DOWOLNY TEKST DOWOLNY TEKST DOWOLNY TEKST DOWOLNY TEKST

Muzyka

piątek, 25 marca 2016

"Grade 8" Cz. 4


"Lottie..."

Niall i Ed, odwieźli mnie, tak jak obiecałem mamie – przed dwunastą. Wciąż byłem lekko wstawiony, ale chodziłem pewnie i nie chwiałem się, więc było dobrze. Żułem właśnie miętową gumę, którą dostałem od Eda, gdy nastała chwila pożegnania.
-Dzięki, za wszystko – powiedziałem.
-Nie ma sprawy Harry, my też dziękujemy, że nam zaufałeś – uścisnął mi rękę Niall.
-Do zobaczenia jutro w szkole – uścisnąłem dłoń Eda.
-Mam nadzieję, że nie będę żałował znajomości z wami – zaśmiałem się - Do zobaczenia jutro.
Pierwszy raz od długiego czasu, naprawdę się śmiałem. Nie byłem pewien, czy było to spowodowane piwem, czy naprawdę cieszyła mnie znajomość z tymi dwoma pokręconymi chłopakami. Była dokładnie dwudziesta trzecia trzydzieści, gdy otworzyłem drzwi i wszedłem do domu. Zanim ruszyłem na górę, do mojego pokoju, mama stanęła mi na drodze. Wyglądała na wkurzoną, lecz po chwili w ciszy i bezruchu, podeszła do mnie i przytuliła mnie mocno.
-Nie rób mi tak więcej, synku – powiedziała, wyraźnie powstrzymując cisnące jej się do oczu łzy.
-Przecież mówiłem ci mamo, że idę do kolegi – trzymała mnie za ramiona.
-Tak, ale… - urwała.
-„Ale ty nie masz kolegów”? – dokończyłem za nią pytająco.
-Nie to chciałam powiedzieć Harry…
-Chciałaś to powiedzieć, nie winię cię – powiedziałem i uśmiechnąłem się – Do dziś, naprawdę ich nie miałem…
-Do dziś? – zdziwiła się.
-Tak… Do dziś…

Przygotowywałem się do snu. Byłem już spakowany na jutrzejsze zajęcia, umyty i ubrany w pidżamę. Leżałem na łóżku i słuchałem na słuchawkach winyla „Aladdin sane”, który ostatnio był moją ulubioną płytą, ponownie naszły mnie czarne myśli. A jeśli zwariowałem i ani Niall, ani Ed nie istnieją? Może mam schizofrenię? A może, robią sobie ze mnie jaja? Kto w końcu chciałby się ze mną zadawać? – zastanawiałem się. To nie możliwe, byli przecież tacy mili – przekonywałem się. Więc, może jednak nie są prawdziwi? Ale Zayn zwracał się do nas w liczbie mnogiej, więc… To głupie. Odurzenie alkoholowe zaczęło ze mnie uchodzić, gdy słuchałem ostatniej piosenki… „Lady Grinning Soul” – piękna piosenka, idealna na koniec tak ekscytującego dnia. Odłożyłem słuchawki, wyłączyłem gramofon i przyłożyłem twarz do zimnej, miękkiej poduszki. Trochę bałem się zasnąć, bojąc się, że cały ten dzień, to jeden, długi, piękny sen.

Ponownie obudził mnie dźwięk budzika. Nienawidziłem uczucia, gdy muszę rano wstać. Opanowywał mnie zawsze zimny dreszcz, głowa i mięśnie zaczynały nagle boleć, a ciało wydawało się ciężkie i bezsilne. Powtórzyłem swoją poranną rutynę i czekałem, aż Gemma skończy jeść śniadanie i zawiezie mnie do szkoły. Kilkanaście minut później byliśmy już pod budynkiem. Przez całą drogę opowiadałem siostrze wczorajszy dzień, pomijając jednak te kilka butelek piwa, które opróżniliśmy.
-Wydają się w porządku – powiedziała – Cieszę się, że w końcu otworzyłeś się do ludzi.
-Wiem, ja też się cieszę – powiedziałem, lecz gdy już miałem wychodzić, zatrzymałem się – Gemm..?
-Co jest, Harry?
-Myślę, że od teraz, będzie tylko lepiej, ale… Nie chcę się otwierać na wszystkich… Tych dwoje mi wystarczy.
-Harry…  Jeśli się uda, to mogą ci wystarczyć nawet do końca życia. Nie liczy się ilość przyjaciół, ale ich przyjaźń. Jeśli jest prawdziwa, to wystarczyłby ci jeden, a skoro masz ich dwoje, to jeszcze lepiej – poklepała mnie po ramieniu, zawsze wiedziała, co powiedzieć.

Wszedłem do szkoły, jak zwykle niezauważony. Usiałem pod salą, w której miałem mieć pierwszą lekcję, język francuski. Lekcja miała zacząć się za dwadzieścia minut, więc otworzyłem książkę Oscara Wildea i zacząłem czytać pierwszy rozdział. Po krótkiej chwili, w czytaniu przeszkodził mi Niall.
-Cześć Harry – przywitał się ze mną – Co czytasz?
-Hej Niall, „Teleny” Oscara Wildea…
-Lektura? – przestraszył się.
-Nie, czytam dla przyjemności – odpowiedziałem szybko i zaśmiałem się.
-I jak? Dobra książka? – zapytał, najprawdopodobniej próbując podtrzymać konwersację.
-Jak na razie tak, ale dopiero zacząłem ją czytać…
-Czytaj spokojnie, nie będę ci przeszkadzał – odwrócił się, ruszając wzdłuż korytarza.
-Nie przeszkadzasz mi – powiedziałem – W ogóle, gdzie jest Ed? Nie często widuję was osobno.
-Ed jest na dole, podrywa dziewczyny – zaśmiał się.
-I jak mu idzie?
-Uparł się, że zaprosi do kina Lottie Tomlinson, ale jestem pewien, że mu się nie uda.
-Dlaczego? Nie wierzysz w niego?
-Wierzę, ale to siostra Louisa Tomlinsona. Nawet, jeśli uda mu się zaciągnąć ją na randkę, Louis połamie mu kark. Wiesz, jaki on jest – gdy się nie odezwałem, dodał – Nieobliczalny, brutalny… Popularny…
-Brzmi na totalnego dupka – zaśmiałem się.
-Taa… Jest w paczce Zayna… Z tą główną trójką lepiej nie zaczynać, oni rządzą tą szkołą. Jeśli się na kogoś uprą, to nie odpuszczą, dopóki się go nie pozbędą.
-Więc… Kto jest w „paczce Zayna”? – zapytałem, by wiedzieć, kogo unikać.
-Chodzisz do tej szkoły już drugi rok i nie wiesz? – uśmiechnąłem się niezręcznie.
-Nie zwracałem na nikogo uwagi. Byłem pewien, że wszyscy niepochlebnie mówią o mnie za moimi plecami, więc nie rozmyślałem, kto jest, w jakiej paczce.
-No dobra… - powiedział, siadając obok mnie – Zayn Malik jest liderem paczki, jego „zastępcą”, jest Liam Payne, a Louis Tomlinson, to jego prawa ręka. W paczce są jeszcze George Roy, Mary Guss i Alice Tremble.
-A, ta siostra Louisa?
-Ona nie jest w paczce… Przynajmniej formalnie. Jest tylko siostrą Tomlinsona.
Ed przyszedł pod salę.
-Hej – przywitaliśmy się - I jak? – zapytałem.
-Jak, co?
-Jak ci poszło z Lottie? – zapytał Niall.
-Dobrze, w miarę dobrze…
-Czyli?
-Zgodziła się! – krzyknął.
-Super! – zaczęliśmy mu gratulować.
-A co zrobisz z jej bratem? – zmartwiłem się.
-Przecież nie z nim się umówiłem, co on ma do tego?
-To jego siostra. Wiesz, jaki jest Tomlinson – dodał Niall.
-Nie przejmujcie się, nic mi nie będzie – zaśmiał się – Uwierzycie? Ja, jestem umówiony na dzisiejszy wieczór z Lottie Tomlinson!

Było popołudnie, zajęcia skończyłem dwie godziny temu i teraz, siedziałem na łóżku, słuchając Radiohead – czytałem książkę. Czułem się w miarę dobrze. W szkole, dużo czasu spędzałem z moimi dwoma amigos – tak mówił na nas Ed – Czułem, że naprawdę do nich pasuję. Coraz lepiej się poznawaliśmy, całe trzy przerwy Niall opowiadał mi o jego zespole z Edem. Nazywają się „NEd”, co uznałem za sprytne, w weekend idę na ich występ w jednej z kawiarni. Siedząc tak, czytając książkę i odpoczywając po spokojniejszym niż wczoraj, aczkolwiek wciąż ekscytującym dniu, wzruszyłem się na dźwięk dzwoniącego dzwonka do drzwi. Rzadko był używany, rzadko ktoś nas odwiedzał. Usłyszałem głos mojej mamy, dochodzący z parteru.
-Jest u siebie w pokoju, na górze, drugie drzwi na prawo… - pokierowała kogoś.
Podejrzewałem, kto to może być, ale nie byłem pewien na sto procent. Wciąż mam w sobie coś z tchórza i raczej szybko się tego nie pozbędę. Ktoś zapukał trzy razy.
-Tak? – zapytałem.
-Hej, Harry, to ja Niall – powiedział głos zza drzwi.
Odetchnąłem lekko i nacisnąłem klamkę, wpuszczając blondyna do pokoju.
-Wybacz bałagan, nie sprzątałem tu od dawna – nie spodziewałem się jego wizyty, co trochę mnie zirytowało, ale nie dałem po sobie poznać.
-Bałagan? Człowieku – zdziwił się – Jakby w moim pokoju był taki porządek… - urwał – Czy ty słuchasz „Hail to the thief” Radiohead?
-Tak… - nie wiedziałem, czy to dobrze, czy nie.
Nie chciałem wyjść na „nie fajnego”, ale uznałem, że lepiej będzie jak będę sobą.
-Uwielbiam ten album! – powiedział, siadając na moim łóżku i zaczynając poruszać głową w rytm muzyki – To moja ulubiona piosenka – leciała właśnie „I Will (No Mans Land)”.
-Co cię do mnie sprowadza? – zapytałem.
-Wiesz – wziął głęboki oddech – skoro Ed jest na randce, to może moglibyśmy spędzić trochę czasu we dwójkę?
-Jasne, chętnie – powiedziałem, choć wolałbym siedzieć w domu, słuchać winyli i czytać książkę – Co chcesz robić?
-Pomyślałem, że moglibyśmy przejechać się nad jezioro…
-Ale, po co?
-Mam piwo, gitarę i dwie paczki pianek, tylko czekających na ognisko – zaśmiał się.
Miałeś zacząć być towarzyski, Harry – powtarzałem sobie.
-Dobra Niall, to jedźmy.

Powiedziałem mamie, że będę przed dwudziestą drugą. Udałem, że biorę tabletki i ruszyliśmy w drogę. Podczas jazdy dużo nie rozmawialiśmy, głównie słuchaliśmy radia. Chyba jeszcze nie umiem rozmawiać z samym Niallem. Nie jest tak, że z samym Edem, byłoby mi łatwiej, po prostu, gdy jesteśmy w trójkę, to zazwyczaj oni rozmawiają, a ja siedzę i od czasu do czasu coś dodam.
-Wiesz, że jesteś jedyną osobą, poza Edem, z którą spędzam czas sam na sam? – zaśmiał się.
-To zaszczyt – było mi miło.
Dojechaliśmy nad jezioro, rozpaliliśmy ognisko, wypiliśmy po dwa piwa, Niall grał na gitarze i przypiekaliśmy pianki, gdy zadzwonił telefon komórkowy blondyna.
-To Ed – powiedział zdziwiony – Co jest stary?
Uśmiech na jego twarzy zaczął powoli znikać, wiedziałem, że coś się stało… Zrobiłem pytającą minę.
-Zaraz tam będziemy – powiedział i odłożył telefon – Musimy jechać – zwrócił się do mnie.
-Gdzie? Co się dzieje?
-Ed z Lottie wpadli na Louisa…

--------------------------------------------
ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA!
Historia zaczyna się powoli rozkręcać!
Następna część, jak zwykle za tydzień o tej samej godzinie!
Pozdrawiam/Bart

piątek, 18 marca 2016

"Grade 8" Cz. 3


"Historia Harry'ego..."

Po drugiej butelce piwa, zacząłem czuć się lekko i sennie, co Ed z Niallem sprawnie wykorzystywali. Postanowili otworzyć się przede mną i spróbować mnie otworzyć, po kilku piwach.
-Opowiedz historię swojego życia – powiedział Niall.
-Mojego życia? To żadna historia – powiedziałem – Urodziłem się w tym mieście, w moje urodziny – tak, byłem wstawiony – Wychowałem się tutaj, żyję tutaj, to wszystko.
-Zastanawiamy się z Niallem, dlaczego nigdy z nikim nie rozmawiasz?
-Nie lubię ludzi – przetarłem swoją twarz – Nigdy nie lubiłem.
-Dlaczego?
I wtedy zacząłem się zastanawiać… Dlaczego ja właściwie nie lubiłem ludzi? Przed oczami mignęły mi obrazy, których nie potrafiłem zidentyfikować, wiem tylko, że nagle zrobiło mi się bardzo głupio, poczułem się upokorzony…
-Nie wiem, straciłem po prostu zaufanie do ludzi… - odpowiedziałem niepewnie.
-To by wiele wyjaśniało – powiedział Ed.
-Co takiego? – zapytałem.
-To, dlaczego się do nikogo nie odzywasz, praktycznie nikt nic o tobie nie wie, znają tylko twoje imię.
-Nie obchodzi mnie ich zainteresowanie, oni mnie nie interesują.
-My też cię nie interesujemy? – zapytał Niall.
-Nie interesowaliście – odpowiedziałem szczerze – Jesteście dla mnie bardzo mili i otwarci, jako jedyni naprawdę chcieliście nawiązać ze mną jakiś kontakt, dlatego nie czuję się z wami tak źle, jak przy innych.
-Znamy się dopiero kilka godzin – dodał Ed.
-Wiem – powiedziałem – Ale wydaje mi się, jakbyśmy znali się od dawna… Wy również nie jesteście zbyt towarzyscy, jesteście ledwo zauważani – trochę za późno, ugryzłem się w język.
Ed i Niall posmutnieli a mi, zrobiło się potwornie głupio. Wstałem ze swojego miejsca, podszedłem do jednego z wybitych, zakurzonych okien i obserwowałem zachodzące słońce. Podrapałem się nerwowo w kark i przeprosiłem chłopaków, za niemiłe słowa.
-Nie ma sprawy – powiedział smutno Niall – Mówiłeś, co masz na myśli.
-To się ceni – dodał Ed.
Po chwili ciszy, gdy skończyłem trzecie piwo i czułem się naprawdę źle, z tym, co powiedziałem chłopakom i usiadłem obok nich, obserwując ich grę w karty, usłyszeliśmy grzmot.
-Zbliża się burza – powiedziałem.
-Tak, ale nic nam tutaj nie grozi – dodał Niall.
-Harry, mogę cię jeszcze o coś zapytać? – Ed oderwał się od gry.
-J-jasne.
-Siedząc pod klasą, z słuchawkami na uszach, zdawałeś się wszystkich ignorować, jakbyś był ponad nimi. Jakbyś był od wszystkich lepszy, jakby nie byli warci twojej uwagi… Moje pytanie brzmi, jakiej słuchasz muzyki? – musiał być naprawdę pijany, wypił dwa piwa więcej ode mnie, mówił powoli i widziałem, że nie takie chciał zadać pytanie, stąd ten cały wstęp.
-Beach Boys, Frank Sinatra, David Bowie, Radiohead, Pulp, Queen… Coś w tym stylu…
-Czyli, w sumie… Słuchasz wszystkiego? – Niall był pod wrażeniem.
-W sumie, tak… Muzyka, to muzyka – powiedziałem – Nie powinno się słuchać gatunków, tylko artystów. Jeśli ograniczam się do jednego gatunku muzyki, to, czy mogę nazwać siebie miłośnikiem muzyki? – chłopaki, nie do końca rozumieli moje słowa, co musiało być spowodowane sporą ilością alkoholu w ich krwi – A odpowiadając na pytanie, które naprawdę chciałeś zadać, to, ja odbierałem to, nieco inaczej. Nosiłem słuchawki, bo nikogo nie obchodziłem… Dalej nie obchodzę.
-Obchodzisz nas – powiedział Niall.
Zrobiło mi się jeszcze bardziej głupio.
-Nie znacie mnie – powiedziałem.
-Ale chcemy poznać – odpowiedział Ed – Musisz nam tylko na to pozwolić.
-Nie chcecie… Jestem popieprzony, nieciekawy i nietowarzyski…
-A myślisz, że my, to, co? – zaśmiał się blondyn.
-Z nami, też nikt nie chce gadać, wyzywają nas od najgorszych i prześladują. Jednak, staramy się nie dołować i znajdować w tym coś pożytecznego – uśmiechnął się Ed.
-Ostatnio – zaczął Niall – Paczka Zayna, goniła mnie wokół boiska z pudełkiem zgniłych jajek.
-Co w tym pożytecznego? – zdziwiłem się.
-Zaliczył najlepszy wynik w biegu na sześćset metrów – zaśmiał się rudowłosy.
Nastała chwilowa cisza, gdzie dało się słyszeć jedynie otwieranie ostatnich butelek piwa. Ed wygrał kolejną grę w pokera, Niallowi zaczęła się chwiać głowa, a mi było niedobrze. Rzucili karty gdzieś na bok i odwrócili się w moją stronę.
-Opowiedz nam historię swojego życia – powiedział Ed.
-Właśnie – dołączył Niall.
-No, dobra – zacząłem się zastanawiać – Urodziłem się pierwszego lutego i nigdy nie ufałem zbytnio ludziom, zawsze trzymałem się na uboczu. Wiąże się to, chyba, z pewnym incydentem z początków mojej nauki… Był tam taki chłopak, James… James Mallen – musiałem się chwilę zastanowić, dawno nie słyszałem tego nazwiska – Od pierwszych dni znajomości, byliśmy dość dobrymi kumplami, bawiliśmy się naprawdę świetnie. Pewnego dnia, po dobrych pięciu miesiącach naszej przyjaźni, nie wiem, dlaczego, przestał się do mnie odzywać, tak jak reszta szkoły. Później, dowiedziałem się, że przez ten cały czas naszej „przyjaźni” – wykonałem palcami, gest nawiasu – Rozpowiadał o mnie niestworzone rzeczy… Mówił, że moczę łóżko, że moja mama pije, że mamy w domu burdel, w którym klientami są ćpuny spod mostu… Tego typu rzeczy. Poza zmyślonymi rzeczami, rozpowiadał też moje prawdziwe sekrety. Od małego, byłem bardzo zamknięty w sobie, więc było to dla mnie nie lada wyzwanie żeby podzielić się swoimi myślami z drugą osobą… To nie były jakieś niesamowite sekrety, były typowe jak na jedenastolatka…  Ale znaczyły dla mnie bardzo wiele… Znienawidziłem go, za to. Znienawidziłem całą szkołę i znienawidziłem wszystkich. Od tamtej pory, nie rozmawiałem praktycznie z nikim, aż do dziś.
Żaden się nie odezwał, wpatrywali się jedynie we mnie z współczuciem.
-To musiało być straszne przeżycie, jak dla jedenastolatka – poklepał mnie po ramieniu Niall.
-Chyba znam tego Mallena – powiedział Ed – Czy, to nie jest jeden z tych ćpunów spod mostu, obok parku?
-Masz rację, to Mallen – odpowiedział blondyn – Przynajmniej, mówią na niego „Mallen”.
-Widzisz Harry, żaden z takich fiutów, nie wychodzi dobrze, na byciu fiutem.
-Najwyraźniej – trochę mi to poprawiło humor – Od tamtej pory, mam też częste stany… depresyjne. Jestem zdiagnozowany z depresją, od kiedy chciałem się… Nie ważne.
Ponownie nastała cisza, Ed i Niall spojrzeli na siebie porozumiewawczo, a ja błądziłem wzrokiem po suficie, próbując ukryć wstyd.
-Dziękuję, że się tym z nami podzieliłeś – uśmiechnął się pocieszająco Niall.
-Chyba nie powinienem był – powiedziałem – Nikomu nigdy o tym nie mówiłem, to, chyba przez to piwo…
-Zaufałeś nam na tyle, by nam o tym powiedzieć… - złapał mnie za ramię Ed – Nie wiem jak Ty Niall, ale ja, czuję się zaszczycony i wyróżniony.
W końcu zaczęły mnie szczypać oczy. Od dłuższego czasu zbierało mi się na łzy, lecz starałem się je przełknąć. Teraz, gdy usłyszałem słowa zrozumienia ze strony, właściwie obcych mi ludzi, poczułem się jakbym w końcu był w domu… Tęskniłem za uczuciem akceptacji, tak długo jej nie czułem, że nawet nie wiedziałem, że mi tego brakuje… Objąłem Eda i Nialla swoimi długimi, chudymi rękami, a łzy same spłynęły po moich policzkach.
-Ty, już więcej nie pijesz – powiedział Ed, odwzajemniając uścisk.
-Ale, to nie przez… - zacząłem.
-Zwalimy to, na alkohol – powiedział Niall, również mnie obejmując.
Czułem się, jakby ból, który doskwierał mi od  zawsze, do którego się już przyzwyczaiłem, nagle ustąpił.
-Kurwa mać – przekląłem, przypominając sobie, że miałem dzwonić do matki, co godzinę, a nie dzwoniłem od dobrych czterech.
Wyciągnąłem telefon i przeraziłem się liczbą nieodebranych połączeń.
-42 nieodebrane połączenia? – zdziwił się Niall.
-Tak, to mama – powiedziałem i zacząłem oddzwaniać.
Po chwili tępego dźwięku połączenia, usłyszałem zapłakany głos mamy.
-Co się z tobą dzieje?! – próbowała krzyczeć do telefonu, lecz łzy i zaciśnięte gardło jej to uniemożliwiało.
-Przepraszam, zagadaliśmy się – zacząłem się usprawiedliwiać.
-Zagadaliśmy? Niby kto?!
-No ja z moimi… - spojrzałem na nich – przyjaciółmi…
-Harry, wiesz, że jestem w stanie znieść wiele, ale nie okłamuj mnie do cholery!
-Nie okłamuję – westchnąłem, podchodząc do Nialla – Proszę cię – wręczyłem mu słuchawkę – Potwierdź, że jestem tu z wami i się zagadaliśmy. Nie mów o piwie – dodałem szeptem.
-Pani Styles? Witam, jestem Niall Horan – przywitał się –Zaprosiłem Harry’ego na moje małe przyjęcie z okazji rozpoczęcia roku szkolnego.
-Urodzony bajerant – szepnął do mnie roześmiany Ed – Ulubieniec matek.
-Oczywiście, uważamy nie siebie, nie robimy nic niebezpiecznego… Głównie gramy na gitarach, śpiewamy i rozmawiamy, zajadając się chipsami. Rodzice? – Niall zrobił przerażone oczy.
Wszyscy byliśmy zdenerwowani, nie wiedzieliśmy jak z tego wybrnąć.
-Już daję tatę – powiedział, wręczając słuchawkę Edowi.
-Kto to synku? – zapytał, troszkę niższym głosem niż zazwyczaj.
-To mama Harry’ego tato, chce z tobą rozmawiać.
-Halo? Mama Harry’ego? Tak, dobry wieczór. Tak, Bobby Horan z tej strony. Dzieciaki dobrze się bawią, tak, pilnuję żeby nie robiły nic głupiego. Aktualnie oglądają… - spojrzał na mnie pytająco.
-Ferrisa Buelera – szepnąłem.
-„Wolny dzień Ferrisa Buelera”. Ulubiony film Harry’ego? To dlatego go oglądają! – zaśmiał się – Oczywiście, Harry wróci jeszcze dziś, mój syn odwiezie go osobiście. Jasne, tak, dobrze. Do usłyszenia. – oddał mi telefon.
-To, bawcie się dobrze Harry – powiedziała.
-Dobrze…
-I bądź przed dwunastą.
-Dobrze… - rozłączyła się.
-Tato, możemy wypić jeszcze po piwie, zanim odwieziemy Harry’ego? – zapytał rozbawiony Niall.
-Jasne synu – odpowiedział Ed.
-To nie jest śmieszne – powiedziałem, lecz po chwili, również zacząłem się śmiać.

----------------------------------------------------

ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA!

To było nie lada wyzwanie dla Harry'ego...

Następna część już za tydzień o tej samej godzinie!
Pozdrawiam/Bart

piątek, 11 marca 2016

"Grade 8" Cz. 2



"Impreza zamknięta..."

Obiecałem sobie, że otworzę się i znajdę przyjaciół. Czy dobrym pomysłem, było wproszenie się na imprezę ludzi „popularnych” bez zaproszenia? Co mogło nam grozić? Najwyżej zostaniemy powieszeni za gacie, na gałęziach któregoś ze drzew, jak w filmach. Zgodziłem się, czułem, że to może być dobry pierwszy krok. Byle był do przodu, a nie w tył.

Powiedziałem mamie, że kolega zaprosił mnie do siebie na małe przyjęcie. Na początku, była bardzo zaniepokojona, myślała, że chcę sobie coś zrobić. Obiecałem jej, że będę dzwonił, co godzinę żeby się nie denerwowała, więc kazała mi tylko wziąć tabletki (nie wziąłem ich) i pozwoliła wyjść. Byliśmy umówieni z Niallem i Edem pod naszą szkołą, dokładnie o osiemnastej i mieliśmy ruszyć autem Sheerana nad jezioro, po drugiej stronie miasta. Tam miała odbywać się impreza drużyny footballowej, na którą nie byliśmy zaproszeni, a na której chcieliśmy się pojawić. Gdy spotkaliśmy się w umówionym miejscu, nie uszło mojej uwadze, że chłopcy byli ubrani w koszule, obcisłe dżinsy i nie mieli na nosach okularów. W drodze, wykonałem pierwszy telefon do mamy. Powiedziałem jej żeby się nie martwiła i, że dobrze się bawimy. Niall zapytał mnie, czym się interesuję.
-Nie wiem – powiedziałem – Muzyką?
-Nie wiesz? – zaśmiał się, dołączył do niego Ed.
-Co lubisz robić? – zapytał drugi.
-Lubię słuchać muzyki, czytać książki – powiedziałem, sam nie będąc pewien swoich słów.
To, że robiłem te rzeczy, nie oznaczało, że je lubiłem, jednakże, robiłem je chętnie, więc do znienawidzonych nie należały.
-To może inaczej – odchrząknął blondyn – Czego nie lubisz?
-Dużo by wymieniać – odpowiedziałem krótko.
-Czyżbyśmy mieli tutaj, zaciętego przeciwnika wszechświata? – zapytał Ed.
-Ładnie to brzmi, zapiszę – mruknął Niall, zapisując to określenie w notatniku.
-Przeciwnika wszechświata? Może nie aż tak, ale z pewnością, nie jesteśmy z wszechświatem przyjaciółmi.
-Dlaczego? Czy coś się stało? – zapytał kierowca, lecz po chwili, widząc moją bladą twarz, dodał – Przepraszam, chyba nie powinienem o to pytać.
-Nie ma sprawy – powiedziałem pod nosem.
Nie powinien…

Zaparkowaliśmy auta w miejscu, gdzie wszyscy je zaparkowali. Ed wyciągnął z plecaka półlitrową butelkę alkoholu i zachęcił nas gestem, do podążania za nim. Impreza, była za małym parkiem, nad niewielkim jeziorem. Z dala, widać było ognisko i słychać było muzykę, do której tańczyły pijane już, w większości, nastolatki. Aktualnie, leciała jedna z piosenek Pharrella Williamsa. Podeszliśmy do stolika, na którym stały puste i pełne kubki jednorazowe, oraz przekąski. Niall chwycił jeden z kubeczków i szybko go opróżnił, po czym pokręcił szybko głową z kwaśną miną.
-Myślałem, że to piwo – powiedział.
-To czysta wódka? – Ed zajrzał do innego kubka.
-Czystsza od podłogi w mojej kuchni – zakaszlał.
-Podłoga w jego kuchni, jest bardzo czysta – wytłumaczył mi Ed – Jego matka ma fioła na punkcie czystości kafelków.
-Każdy ma jakiegoś fioła – powiedziałem, ledwie słyszalnie.
Rudowłosy przyglądał się z uśmiechem, pewnej blondynce po drugiej stronie imprezy.
-Poszukam piwa – rzucił Ed, wchodząc w tłum pijanych ludzi.
-Możemy pogadać? – zapytał Niall.
-Cały czas rozmawiamy – odetchnąłem.
-Tak, ale wydaje mi się, że coś cię gryzie – powiedział.
-Rozgryzłeś mnie – powiedziałem, pół żartem, pół serio.
-Jeśli nie chcesz, to nie mów, ale wydajesz się być naprawdę spoko gościem – to były jedne z najmilszych słów, jakie w życiu słyszałem – Chciałbym żebyśmy się zakumplowali.
-To miłe, dzięki – powiedziełem.
-To jak? Zakumplujemy się? – wyciągnął w moją stronę dłoń – Zaufasz mi?
-Może poczekajmy jeszcze z tym zaufaniem – powiedziałem, ściskając mu dłoń – Ale zakumplować się możemy.
-To świetnie, jeszcze tylko z Edem… Właściwie, gdzie on jest?
-Poszedł po piwo – powiedziałem.
-Ach, tak, tak… - Niall wydawał się być wesołym chłopakiem, ale bardzo roztargnionym.
-Chłopaki! – usłyszeliśmy głos Eda, z drugiej strony imprezy – Chodźcie!
Poszliśmy więc, w kierunku z którego dobiegał głos. Ed stał przy drugim stole, na którym stały otwarte i zamknięte butelki z piwem.
-Dobre – powiedział, wręczając nam po butelce.
-Harry zgodził się z nami zakumplować – powiedział Niall.
-To świetnie – powiedział Ed i objął mnie ramionami.
Nie czuję się komfortowo, gdy ktoś mnie przytula, ale postanowiłem nie zachowywać się dziwacznie i odwzajemniłem uścisk.
-To, teraz jest nas troje – oznajmił Sheeran, unosząc butelkę – Za Harry’ego, trzeciego Amigo.
Zastanawiałem się, czy nie przyjęli mnie do swojej paczki zbyt szybko, lecz po chwili zorientowałem się, o co chodzi. Podszedł do nas, jeden z chłopaków, których widziałem dzisiaj na schodach. Jeden z tych, którzy się ze mnie śmiali.
-Co wy pokraki tutaj robicie? – wzburzył się.
-Aktualnie pijemy – powiedział Niall.
-Nikt was tu nie chce, spieprzajcie.
-Może trochę grzeczniej? – zapytałem, gdy się od nas oddalał.
-Może znajdźcie sobie inne miejsce na wasze freak show, frajerzy? – rzucił mi pod nogę butelkę – Jeśli za pięć minut, jeszcze tu będziecie, to wyniosą was w trumnach – zagroził i odszedł.
-Liam mówił poważnie, może się zwijajmy? – zaproponował Ed.
-Gnojek – mruknąłem pod nosem, podążając wzrokiem za chłopakiem – Zwijajmy się.
-Cholera, Harry nie zdążył się nawet napić – zmartwił się Niall.
Chciałem im powiedzieć, że nigdy jeszcze nie piłem, ale nie chciałem wyjść na frajera.
-Weźcie tyle piw, ile możecie – powiedziałem – Chowajcie w spodnie, po kieszeniach, gdzie tylko możecie i spieprzajmy do samochodu. Zrobimy sobie własną imprezę – nie wiem, co we mnie wstąpiło, byłem zawsze takim spokojnym gościem.

Akcja przebiegłaby w stu procentach zgodnie z planem, gdyby nie niejaka Lily Spencer, która stanęła mi na drodze, gdy wychodziłem z imprezy.
-Co robisz? – zapytała.
-Tańczę – odpowiedziałem sarkastycznie – Nie widać?
-Nie znam cię, zatańczymy? – zapytała po chwili.
-Nie mogę, muszę już iść – jedna z butelek wysunęła mi się ze spodni i upadła na ziemię, lecz się nie rozbiła. Dzięki Bogu – pomyślałem.
-Spieszysz się gdzieś?
-Na dobranockę – odpowiedziałem. Co we mnie wstąpiło?
Dziewczyna była bardzo ładna, kasztanowe włosy, kolor oczu wydawał się wpadać z brązu w zieleń. Jeśli chodzi o wzrost, to sięgała mi najwyżej do brody. Wydawała się zatrzymywać mnie, nie dlatego, że chciała dla mnie źle, lecz dlatego, że było to zabawne. Miałem ze sobą około dziewięciu butelek piwa, teraz już ośmiu, poukrywanych pod ubraniem, w kieszeniach i na rękach.
-Kogo unikasz? – zapytała przez śmiech.
-Ćwok? Co ty do cholery tutaj robisz? – usłyszałem za swoimi plecami, gdy zacząłem biec w stronę samochodu.
Musiałem przebiec cały park, za którym był parking samochodowy, by dołączyć do chłopaków. Nie wiem, czy Zayn za mną biegł, nie obchodziło mnie to. Po drodze, zgubiłem kolejne trzy butelki piwa, lecz nie zamierzałem się po nie wracać, miałem tylko nadzieję, że Ed i Niall nie odjechali beze mnie.
Dobiegłem do parkingu samochodowego, ale nie mogłem zlokalizować samochodu Eda. Usłyszałem głośne trąbienie klaksonu, odwróciłem się w stronę hałasu i odnalazłem ich, siedzieli już za kółkiem, przygotowani do jazdy.
-Gdzie jedziemy, Harry? – zapytał Ed, ruszając z parkingu.
-Znacie jakieś odludne miejsce, do którego mało kto zagląda? – chłopcy spojrzeli na siebie, uśmiechnęli się i odpowiedzieli chórem.
-Stara fabryka kartonów.

Owa fabryka, była starym, opuszczonym i zakurzonym budynkiem z powybijanymi szybami i pomalowanymi sprayem ścianami. Blondyn opowiedział mi, skąd znają to miejsce. Okazuje się, że gdy byli mali, dużo łazili po tych rejonach bawiąc się w berka, kowbojów i tym podobne. Któregoś dnia, oddalili się od domów bardziej niż zwykle i trochę zabłądzili, gdy zaczął nagle padać deszcz. Tutaj znaleźli schronienie przed burzą, oraz uznali, że to świetne miejsce do zabaw. Trudno było się tutaj dostać, ogrodzenie było wysokie na trzy metry, a dziura u dołu ogrodzenia była za mała dla przeciętnej wielkości człowieka. Jako dzieci, przechodzili tutaj oczywiście dziurą, lecz z biegiem lat, nauczyli się przechodzić nad ogrodzeniem. Kilka wystających cegieł, kilka małych dziur, jedna gałąź drzewa i już, można było usiąść na samej górze muru. Później, trzeba było z niego zeskoczyć, lecz to, nie sprawiło nam większych problemów. Byłem zaniepokojony, jak stąd wyjdziemy, skoro nie rośnie po tej stronie żadne drzewo. Ed uspokoił mnie, pokazując mi małą drabinę opartą o ogrodzenie.
-Nie jest za mała? – zapytałem
-Nie, wystarczy na tyle, by złapać się górnej krawędzi – zaczął mi tłumaczyć, wskazując na dane miejsca palcem – Później, zahaczasz nogę o tę wystającą cegłę, przekładasz drugą nogę i już jesteś na górze.

Podobało mi się tutaj, wbrew pozorom, było ciepło. Pod jedną ze ścian budynku była sofa, którą dwa lata temu przytargali tutaj chłopaki. Z tego, co mówią, rozłożyli ją i przenosili każdy kawałek osobno, a później ją tutaj złożyli – byłem pod wrażeniem. Usiedliśmy na niej i otworzyliśmy butelki.
-To teraz, za Harry’ego i troje Amigos – ponownie wzniósł toast Ed.
-Chłopaki – zacząłem, jeszcze zanim wzięliśmy pierwsze łyki – Słuchajcie, ja nigdy nie piłem alkoholu.
-Jak to? – zdziwili się.
-Co się tak dziwicie? Nie miałem, z kim pić, chyba, że z matką – było mi głupio.
-No, Harry – poklepał mnie po ramieniu Niall – Cieszymy się, że pijesz pierwsze piwo z nami – posłał mi uśmiech.
Przyłożyłem butelkę do ust i przechyliłem ją, wypijając pierwsze łyki, co sprawiło, że Ed i Niall, zaczęli klaskać i skandować moje imię.

---------------------------------------------
ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA!
Wygląda na to, że Harry znalazł się w odpowiednim towarzystwie!
Następna część za tydzień o tej samej godzinie!
Pozdrawiam/Bart

piątek, 4 marca 2016

"Grade 8" Cz. 1



"Dobry początek..."

Do szkoły podwoziła mnie starsza siostra, Gemma. Chciała, razem z mamą, być pewna, że dotrę do szkoły bez szwanku.  Gdy dziś dojechaliśmy na szkolny parking, Gemma odwróciła się do mnie i zapytała, jak się czuję. Ona jedyna nie załamała się, z powodu mojego stanu, zawsze starała się być wesoła, mając nadzieję, że i mi poprawi humor.
-Tak, wszystko jest świetnie – powiedziałem nieprzekonująco i posłałem jej nieszczery uśmiech
-Co jest nie tak?
-Mówię przecież, że wszystko jest dobrze – zirytowałem się, nie lubiłem jak dociekała, dlaczego mam zły humor.
-Harry, powiedz mi – położyła dłoń na moim ramieniu – Jestem twoją siostrą, może uda mi się, jakoś ci pomóc?
-Wątpię.
-Mów – powiedziała stanowczo i zmarszczyła brwi, wiedziałem, że nie uniknę odpowiedzi na jej pytanie.
-Nie chcę tutaj wchodzić – wskazałem na budynek szkoły.
-Dlaczego? Czy ktoś ci dokucza?
-Dokucza? Jesteśmy w przedszkolu?
-Prześladują cię? – zapytała z lekkim uśmiechem.
-Cieszy cię to? – uniosłem zdziwioną brew.
-Nazywają cię chudzielcem? – zaczęła się śmiać – Loczkiem?
-Przestań, Gem – powiedziałem – To nie jest śmieszne.
-Płuczą ci głowę w szkolnym kiblu? – zaczęła mierzwić mi włosy.
-Nie, dobrze wiesz, że jestem dla wszystkich niewidzialny.
-To dobrze? – zapytała, chyba lekko zbita z tropu.
-Dla mnie, tak – odpowiedziałem, poprawiając włosy, w bocznym lusterku samochodowym.
-Jak uważasz – powiedziała – To, dlaczego nie chcesz tam wchodzić?
-Źle się wśród nich czuję – byłem szczery.
-Chodzi o to, że nie jesteśmy z zamożnej rodziny?
-Nie – byłem tym już trochę zmęczony – Nie lubię tych ludzi, nie interesują mnie, przytłaczają mnie.
-Odludek – powiedziała – Przestań zachowywać się jak emo nastolatka i znajdź sobie jakiś kumpli.
-Miałem zamiar, ale teraz, nie jestem już pewien, czy chcę kogokolwiek poznawać.
-Przynajmniej spróbuj – powiedziała.
-Nikt, nigdy nie chciał ze mną rozmawiać.
-A czy pozwoliłeś im, na rozmowę ze sobą, czy siedziałeś w słuchawkach? – rozgryzła mnie.
-To nie ma znaczenia.
-Ma, jeśli będziesz siedział w kącie, w słuchawkach, ludzie będą postrzegać cię, jako zamknięte drzwi. Myślisz, że komuś normalnemu, przyjdzie do głowy żeby przechodzić przez zamknięte drzwi? Musisz je lekko uchylić żeby wpadli na pomysł pchnięcia ich i wejścia do środka.
-Nie wydaje mi się żebym chciał w moim pokoju dzikich lokatorów.
-Spróbuj Harry – powiedziała, klepiąc mnie w ramię – A teraz, spadaj, jestem umówiona.

Gdy przeszedłem przez szkolny próg, do moich uszu dotarł hałas setki mówiących jednocześnie głosów. Pierwszą myślą, było sięgnięcie po słuchawki, podłączone do telefonu, splątane, gdzieś w kieszeni kurtki, lecz powstrzymałem tą myśl. Musisz się otworzyć Harry – powtarzałam sobie w duchu. Podszedłem do spisu zajęć i znalazłem na nim swoją klasę. Sala dwadzieścia osiem, gdzie to, do cholery było? Nigdy nie mieliśmy zajęć, w salach z numerem poniżej setki, a te, były w innym segmencie szkoły. Nie miałem wyjścia, musiałem kogoś zapytać. Mogłem samemu szukać, ale nie chciałem spóźnić się na pierwsze w tym roku szkolnym zajęcia, z resztą i tak miałem się otworzyć, a to dobry pretekst, by się do kogoś odezwać. Przy schodach, naprzeciwko kilku innych osób, stał ciemnej karnacji chłopak, którego kojarzyłem z widzenia. Byłem w stu procentach pewien, że był z mojej klasy.
-Przepraszam, wiesz, gdzie jest sala dwadzieścia osiem? – zapytałem go.
-Spadaj ćwoku – odpowiedział i razem ze swoimi kolegami i koleżankami, zaczął się głośno śmiać.
-Kutas – powiedziałem pod nosem, odchodząc.
-Mówiłeś coś, chłoptasiu?! – brzmiał groźnie.
Postanowiłem go zignorować i podszedłem do innej znajomej twarzy, którą był blondyn w okularach i jasnej koszuli z aparatem na zębach.
-Przepraszam, gdzie jest sala dwadzieścia osiem?
-Dwadzieścia osiem? To na drugim piętrze, w trzecim segmencie, co Ed? – zapytał swojego rudego kolegi, również w okularach i, z lekkim zarostem.
-Tak – odpowiedział chłopak – Ty chodzisz z nami do klasy, co? – zapytał mnie.
-Chyba tak – odpowiedziałem, unikając jego spojrzenia.
-Jakim cudem, chodzimy razem do klasy i jeszcze nigdy nie rozmawialiśmy? – wyciągnął do mnie rękę – Jestem Ed.
-Harry – uścisnąłem mu rękę, czułem się niezręcznie, bo, mimo iż ich znam, nigdy się sobie nie przedstawiliśmy.
-Niall – podaliśmy sobie z blondynem dłonie.
-W takim razie, do zobaczenia w klasie – powiedziałem, chcąc jak najszybciej uciec.

Usiałem w jednej z tylnych ławek, w rogu, jeszcze zanim zaczęły się lekcje. Ludzie, nie zauważając mnie, zaczęli zapełniać salę i ławki dookoła mnie. Otworzyłem zeszyt na pierwszej stronie i napisałem na niej swoje imię, nazwisko oraz klasę. Oby ten rok, był lepszy – powiedziałem do siebie i postanowiłem zapisać te słowa, w dole strony. Do klasy weszli Niall i Ed, których przed chwilą, można powiedzieć, poznałem. Usiedli w ławce przede mną, posyłając mi serdeczne uśmiechy, które odwzajemniłem. Dyrektor wszedł do sali. Stary profesor Chuck Gore, był w tej szkole dyrektorem dopiero od kilku lat, wcześniej, przez dziesięć lat, uczył historii. Co roku, przychodził do każdej klasy w pierwszy dzień szkoły i witał uczniów, życząc im powodzenia. Jego słowa, nie były najszczerszymi i zawsze witał się z nami w taki sposób, że mieliśmy ochotę się z nim pożegnać, przynajmniej ja. Profesor Gore, był jedynym pracownikiem szkoły, za którym szczerze nie przepadałem.
-Witajcie – powiedział, znudzonym, nosowym głosem – Mam nadzieję, że mięliście spokojne wakacje – wziął głęboki oddech – Chciałem życzyć wam powodzenia w tym roku szkolnym, wielu dobrych ocen… - przestałem go słuchać.
W zeszłym roku, wydawał się być odrobinę milszy, może miał akurat lepszy dzień. Właśnie skończył mówić żebyśmy szanowali wszystkich pracowników szkoły, w tym nauczycieli, panie sprzątające, pana z portierni, biblioteki i tak dalej…
-W tym roku, naukę w naszej szkole zaczyna także moja córka – powiedział, co wywołało niemałe poruszenie.
-Pewnie, tak samo powalona jak on – dało się słyszeć z ust chłopaka, który wcześniej nazwał mnie ćwokiem.
-Chciałbym – ciągnął Profesor, ignorując nieprzyjemny komentarz – żebyście starali się nie dokuczać jej, ani żadnym pierwszakom – powiedział – Jeśli dowiemy się, że któremuś z nich uprzykrzacie życie, nie ujdziecie z tego cali.
-Jestem ciekaw, czy walnął taką samą mowę, drugoklasistom w zeszłym roku – powiedział Niall do Eda.
-Musiał, to jego obowiązek – odpowiedział mu.
-Może i obowiązek, ale gdzie byli, gdy George ze swoimi koleżkami wrzucili twoją komórkę do szkolnego basenu?
-I tak, miałem kupować nową, zrobili mi tylko przysługę.
-Chyba mi nie powiesz, że próbujesz usprawiedliwić ich zachowanie?
-Nie, po prostu mówię, że nie była to dla mnie aż tak wielka strata – powiedział, wyciągając dotykowy, telefon komórkowy – Patrz, teraz mam lepszy.
-Sheeran, wiesz, że nie wolno wyciągać telefonów na lekcji – ostrzegł go Gore.
-Przepraszam, panie dyrektorze – schował telefon – ale i tak, lekcje się jeszcze nie zaczęły.
-Ale jesteś w klasie, prawda? – profesor zakończył temat.
Po monologu dyrektora, do sali przyszła nauczycielka angielskiego i po przywitaniu się z nami, poprosiła żebyśmy w formie czterolinijkowego wiersza rymowanego, opisali swoje wakacje.

„Nieświadomie pomijam tę część mojego życia,
jakbym czuł, że mam coś do ukrycia,
księżyc, nowym słońcem się stał,
jakbym pory dnia, śmiertelnie się bał.”

Wystarczająco poetyckie? Czy wystarczająco wyraźnie podkreślony zostaję w tym wierszu mój stan?
-Jak ci idzie? – odwrócił się do mnie Ed.
-Chyba nieźle – odpowiedziałem – A wam?
-Ja już swoje napisałem – powiedział, wręczając mi kartkę – Chcesz przeczytać?
-Jasne – chwyciłem skrawek kartki i przeczytałem go – To piosenka?
-Co? – zapytał, chichocząc pod nosem.
-Napisałeś na boku nuty.
-Pokaż? – kartkę wyrwał mi Niall – Nie mówiłeś, że masz już muzykę…
-Jesteście muzykami? – zapytałem.
-Profesjonalnymi – powiedział blondyn.
-Ale amatorsko – dodał rudzielec.
-Co to znaczy?
-Że jesteśmy profesjonalistami, ale jeszcze amatorskimi – odpowiedział mi Ed.
Nic z tego nie rozumiałem, ale nie chciałem wyjść na totalnego idiotę, więc uśmiechnąłem się i pokiwałem głową.
-Jeśli chcesz posłuchać jak gramy, to zapraszamy do Tea & Coffe House, na Placu Stephensona. Gramy tam w drugą i czwartą sobotę miesiąca o dziewiętnastej.
-Świetnie – powiedziałem – W takim razie, do zobaczenia
-Przecież, będziemy się jeszcze widzieć do tego czasu… - znowu nie wiedziałem, co odpowiedzieć, więc posłałem im niezręczny uśmiech.
Nie byłem przyzwyczajony do rozmawiania z obcymi ludźmi, tym bardziej rówieśnikami. Ed i Niall, wydawali się bardzo mili, lecz nie byłem jeszcze do nich przekonany – do tego wszystkiego. To było dla mnie coś nowego, tego jednego dnia, zamieniłem z nimi więcej słów, niż z kimkolwiek w całym zeszłym roku.


Dziś, pierwszego dnia, mieliśmy tylko dwie lekcje, angielski i geografię. Po zajęciach, gdy już miałem wychodzić z sali, niezauważalny w tłumie, Ed i Niall podeszli do mnie.
-Harry, słuchaj, podobno dziś wieczorem jest impreza nad jeziorem – Niall brzmiał  na podekscytowanego – Idziesz na nią?
-Ja? – byłem zdziwiony – Nie, nawet nie wiedziałem, że jest impreza.
-Podsłuchaliśmy jak Liam i Zayn o niej rozmawiali, zastanawialiśmy się, czy byś nas nie wprowadził.
-Ja? Was?
-Wybacz, myślałem, że się zakumplujemy – powiedział smutnym, zawiedzionym tonem.
-To nie tak – tłumaczyłem się – Po prostu, nie znam tutaj nikogo.
-Myśleliśmy, że jesteś typem cichego luzaka – zdziwił się Niall – Myśleliśmy, że wszystkich tutaj znasz i jesteś szanowany.
-Co ty gadasz? Czy wy żyjecie w innym świecie? Jestem wyrzutkiem.
-Tacy są fajni – powiedział Ed.
-Chyba w filmach. Z nikim tutaj nigdy nie rozmawiałem, wszyscy mijają mnie szerokim łukiem na korytarzach, jestem popychadłem – przyjaciele spojrzeli na siebie zdziwieni
-Chcesz się z nami wbić, bez zaproszenia, na imprezę Zayna?

--------------------------------------------------
ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA!
Mam nadzieję, że ta historia się wam spodoba.
Następna część za tydzień, o tej samej godzinie.
Pozdrawiam/Bart