DOWOLNY TEKST DOWOLNY TEKST DOWOLNY TEKST DOWOLNY TEKST

Muzyka

niedziela, 31 stycznia 2016

Best Friend Ever... - Prolog


Jedno słowo, które zmienia w życiu człowieka tak wiele. Nagle, wychodzi zupełnie niespodziewanie z ust niby najbliższej osoby i uderza z wielką siłą, czyniąc ogromne spustoszenie. W co? U niektórych byłby to mur, ale u tego chłopca uderzyło to w najczulsze miejsce, jakie posiadał. Tam, gdzie nie miał już żadnej, nawet najmniejszej ochrony przed złem świata. W sercu, bo to tam trafiło słowo, zwane nicością, wypowiedziane przez jego ojca, zaczęła się przemiana. Rozpoczęło destrukcyjny etap swojej egzystencji, który wyniszczał powoli chłopca, kawałek po kawałku. Najpierw zabierało to, co niezauważalne, by później odebrać szczęście, resztki godności, śmiałości i odwagi. Sprawiło, że z radosnego, małego dziecka, stawał się coraz bardziej zamkniętym w sobie wrakiem człowieka. Z brązowych oczu, jeszcze niedawno śmiejących się do każdej istoty, dziś uleciało życie. Patrząc w nie, dostrzegłbyś tylko i wyłącznie majaczący się ból i być może ostatni płomyk nadziei na lepsze jutro. Jednak wiara chłopca w to, powoli przestawała istnieć. Nicość przejęła jego ciało i już prawie w całości, dzielnie walczącą o przetrwanie, duszę. Ciało tego dziecka czuło się młode, lecz umysł bardzo stary. Być może dzięki temu osiągnięciu, chłopiec wiedział, co powinien zrobić. Mimo strachu i obaw przed światem, każda jego cząstka pragnęła wolności, zakończenia horroru, który przeżywał na co dzień…


                                                       
Witajcie z powrotem! Wracam tutaj ze starym, ale odświeżonym opowiadaniem,
 którego części będą się pojawiać nieregularnie, 
tak więc zachęcam Was do częstego zaglądania na bloga. :)

Uwaga! 
Stworzyłem hashtag na tt dla tego opowiadania → #BestFriendEverFf
Zapraszam do tweetowania!

Poniżej znajdziesz części opowiadania, w jednym miejscu, bez szukania w archiwum!

Spis treści:
Prolog
Część 1
Część 2
Część 3
Część 4
Część 5
Część 6
Część 7
Część 8
Część 9
Część 10

poniedziałek, 25 stycznia 2016

"Raz W Życiu..." Cz.15 - Zakończenie


*5 miesięcy później*

Nie załamałam się. Wiedziałam, że Bart dobrze zrobił, sama na jego miejscu bym go po prostu zostawiła po wielkiej awanturze. Nie widziałam go, od kiedy wyszedł, nie odbiera ode mnie telefonu. Chłopaki wyjechali kilka dni po odejściu Barta. Wszyscy poza Harrym, (z którym i tak nie chciałam rozmawiać, jedynie poprosiłam go o zostawienie mi kilka swoich włosów do badania) pocieszali mnie i obiecali swoją pomoc, gdybym tylko ich potrzebowała. Dziewczynkę, Grace, urodziłam z mamą u boku, nie powiadomiłam o porodzie nikogo poza nią. Kilka tygodni później dostarczyłam do laboratorium próbkę Harry’ego i Grace, by sprawdzili, czy to on jest ojcem.

Po kolejnych kilku tygodniach przyszedł list z wynikiem… Do tej pory byłam niemalże pewna, że dziecko było Barta. Jednak, gdy zobaczyłam potwierdzenie ojcostwa Harry’ego… Część mnie straciła nadzieję na powrót mojego ukochanego. Wciąż nie ściągnęłam pierścionka zaręczynowego. Postanowiłam nie próbować się znowu dodzwonić do Barta, tylko złożyć wizytę w sklepie z płytami, który wykupił Niall. Tak jak podejrzewałam, za kasą stał Bart i sprzedawał właśnie kolejną kopię nowej płyty One Direction.
-Hej – podeszłam do niego z wózkiem
-Hej – spojrzał na mnie, później na dziecko – Cześć – uśmiechnął się do Grace i pogłaskał ją po główce, co sprawiło, że zaśmiała się radośnie
-Przyszłam żeby dać Ci to – wręczyłam mu kopertę z wynikami testu na ojcostwo
-Co to? – zapytał, jakby nie wiedział
-To wyniki testu… Będziemy już szły – odwróciłam się w stronę drzwi
-Może zostaniecie na chwilę? – zaproponował – Mam akurat przerwę
-Skoro chcesz…
-Jasne – powiedział i gestem zaprosił mnie na zaplecze, do jadalni
Usiedliśmy naprzeciwko siebie, Bart wciąż uśmiechał się do Grace i bawił się z nią.
-Chcesz porozmawiać?  - zapytał
-O czym?
-Kiedy się urodziła? – zapytał po chwili zamyślenia
-Niecały miesiąc temu, dwudziestego ósmego… Nie zapytasz, jak ma na imię? – zastanawiałam się
-Po co miałbym pytać? Wiem jak ma na imię… Grace
-S-skąd wiesz? – zdziwiłam się
-Razem wybraliśmy to imię… - byłam w szoku, że pamiętał… po tym, co się wydarzyło.
Po kilkunastu minutach ciszy, podczas której uśmiechnięty Bart bawił się z Grace, oznajmiłam, że już pójdziemy.
-Dobrze, to… Do zobaczenia – powiedział uśmiechnięty
-Nie proponuj ponownego spotkania, dopóki nie otworzysz koperty… - powiedziałam, pewna, że nie będzie chciał nas już więcej widzieć na oczy – Żegnaj – dodałam po chwili
-Dlaczego?
-Dlaczego, co?
-Dlaczego się ze mną żegnasz? – oczy napełniły mi się łzami…
Próbowałam być twarda, ale nie mogłam. Wciąż kochałam Barta całym sercem…
-B-bo… Widzimy się ostatni raz…
-Co? Dlaczego?
-Dlaczego, dlaczego, dlaczego… Za dużo tych pytań… Odpowiedzi szukaj w kopercie…
-Co, ta koperta może mi powiedzieć, czego już nie wiem?!
-Kto jest ojcem Grace… - coraz więcej łez płynęło z moich oczu…
-Przecież to wiem! – niemalże krzyknął
Zapadła głucha cisza, głowa pulsowała mi z nerwów a oczy piekły. Miałam ściśnięte gardło i ledwo brałam oddech.
-Bart, ojcem jest…
-Ja jestem – przerwał mi
-Co?
-Ja, jestem ojcem Grace… - podszedł do wózka i ponownie pogłaskał ją po głowie
-Bart, to…
-Ja, jestem ojcem Grace… - powtórzył się i podarł kopertę na osiem części, po czym wrzucił strzępki do kosza – Ja jestem jej ojcem
-Bart…
-Jestem jej ojcem i twoim mężem… - podszedł do mnie i przytulił mnie mocno
Wtuliłam się w jego tors i zostawiłam na jego koszuli kilka mokrych od łez śladów.
-Wrócisz do domu? – zapytałam
-Tak, kochanie…
-Tak bardzo za tobą tęskniłam – zaciągnęłam się zapachem jego perfum
-Ja za tobą też… Kocham cię Matyldo, kocham cię Grace – zwrócił się do córki… - Nareszcie czuję się kompletny…

KONIEC



--------------------------------------------------------
To już koniec historii Barta i Matyldy, nic więcej o nich nie napiszę. Jeśli chcecie o coś zapytać, czy macie mi coś do powiedzenia, zapraszam do sekcji komentarzy (nie trzeba być do tego zalogowanym). Do zobaczenia w przyszłości, mam dla was w zanadrzu jeszcze nie jedną historię. Dziękuję, że mnie czytacie. Dziękuję również administratorowi i mojemu przyjacielowi LiamPayne93, za wspieranie mnie, motywowanie i za możliwość publikowania. Pozdrawiam/Bart.

poniedziałek, 18 stycznia 2016

"Raz W Życiu..." Cz. 14




-…Zaszłaś w ciążę! Mówiłaś, że mnie kochasz!
-Byłam pijana! – krzyknęłam i dopiero wtedy zauważyłam, że w drzwiach stoi…

-Niall – Harry wstał z miejsca – To nie tak, jak myślisz
-Więc jak? – Irlandczyka zamurowało
Spojrzeliśmy na siebie z Harrym, próbując coś wymyślić, z marnym skutkiem… Blondyn patrzył na nas z mieszanką wściekłości, smutku i niepewności w oczach.
-Macie romans? – zapytał w końcu
-Gdzie jest Bart? – zapytałam
-W taksówce, przyszedłem tylko po dokumenty, których zapomniałem… Co tu się do cholery dzieje?
-Niall proszę Cię – złożyłam błagalnie dłonie – Nie mów o tym Bartowi
-O czym mam nie mówić?
-O tym, co usłyszałeś – odpowiedział Harry
-Czy wy macie romans? – powtórzył się
-Niall, to był tylko raz… - oczy piekły mnie, przez wylanie litrów łez – Byliśmy pijani…
-Czy to dziecko Harry’ego? – chłopak zdawał się być spokojny, co kompletnie mnie dekoncentrowało
-Tak – odpowiedział Harry
-Nie! – powiedziałam – To dziecko Barta, czuję to…
-Ale pewna nie jesteś?
-No… Nie, ale mam nadzieję – powiedziałam – Ja go kocham
-Skoro go kochasz, to jesteś w stosunku do niego nie fair…
Pod ciężarem poczucia winy, smutku i nie mocy, ponownie usiadłam zakrywając wilgotną od łez twarz.
-Nic mu nie powiem – powiedział po chwili, sięgając do swojej torby, którą miał przy łóżku – To nie ode mnie powinien to usłyszeć, tylko od was
-Dziękuję – powiedziałam
-Nie masz, za co – powiedział, wychodząc z dokumentami – A co do ciebie Harry, zawiodłem się
Zostawił nas samych w pokoju…

*Z perspektywy Nialla*

Nie mogę uwierzyć w to, co właśnie usłyszałem. Matylda wydawała się być taką ułożoną dziewczyną, a okazuje się, że miała romans… I to nie z byle kim, tylko Harrym… Kumplem swojego chłopaka. To był cios poniżej pasa, nawet, jeśli była wtedy pijana.
Wsiadłem do taksówki, odpowiadając skinieniem głowy na pytanie Barta, czy wziąłem dokumenty. W drodze, Bart kontynuował opowiadanie o swoich planach, co do wesela. Zrobiło mi się jeszcze bardziej przykro, gdy zapytał mnie o propozycje imienia dla dziecka…
-Każdego o to pytam – powiedział – Mamy już wybrane imiona, ale wiesz... Jest wiele pięknych imion, a dobrze czasem posłuchać propozycji i wziąć je po uwagę – uśmiechnął się do mnie
-Jasne – odpowiedziałem mu – Ale na razie, nie mam żadnej propozycji

*Z perspektywy Matyldy*

Wiedziałam, że spieprzyłam, kompletnie się wtedy nie kontrolowałam… Harry jest moim dobrym kolegą, mogę nazwać go przyjacielem… Wydawało mi się, że wszystko było już dobrze… Wszystko było za nami, Harry wydawał się zapomnieć o tym wszystkim i nawet się do mnie nie przystawiał… Po wypadku, gdy uszkodzona została jego głowa, okazało się, że tak naprawdę po prostu dobrze udawał… W głowie miałam gonitwę myśli, której nie kontrolowałam. Żadne zdanie, które układałam w głowie nie miało sensu… To dziecko Harry’ego czy Barta? Czy gdy byłam z Harrym, zabezpieczaliśmy się? Te pytania nie dawały mi spokoju. Bawiłam się pierścionkiem zaręczynowym, który dostałam od Barta… Harry pomógł mu wybierać, gratulował nam, cieszył się. To on przygotował mnie na powiedzenie Bartowi o ciąży, na bycie matką. To Harry pomógł mi zrozumieć kilka ważnych kwestii… Ten sam Harry, robił to, bo mnie kochał… Kochał mnie tak bardzo, że chciał tylko i wyłącznie mojego szczęścia, nawet, jeśli oznaczałoby to poświęcenie jego miłości… I próbował zapomnieć. Próbował przestać mnie kochać, postanowił złamać swoje serce dla mnie…
-Bart, kochanie – zadzwoniłam do niego – Możesz przyjechać do domu?
-Jasne, coś się stało? – zapytał – Jesteś smutna…
-Nie… Tak… Muszę z tobą porozmawiać…
-Dobrze – powiedział – Będziemy w ciągu piętnastu minut
-Chciałam z tobą porozmawiać na osobności
-Więc przyjadę sam – rozłączyłam się
Jak ja mu to powiem..?

Bart przyjechał niedługo po naszej rozmowie. Wszedł do salonu, w którym siedziałam zapłakana na kanapie. Podbiegł do mnie i nachylił się
-Jezu, kochanie… Co się stało? – otarł moje policzki dłońmi
-Przepraszam – jęknęłam a z moich oczu polały się kolejne łzy
-Za co?
Chwyciłam go i przytuliłam, przekonana, że robię to ostatni raz…
-Kilka miesięcy temu – zaczęłam mu opowiadać – Gdy po koncercie się upiliśmy, poszłam z Harrym do busa…
-Pamiętam, bolał cię brzuch… - przerwał mi
-Gdy zostaliśmy w nim sami… - nie mogłam złapać oddechu, słowa nie chciały mi przejść przez gardło
-Czy Harry Ci coś zrobił? – zapytał z poważną, zdenerwowaną miną
-Nie! – niemalże krzyknęłam, nie chcąc by obwiniał o tą sytuację tylko niego, bo to głównie ja byłam winna
-Więc co się wtedy stało?
-My wtedy… - ponownie nie byłam w stanie nic powiedzieć
Bart, w szoku usiadł na podłodze. Zbladł, jego oczy nie miały wyrazu a brwi nie były zmarszczone
-Dlaczego mi to mówisz? – zapytał po chwili, bez emocji
Powiedziałam, bo chciałam być z nim szczera, lecz słowa, które próbowałam wykrzyczeć nie wydostawały się z moich ust…
-To jego dziecko – powiedział, to nie było pytanie, on to po prostu stwierdził
-Nie – powiedziałam – Jest moje i twoje – położyłam dłoń na jego, lecz odsunął się ode mnie
Siedział w ciszy, wpatrując się w ścianę.
-Zrobisz test na ojcostwo – przerwał ciszę po dłuższej chwili
-Dobrze – odpowiedziałam
-Do tego czasu, wyprowadzam się – powiedział
-Bart…
-Nie – przerwał mi – Muszę zostać sam… Ty i… On, możecie zostać tutaj. I tak to mieszkanie opłacił twój ojciec.
Wstał, ruszył do pokoju i zaczął się pakować. Próbowałam go powstrzymać, powtarzałam, że go kocham a ta jedna noc nic dla mnie nie znaczyła, lecz nie słuchał mnie. Ignorował mnie, jakby nie słyszał moich słów, jakby nie czuł mojej obecności, jego wzrok omijał mnie, jakby mnie nie widział.
-Pierścionek możesz wyrzucić – powiedział stając przed drzwiami wyjściowymi, nie patrząc w moją stronę
Wziął walizkę i wyszedł… 


----------------------------------------------------------
Co ze związkiem Barta i Matyldy? Co z Harrym? Kto jest ojcem dziecka? Zakończenie już w poniedziałek, 25 stycznia o 19:00. Zostawcie proszę jakiś komentarz, dziękuję i pozdrawiam./Bart

poniedziałek, 4 stycznia 2016

"Raz W Życiu..." Cz.13



*Cztery miesiące temu*
*Po koncercie One Direction*
*Z perspektywy Harry’ego*

-Świetne show, panowie! – krzyknąłem do chłopaków, gdy wracaliśmy do garderoby
-Uwielbiam grać w UK – powiedział Zayn – Zawsze czuję się jak w domu
-Bo jesteś w domu! – krzyknął Bart, wchodząc z Matyldą do pokoju
-Bart, Matylda! – przywitaliśmy ich – Miło was widzieć!
-Was też, dobry koncert – powiedział – Podobają mi się wasze nowe piosenki
-Macie płytę? – zapytał Niall, żartobliwym tonem
-Pewnie, że mamy – odpowiedziała mu Matylda – Zawsze kupujemy w dniu premiery
Rozmowa się kleiła, nie widzieliśmy się od dłuższego czasu, głównie smsowaliśmy i pisaliśmy listy. Zawsze, gdy graliśmy koncert w Wielkiej Brytanii spotykaliśmy się z nimi za kulisami.
-Idziecie na after party? – zapytał Louis
-Gdzie będzie?
-W HiFi Club
-Jasne, w sumie i tak nie mieliśmy planów, prawda kochanie? – zapytał Bart Matyldę
-Pewnie
-To chodźmy! – krzyknąłem, łapiąc Matyldę i Barta za ramiona
Dotykając ramienia Matyldy, poczułem z nią niesamowitą bliskość… Spojrzała na mnie swoimi wielkimi, pięknymi oczami i uśmiechnęła się. Nie mogłem nie odwzajemnić uśmiechu. Od pewnego czasu czułem do niej coś więcej. Na początku wydawało mi się, że kocham ją jak siostrę, lecz pewnej nocy uświadomiłem sobie, jaka jest piękna…
-Stawiam kolejkę! – zaproponował Bart – Mamy wam coś ważnego do ogłoszenia
Usiedliśmy przy stoliku i czekaliśmy aż nasz przyjaciel przyniesie drinki. Michael Clifford z Ashtonem Irwinem, którzy grają z zespołem, jako nasz suport, przyszli do nas pogratulować koncertu i napić się z nami.
-To są Bart i Matylda – przedstawił ich Liam – A to są…
-Mike i Ash – powiedział Bart, co mnie zdziwiło
-Znasz ich? – zapytał Liam
-Tak, Bart jest ich fanem – powiedziała Matylda
-Niech zgadnę, nie przepadasz za nami? – zapytał ją Michael
-Jesteście ok. – powiedziała obojętnie, sięgając po drinka
-Chcieliśmy Wam coś ogłosić – powiedział Bart – Postanowiliśmy niedługo zamieszkać razem! Musimy tylko dogadać wszystko z rodzicami Matyldy, bo to, że jest pełnoletnia jeszcze nic nie znaczy… Wiecie, jak to rodzice.
-Zatem, zdrowie Barta i Matyldy, niedługo, współlokatorów! – wzniósł toast Niall

Po kilku drinkach zaczęło nam się kręcić w głowach. Nie byłem nigdy amatorem alkoholu, ale gdy już piłem, to dużo. Bart i Mike z 5 Seconds of Summer rozmawiali i grali na gitarach w kącie klubu, Liam i Zayn palili papierosy w strefie dla palaczy a Niall popijając piwo, uczył Ashtona irlandzkich piosenek.  Matylda, wyraźnie pijana opowiadała mi o tym, jak pierwszy raz usłyszała piosenkę naszego zespołu. Słyszałem tą historię tysiące razy, zawsze ją opowiada, gdy jest pijana. Jej wilgotne oczy świeciły się jak gwiazdy, uśmiech był niesamowicie ciepły a czerwone policzki dodawały jej uroku. Przerywając opowiadanie, oblizała swoje soczyste usta.
-Jesteś piękna – wyrwało mi się
-Ty też – odpowiedziała – Zawsze mi się podobałeś
-Zawsze? – zapytałem chcąc by powiedziała więcej
To nie tak, że chciałem słyszeć komplementy, czy coś takiego… Ja po prostu chciałem usłyszeć to z jej ust…
-Gdy jeszcze je miałeś, podobały mi się twoje loczki…  - zaśmiała się – Podobają mi się twój uśmiech, dołeczki – uśmiech powoli znikał z jej twarzy – Zielone oczy – była wyraźnie skupiona na moich oczach, przeniosła wzrok na usta – Twoje usta – zamknęła oczy i zaczęła przysuwać swoją twarz do mojej
Jej słodkie usta dotknęły moich, poruszała nimi powoli lecz pewnie. Musnęła językiem, mój język i odsunęła się otwierając oczy, rozejrzała się.
-Chodźmy stąd – powiedziała przygryzając dolną wargę
-Po co? – zapytałem lekko oszołomiony tym, co się przed chwilą stało
-W jakieś ustronne miejsce… Może do waszego busa?
-Dobra – powiedziałem po chwili, próbując zrozumieć, co Matylda do mnie mówi
Byłem bardziej niż wstawiony. Bardzo kręciło mi się w głowie, robiłem niepewne kroki, czułem się jakbym lewitował nad ziemią. Dziewczyna podeszła do Barta i tłumaczyła mu coś, trzymając się za brzuch. Chłopak pokiwał głową i potarł jej ramię.
-Chodźmy – trzymając butelkę Tequili, złapała mnie za dłoń i pociągnęła w stronę wyjścia
Poprosiłem ochroniarza, który pilnował busa żeby poszedł na imprezę a my się położymy już spać. Zrobił to a w chwili, gdy drzwi się za nim zamknęły, Matylda złapała mnie za koszulę, przyciągnęła do siebie i namiętnie zaczęła mnie całować. Jej język masował mój, dłonie rozpinały guziki mojej koszuli. Przenieśliśmy się na kanapę, na której niemalże codziennie podczas jazdy, siedzieliśmy oglądając telewizję. Siedziała na mnie ściągając ubranie, później bieliznę. Jej ciało było idealne, lecz wydawało się bardzo kruche. Trzymałem ją lekko obiema dłońmi za biodra, bojąc się, że za chwilę się rozpadnie. Miała gorącą skórę, czułem ciepło, jakie od niej emitowało. Przejeżdżała dłońmi po moim ciele, wywołując na nim gęsią skórkę. 
-No dalej Harry – szepnęła do mojego ucha, przenosząc dłoń na wypukłość w moich bokserkach – Wypuśćmy go…
Moje serce zaczęło bić intensywniej, krew płynęła szybciej i organizm nie nadążał w produkowaniu krwi. Zaschło mi w ustach, płucom zaczęło brakować mi tlenu a czas stał w miejscu. Nie myślałem trzeźwo, gdy zacząłem całować jej nagie ciało. Mokre ślady po języku, jakie zostawiałem na jej skórze, odbijały słabe, ciepłe światło lampki nocnej. Oddychała coraz ciężej, będąc wyraźnie podnieconą, oblizywała spuchnięte, czerwone usta.
-Zrób to Harry – powiedziała, szarpiąc mnie za włosy – Zrób to w końcu
Ułożyliśmy się wygodniej, byliśmy mokrzy i nie do końca świadomi, co robimy. Po kilkunastu minutach, podczas wykonywania ruchów frykcyjnych, pocąc się nad nagim ciałem Matyldy, zacząłem trzeźwieć. Uprawiać miłość z tak piękną kobietą jest marzeniem nie jednego, lecz nie jest ona moją kobietą. Jest ukochaną mojego przyjaciela… Właśnie zdradzała mojego przyjaciela ze mną… To tak, jakbym ja go zdradzał…
-Harry – powiedziała zmęczonym głosem – Kocham Cię… - wbiła paznokcie w moje ramiona
-Ja też Cię kocham Matyldo – poczułem jak przyjemny dreszcz opanowuje moje ciało, wszystkie mięśnie napięły się a z ust wyrwał mi się cichy jęk

Przespaliśmy półtorej godziny… Wstałem z kanapy i sięgnąłem po butelkę wody, gdy poczułem rękę na moim ramieniu.
-Harry – odwróciłem głowę w stronę dziewczyny – Zapomnijmy o tym, to był błąd
-Powiedziałaś, że mnie kochasz – zmarszczyłem brwi – Myślałem, że…
-Myślałeś, że zostawię dla ciebie Barta? – przerwała mi
Przed odpowiedzią zastanawiałem się chwilę, bo ból głowy sprawiał, że nie mogłem się skupić.
-T-tak – mruknąłem pod nosem, wiedząc, do czego to zmierza
-Ja kocham jego, nie ciebie – dodała
-Czyli kłamałaś…
-Nie wiedziałam, co mówię
-Ja wiedziałem, co mówię – powiedziałem
-Harry…
-Nie kłamałem – przerwałem jej
-Musisz zrozumieć…
-Rozumiem – zmarszczyłem brwi, odwróciłem od niej wzrok i próbowałem powstrzymać łzy – Rozumiem więcej niż ci się wydaje
-Zapomnijmy o tym, to się nigdy nie powtórzy…
-A co będzie między nami? – zapytałem biorąc łyk upragnionej wody
-To, co wcześniej… Nic się nie wydarzyło… Nic innego między nami nie będzie – powiedziała, ubierając się – Nie kochasz mnie, zapomnij o miłości do mnie…


Więc zapomniałem…



-------------------------------------------------------------
Oto, takie małe wyjaśnienie do poprzedniej części... A teraz, takie małe ogłoszenie: Nie podoba mi się to, że ostatnie części w ogóle nie mają komentarzy, więc powtórzę się wielkimi literami PROSZĘ, ZOSTAWIAJCIE KOMENTARZE. JAKIEKOLWIEK. Być może, za tydzień wstawię następną część, zobaczymy, czy pod tą będą jakieś komentarze. Jeśli ich nie będzie, nie będzie części. PS: Szczęśliwego nowego roku. Pozdrawiam/Bart