DOWOLNY TEKST DOWOLNY TEKST DOWOLNY TEKST DOWOLNY TEKST

Muzyka

piątek, 29 kwietnia 2016

"Grade 8" Cz. 9



"Pierwszy dzień"

Tak, jak przewidział Niall, jechaliśmy długo. Nie wiem dokładnie ile, może minęły już cztery godziny, może sześć, ale jeszcze nie dojechaliśmy. Leżąc tak, z założonymi rękami, nie chciałem żebyśmy tam dojechali. Było dobrze, tak jak było, z Lily śpiącą obok mnie z głową na moim ramieniu, Niallem rozmawiającym z Amy i Edem i Lottie, siedzącymi razem, lecz z dystansem. Autokar niespodziewanie zatrząsł się bardziej, wyrywają mnie z płytkiego snu. Rozejrzałem się dookoła, a mój ruch najwyraźniej obudził dziewczynę.
-Coś się stało? – zapytała.
-Nie, tylko… - urwałem – Gdzie Niall? – udawałem, że nie wiem.
-On… Rozmawia z Amy – wskazała na siedzenia przed nami – Nie chciał krzyczeć ci nad uchem, więc zamieniliśmy się miejscami.
-Och… Jasne, spoko – odchrząknąłem nerwowo.
-Co ci się śniło? – zapytała po chwili.
-Nie wiem, jakieś bzdury – podrapałem się po karku.
-Wiesz, że mówisz przez sen? – zaśmiała się lekko.
-Naprawdę? Nie wiedziałem.
-Jak można nie wiedzieć, że mówi się przez sen?
-Jak śpię, to akurat śpię i nie mam czasu słuchać, czy mówię przez sen – odwzajemniłem śmiech.
-Nikt ci nigdy nie powiedział?
-Nigdy z nikim nie spałem – po chwili, nasze śmiechy ucichły i zacząłem żałować, że się odezwałem.
Byłem bardzo zmieszany, nie chciałem żeby to zabrzmiało tak, jakby się ze mną przespała… Samo tak wyszło, z resztą, to ona spała oparta o mnie, nie ja o nią… Sam nie wiedziałem, co myśleć, czy mówić.
-Może wykorzystamy nasz wspólny czas w podróży żeby lepiej się poznać? – zaproponowała.
-Co jeszcze chcesz o mnie wiedzieć? – zapytałem.
-Wiesz, w sumie… Nie wiem o tobie tak wiele – stwierdziła – Wczoraj, to głównie ja mówiłam, a ty słuchałeś.
-To, co chcesz o mnie wiedzieć?
-Tyle, ile mogę wiedzieć…
-Może zadaj jakieś pytanie pomocnicze? – zaśmiałem się.
Przez resztę drogi, Lily wypytywała mnie o to, co chciała wiedzieć, a ja jej odpowiadałem… Później zamieniliśmy się rolami… W końcu normalnie rozmawialiśmy.
Na miejsce dojechaliśmy trzy godziny później, było popołudnie. Wysiadając, zapytałem Lily, czy wpadnie do nas do pokoju, na małą imprezę. Okazuje się, że Ed, już dawno powiedział o imprezie Lottie, a ta, powiedziała swoim dwóm koleżankom. Byłem więc ostatnią osobą, która dowiedziała się o „imprezie”. Przydzielono nam pokój trzyosobowy, tak jak chcieliśmy. Zanieśliśmy tam nasze bagaże i rozpakowaliśmy je trochę. Ed zapakował małą, przenośną lodówkę i schował do niej kartony z piwem i dwie puszki z colą i wódką.
-Ładnie tu – przyznał Niall – Jak u mnie w domu.
-Nie – powiedział Ed – U ciebie, jest czystsza podłoga.
-W zeszłym roku, było o wiele gorzej, pamiętasz?
-Pamiętam, ale i tak, nie jest jak u ciebie w domu. Twoja mama ciężko haruje i ja to doceniam.
Po chwili, zaczęli się głośno śmiać.
-Jesteście szaleni – stwierdziłem.
-Ty też jesteś szalony, inaczej byś się z nami nie zadawał – przyznałem Edowi rację.
-O której zaczynamy imprezę? – zapytałem, ale właśnie w tej chwili, zapukał do naszych drzwi dyrektor i wręczył nam plan zajęć na wycieczce. Według rozpiski, za godzinę mieliśmy iść na obiad, później do pokoju rekreacyjnego, na karaoke i inne zabawy.
-Ciekawe, jakie zabawy przygotowali w tym roku – uniósł brwi Niall.
-Byleby Malcolm nie robił znowu magicznych sztuczek – powiedział Ed – Nie chcę znowu oglądać, jak kompromituje się przed wszystkimi, gdy mu nie wychodzą. Mam na to za słabe serce.
-Będzie karaoke, wiesz co, to znaczy?! – krzyknął blondyn.
-Nareszcie coś, w czym nie jesteśmy najgorsi? – zapytał rudowłosy.
-Nareszcie coś, w czym nie będziemy najgorsi.
-A imprezę zaczniemy po ciszy nocnej, o godzinie… - spojrzał na plan zajęć – O dwudziestej drugiej.
-Nie lepiej zacząć o dwudziestej? – zapytałem spoglądając na plan – Wtedy, gdy mamy już być w pokojach?
-W sumie, dobry pomysł – przytaknął Niall.
-Idę do Lottie – powiedział Ed i ruszył za drzwi.
-Gdzie dziewczyny mają pokój? – zapytałem.
-Obok naszego – odpowiedział blondyn.
Również ruszyłem w stronę drzwi.
-Gdzie idziesz?
-No, do dziewczyn.
-Czekaj, idę z tobą – powiedział, odkładając torbę pod łóżko i chwytając klucze do pokoju.
Zamknął go i poszliśmy pod pokój dziewczyn. Z pokoju, obok pokoju dziewczyn wychodził właśnie Louis. Spojrzał na mnie jak się mijaliśmy i posłał mi lekki uśmiech, który odwzajemniłem. Był miłym kolesiem, szkoda, że tylko ja o tym wiem. Weszliśmy do pokoju i zastaliśmy całujących się Eda i Lottie, oraz siedzące naprzeciwko Lily i Amy, które patrzyły na nich zmieszane. Ich wzrok przeniósł się na nas, a ich twarze zmieniły wyraz.
-Hej! – przywitała się Amy i podeszła do mnie – Nie było okazji żeby się przedstawić. Jestem Amy.
-Hej, Harry – podałem jej rękę.
-Masz może ochotę się przejść? – zapytała mnie Lily.
-Jasne, ale nie mamy wiele czasu, niedługo mamy… Zabawy, czy coś takiego…
-Nie szkodzi.
Więc wyszliśmy. Idąc na dół, minęliśmy dyrektora.
-Gdzie się wybieracie? – zapytał – Niedługo zaczynamy…
-Tak, ale chcieliśmy się trochę przewietrzyć po podróży – przerwała mu Lily.
-Dobrze, tylko postarajcie się nie spóźnić i pamiętajcie, że mam na was oko.
Wyszliśmy na zewnątrz schroniska młodzieżowego i usiedliśmy na ławce.
-Chciałaś o czymś porozmawiać? – zapytałem.
-Właściwie, to chciałam tylko zostawić Nialla i Amy samym sobie.
-Dlaczego?
-Zgadnij? Amy od początku roku przygląda się Niallowi. Wy chłopcy, nie zauważacie jak dziewczyny się na was patrzą?
-Niektórzy nie – powiedziałem marszcząc brwi – Niektórzy, po prostu nie są w stanie sobie wyobrazić, że ktoś mógłby się nimi zainteresować.
-To nie prawda, każdy ma coś, co przyciąga innych.
-Nie prawda – powiedziałem, nie patrząc na nią – Niektórzy nie mają nic do zaoferowania.
-Nie znam osoby, która nie miałaby nic do zaoferowania – powiedziała.
-Znasz… - mruknąłem pod nosem.
Nasze spojrzenia się spotkały, świat na chwilę się zatrzymał, słońce zgasło a ptaki przestały śpiewać. Wiatr wiał mocno, lecz nie odczuwaliśmy chłodu. Miała piękne oczy, koloru zieleni wpadającej w brąz. Włosy lekko zakrywały jedno z nich, dodając jej tylko uroku. Położyła na mojej dłoni swoją dłoń. Poczułem jej gładką skórę, ciepły dotyk, o jakim można tylko marzyć. Jej delikatna dłoń, która jest w stanie wyleczyć każdy ból, jedynie pogładzeniem. Czułem jak krew coraz szybciej zaczyna przeze mnie przepływać, pospieszana przez intensywnie, szybko bijące serce. Zacząłem odczuwać pulsowanie w głowie, w jego rytmie. Czułem jak moje źrenice się powiększają, nie miałem na to żadnego wpływu. Z zewnątrz wydawałem się spokojny, nie dawałem po sobie poznać, że się denerwuję, jednak w środku gotowałem się z emocji. Dłoń zaczęła mi się pocić, całe szczęście trzymałem ją na kolanie, a Lily położyła rękę na jej wierzchu.
-O czym myślisz? – wyrwała mnie z zamyślenia, po, zapewne, dłuższej chwili ciszy.
-O… - zacząłem wymyślać wymówkę – Dyrektorze Chucku.
-Dlaczego akurat o nim? – zaśmiała się, zabierając jednak swoją dłoń z mojej.
-Wiesz, pewnie się martwi. Może wróćmy już do budynku? – zaproponowałem wstając.
-Dobrze – zgodziła się – Nie możemy pozwolić żeby nasze gołąbeczki zrobiły o jeden krok za dużo, co? – ponownie usłyszałem jej ciepły śmiech.
Wróciliśmy do swoich pokoi i zaczęliśmy się przygotowywać do zejścia, do „pokoju zabaw”. Urządzając pokój, przyjrzeliśmy się bardziej oknu, które było naprzeciwko drzwi.  Otworzyliśmy i wyjrzeliśmy przez nie. Po lewej, był pokój dziewczyn. Gdy się porządnie wychyliliśmy, byliśmy w s tanie zobaczyć ich okno. Nasze okna, łączył zewnętrzny parapet, który był dość szeroki. Usłyszeliśmy dzwonek, który zwoływał nas na zajęcia.
„Uczniowie mają obowiązek pojawić się za chwilę w sali numer dwadzieścia osiem, zaplanowane są dla was zabawy i konkurencje, w których można zdobyć różnolite nagrody. Powtarzam, wszyscy uczniowie mają obowiązek pojawić się za chwilę w sali numer dwadzieścia osiem.” – mówił komunikat.
-Czas na show – powiedział Ed.
-Czas na show – powtórzył trochę ciszej Niall.
-Czas na show – mruknąłem, a chłopcy wybuchli śmiechem.
-Cieszymy się, że próbujesz się wpasować – poklepał mnie po plecach Niall.

Gry i zabawy były takie, jak brzmiały – kiczowate i bardziej dla młodszych uczestników, niż jak dla siedemnastolatków. Ed i Niall brali udział w karaoke, podczas którego paczka Zayna, poza Louisem, który trzymał się z dala od wszelkiej rozrywki, rzucała w uczestników krakersami i słonymi paluszkami. Trzymałem kciuki za moich przyjaciół i gdy przyszło odbierać nagrody, krzyknąłem ze szczęścia, gdy usłyszałem, że wygrali konkurs, śpiewając „Changes” Davida Bowiego, na dwa głosy. Nagrodą były dwie czekolady i dwa małe breloczki z maskotkami. Ed podarował swoją część nagrody swojej dziewczynie Lottie. Postanowiłem porozmawiać z Louisem i dowiedzieć się, dlaczego tak bardzo nie znosi Eda.  Podszedłem do niego i przywitałem się.
-Cześć Harry, możemy wyjść? Nie chcę rozmawiać tutaj – powiedział, na co się zgodziłem.
Wymknęliśmy się z sali po cichu, niespostrzeżeni przez dyrektora, nauczycieli czy uczniów. Wyszliśmy na dwór, gdzie Louis wyciągnął papierosa i odpalił go. Zaciągał się i wypuszczał dym w stronę przeciwną do mojej, zapewne pamiętając o mojej chorobie.
-Co u ciebie? – próbowałem zacząć rozmowę od czegoś spokojnego.
-Nawe nieźle, gdyby nie Lottie – wyglądał na zdenerwowanego.
-O co chodzi? – zapytałem, choć trochę za ostro.
-Ona nie może z nim chodzić – powiedział drżącym głosem, marszcząc brwi.
-Dlaczego? Kochają się, jesteś jej bratem, powinieneś chcieć dla niej jak najlepiej!
-I chcę dla niej jak najlepiej, Harry! Bóg jeden kurwa wie, jak bardzo – po jego policzkach popłynęło kilka łez, które szybko i nerwowo starł wierzchem dłoni.

----------------------------
ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA!
Nie wszystko jest takim, jakim się wydaje...
Następna część za tydzień o tej samej porze.
Pozdrawiam/Bart

piątek, 22 kwietnia 2016

"Grade 8" Cz. 8



"Wyjazd"

Rano obudził mnie telefon – chyba pierwszy raz w życiu. Spojrzałem na wyświetlacz, lecz numer był nieznany. Postanowiłem mimo to, odebrać.
-Halo?
-Cześć, chciałam tylko zapytać, czy wszystko w porządku? – to był głos Lily.
-Hej, tak, chyba dobrze – było mi głupio.
-Wiesz, nie odzywałeś się ostatnio. Unikasz mnie? – zapytała w końcu.
-Nie, nie unikam, tylko… No dobra, unikałem – postanowiłem być szczery. W końcu szczerość, to klucz do przyjaźni, prawda?
-Dlaczego? Zrobiłam ci coś?
-Nie… To przez to, jak się ostatnio zachowałem. Źle się z tym czuję.
-Ale Harry, nic się takiego nie stało – powiedziała – Masz dzisiaj jakieś plany?
-Właściwie, to nie.
-Chciałbyś się ze mną spotkać?
-Jasne, powiedz gdzie i o której..?
Umówiłem się z Lily pod naszą szkołą, nie wiem, dlaczego. Byłem na miejscu o dokładnej umówionej godzinie i czekałem na nią. Po dziesięciu minutach, przyszła. Była spóźniona, nie spodobało mi się to, jestem ułożonym i punktualnym człowiekiem, ale nie narzekałem, nie chciałem być niemiły.
-Hej.
-Hej, to gdzie chcesz iść? – zapytałem.
-Może zostaniemy tutaj? – wskazała na schody wejściowe do szkoły.
-Chcesz zostać na terenie szkoły, w weekend? – zaśmiałem się.
-Znam tę szkołę jak własną kieszeń – powiedziała – Mogę ci pokazać takie zakamarki, o jakich nie śniłeś – a powiedziała to w taki sposób, że momentalnie się zarumieniłem.
-Zatem, oprowadź mnie.
Po godzinie, podczas której dziewczyna pokazała mi kilka tajnych, niezamykanych wejść do szkoły, oraz dobrych kryjówek, zadałem w końcu pytanie, które dręczyło mnie od początku naszego spotkania.
-Jak to możliwe, że znasz tę szkołę tak dobrze?
-Wiesz, wychowywałam się tutaj – usiadła na schodach, dołączyłem do niej.
-Wychowywałaś? – zdziwiłem się.
-No, tak… Bo widzisz… - przerwał jej dzwoniący telefon.
Nie chciałem podsłuchiwać, ale z całej rozmowy wywnioskowałem, że była uziemiona i uciekła z domu. Zanim jeszcze skończyła rozmawiać przez telefon, pod szkołę podjechał srebrny samochód.
-Przepraszam Harry – zwróciła się do mnie – Muszę jechać – gdy już wsiadała na tylne siedzenie samochodu, zapytałem.
-Jedziesz jutro na wycieczkę?
-Jasne, a ty?
-Tak.
-To, do jutra – pomachała mi i posłała jeden ze swoich słodkich uśmiechów.
Samochód odjechał, zostawiając mnie samego pod budynkiem szkoły… W weekend…
Wracając do domu, mijając dom Tomlinsonów, podejrzewałem, że natknę się na Louisa. Szedłem więc, rozglądając się, lecz zamiast na chłopaka, natknąłem się na jego siostrę.
-Lottie, cześć – przywitałem się z nią.
-Miło cię widzieć Harry, wszystko w porządku?
-Wszyscy się mnie o to ciągle pytają – zaśmiałem się.
-Tak, ale chodzi mi o czwartek… Wyglądałeś strasznie, a później nie widziałam cię zbytnio.
-Wiem… Już lepiej, dzięki.
-Lily chciała się z tobą spotkać – zaczęła, lecz jej przerwałem.
-Wiem, właśnie wracam ze spotkania.
-To, gdzie ona jest?
-Ktoś po nią przyjechał i zabrał ją, chyba rodzice.
-Pewnie ojciec – powiedziała – Jest nadopiekuńczy, z resztą, ona ma szlaban.
-Za co? – byłem ciekawy.
-Ojciec przyłapał ją, jak wracała wczoraj z imprezy o trzeciej w nocy. Nie wkurzyłby się tak bardzo, gdyby nie była wstawiona.
-Lubi imprezować, co?
-Lubi, nie lubi… Robi to, to chyba moja wina…
-Jak to?
-Znamy się od bardzo dawna. Louis zawsze był typem imprezowicza i od kiedy mogłam, zabierał mnie ze sobą na imprezy i przedstawiał wszystkim. W pewnym momencie, ja zaczęłam zabierać ją…
-To dziwne, czemu..? – urwałem – Przepraszam, nie ważne…
-Jest jeszcze coś, Harry...
-Wiesz - spojrzałem na zegarek - Spieszę się, jeśli ci to nie przeszkadza…
-Jasne Harry, nie zatrzymuję cię, też się spieszę. Idę do Eda – była z tego powodu dumna.
-Powodzenia, pozdrów go – rzuciłem na odchodne i wróciłem do domu.
Zacząłem się pakować. Przygotowałem sobie torbę i powyciągałem rzeczy, które lubię nosić. Nie mam zbyt wiele ubrań, ale zabieram dwie koszule, cztery pary spodni, cztery t-shirty i kilka zestawów bielizny… Właściwie, spakowałem wszystko, co mam. Usłyszałem pukanie do drzwi.
-Harry, pakujesz się już? – zapytała mama.
-Tak, właśnie kończę.
-Nie zapomnij tabletek – powiedziała, wręczając mi pudełko pełne trzech rodzajów tabletek.
Tabletki na uspokojenie, nasenne i tak zwane przeze mnie „rozweselacze”. Te ostatnie, to nic innego jak antydepresant, który ma odgonić smutek i myśli samobójcze. Jak się pewnie domyślacie, nie działał, dlatego go nie brałem. Tabletki, których nie brałem, chowałem do innego pojemnika, schowanego pod łóżkiem, z nadzieję, że kiedyś sprzedam je komuś bardziej potrzebującemu – może jemu pomogą.
Wziąłem tabletki, które matka mi przygotowała i schowałem je przy niej do torby. Po zakończeniu pakowania, zszedłem na dół, zjadłem obiad, spędziłem trochę czasu z mamą i wróciłem do siebie, do pokoju, by w spokoju posłuchać kolejnego winyla. Zastanawiałem się, co będziemy robić na tej wycieczce. Nie jestem zbyt towarzyski, więc wszystkie gry i konkurencje odpadają. Jakby co, mogę przecież powiedzieć, że nie mogę brać udziału, bo źle się czuję… Lily też jedzie...
Obudził mnie dzwoniący budzik. Dzisiaj ta wycieczka – pomyślałem i wstałem, by pójść załatwić poranną toaletę. Następnie zjadłem śniadanie, wziąłem swoją torbę i wyszedłem za drzwi domu, by zobaczyć na chodniku naprawiony samochód Eda.
-Harry! – krzyknęli z radością.
-Cześć chłopaki! – przywitałem się z nimi.
-Jak tam Hazz? – zapytał Niall.
-Hazz? – zaśmiałem się – Dobrze, dzięki.
-Widzę, że humor ci dopisuje – powiedział Ed.
Oboje z Niallem patrzyli na mnie przenikliwym, uśmiechniętym wzrokiem.
-Co? – zapytałem.
-Nic… - powiedział Ed – Tylko Lottie, coś tam wspomniała, że spotkałeś się wczoraj z Lily…
Zaśmiali się.
-Ale z niej gaduła – udałem wkurzonego – No i co się tak cieszycie?
-Wiesz, trochę przykro… - zaczął Ed.
-Dlaczego?
-Niall będzie teraz jedynym singlem w naszej trójce – zaczął się głośno śmiać.
-Nie jesteśmy razem – powiedziałem, lecz uśmiech nie schodził mi z twarzy.
-Mówiłem ci Harry, że coś między wami jest – powiedział blondyn.
-Nic między nami nie jest – pokręciłem głową – Kolegujemy się.
-To się tak zaczyna – oświadczył Niall.
-Chyba, że wylądujesz w friendzone – Ed, nagle przestał się śmiać.
Friendzone, był dla niego zbyt poważnym tematem żeby się z tego śmiać.
-Nie robię sobie nadziei i nawet o tym nie myślałem – skłamałem, bo cały wczorajszy wieczór myślałem o Lily – Z resztą, ona też nie jest mną zainteresowana w taki sposób.
Ed i Niall spojrzeli na siebie wymownie, później przenieśli wzrok na mnie i uśmiechnęli się szeroko.
-Co? Wy coś wiecie, prawda? – zapytałem, lecz nie otrzymałem odpowiedzi.
-Ruszaj Ed! – krzyknął Niall.
-Nienawidzę, kiedy porozumiewacie się telepatycznie – założyłem ręce w geście obrazy – Jak jacyś X-Meni, czy coś…
-Jak będziesz się z nami znał tak długo, jak my się znamy, też będziesz się z nami porozumiewał telepatycznie – uspokajał mnie Niall.
-Jasne, ale to będzie dopiero za piętnaście lat – wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
Po chwili jazdy w ciszy, odezwał się Ed.
-Harry, co ty na to, żebyśmy zrobili w naszym pokoju małą imprezę..?
-Imprezę?
-No, taką na pięć, może sześć osób?
-Jasne, ale… - chciałem zapytać, kogo zaproszą, ale już wiedziałem – Jasne.
-Jesteśmy przygotowani na imprezę – dodał Niall.
-Chcecie powiedzieć, że..?
-Tak – odpowiedzieli chórem.
-Gdzie?
-Mamy po dwie torby, w każdej torbie zmieściło się kilka. Pochowaliśmy je wśród ubrań.
-Spryciarze – zaśmiałem się – A jak nas złapią?
-Nie przejmuj się, mamy sprawdzone sposoby – Niall wydawał się być przygotowany na każdą ewentualność.
-Przelaliśmy piwa do kartonów po sokach i po mleku – wyjaśnił Ed.
-Mamy też termos pełen piwa, oraz dwie puszki coli z wódką.
-Jesteście szaleni – podrapałem się po głowie – Ale genialni.

Ed musiał zostawić samochód zaparkowany pod szkołą, bo na wycieczkę jechaliśmy busem. Wzięliśmy swoje torby i zapakowaliśmy je do wielkiego bagażnika z boku pojazdu. Znaleźliśmy sobie miejsca po środku busa, ponieważ na samym końcu siedziała banda Zayna. Lottie usiadła obok Eda, przed nim usiadłem ja z Niallem i przed nami usiadły Lily z Amy Rain – jej koleżanką.
-Zapowiada się długa podróż – powiedział Niall – Szkocja jest po drugiej stronie UK.
-Pewnie i tak większość prześpimy. Nie wiem jak ty, ale ja jestem zmęczony – oznajmiłem i założyłem ręce, opierając głowę o tył fotela i zacząłem usypiać. Niall w tym czasie rozmawiał trochę z Edem, który, mimo, że siedział ze swoją dziewczyną, bał się zbliżyć do niej na większą odległość niż trzydzieści centymetrów, co Lottie dokładnie rozumiała. Nie przeszkadzało jej to, tak długo, jak na osobności wciąż mogli się do siebie zbliżyć. Wiedziała, że jej chłopak nie chce niepotrzebnie wkurzać jej brata. Przez sen, słyszałem jak Lily przedstawia Nialla swojej koleżance. Amy również była blondynką w okularach, o jasnej cerze i była inteligentna. Słyszałem, że się ze sobą dogadywali. Poczułem na swoim ramieniu ucisk, spowodowany tym, że ktoś się o mnie oparł, lub położył na nim głowę. Byłem pewien, że to nie Niall, z resztą, słyszałem jego głos podczas rozmowy z Amy. Z ciekawości otworzyłem jedno oko i zobaczyłem kasztanowe włosy. Lili opierała się głową o moje ramię, siedziała na miejscu Nialla… Byłem w stanie poczuć zapach jej włosów, pachniały miętą i jagodami. Byłem pewien, że słyszy bicie mojego serca, które z chwilą, gdy oparła o mnie głowę, przyspieszyło i nie chciało zwalniać. Cholerny Niall – pomyślałem.

-----------------------------
ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA!
Cholerny Niall...
Następna część za tydzień o tej samej porze.
Pozdrawiam/Bart

piątek, 15 kwietnia 2016

"Grade 8" Cz. 7



"Tommo, Payno, weekend i śpiew"

-Dzięki – powiedział w końcu – Za ostrzeżenie – wyciągnął w moją stronę pięść, którą oczekiwał, że uderzę swoją pięścią, na znak szacunku?
Nie wiem dokładnie, po co, ale przybiłem mu żółwika, po czym odszedł w swoją stronę, a ja ruszyłem w stronę szkoły.
Przywitałem się z Edem i Niallem i dowiedziałem się, że klasa Lottie i Lily, zaczyna zajęcia później od nas. Siedząc w klasie, ja w ostatniej ławce, a rudowłosy z blondynem przede mną, słuchaliśmy wykładu o literaturze, od pani Penny, która uczyła nas angielskiego. W pewnym momencie, jej monolog został przerwany przez dźwięk pukania do drzwi. Przeszedł przez nie dyrektor Chuck Gore, najwyraźniej zaniepokojony.
-Słuchajcie – zaczął – Właśnie ustaliliśmy z radą rodzicielską, że termin wycieczki szkolnej, z końca roku szkolnego, przeniesiemy na początek roku. Zatem, wycieczka będzie w przyszłym tygodniu. Jakieś pytania?
Niektórzy zgłaszali się z pytaniem o koszty, niektórzy z pytaniem o miejsce wycieczki. Niall odwrócił się do mnie.
-Świetnie, nie?
-Nie wiem… - odpowiedziałem.
-Co? Nie jedziesz? – zapytał Ed.
-Chyba nie – wzruszyłem ramionami.
-No dawaj, pojedź razem z nami! Będzie fajnie – zachęcał mnie blondyn.
-Harry, pamiętasz w zeszłym roku, te konkurencje, w których…
-Nie byłem na zeszłorocznej wycieczce… - czułem się z tym źle.
-To nadrób to w tym roku – powiedział Ed – Weźmiemy pokój w trójkę i będziemy się dobrze bawić!
Zastanawiałem się przez chwilę, po czym odpowiedziałem.
-Zobaczę, czy będę miał wystarczająco kasy.
Wyjazd miał kosztować siedemdziesiąt funtów, a  ja nie wiedziałem, ile mam odłożonych pieniędzy.
-Super! Jakby co, możemy ci dołożyć – zaproponował Niall.
-Nie będziemy go przecież za to bić – zaśmiał się Ed.
-Została jeszcze jedna sprawa – mówił dyrektor – Z jaką klasą chcecie jechać?
Podniosła się głośna wrzawa, podczas której, wszyscy chcieli się przekrzyczeć.
-Nie będę słuchał waszych propozycji, jeśli się nie uspokoicie – oznajmił.
Gdy się nie uspokoili, dodał.
-Zatem wybiorę jedną osobę, która zadecyduje… - zaczął się przechadzać po klasie.
Zatrzymał się przy stoliku Eda i Nialla.
-Sheeran – wyznaczył go dyrektor – Ty zadecyduj, z którą klasą jedziecie na wycieczkę?
Ed, długo się nie zastanawiał.
-Z pierwszą B – odpowiedział.
-No i super, decyzja podjęta szybko i mądrze – podsumował dyrektor – Moja córka chodzi do tej klasy, więc i ja będę miał z głowy jej wycieczkę. Już wam nie przeszkadzam – pożegnał się z nauczycielką i opuścił klasę.
Ed, odwracając się do mnie, spotkał się spojrzeniami z Louisem, który spóźniony, przyszedł na zajęcia chwilę przed przyjściem dyrektora. Wyglądał na bardzo zdenerwowanego, lecz nienastawionego bojowo.
-Ed, niedobrze – powiedział blondyn – Masz napieńku z Tomlinsonem, masz przesrane u nich wszystkich, wiesz o tym…
-Chłopaki, może nie powinniśmy mówić do niego po nazwisku? – zaproponowałem – To dość niemiłe…
-Harry, co ty pieprzysz? – zdziwił się Ed – Spójrz jak ten gnój mnie urządził – wskazał na swoje spuchnięte, lecz już nie sine oko.
-Wiem, ale… Nie ważne.
Była przerwa, schodziliśmy z klasą po schodach by dostać się do sali na niższym piętrze. Musiałem jakoś niefortunnie postawić nogę, bo zachwiałem się i upadłem do przodu, wprost na plecy Liama Payna.
-Leszczu pieprzony, co ty sobie myślisz? – zdenerwował się chłopak, łapiąc mnie za koszulkę – Mam ci obić ryj?
-Przepraszam – powiedziałem - to było niechcący.
-Tsaa, to też – powiedział, uderzając mnie z otwartej pięści w policzek.
-Zostaw go – próbował mnie obronić Niall.
-Spieprzaj, bo zrobię z ciebie wykałaczki! – odwarknął Payne.
Gdy przymierzał się do drugiego uderzenia, odezwał się Louis.
-Olej go Payno, nie warto.
-Może i masz rację, Tommo – odpowiedział po dłuższej chwili, puszczając mnie – Masz szczęście – zwrócił się do mnie – Jeszcze raz mi podpadniesz, to się nie będę z tobą pieścił.
Obaj odeszli. Niall podszedł do mnie i poprawił mi koszulkę, którą chłopak rozciągnął przy kołnierzu.
-Widziałeś? – zapytałem blondyna.
-Widziałem, to było straszne, bałem się, że przerobi ci twarz na obraz Salvadora Dali.
-Nie – przerwałem mu – Chodzi o Louisa. Stanął w mojej obronie.
-Nie Harry, wydaje ci się – odpowiedział – Po prostu uznał, że nie warto marnować na ciebie sił, skoro można to spożytkować na kradzież kasy pierwszoklasistów.
-Nie, jednak myślę, że próbował w subtelny sposób się za mną wstawić…
-Dlaczego miałby to robić? – zapytał, a wtedy powstrzymałem się przed powiedzeniem mu o tym, co wydarzyło się rano.
Tego dnia unikałem Lily. Uznałem, że to, co się ostatnio wydarzyło, było wobec niej nie fair i chciałem odsunąć się w cień. Wracając, znów spotkałem Louisa. Tym razem, chłopak szedł kilka metrów przede mną i wydawał się mnie nie zauważać, dopóki się nie odwrócił.
-Styles – odezwał się.
-Cześć Louis.
-Śledzisz mnie? – zaśmiał się.
-Nie, po prostu nie mam dziś nikogo, kto by mnie podwiózł – odpowiedziałem szczerze – Słuchaj, chciałem ci podziękować za dzisiaj.
-Za co?
-Za pomoc z Liamem. Nie wiem, co zrobiłby ze mną, gdybyś go nie powstrzymał.
-Nie ma sprawy – machnął ręką – Przynajmniej tak mogę się odwdzięczyć za uratowanie mi życia.
-Dzięki – powiedziałem i ruszyłem dalej.
-Czekaj – zatrzymał mnie – Masz na imię Harry, tak?
-Tak – zdziwiłem się – Czemu pytasz?
-Jestem Louis – wyciągnął w moją stronę dłoń, którą uścisnąłem.
Wydawał się naprawdę miły, nawet lekko się uśmiechał.
-Miło cię poznać – powiedziałem – Prawdziwego ciebie.
-Ciebie też – wyciągnął paczkę papierosów – Palisz? – zapytał kierując w moją stronę paczkę.
-Nie, dzięki – odpowiedziałem – Mam astmę, nie mogę palić, ani przebywać w otoczeniu osoby palącej.
-Sorry – powiedział, zostawiając nieodpalonego papierosa w ustach.
-To… - nie wiedziałem, jak kontynuować konwersację i czy w ogóle ją kontynuować.
-Sheeran wybrał klasę Lottie… - powiedział po chwili ciszy.
-Tak – odpowiedziałem – Jesteś z tego powodu zły?
-Nie jestem szczęśliwy.
-Dlaczego? Przecież to twoja siostra.
-Wiem, ale… Nie ważne, Harry. Miło się z tobą gadało, spadam do domu – powiedział, odwracając się do mnie plecami i odchodząc.
Nawet się nie pożegnał, ale najwyraźniej coś go gryzło, więc nie wziąłem tego do siebie.
Nareszcie weekend – pomyślałem, wstając z łóżka dopiero o godzinie dziesiątej.
Chwyciłem telefon i napisałem do Nialla w sprawie ich dzisiejszego występu w kawiarni. Przysłał mi adres oraz godzinę, na którą miałem się tam zjawić. Jako, że gonił mnie czas, powiadomiłem o wszystkim moją mamę, która wyraźnie zaczęła wyglądać coraz lepiej z dnia na dzień. Nie była już cały czas zamyślona i smutna, od czasu do czasu się uśmiechała i wróciły na jej twarz kolory. Najwidoczniej się też wysypiała, ponieważ nie miała sińców pod oczami. Powiedziała żebym bawił się dobrze i wziął tabletki. Dołożyła mi kilka funtów na przejazd autobusem do miasta.
Wszedłem do kawiarni kilka minut przed rozpoczęciem występu moich przyjaciół. Zamówiłem sobie średnią kawę z mlekiem i czekałem, aż Ed z Niallem wejdą na małą scenę pod jedną ze ścian kawiarni. Chłopcy wyszli zza zaplecza z gitarami i pomachali mi na przywitanie. Usiedli na przygotowanych krzesełkach, przy mikrofonach i zaczęli grać. Pierwszą piosenką, była „Carryon” zespołu Fun. Podobało mi się, jak głosy Nialla i Eda ze sobą współgrały. Nie tylko świetnie brzmiały razem, ale także osobno. Zręcznie, zapewne wyćwiczeni, wymieniali się linijkami tekstu. Kilka osób, które były w kawiarni zaklaskało – z nich wszystkich, ja klaskałem najgłośniej. Następną piosenką, była „Chasing cars” zespołu Snow Patrol, która wyszła im równie dobrze, jak poprzednia. Po wykonaniu kilku piosenek, podczas śpiewania ostatniej, którą była „Don’t stop me now” zespołu Queen, śpiewałem już razem z nimi, siedząc na swoim krześle, popijając gorzką kawę.
-Dziękujemy za uwagę, do zobaczenia w przyszłym tygodniu – powiedział Ed, na co ludzie znów zaczęli bić brawa, tym razem bardziej ochoczo, co spowodowane było pewnie większą ilością osób niż na początku występu.
-I jak? – zapytał Niall, gdy podeszli do mnie z Edem.
Oboje byli czerwoni ze zmęczenia i spoceni.
-Świetnie, naprawdę macie talent – powiedziałem.
-Stary Earl, zapłacił nam dzisiaj podwójne stawki, za wykonanie jego ulubionej piosenki – pochwalił się Ed.
-Która była jego ulubioną?
-Ostatnia – zaśmiał się Niall – Choć nie wyszła nam najlepiej.
-Wyszła wam świetnie, przesadzasz – poklepałem ich po ramionach.

Wróciłem do domu i postanowiłem sprawdzić ile mam pieniędzy schowanych w skarbonce. Nie rozbiłem jej, miała ona specjalny korek, który można było wyciągnąć. Dwadzieścia, czterdzieści, pięćdziesiąt cztery funty – liczyłem. Brakowało mi szesnastu funtów, więc postanowiłem poprosić o nie mamę. Zszedłem na dół i zastałem ją robiącą w kuchni obiad.
-Mamo…
-Cześć Harry – uśmiechnęła się na mój widok – I jak występ?
-Świetny – odwzajemniłem uśmiech – Posłuchaj, mam do ciebie sprawę.
-Tak? – uśmiech zniknął z jej twarzy.
-Nie, spokojnie, to nic złego – po moich słowach, uśmiech znów powrócił na jej twarz.
-Zatem, co?
-Potrzebuję pieniędzy.
-Na co?
-Chciałem jechać na tegoroczną wycieczkę szkolną, ale brakuje mi szesnastu funtów.
-Chcesz jechać na wycieczkę? – była zdziwiona.
-Pewnie, Ed i Niall też jadą…
-Oczywiście, że ci dołożę – powiedziała ściskając mnie – Tak się cieszę Harry.
-Wiem, ja również – zaśmiałem się.
-Bardzo chciałam żebyś się z kimś w końcu zaprzyjaźnił. Ten blondyn, który ostatnio do ciebie przyszedł, to..?
-To był Niall.
-Bardzo uroczy chłopak, dobrze ułożony.
-Wiem – powiedziałem – ulubieniec matek – zaśmiałem się.

-----------------------------
ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA!
Takiego Louisa jeszcze nie znali...
Następna część za tydzień o tej samej porze.
Pozdrawiam/Bart

piątek, 8 kwietnia 2016

"Grade 8" Cz. 6



"Tomlinson"

-Lottie – odezwał się Tomlinson – Co ci się wydaje, że robisz, do kurwy nędzy?!
-Nie twoja, kurwa, sprawa! – odpowiedziała mu, a ja zacząłem się zastanawiać, czy Tomlinsonowie używają wulgaryzmów, jako znaków interpunkcyjnych.
-Moja, bo jesteś moją pieprzoną siostrą! – zaczął się do nas zbliżać – Co znowu robisz z tym pajacem? – szturchnął Eda palcem wskazującym.
-To jest Ed i jest moim chłopakiem, więc możesz spierdalać na drzewo!
-Może nie tak ostro, co? – mruknął do niej Ed – Tylko go bardziej wkurzysz…
-Nie mów jej, jak ma się do mnie odzywać, a jak nie, frajerze – zagroził mu palcem.
-A ty, nie mów jej jak ma żyć, a jak nie – odpowiedział mu Ed.
Już wtedy wiedziałem, że mamy przejebane. Tomlinson zamachnął się i uderzył Eda w policzek. Jego nos wciąż był jeszcze spuchnięty po ostatniej walce, a siniak pod okiem zaczął powoli schodzić, a tutaj, zapowiadało się na kolejne „pamiątki”.
-Nie pozwalam ci się z nim, kurwa, spotykać Lottie, rozumiesz?! – wrzasnął Tomlinson i chwycił dziewczynę za rękę.
Gdy już powoli od nas odchodzili, Ed wstał i ruszył za nimi.
-Tomlinson! – krzyknął, na co ten się odwrócił – Nie masz prawa, traktować tak mojej dziewczyny! –uderzył go prosto w nos, przez co Louis się zachwiał.
Lottie przeszła na stronę Eda i stanęła za nim.
-Nie będziesz jej tak traktował… - powiedział, już trochę ciszej.
-Chcesz się bić, szmato?! – krzyknął, otwierając ramiona.
-Nie mam zamiaru się z tobą bić, chcę tylko twojego szacunku do Lottie.
Tomlinson stał zbity z tropu, na pewno nie podejrzewał takiego zwrotu akcji. Przez swoich koleżków, był nauczony, że tylko bijatyka rozwiązuje problemy, a tutaj, jakiś koleś pokazał mu, że ten się myli. Furia zaczęła znikać z jego twarzy i nabrała ona łagodniejszych kolorów. Z nosa poleciała mu jedna kropla krwi. Na piętro wszedł w pośpiechu dyrektor.
-Co tu się do cholery dzieje?! – zapytał, stając między Edem i Louisem.
-Panie dyrektorze, ja to wyjaśnię – zaczął Ed.
-To nieporozumienie, wszystko już jest w porządku – powiedział Louis – Rozwiązaliśmy nasz spór, panie dyrektorze.
-Czy wy się biliście?
-Nie, tylko tak po przyjacielsku, nie mieliśmy zamiaru zrobić sobie krzywdy – zaśmiał się, ocierając kciukiem krew spod nosa.
-No dobra Tomlinson, tym razem ci odpuszczę, bo nie narobiłeś dużych szkód, ale mam cię na oku – odszedł od nas.
-Czy to znaczy, że między nami jest ok.? – zapytał Ed, wyciągając w stronę Louisa dłoń.
-Spierdalajcie, oboje – mruknął i zeszedł na dół.
Lottie objęła mocno Eda z wielkim uśmiechem na twarzy.
-Dlaczego się cieszysz? – zapytał Niall.
-Ed, jest pierwszym chłopakiem, który się za mną wstawił – oznajmiła, nie odrywając się od niego.
-Nie tknie cię już – powiedział Ed, tonem i z miną filmowego maczo.
-Nic wam nie jest? – podeszła do nas Lily.
-Nie, wszystko w porządku – odpowiedziała Lottie, będąc pewną, że to do niej się zwracała.
Lily jednak, pytając patrzyła się na mnie.
-Musicie uważać. Teraz, gdy zwróciliście uwagę tej trójki, nie dadzą wam wyjść z tego wszystkiego cało.
-A co? Pokroją nas? – zaśmiał się nerwowo Niall.
-Możliwe – odpowiedziała, a ten urwał śmiech i przełknął głośno ślinę.
-Dzięki za ostrzeżenie, Lily- powiedziałem.
-Nie ma sprawy, Harry – posłała mi lekki uśmiech.
-Znacie się? – zapytała Lottie.
-Tak – odpowiedziała Lily – Tańczyliśmy razem.
-Kiedy? – zapytał Ed.
-Na imprezie Zayna – odpowiedziałem i oboje z Lily się zaśmialiśmy.
Tylko my wiedzieliśmy, o czym mówimy i to, było w pewien sposób magiczne.
-Jesteś mi winien ten taniec – powiedziała, szturchając mnie palcem w ramię.
-Chętnie z tobą zatańczę – powiedziałem – Choćby teraz.
Co się ze mną do cholery dzieje? – zastanawiałem się. Cała ta sytuacja z Edem, Lottie i Louisem chyba tak na mnie wpłynęła – puściły mi nerwy. Dziewczyna, tak jak reszta moich przyjaciół, zdawała się być zaintrygowana moją odpowiedzią i pewnym tonem.
-Więc, zatańczmy – chwyciła moją dłoń, co spowodowało, że bezwiednie się od niej odsunąłem – Co się stało? – zapytała, gdy oddaliłem się już kilka kroków i miałem przerażenie wypisane na twarzy.
-Harry, wszystko w porządku? – zapytał Niall.
Nie słyszałem ich – w moich uszach rozbrzmiewał szum morza, pomieszany z gwizdem czajnika. Dopiero, gdy Niall złapał mnie za ramię i potrząsnął mną, otrząsnąłem się.
-Co? – byłem jak wyrwany z transu.
-Wszystko w porządku? – Lily była naprawdę przejęta.
-Tak, wszystko ok… Nie ma muzyki… Przepraszam – powiedziałem i z dźwiękiem dzwonka na lekcję, zszedłem po schodach na parter i wyszedłem z budynku.
Usiadłem na schodach i ukryłem twarz w dłoniach. Czułem się źle. Z jednej strony, coraz lepiej szło mi dogadywanie się z innymi, jednak wciąż dotyk obcych mnie parzył. Siedząc tak, użalając się nad sobą, usłyszałem jak ktoś płacze i pociąga nosem. Zajrzałem za winkiel szkoły i zobaczyłem tam siedzącego na ziemi, opierającego się o ścianę, palącego papierosa, zapłakanego Tomlinsona.
-Louis? – zapytałem.
Gdy mnie zauważył, szybko otarł twarz i wstał.
-Spierdalaj Styles – powiedział i wsadził papierosa do ust.
-Co ty tu robisz?
-Nie widać? Palę – odpowiedział, zaciągając się – Nie powinno cię to obchodzić, spieprzaj!
Więc odwróciłem się i wróciłem na schody. Siedząc, zastanawiałem się, co stało się Louisowi. Moje przemyślenia zostały przerwane przez Eda i Nialla.
-Harry, wszystko dobrze? – zapytał Ed.
-Tak, już lepiej – odpowiedziałem.
-Chcesz pogadać? – Niall złapał mnie za ramię.
-W sumie, możemy pogadać, ale mamy teraz lekcje – powiedziałem.
-Lekcje nie są najważniejsze – rzucił Ed – Będziemy ich jeszcze mieli sporo w tym roku.
-Fabryka? – Niall spojrzał na Eda – Fabryka – stwierdził, gdy zobaczył uśmiech chłopaka.
-Ale najpierw…
-Mam w bagażniku – przerwał Edowi.
Usiedliśmy na sofie, w starej, opuszczonej fabryce kartonów, każdy z butelką piwa w dłoni.
-To, mów Harry – zaczął Ed – Co się stało?
-Wiecie, sam nie wiem… Na co, to wyglądało?
-Wyglądało, jakbyś się zesrał w gacie ze strachu – zaśmiał się rudowłosy.
-To nie jest śmieszne Ed – skarcił go Niall – Wyglądałeś na przerażonego, jakbyś miał atak paniki. Baliśmy się, że zaraz wykorkujesz.
-Nie wykorkowałem… - odetchnąłem – Po prostu… Gdy Lily mnie dotknęła, zamroczyło mnie…
-Może się zakochałeś? – uniósł brwi Niall.
-Nawet jej nie znam!
-Wyglądało to zupełnie inaczej – wtrącił Ed.
-Wyglądaliście, jakbyście znali się nieźle – blondyn nie spuszczał ze mnie spojrzenia – No i, to, co powiedziałeś…
-„Zatańczmy teraz”, czy coś takiego – zaśmiał się Ed – To brzmiało dość poważnie.
-Nie wiem, co we mnie wtedy wstąpiło.
-Może kierowało tobą pożądanie?
-Niall, proszę cię, nie zaczynaj – sam zacząłem się śmiać – Ja tutaj przeżywam jakieś załamanie nerwowe, a wy sobie z tego jaja robicie.
-Od tego są przyjaciele – powiedział Ed – Za przyjaźń! – wzniósł toast.
-Za przyjaźń…
Chłopcy odwieźli mnie do domu, mniej więcej w godzinach, kiedy miały się kończyć nasze zajęcia. Nie wyjaśniłem im mojego wcześniejszego zachowania, bo sam go nie rozumiałem. Nie wspomniałem im też o Louisie Tomlinsonie, którego spotkałem za rogiem szkoły, nie wydawało się stosowne o tym rozpowiadać…
Kolejny poranek, był równie dobry, co ostatnie poranki. Świadomość, że był piątek i od jutra zaczyna się weekend, cieszyły mnie bardziej niż kiedykolwiek – w weekend miałem przecież iść na występ Eda i Nialla. Przyszykowałem się i wyszedłem na zewnątrz, gdy dostałem smsa od Eda.
„Przepraszam, ale zepsuł mi się samochód i nie mogę dzisiaj po was przyjechać. Spróbuję go naprawić do przyszłego tygodnia.”

Wygląda na to, że czeka mnie dziś spacer – pomyślałem. Gemma była już w pracy, więc nie mogła mnie podwieźć. Idąc krok za krokiem, nie przejmowałem się tym, że zmuszony jestem iść do szkoły na piechotę. Po przejściu kilkunastu metrów, przechodząc obok domu Tomlinsonów, zobaczyłem jak Louis z niego wychodzi z butelką piwa w dłoni. Wyciągnął papierosa, wsadził go do ust i odpalił, po czym się zaciągnął. Nie widział mnie i przechodził przez ulicę przecierając dłonią twarz, gdy nagle się potknął. Było to zapewne spowodowane niedoleczonym kacem, po wczorajszej imprezie.  Usiadł na środku ulicy i rzucił o ziemię butelkę, przez co rozbiła się na setki małych kawałeczków, rozsypanych po całej powierzchni jezdni. Podejrzewałem, że chłopak wpadnie w furię, zacznie rzucać mięsem, czy nawet zrobi pierwszej napotkanej osobie krzywdę, lecz ten, znów schował twarz w dłoniach i zaczął szlochać. Wtedy, zacząłem się zastanawiać… Być może, Louis też nie jest taki, jakim go postrzegają? Czy Tomlinson zachowuje się tak, by ukryć swoje emocje i smutek? – Gdy się tak zastanawiałem, zobaczyłem pędzący po ulicy samochód, wyjeżdżający zza rogu.
-Louis, uważaj! – wyrwał się ze mnie krzyk, nim zdążyłem pomyśleć.
Chłopak zamiast wstawać i uciekać, przeturlał się na bok jezdni. Mężczyzna, który prowadził samochód, zatrzymał się kilka metrów za miejscem, gdzie przed chwilą siedział Louis.
-Pieprzony gówniarz! Co ty do cholery robisz na środku ulicy?!
-Przepraszam pana – odpowiedział, ocierając twarz i wstając z ziemi.
-Mogłem cię zabić! Jezu Chryste… - mężczyzna wrócił do samochodu i odjechał.
Postanowiłem podejść do chłopaka i upewnić się, że nic mu się nie stało.
-Wszystko ok.? – zapytałem, gdy otrzepywał ubranie z brudu.
-Styles? – był zdziwiony – To ty?
-To ja – odpowiedziałem, nie wiedząc, co mógłbym powiedzieć.
-Uratowałeś mi życie…
-Najwyraźniej… Louis, to nieodpowiedzialne, siedzieć na środku ulicy z zasłoniętymi oczami – pouczyłem go.
-Wiem, ale kurwa… - przerwał nagle – Czy ty nazywasz mnie „Louis”?
-A czy to nie twoje imię?
-Tak, ale nikt się tak do mnie nie zwraca… - wydał się być zaskoczony, ale jednocześnie spokojny…
Takiego Louisa Tomlinsona jeszcze nie widziałem…

-------------------------------
ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA!
Harry poszedł na pierwsze wagary..!
Następna część za tydzień o tej samej porze!

Pozdrawiam/Bart

piątek, 1 kwietnia 2016

"Grade 8" Cz. 5



"Lily"

Dojeżdżaliśmy pod wskazany przez Eda adres, gdy zobaczyliśmy go siedzącego na chodniku, przyciskającego zakrwawioną chusteczkę higieniczną do nosa. Niall zatrzymał samochód i wybiegł do przyjaciela, pomóc mu.
-Jak to się dokładnie stało? – zapytałem.
-Byliśmy z Lottie na obiedzie w takiej jednej knajpce, później byliśmy na spacerze… - opowiadał dość chaotycznie, z zatkanym nosem – Spotkaliśmy Tomlinsona, jej brata, kilka przecznic stąd…
-I co dalej? – zachęcił go Niall, gdy nagle przerwał.
-Domyśl się, do kurwy nędzy – powiedział, odsuwając chusteczkę.
Krew dookoła jego nosa, już zakrzepła i zaschła, w oczach świeciły się łzy bólu, upokorzenia i wściekłości.
-Gdzie Lottie? – zapytałem.
-Zabrał ją… Chwycił za rękę i pociągnął za sobą…
-Ona nie jest jego własnością! – oburzyłem się.
-Ale młodszą siostrą… Nie ważne, zapomnijmy o tym. Co ja sobie wyobrażałem..?
-A poza ostatnimi wydarzeniami, jak było na randce? – zapytał Niall.
-Wiesz, w sumie, dobrze – uśmiechnął się – Naprawdę świetnie się dogadywaliśmy. Jest bardzo mądra…
-Kto by pomyślał, ktoś spokrewniony z Tomlinsonem może być mądry? – zaśmiał się Niall.
-Spadaj – pchnął go koleżeńsko Ed – Podwieziecie mnie do domu?
Po drodze, Ed opowiedział mi dokładnie, co się wydarzyło.
Byli po kolacji i spacerowali z Lottie w stronę jej domu, opowiadała mu właśnie o swoich zainteresowaniach, gdy minęli się z Louisem. Chłopak zatrzymał się, spojrzał na nich, zapytał siostrę „co robisz z tym frajerem?”, po czym, gdy nie odpowiedziała, złapał ją za ramię i zaczął prowadzić w stronę swojego samochodu. Lottie krzyczała „zostaw mnie, to boli!”, wtedy Ed postanowił postawić się Tomlinsonowi. Złapał go za rękę, którą trzymał siostrę i wykręcił ją, za co oberwał drugą ręką prosto w nos. Później, Louis kopnął go w brzuch, Lottie krzyczała „zostaw go, proszę!”, podbił mu oko, powalił go na ziemie i zostawił tak leżącego. Ed chciał się podnieść, ale kręciło mu się w głowie i szumiało mu w uszach. Gdy się otrząsnął, Lottie i Louisa już nie było, a obok niego leżała paczka chusteczek, którą, jak podejrzewa, zostawiła dziewczyna.
-Więc… Co teraz? – zapytałem.
-Wrócę do domu i…
-Nie, chodzi mi o Lottie – przerwałem Edowi.
-Nie wiem, chyba nic… Ten dzień się nie wydarzył.
-Boisz się znowu oberwać, co? – zapytał Niall.
-Jasne, że tak! Nie jestem głupi – oburzył się Ed.
-W sumie, czemu się z nią umówiłeś? – podejrzewałem odpowiedź, ale byłem ciekaw i chciałem go trochę rozluźnić.
-Jest piękna, miła… Rozmawiałem z nią dzisiaj. Powiedziała mi, że jest samotna i to jej pierwsza randka. Każdy boi się ją gdzieś zaprosić, bo boją się jej brata. Kocha go, ale się go boi.
-Przejebane – podsumował to blondyn, zatrzymując samochód pod domem rodzinnym Eda.
-Do zobaczenia jutro? – żegnałem się z Edem.
-Jasne, do zobaczenia jutro. Dzięki za pomoc, chłopaki.
Wróciłem do domu wcześniej niż zapowiadałem, ale mamie to nie przeszkadzało. Niall chciał po tym wszystkim wrócić do domu i się trochę przespać. Obiecał, że kiedy indziej zrobimy wypad we dwójkę. Ja również byłem zmęczony, choć właściwie nie wiem, dlaczego. Przejąłem się sytuacją Eda, chyba nawet bardziej, niż Niall. Położyłem się i po raz pierwszy od wielu miesięcy, usnąłem nie słuchając muzyki.
Rano, wstałem bardziej wypoczęty niż ostatnio, być może, to przez brak muzyki, albo przez położenie się wcześniej spać. Tak, czy siak, dzwoniący budzik, nie wywołał u mnie nieprzyjemnych dreszczy. Nie powiem, że ucieszyłem się, że go słyszę, ale nie było mi z tego powodu smutno. W szkole wydawało się być normalnie. Ponownie, niezauważony zaszedłem pod klasę, w której miałem mieć lekcję – dziś była to matematyka. Na drugim końcu piętra zobaczyłem Eda, więc postanowiłem do niego podejść.
-Hej! – przywitałem się.
-Hej – odpowiedział, gdy mnie zauważył – Przepraszam, ale nie mogę rozmawiać, czekam na Lottie.
-Dalej ci mało? – zapytałem spoglądając na jego spuchnięty nos i podbite oko.
Nie odpowiedział, wbił wzrok w podłogę. Postanowiłem mu nie przeszkadzać i się usunąć.
-Tylko uważaj na siebie, ok.? – rzuciłem na odchodne.
Zacząłem się o niego martwić, a to oznacza, że przywiązałem się do niego. To chyba dobrze, o to w końcu chodziło. Miałem otworzyć się na ludzi i uda się. To niesamowite, wszystko zaczęło się od jednego zapytania… Od lekkiego uchylenia drzwi, przez które weszła dwójka wspaniałych, zwariowanych chłopaków – pomyślałem. Usiadłem pod klasą i ponownie otworzyłem książkę. Po przeczytaniu kilku linijek, rozejrzałem się za Niallem, którego wciąż nie było pod klasą. Spojrzałem w stronę Eda i zobaczyłem, jak przytula go blondynka – To pewnie ta Lottie – pomyślałem. Rozejrzałem się ponownie, tym razem szukałem wzrokiem Louisa Tomlinsona, który znów doczepiłby się Eda. Gdyby był w pobliżu, może zdążyłbym ostrzec przyjaciela, lub nawet pomóc mu. Czy dla Eda, uczestniczyłbym w bójce? – zastanawiałem się, lecz odpowiedź nasuwała mi się sama – Oczywiście, to mój amigo. Zadzwonił dzwonek na lekcję.
Niall zjawił się dopiero na dwie ostatnie lekcje, usprawiedliwiając się zaspaniem. Po lekcjach, gdy już pożegnałem się z przyjaciółmi, odczytałem smsa od Gemmy:
„Przepraszam Harry, nie mogę cię dzisiaj odebrać. Mama powiedziała, że możesz wrócić sam, jeśli ci to nie przeszkadza.”
Mama powiedziała, że mogę wrócić sam… To znaczy, że zaczyna mi powoli ufać – ucieszyłem się. Pierwszy raz od dwóch lat, będę wracał do domu sam. Ruszyłem więc w stronę domu. Trasa nie była długa, więc chętnie stawiałem krok za krokiem.
-Ej, tancerz! – usłyszałem kobiecy głos.
Odwróciłem się i zobaczyłem biegnącą w moją stronę dziewczynę o kasztanowych włosach.
-Tancerz? – zdziwiłem się.
-Tak – powiedziała, uśmiechając się – Nie wiem jak masz na imię, a gdy widzieliśmy się ostatni raz, kradłeś piwo z imprezy, mówiąc, że tańczysz.
-Wybacz, jestem Harry Styles – podałem jej dłoń, którą uścisnęła.
-Lily Spencer – była naprawdę ładna – Jesteś w drugiej klasie?
-Aktualnie, tak – powiedziałem – A ty..?
-Jestem w pierwszej.
-Skoro jesteś pierwszoklasistką, to, co robiłaś na imprezie Zayna? – zdziwiłem się, przecież Zayn trzymał tylko ze swoimi i na pewno nie pozwoliłby wpuścić na swoją imprezę jakąś pierwszoklasistkę.
-Znam go i wszystkich jego koleżków – odpowiedziała lekko, jakby to, było nic.
-Skąd ich znasz?
-Zadajesz dużo pytań – zaśmiała się – Jestem przyjaciółką siostry jednego z nich.
-Lottie?
-Tak, skąd wiesz?
-Jest siostrą Louisa Tomlinsona, jest w pierwszej klasie… Tak jakoś skojarzyłem.
-Trafiłeś – uśmiechnęła się – Teraz się spieszę, ale może jeszcze kiedyś pogadamy, co Harry?
-Jasne, do zobaczenia – chyba tylko mnie się wydawało, że ta rozmowa była dość niezręczna.
Wróciłem do domu, przywitałem się z mamą, która pierwszy raz od jakiegoś czasu, wydawała się nie być pustą skorupą człowieka. Przysięgam, że nawet zobaczyłem jej uśmiech. Zamknąłem się w pokoju i włączyłem „In Rainbows” zespołu Radiohead, kładąc się na łóżku i odpoczywając. Lily Spencer – to imię odbijało się echem w mojej głowie. Chyba coś ze mną nie tak. Żadna dziewczyna nigdy nie okazywała mi minimum zainteresowania, więc trochę mnie ponosi – myślę sobie. Moje myśli zawędrowały trochę za daleko, nawet ja byłem to w stanie stwierdzić. Chwyciłem za zeszyt od matematyki i zrobiłem zadane przez nauczyciela równania do rozwiązania. Nie miałem nic innego do roboty, więc zszedłem na dół do salonu, gdzie mama siedziała na sofie, popijając kawę z normalnego kubka i oglądała telenowelę.
-Mogę się przyłączyć? – zapytałem.
-Pewnie Harry – odpowiedziała, uśmiechając się ciepło i klepiąc miejsce obok siebie.

Kolejny ranek, był dokładnie taki sam jak poprzedni - nie czułem smutku, nie czułem radości. Gdy zszedłem na dół i zjadłem śniadanie, rozległo się pukanie do drzwi. Otworzyłem je i ujrzałem Nialla.
-Gotowy? – zapytał.
-Na co?
-Do szkoły. Przyjechaliśmy po ciebie – w samochodzie czekali tulący się Ed i blondynka.
-Przepraszam, ale siostra mnie podwozi – powiedziałem, a za moimi plecami pojawiła się nagle Gemma.
-W sumie, nie chce mi się cię już podwozić. Bierzcie go chłopcy – popchnęła mnie w kierunku Nialla i puściła mi oczko.
-Zabiorę tylko swoje rzeczy – zaśmiałem się.
Gdy wsiadłem do samochodu, Ed i blondynka naglę odsunęli się od siebie przerażeni.
-Spokojnie, to tylko ja – powiedziałem.
-Przepraszam, Harry… Po prostu, wciąż…
-Rozumiem – przerwałem Edowi z uśmiechem – Cześć, jestem Harry – podałem rękę dziewczynie.
-Hej, jestem Lottie.
-Możemy ruszać? – zapytał Niall, siadając za kółkiem.
-Jasne kapitanie! – rzuciłem, w zamian usłyszałem jego ciepły śmiech.
-Czyli… - odwróciłem się w stronę Eda i Lottie – Wszystko u was dobrze?
-Powiedziałabym, że świetnie – odpowiedziała mi dziewczyna i pocałowała rudowłosego w policzek.
-A co na to… - trochę za późno ugryzłem się w język.
Dziewczyna widocznie posmutniała, ale po chwili odpowiedziała pewnym tonem:
-Chuj go to powinno obchodzić.
Zdziwiliśmy się. Nawet nie, dlatego, że ostro przeklęła i była dziewczyną, ale dlatego, że nie obchodziła ją opinia jej brata. Wydawała się być mu dość podporządkowana. Gdy podjechaliśmy pod budynek szkoły i wysiedliśmy w towarzystwie siostry Louisa Tomlinsona, każdy kto był w pobliżu, patrzył na nas, jak na ludzi wyróżniających się… Jak na tych popularnych. Nie umknęliśmy też uwadze Zayna i Liama, którzy, gdy tylko spostrzegli Lottie w naszym towarzystwie, zaczęli ją wołać do siebie. Lecz ona wydawała się mieć w dupie również ich, ponieważ zignorowała ich całkowicie – nawet nie spojrzała w ich stronę. Weszliśmy do szkoły i na drugim piętrze, na którym wszyscy mieliśmy lekcję, spotkaliśmy Louisa…

-----------------------------

ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA!

Ed igra z ogniem..?
Następna część za tydzień o tej samej porze.
Pozdrawiam/Bart