/Bart

piątek, 10 czerwca 2016

"Grade 8" Cz. 15



"Niepewność Harry'ego"

Obudziło mnie pukanie w ramię. Otworzyłem oczy i zobaczyłem Lottie, nachylającą się nad naszym łóżkiem. Przeszedł mnie dreszcz, gdy uświadomiłem sobie, że jestem w łóżku razem z Lily.
-Co jest? – zapytałem szeptem, bo moja dziewczyna jeszcze spała.
-Choć, musimy porozmawiać – weszła do łazienki.
Powoli wyszedłem z łóżka, próbując nie obudzić brunetki i ruszyłem do łazienki.
-Muszę ci coś powiedzieć, Harry – zaczęła.
-To już wiem, może powiesz coś więcej?
-To dla mnie trudne, Harry…
-Rozumiem, ale skoro chcesz mi coś powiedzieć, to mi to do cholery powiedz, Lottie.
Nastała chwilowa cisza, podczas której dało się słyszeć tykanie zegara.
-Co robiliście wczoraj z Lily? – zapytała.
-Nie powinno cię to interesować..?
-Rozumiem… Zauważyłeś podczas seksu coś dziwnego?
-Co? – zarumieniłem się – Lottie, to prywatne sprawy…
-Czy robiła ci zdjęcia, nakręcała, zapisywała coś?
-O co ci chodzi?
-Harry, czy ty jesteś taki kurwa tępy? Nie widzisz, że ona cię wykorzystuje?
-Nie…
-Że robi sobie z ciebie jaja?
-Nie…
-Harry, ona…
-Nie, Lottie – przerwałem jej – Nie chcę tego słuchać. Jesteś po prostu zazdrosna… - wyszedłem z łazienki.
Usiadłem na łóżku, w którym spał Ed i spojrzałem w ekran jego komórki, by sprawdzić, która godzina. Była godzina przed naszym budzeniem, więc obudziłem Eda i ruszyliśmy za okno. Postanowiłem nie budzić Lily, miała dużo do odespania. Okno od naszego pokoju było zamknięte, zapukaliśmy i otworzył nam Niall w samej bieliźnie.
-Cześć – przywitałem się z Amy, która właśnie nerwowo zakrywała się kołdrą.
-No ładnie – podsumował Ed.
-Widzę – odezwał się Louis – Że nie tylko Niall dobrze się wczoraj bawił.
-Nie wiemy, o co ci chodzi – powiedzieliśmy chórem.
-Harry, przecież widzę po tobie.
-A po mnie? – zapytał Ed.
-Ty też dobrze się bawiłeś, ale nie pierwszy raz.
-Nie jesteś z tego powodu wściekły?
-Lottie pierwszy raz się dobrze bawiła i cieszę się, że przynajmniej z kimś, kto ją kocha.
-Ty – Ed zwrócił się do mnie szeptem – skąd on to wszystko wie?
-Nie wiem – wzruszyłem ramionami.
-Lata doświadczenia – stwierdził i odwrócił się w stronę ściany, przykrywając głowę kołdrą.
-Dacie nam chwilę? Amy, chciałaby się ubrać – powiedział poważnie Niall.
-Jasne… A nie przeszkadzał wam wczoraj Louis? – zapytał Ed.
-Byłem odwrócony do ściany, miałem słuchawki w uszach, byli bardzo cicho, mało mnie to interesowało i byłem już kilkukrotnie w takiej sytuacji – Louis odpowiedział nam na pytanie z twarzą w poduszce – Teraz, dajcie mi się jeszcze chwilę przespać.
Weszliśmy z Edem do łazienki, dając Niallowi i Amy jeszcze chwilę prywatności.
-Ed, możemy pogadać?
-Jasne, Harry – uśmiechnął się – Co jest?
-Rozmawiałem z Lottie…
-Nie mów mi! – przerwał – Nie chcę nic wiedzieć.
-Nie chodzi o ciebie... Lottie powiedziała mi coś o Lily.
-Co ci powiedziała?
-Miałem nadzieję, że ty coś o tym wiesz.
-Skąd miałbym wiedzieć coś o Lily?
-Ty i Lottie nie rozmawiacie?
-Rozmawiamy, ale nie o was, mamy własne sprawy.
-Lottie powiedziała, że Lily mnie wykorzystuje.
-Seksualnie? – zapytał z wielkim uśmiechem, a jego uszy poczerwieniały.
-Nie, przestańcie w kółko gadać o seksie…  Powiedziała, że Lily robi mnie w konia.
-Nie rozumiem – podrapał się po głowie.
-Mówiła coś o robieniu zdjęć, nagrań i notatkach. Sam niewiele z tego zrozumiałem.
-Może się pokłóciły? W sumie, słyszałem wczoraj między nimi kłótnie.
-Kiedy?
-Zaraz po zajęciach, gdy szedłem do sklepu. Chciałem zapytać, czy dziewczyny czegoś potrzebują i usłyszałem jak się kłóciły.
-Nie wiesz, dlaczego się kłóciły?
-Nie chciałem się wpieprzać w nie swoje sprawy – powiedział, a ja się zaśmiałem – Co w tym zabawnego?
-Zaczynasz gadać jak Lottie i Louis… Należysz już do ich familii, co?
-Najwyraźniej… Wiesz – zaczął szeptać – Naprawdę cieszę się, że Tommo jest już historią.
Dzisiaj zaczęliśmy angielskim, na którym uczyliśmy się szkockiego slangu. Zabrakło kilku książek, więc osoby, które nie miały pary, musiały się do kogoś dosiąść. Do mnie i Louisa dosiadła się niejaka Rose Licorice, rudowłosa dziewczyna w okularach, której nie znałem zbyt dobrze, chociaż chodziła z nami do klasy. Mieliśmy za zadanie ułożyć krótki dialog z użyciem jak największej ilości słów ze słownika slangu. Louis sklecił pierwszych kilka linijek, ja kilka następnych a rozmowę zakończyła Rose, która co chwilę uśmiechała się w moją stronę. Podczas przerwy, Louis zwrócił się do mnie.
-Widziałeś, jak ta Rose rozbierała cię oczami?
-Chyba ciebie Lou, ja mam dziewczynę, nie zapomnij.
-Dziewczyna nie ściana, da się przesunąć… - mruknął pod nosem.
O wilku mowa – pomyślałem, gdy w naszą stronę zaczęła zmierzać rudowłosa okularnica.
-Cześć, chciałam wam podziękować za wspólną lekcję – odezwała się.
-Nie ma sprawy – powiedział Louis – Harremu też było bardzo miło, co nie? – szturchnął mnie, gdy zapatrzyłem się na piękne usta dziewczyny.
-Tak, dzięki.
-Może jeszcze kiedyś pogadamy? Nie mieliśmy do tej pory okazji – zaproponowała.
-Jasne, byłoby miło – odwzajemniłem jej uśmiech.
Dziewczyna odwróciła się i ruszyła do swojego pokoju, odprowadzałem ją wzrokiem.
-Widzisz Harry, bo ja wiem, kiedy kobieta rozbiera faceta wzrokiem. Wiem też, kiedy mężczyzna rozbiera wzrokiem kobietę – dodał po chwili.
Po zajęciach, gdy nikt nie patrzył, wymknąłem się do pokoju dziewczyn. Postanowiłem unikać przechodzenia po parapecie, od kiedy straciłem na nim przytomność. Drzwi otworzyła mi Amy z wielkim uśmiechem, pytając, co robi teraz Niall.
-Siedzi w pokoju i słucha muzyki na słuchawkach – odpowiedziałem.
-Nie będzie zły, jeśli się do niego teraz wybiorę?
-Jestem pewien, że nie – dziewczyna minęła mnie i ruszyła w stronę naszego pokoju.
Lily ponownie siedziała na łóżku, opierając się o ścianę i pisała na telefonie. Gdy zobaczyła, że wszedłem do pokoju, rzuciła telefon na bok i wstała żeby mnie przytulić.
-Cześć kochanie – pocałowałem ją w czoło – Wszystko w porządku?
-Tak, to tylko mama… - odpowiedziała.
-Nie, mówiłem ogólnie. Wiem, że niezbyt możemy się teraz zbytnio spotykać, ale zrobię wszystko żeby jednak cię zobaczyć.
-To słodkie – uśmiechnęła się i usiadła na łóżku.
Zobaczyła, że nie usiałem obok niej i zapytała, czy coś się stało. Przez głowę przeszło mi pytanie „Czy wiesz, o czym mówiła Lottie..?”, ale go nie zadałem, postanowiłem udawać, że wszystko dobrze.
-Opowiadaj, co dzisiaj robiłyście? – usiadłem w końcu u jej boku.
-Wiesz, niewiele – podrapała się zamyślona po głowie – Po zajęciach właściwie nic nie robiłyśmy…
-A… - chciałem zapytać, co się stało między nią i Lottie, ale postanowiłem nie zadawać tego pytania. Nie zadawałem go, bo nie chciałem jej urazić, czy poznać odpowiedzi? Bałem się, że to, co powiedziała mi Lottie, było prawdą. Bałem się usłyszeć potwierdzenie…
-Tak..? – szturchnęła mnie, gdy zapatrzony w przestrzeń, zamilkłem po wypowiedzeniu samogłoski.
-Przepraszam, zamyśliłem się – przetarłem twarz.
-O czym myślałeś? – zapytała podejrzliwie, jakby się speszyła.
-O… - postanowiłem skłamać – Tym co robią teraz Niall i Amy.
-Wydaje mi się, że robią to, co powinniśmy i my – puściła mi oczko i położyła rękę na moim udzie.
-Gdzie jest Lottie? – zapytałem nerwowy, próbując zmienić temat.
-A co cię to interesuje? – założyła ręce.
-Bo nie chcę żeby weszła, gdy będziemy w trakcie… Czegoś – ponownie z moich ust padło kłamstwo.
-Poszła gdzieś z Edem, z tego, co wiem, to licytowała się z moim ojcem o kilka godzin wolnego czasu, który mogłaby z nim spędzić.
-Czemu i my nie zaczniemy się z nim o coś podobnego licytować?
-Bo jesteśmy z góry na przegranej pozycji – zaśmiała się.

Skłamałem, że muszę iść pomóc Louisowi, bo chciał ze mną o czymś porozmawiać i wyszedłem z pokoju, zanim Lily zaczęła dobierać mi się do spodni. Jedni uznaliby, że jestem szczęściarzem, a mnie szczerze mówiąc, bardzo się to nie podobało. O dziwo spotkałem Louisa na korytarzu.
-Idę do sklepu, idziesz ze mną? – zaproponował.
-Przecież Ed wczoraj był w sklepie – zdziwiłem się.
-Ale fajek mi nie kupił – pokazał mi puste opakowanie po papierosach.
Ruszyliśmy, więc razem do sklepu. Po drodze, zapytałem Louisa, co myśli o dziewczynach.
-Co masz na myśli?
-Chodzi o seks – zarumieniłem się – Czy dziewczynom zależy tylko na seksie?
-Mówię się tak o facetach, o kobietach rzadko się to słyszy.
-Czyli..?
-A co? Lily jest nimfomanką? – zaśmiał się.
-Najwyraźniej… - posmutniałem.
-Dlaczego tak uważasz?
-Wczoraj mieliśmy swój pierwszy raz – czułem się naprawdę niekomfortowo opowiadając o tym – Od dłuższego czasu, robi wszystko żeby doprowadzić do zbliżenia…
-Co mogę ci powiedzieć? Jesteś szczęściarzem, każdy facet marzy o takiej kobiecie.
-W takim razie, nie jestem facetem. Nie przeszkadza mi to, że czuje potrzebę bliskości, ale dlaczego zawsze musi… No wiesz…
-Może inaczej nie umie. A ty, czego byś chciał? – zapytał, a ja zacząłem się zastanawiać.
-Nie wiem… Trzymania za rękę podczas spaceru, tulenia w łóżku bez konieczności nagości…
-Romantyk, co? Naoglądałeś się za dużo filmów – stwierdził.
-Nie wydaje mi się! – sprzeciwiłem się – Życie może tak wyglądać, trzeba tylko znaleźć odpowiednią osobę. W życiu nie chodzi tylko o seks.
-Może i masz rację, ale skoro to prawda, to życie jest jeszcze bardziej pojebane, niż myślałem…
Obeszliśmy większość alejek w sklepie i powoli ruszaliśmy do kasy, gdy Louis zatrzymał się przy dziale z alkoholem.
-Myślałem, że z tym skończyłeś – powiedziałem.
-Tak, skończyłem… - powiedział niepewnie – Ale raz na jakiś czas, chyba mogę się napić piwa?
Chłopak chwycił cztero-pak piwa, dwie paczki papierosów i ruszył do kasy.

-----------------------------------------------
ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA
Co jest nie tak z Lily?
Następna część za tydzień o tej samej porze!
Pozdrawiam/Bart

piątek, 3 czerwca 2016

"Grade 8" Cz. 14



"Romans z Lottie i pierwszy raz"

-Co tu się dzieje? – z naszego pokoju wyszła Lottie.
-A Ty, co robisz w pokoju chłopców? Do swoich pokojów, wszyscy! – krzyknął czerwony na twarzy dyrektor.
Zamknęliśmy się w swoich pokojach i położyliśmy na łóżkach.
-Tęsknię za Lottie – odezwał się Ed.
-Tęsknię za Amy – dodał Niall.
-Tęsknię za Lily…
-A ja za nikim nie tęsknię – zaśmiał się Louis.
-To przynajmniej jeden z nas, nie czuje pustki – Ed zakrył twarz.
-Ej, to, że za nikim nie tęsknię, nie znaczy, że nie czuję pustki. Jeśli chcecie, mogę wam jakoś pomóc… - zaproponował chłopak.
-Niby jak? – zdziwił się Niall.
Louis rozejrzał się po pokoju i wyjrzał przez okno.
-Macie ochotę złożyć wizytę swoim ukochanym? – zapytał po chwili.
-No, tak… - odpowiedział Ed.
-Znalazłem dla was most, dzięki któremu przejdziecie nad tą gorącą lawą, zwaną Gore.
Louis opracował plan, który już wcześniej chodził mi po głowie. Za oknem mieliśmy parapet z kamienia, który łączył nasz pokój, z pokojem dziewczyn. Był wystarczająco szeroki żeby można było po nim przejść, liczył około trzydziestu centymetrów, lecz i tak się baliśmy – w końcu nasze pokoje mieściły się na trzecim piętrze i upadek z takiej wysokości, groził poważnymi urazami.
-Jestem w stanie zaryzykować – powiedział Ed, wchodząc na parapet.
-Nasze pokoje nie są tak daleko od siebie, trochę ponad metr – starał się go pocieszyć Louis – Dasz radę.
-Idę z tobą – powiedziałem – A Ty Niall?
-Ja… Nie chcę kłopotów. Co jak dyrektor wejdzie do pokoju, gdy my tam będziemy?
-Bez przesady – powiedziałem – Trochę spontaniczności!
-Nie idę, przeproście ode mnie Amy – powiedział smutny i położył się do łóżka.
Była dopiero dwudziesta pierwsza. Ed ruszył pierwszy i na drżących nogach, postawił kilka pierwszych kroków.
-Wiesz, jednak rezygnuje – powiedział spoglądając w dół.
-No co Ty? Teraz zmieniasz decyzję? – zapytałem, będąc dwa kroki za nim.
-Harry, nie chcę się stąd… - przerwał, patrząc wciąż w dół.
-Może po prostu patrz przed siebie, a nie pod siebie..?
Rudowłosy zrobił kolejny krok, a za nim kolejny. Był już coraz bliżej okna dziewczyn, gdy sam spojrzałem w dół i się zawahałem. Doznałem zaburzenia błędnika i w pewnym momencie, byłem pewien, że już spadam…
-Harry – odezwał się Ed – Dobrze się czujesz?
-Ed..? – przyjaciel patrzył na mnie jak na ducha.
-Kurwa, Harry…  Jesteś blady, wszystko ok? – zapytał ponownie.
Ciemność…
Gdy mrok zaczął przechodzić z moich oczu, ujrzałem Lottie pochylającą się nade mną.
-Harry… - odetchnął Ed – Już myślałem, że wykorkujesz.
-Gdzie jesteśmy? – zapytałem.
-W pokoju dziewczyn..?
-Jak się tu dostałem?
-To, jest ciekawa historia… - powiedziała Amy – Ed wciągnął cię tutaj nieprzytomnego…
-Co?
-Zemdlałeś w pół drogi… - odezwał się Ed.
-Jak się czujesz? – zapytała Lottie.
-Dobrze, dzięki…
-Masz, napij się – Ed wręczył mi butelkę wody.
Gdy zwilżyłem już gardło, rozejrzałem się po pokoju, szukając Lily. Dziewczyna siedziała na swoim łóżku z telefonem komórkowym w dłoni. Po chwili wstała, podeszła do mnie i rzuciła mi się na szyję. Nie potrzebowałem słów, wiedziałem, że się o mnie martwiła.
-Czy wy oszaleliście? – zapytała.
-Tak – odpowiedział jej Ed – Dla was dziewczyny, zrobimy wszystko.
-W takim razie, gdzie Niall? – zapytała Amy i po chwili się zarumieniła.
-Został w pokoju, prosił żeby cię przeprosić – zwróciłem się do blondynki.
-O nie, ja mu pokażę! – powiedziała dziewczyna i ruszyła za okno.
-Tylko nie pokazuj mu zbyt wiele – rzuciła Lottie.
-W sumie – powiedziała po chwili Lily – Dobrze, że przyszedłeś... – rozpięła klamrę mojego paska.
-Mieliśmy… - przerwała mi pocałunkiem – Zwolnić… - zaczęła rozpinać moje spodnie.
Ed, chciał z Lottie zamknąć się w łazience, udostępniając nam tym samym pokój.
-Nie – powiedziała Lottie, patrząc na nas – Nie…
-Coś się stało? – zapytał Ed.
-Harry, muszę z tobą porozmawiać… - powiedziała, nie odrywając od nas wzroku.
Odsunąłem od siebie podnieconą Lily.
-Więc porozmawiajmy – powiedziałem.
-Wolałabym na osobności… - złapała mnie za rękę i zaciągnęła do łazienki, po czym zamknęła drzwi.
Kazała mi usiąść na zamkniętej muszli i pochyliła się nade mną.
-Lottie, przestań… - powiedziałem, nim zdążyła cokolwiek powiedzieć – Nie lubię cię w ten sposób.
-Co? Harry, czy ciebie pojebało?
-Jesteś dziewczyną mojego przyjaciela, ja kocham Lily.
-Właśnie o tym chciałam z tobą porozmawiać, dlaczego nie dajesz mi dość do słowa?
-Nie owijaj w bawełnę, mów…
-Lily… - zaczęła, ale przerwało jej pukanie do drzwi.
-Harry, Lottie, kurwa wyłaźcie. Co to ma kurwa znaczyć? – krzyczał szeptem Ed.
Lottie otworzyła drzwi, a ten wszedł do łazienki bez zastanowienia.
-Słyszałem, że macie romans – powiedział, a jego knykcie zbielały od zaciskania pięści.
-Co? – zdziwiłem się – Kto ci to powiedział?
I wtedy usłyszałem szloch z pokoju. Lily płakała rzewnymi łzami, powtarzając „dlaczego?”. Wróciłem do pokoju i usiadłem obok niej.
-Co się dzieje?
-Masz romans z Lottie – jęknęła.
-Nie prawda -  powiedziałem.
-Coraz częściej was widuję razem, gdy ostatnio cię podrywała i podeszłam, udawała, że mówi  o jakimś serialu i szybko uciekła. Teraz zaciągnęła cię do łazienki na seks… Czy jestem aż tak potworna? Nie możesz mi tego powiedzieć prosto w twarz? – ukryła twarz w  dłoniach.
-Nigdy nie kochałem nikogo tak bardzo jak ciebie, Lily. Nie mam  z nikim romansu, ani tym bardziej z Lottie…
-To prawda, Ed – potwierdziła Lottie – Przecież cię kocham, wiesz o tym – pogładziła jego twarz.
-Więc co robiliście teraz w łazience i o czym rozmawialiście wtedy..? – zapytał rudowłosy.
-Nie mogę ci tego teraz powiedzieć… - powiedziała Lottie.
-Harry – zwrócił się do mnie – Bądź dobrym przyjacielem…
-Ed, przysięgam, nie wiem… Lottie próbuje mi powiedzieć coś od kilku dni, ale nie mam pojęcia co…
-Chodzi o twoje urodziny… - odezwała się dziewczyna – Ale nic więcej nie powiem. Jak mogłeś myśleć, że mam romans z Harrym?
-O kurde… Przepraszam was – odezwał się Ed – Wyszło niezręcznie… Nie mów nic więcej.
Ed uwielbiał niespodzianki, więc go to przekonało.
-Słyszysz Lily..? Chodzi o Eda – odezwałem się do niej, poklepując go po plecach.
-Więc dlaczego udawaliście, że chodzi o serial? – spoglądnęła na mnie, z rozmazanym makijarzem.
-Pewnie dlatego, że staraliśmy się utrzymać wszystko w tajemnicy – odpowiedziałem.
-Właśnie, Lily… - odezwała się chłodno Lottie.
-Dlaczego od razu wywnioskowałaś, że będę uprawiać seks w łazience? – zapytałem, śmiejąc się.
-Bo będziesz – rzuciła, złapała mnie za kołnierzyk koszulki i zaciągnęła mnie do łazienki, zamykając za nami drzwi – Ściągnij spodnie.
-Lily, mieliśmy… - chwyciła moją dłoń i położyła sobie na pierś.
-Czujesz, jak moje serce bije? – zapytała, kładąc rękę na wybrzuszeniu w moich spodniach – Bo ja, czuję jak twardniejesz…
Rzuciłem jej się do ust i począłem je całować. Seksualne pożądanie zawładnęło całkowicie moim ciałem. Nie liczyło się teraz nic, ile się znamy, co robimy… Liczyło się jej ciało, dotykające mojego nagiego ciała. Jej chłodne ze zdenerwowania palce, chwytające za moją męskość… Pożądanie. W tej chwili, nie liczyło się nic więcej… Lily wyciągnęła i nałożyła na mój sprzęt prezerwatywę, po czym rozebrała się do naga. Jej ciało mną wstrząsnęło. Była istnym dziełem sztuki, każde zaokrąglenie było precyzyjnie wkomponowane, każda krawędź, linia… Każdy pojedynczy włos, kawałek skóry.
-Jak ci się podobam? – zapytała, stając przede mną.
-Jesteś przepiękna – odpowiedziałem, próbując zapamiętać każdy skrawek ciała.
-Możesz mnie dotknąć – powiedziała, kierując moją dłonią po jej piersiach, brzuchu, udach…
Usiadła na szafce, w której były schowane kosmetyki i ręczniki, i rozłożyła przede mną nogi, jakby zapraszając…
-Nie wiem, od czego zacząć – powiedziałem głupio, co wywołało u dziewczyny śmiech.
-Ale chyba wiesz, na czym to polega? – upewniła się, a gdy potwierdziłem, dodała – Pomogę ci…

Zacząłem się z nią kochać, to był mój pierwszy raz. Wiedziałem, że Lily nie jest dziewicą, nie przeszkadzało mi to. Jej piękne ciało, które teraz trzymałem w dłoniach, tak solidnie wykonane, jednakże wydawało się być kruche i łatwe do zniszczenia. Gładząc jej pierś, pieściłem jej szyję, co wydawała się lubić. W pewnym momencie, zaczęła cicho jęczek w moje ucho z rozkoszy. To było tak podniecające, czując jak jej paznokcie wbijają się w moje nagie plecy… Nie wytrzymałem dłużej, poczułem zimny, przyjemny dreszcz ogarniający moje ciało. Ścisnąłem jej pierś, a ona zassała skórę mojej szyi, zostawiając na niej podpis w postaci malinki.
-Jesteś taka podniecająca – szepnąłem w jej ucho.
-Zauważyłam – powiedziała, wstając i zbierając swoje rzeczy z podłogi i telefon z półki pod lustrem.
Odetchnąłem głośno, gdy dziewczyna wychodziła z łazienki i ściągnąłem z siebie kondom. Ubrałem się i wróciłem do pokoju z myślą, że wrócimy z Edem do siebie. Wiedziałem, że to wszystko działo się zbyt szybko. Nie mówię tylko o seksie, który trwał krótko, ale o naszej znajomości, która jest równie krótka. Ed i Lottie siedzieli na jej łóżku i rozmawiali po cichu o ich wzajemnej miłości, zbliżałem się do okna, gdy Lily się odezwała.
-Chodź do łóżka – powiedziała, odkrywając drugą jego część.
Czułem wstyd i zażenowanie, jednak dziewczyna wydawała się nie być zmieszana i gdy do niej dołączyłem, przytuliła mnie.

----------------------------
ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA
O co chodzi Lottie..?
Następna część za tydzień o tej samej porze.
Pozdrawiam/Bart

piątek, 27 maja 2016

"Grade 8" Cz. 13



"Córeczka dyrektora"

Louis został przeniesiony z pokoju Zayna i Liama, by ich nie drażnić. Z otwartymi ramionami, przywitaliśmy go w naszym pokoju. Pomogliśmy mu przenieść łóżko i położyliśmy się do łóżek, to był bardzo długi dzień, dla każdego z nas. Siniaki zaczęły mnie bardziej boleć, gdy próbowałem usnąć.  Spojrzałem w stronę Eda i zobaczyłem, że on również nie śpi. Zauważył moje spojrzenie.
-Co jest? – zapytał szeptem.
-Nic – odpowiedziałem – Nie mogę spać…
-Ja też…
-Chcesz pogadać? – zapytałem.
-Dobra – wyszliśmy z łóżek i wyszliśmy na korytarz, by nie obudzić Nialla i Louisa.
Usiedliśmy przy stoliku w jadalni, która była piętro niżej.
-Co jest, Harry? – patrzyłem się w przestrzeń.
-Nic – odpowiedziałem, przenosząc na niego wzrok.
-Miałeś rację… - powiedział po chwili ciszy.
-W związku, z czym?
-Wiesz… Chodzi o Louisa – mruknął, samemu pewnie nie wierząc, że to mówi.
-Nie chciałeś mi wierzyć…
-Miałem powody… - podrapał się nerwowo po karku – Właściwie, czemu nagle się tak zmienił?
-Nie zmienił się, zawsze był taki – powiedziałem – Po prostu… - urwałem.
-Po prostu, co?
-Chyba lepiej będzie, jak sam ci o tym powie – opuściłem wzrok – Jeśli będzie chciał.
Jeszcze chwilę porozmawialiśmy o tym, co się dzisiaj działo i wróciliśmy do pokoju, gdy poczuliśmy, że jesteśmy gotowi spać. Położyliśmy się na łóżkach i usnęliśmy.
W środku nocy, około godziny trzeciej, obudził mnie zduszony krzyk Louisa.
-Paul… Przepraszam – powtarzał przez sen – Wybacz mi Paul, proszę…
Wstałem z łóżka i podszedłem do Louisa.
-Louis – złapałem go za ramiona i potrząsnąłem lekko – Louis, obudź się.
-Paul… Paul… Paul…
-Kurwa, Louis – uderzyłem go w twarz, a ten syknął i zaklął.
-Co jest? – zapytał zdziwiony.
-O to samo chciałem zapytać – powiedziałem, zgarniając włosy z twarzy – Miałeś koszmar?
-A co? Gadałem przez sen?
-Tak, dość głośno…
-Przepraszam, Harry… Pierwszy raz od kilku lat położyłem się spać trzeźwy… W dodatku, to…
-Wiem – przerwałem mu i usiałem obok niego na łóżku – Wiem…
-Dzisiejszy dzień, był najcięższym w moim życiu… Drugim najcięższym… - stwierdził ocierając pot z czoła.
-Nie dziwię ci się…
Rano, znów obudził nas głos pani Minority. Jak co dzień, wstaliśmy, oporządziliśmy się i wyszliśmy na zajęcia. Payne i Malik byli zwolnieni z nich, z powodu obrażeń, po wczorajszej bójce.
-Czemu my nie mamy wolnego? – zapytał Ed – Też ostro oberwaliśmy.
-Ale nie mamy złamanych nosów, czy wybitych zębów - odpowiedziałem mu.
-Ale ty masz obity brzuch, a ja twarz jak zawodowy bokser.
-Nie moja wina, że przyjąłeś wszystko na twarz – zaśmiałem się.
Dzisiejsze zajęcia zaczynaliśmy od plastyki – mieliśmy namalować, jak wyobrażaliśmy sobie Szkocję, zanim ją zobaczyliśmy. Postanowiłem namalować Eda w tradycyjnym, Szkockim kilcie w kratę.
-Ej, ja nie jestem Szkotem, tylko Londyńczykiem – udał oburzenie.
-Ale jesteś rudowłosy, a Szkoci są raczej rudzi – odparłem.
-Zależy, o której części Szkocji mówmy, z resztą, Irlandczycy też bywają rudzi – dodał Niall, jak zwykle musiał wiedzieć najlepiej.
Ed w trakcie jednej z przerw w zajęciach poszedł do sklepu, kupić jakieś przekąski i napoje do pokoju. Po wszystkich zaplanowanych na dzisiejszy dzień zajęciach, które skończyły się dość wcześnie, bo o szesnastej, mieliśmy czas wolny.
-Harry – podeszła do mnie Lottie, gdy wychodziliśmy z sali – możemy porozmawiać?
-Jasne, co jest?
-Próbowałam ci to powiedzieć już od kilku dni, ale nie miałam okazji…
-Mów…
-Musisz wiedzieć, że nie chciałam tego, nie miałam na to wpływu…
-Powiedz w końcu…
-Harry, chodzi o…
-Harry, idziesz? – podeszła do nas Lily.
-Tak, tylko…
-Nie ważne – przerwała mi  Lottie - może kiedy indziej opowiem ci ten odcinek serialu… Cześć! – pożegnała się i pobiegła za Edem.
To było dziwne…
Postanowiliśmy z Lily wybrać się na mały spacer po okolicy.
Dziewczyna ubrała się dość lekko, źle przewidując późniejsze ochłodzenie, lub chcąc pozwolić mi się wykazać, jako gentelman, bym odstąpił jej swój płaszcz. Tak też zrobiłem, co widocznie ją ucieszyło. Spacerując tak, kilkanaście metrów od terenu, na którym było nasze schronisko, rozmawialiśmy o ostatnich wydarzeniach. Weszliśmy do jednego z pobliskich parków i usiedliśmy tam na ławce, by spokojniej móc kontynuować rozmowę.  W pewnym momencie się zamyśliłem, nieświadomie przestając słuchać opowieści Lily, na temat Amy i jej relacji z Niallem.
-Jeśli chcesz, możemy porozmawiać o czymś innym – zaproponowała zmieszana, gdy zauważyła moją mentalną nieobecność.
-Nie, przepraszam – podrapałem się po głowie – Zamyśliłem się.
-O czym myślałeś?
-Właściwie, nie ważne – machnąłem ręką.
-Ważne, jeśli chcemy być parą – miała rację.
Związki powinny opierać się na zaufaniu, szczerości i akceptacji. Jeśli nie będę z nią szczery, nie będę jej ufać i akceptować, jak mogę liczyć na coś takiego z jej strony? A też, jeśli nie będzie tego z żadnej strony, po co być w związku?
-Dobrze – powiedziałem – Zastanawiałem się, czy to nie za szybko…
-Chodzi ci o nas? – zmarszczyła brwi, lecz po chwili zaśmiała się – Masz rację, ale życie jest tak krótkie – złapała mnie miękko za ramie – Chcesz tracić swój cenny czas na grę wstępną?
-Życie wcale nie jest takie krótkie, jest najdłuższym, czego doświadczamy.
-Filozof ci się włączył? – zaśmiała się – Piłeś?
-Nie Lily, nie piłem – mimowolnie sam się zaśmiałem – Za krótko się znamy, może zanim się zwiążemy, trochę się poznajmy? – zaproponowałem.
-Wiesz – głos Lily był spokojny, jednocześnie coś w nim drgało – Zazwyczaj chłopcy próbują tylko wepchnąć mi się do łóżka…
-Jeśli tego oczekujesz, to…
-Nie, nie oczekuję tego – przerwała mi – Szczerze mówiąc, obawiałam się tego. Jesteś takim miłym chłopakiem – objęła mnie.
-Czyli..?
-Tak Harry, możemy trochę zwolnić – zaśmiała się – Najpierw się poznamy.
-Ostrzegam – zacząłem poważnym tonem – Nie zyskuję przy bliższym poznaniu, jest tylko gorzej.
-Przynajmniej jesteś szczery – powiedziała przez śmiech.

Spędziliśmy trochę czasu na tej ławce, rozmawiając o naszych zainteresowaniach, poglądach, opiniach i doświadczeniach. Znaleźliśmy także jedną z pizzerii, z której wzięliśmy ulotkę z numerem telefonu, gdybyśmy chcieli zamówić coś do jedzenia, gdy już wrócimy. Lily powiedziała, że według regulaminu wycieczki, mamy do tego prawo.
-Jak to jest być córką dyrektora? – zadałem jej w końcu nurtujące mnie od pewnego czasu pytanie.
-Dość ciężko – odetchnęła ciężko – Z jednej strony, praktycznie nikt nie może cię ruszyć, z drugiej mało kto cię szanuje. Większość uważa dzieci nauczycieli, jako kujony z posadą pupilka, dlatego zaczęłam się przyjaźnić z Lottie. Ona w pewien sposób pomogła mi zaistnieć jako Lily, a nie jako „córeczka dyrektora”.
-Lottie?
-Tak, miałam jakieś trzynaście lat, dzieciaki naśmiewały się ze mnie, wiesz jak to jest… W sumie, nic groźnego, lecz po dłuższym czasie działało mi to na nerwy. Lottie wtedy zaoferowała mi swoją przyjaźń i obiecała, że przestaną ze mnie żartować. Kilka razy zaprosiła mnie do siebie na noc, przedstawiła mnie Louisowi, który wydawał się być przerażający, lecz po poznaniu go, wiadomym było, że naprawdę ma dobre serce. Był dość dobrze znany wśród naszych rówieśników i wiedzieli oni żeby nie zadzierać ani z nim, ani z Lottie. Od tamtego czasu, nie wolno było też zaczynać ze mną. Tobie też radziłabym uważać, gdybym nie wiedziała, że również jesteś chroniony przez Louisa…
Dotarliśmy do schroniska i na nasze piętro.
-Mam pytanie – zmierzaliśmy w kierunku naszych pokoi – Po naszej dzisiejszej rozmowie, co o mnie myślisz?
-Jesteś niesamowicie miłą dziewczyną – uśmiechnąłem się, martwiąc się jednak, że powiedziałem za mało.
-Jestem miłą dziewczyną, tak? – zatrzymała się.
-Tak..? – również się zatrzymałem, nie do końca wiedząc, co się dzieje.
-A… Co myślisz o wyglądzie? – patrzyła na mnie z flirtem w oczach.
-Wygląd nie jest najważniejszy – odpowiedziałem.
-Czyli uważasz, że jestem brzydka… - odwróciła ostentacyjnie wzrok.
-Nie, nie, nie – zaprzeczyłem – Uważam, że jesteś śliczna…
-Co takiego we mnie ślicznego? – prychnęła.
Sprawdzała moją cierpliwość, czy chciała się tylko dowartościować? – zastanawiałem się.
-Masz piękne oczy – ściszyłem ton głosu i zacząłem się do niej zbliżać – piękne włosy, nos, uszy – przeniosła na mnie wzrok – usta… - zamknąłem oczy i poczułem uderzenie ciepła, wiążące się z chwilą złączenia naszych warg.
Emocje eksplodowały w nas z każdym, najmniejszym ruchem. Dreszcze opanowywały całe ciało, jednocześnie sprawiając, że sztywnieliśmy i nie panowaliśmy nad swoimi ruchami. Krew opływała nasze ciało z trzystuprocentowym przyspieszeniem, przez serce, które zapomniało swój spokojny rytm. Nierówny oddech sprawiał, że czuliśmy się jak w półśnie. Dłonie z policzków dziewczyny, same odnalazły drogę do jej talii i ud, i rytmicznie zaczęły masować jej ciało. Wodzona podnieceniem, przyciągnęła do siebie moje ciało i wygodnie oparła się plecami o ścianę, pozwalając mi zbliżyć się do niej na jeszcze mniejszą odległość – nasze ciała, były niemalże jednością. Gdy zatrzymałem się na dłuższy czas przy jej pasie, ujęła moje dłonie i przeniosła sobie na pośladki, zachęcając mnie do eksplorowania kolejnych skrawków jej ciała. Pamiętając nasze ostatnie zbliżenie, ponownie postanowiłem zaatakować ustami jej szyję. Składałem na niej małe, wilgotne pocałunki, gdy dziewczyna delikatnie masowała palcami skórę mojej głowy. Gdy dotykałem jej nagiej, okraszonej dreszczami skóry językiem, dziewczyna jęknęła z podniecenia. Ręce dziewczyny kierowały mnie w dół, ku jej drobnym piersiom.
Nasze pieszczoty, zostały jednak ponownie przerwane – tym razem jednak, nie przez byle kogo…
-Lily?! – był to dyrektor Gore – Ty mały gnojku – chwycił mnie za ubranie.
-Ja przepraszam, nie chciałem – zacząłem się tłumaczyć – To nie tak, jak się wydaje!
-A jak, do kurwy nędzy?! Co ty robisz mojej córce?!
Szczerze – bałem się, że sam dyrektor wyśle mnie na noszach do szpitala. Jego nadchodzący cios, przerwała pani Minority, która zjawiła się w porę.
-Chuck, jesteś dyrektorem i masz dawać przykład! – krzyknęła.
-Teraz nie jestem dyrektorem, tylko ojcem!
-To zachowuj się jak ojciec!
Gore ochłonął i spojrzał chłodno w naszą stronę.
-Ty – wskazał na mnie – Nie zbliżysz się do mojej córki, a ty – wskazał na Lily – Masz kolejny szlaban, do odwołania. A teraz, do pokoi, do jasnej cholery!

-----------------------------------
ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA!

Gore jest dziki, Gore jest zły, Gore ma bardzo ostre kły...
Następna część za tydzień o tej samej porze.
Pozdrawiam/Bart