DOWOLNY TEKST DOWOLNY TEKST DOWOLNY TEKST DOWOLNY TEKST

Muzyka

piątek, 27 maja 2016

"Grade 8" Cz. 13



"Córeczka dyrektora"

Louis został przeniesiony z pokoju Zayna i Liama, by ich nie drażnić. Z otwartymi ramionami, przywitaliśmy go w naszym pokoju. Pomogliśmy mu przenieść łóżko i położyliśmy się do łóżek, to był bardzo długi dzień, dla każdego z nas. Siniaki zaczęły mnie bardziej boleć, gdy próbowałem usnąć.  Spojrzałem w stronę Eda i zobaczyłem, że on również nie śpi. Zauważył moje spojrzenie.
-Co jest? – zapytał szeptem.
-Nic – odpowiedziałem – Nie mogę spać…
-Ja też…
-Chcesz pogadać? – zapytałem.
-Dobra – wyszliśmy z łóżek i wyszliśmy na korytarz, by nie obudzić Nialla i Louisa.
Usiedliśmy przy stoliku w jadalni, która była piętro niżej.
-Co jest, Harry? – patrzyłem się w przestrzeń.
-Nic – odpowiedziałem, przenosząc na niego wzrok.
-Miałeś rację… - powiedział po chwili ciszy.
-W związku, z czym?
-Wiesz… Chodzi o Louisa – mruknął, samemu pewnie nie wierząc, że to mówi.
-Nie chciałeś mi wierzyć…
-Miałem powody… - podrapał się nerwowo po karku – Właściwie, czemu nagle się tak zmienił?
-Nie zmienił się, zawsze był taki – powiedziałem – Po prostu… - urwałem.
-Po prostu, co?
-Chyba lepiej będzie, jak sam ci o tym powie – opuściłem wzrok – Jeśli będzie chciał.
Jeszcze chwilę porozmawialiśmy o tym, co się dzisiaj działo i wróciliśmy do pokoju, gdy poczuliśmy, że jesteśmy gotowi spać. Położyliśmy się na łóżkach i usnęliśmy.
W środku nocy, około godziny trzeciej, obudził mnie zduszony krzyk Louisa.
-Paul… Przepraszam – powtarzał przez sen – Wybacz mi Paul, proszę…
Wstałem z łóżka i podszedłem do Louisa.
-Louis – złapałem go za ramiona i potrząsnąłem lekko – Louis, obudź się.
-Paul… Paul… Paul…
-Kurwa, Louis – uderzyłem go w twarz, a ten syknął i zaklął.
-Co jest? – zapytał zdziwiony.
-O to samo chciałem zapytać – powiedziałem, zgarniając włosy z twarzy – Miałeś koszmar?
-A co? Gadałem przez sen?
-Tak, dość głośno…
-Przepraszam, Harry… Pierwszy raz od kilku lat położyłem się spać trzeźwy… W dodatku, to…
-Wiem – przerwałem mu i usiałem obok niego na łóżku – Wiem…
-Dzisiejszy dzień, był najcięższym w moim życiu… Drugim najcięższym… - stwierdził ocierając pot z czoła.
-Nie dziwię ci się…
Rano, znów obudził nas głos pani Minority. Jak co dzień, wstaliśmy, oporządziliśmy się i wyszliśmy na zajęcia. Payne i Malik byli zwolnieni z nich, z powodu obrażeń, po wczorajszej bójce.
-Czemu my nie mamy wolnego? – zapytał Ed – Też ostro oberwaliśmy.
-Ale nie mamy złamanych nosów, czy wybitych zębów - odpowiedziałem mu.
-Ale ty masz obity brzuch, a ja twarz jak zawodowy bokser.
-Nie moja wina, że przyjąłeś wszystko na twarz – zaśmiałem się.
Dzisiejsze zajęcia zaczynaliśmy od plastyki – mieliśmy namalować, jak wyobrażaliśmy sobie Szkocję, zanim ją zobaczyliśmy. Postanowiłem namalować Eda w tradycyjnym, Szkockim kilcie w kratę.
-Ej, ja nie jestem Szkotem, tylko Londyńczykiem – udał oburzenie.
-Ale jesteś rudowłosy, a Szkoci są raczej rudzi – odparłem.
-Zależy, o której części Szkocji mówmy, z resztą, Irlandczycy też bywają rudzi – dodał Niall, jak zwykle musiał wiedzieć najlepiej.
Ed w trakcie jednej z przerw w zajęciach poszedł do sklepu, kupić jakieś przekąski i napoje do pokoju. Po wszystkich zaplanowanych na dzisiejszy dzień zajęciach, które skończyły się dość wcześnie, bo o szesnastej, mieliśmy czas wolny.
-Harry – podeszła do mnie Lottie, gdy wychodziliśmy z sali – możemy porozmawiać?
-Jasne, co jest?
-Próbowałam ci to powiedzieć już od kilku dni, ale nie miałam okazji…
-Mów…
-Musisz wiedzieć, że nie chciałam tego, nie miałam na to wpływu…
-Powiedz w końcu…
-Harry, chodzi o…
-Harry, idziesz? – podeszła do nas Lily.
-Tak, tylko…
-Nie ważne – przerwała mi  Lottie - może kiedy indziej opowiem ci ten odcinek serialu… Cześć! – pożegnała się i pobiegła za Edem.
To było dziwne…
Postanowiliśmy z Lily wybrać się na mały spacer po okolicy.
Dziewczyna ubrała się dość lekko, źle przewidując późniejsze ochłodzenie, lub chcąc pozwolić mi się wykazać, jako gentelman, bym odstąpił jej swój płaszcz. Tak też zrobiłem, co widocznie ją ucieszyło. Spacerując tak, kilkanaście metrów od terenu, na którym było nasze schronisko, rozmawialiśmy o ostatnich wydarzeniach. Weszliśmy do jednego z pobliskich parków i usiedliśmy tam na ławce, by spokojniej móc kontynuować rozmowę.  W pewnym momencie się zamyśliłem, nieświadomie przestając słuchać opowieści Lily, na temat Amy i jej relacji z Niallem.
-Jeśli chcesz, możemy porozmawiać o czymś innym – zaproponowała zmieszana, gdy zauważyła moją mentalną nieobecność.
-Nie, przepraszam – podrapałem się po głowie – Zamyśliłem się.
-O czym myślałeś?
-Właściwie, nie ważne – machnąłem ręką.
-Ważne, jeśli chcemy być parą – miała rację.
Związki powinny opierać się na zaufaniu, szczerości i akceptacji. Jeśli nie będę z nią szczery, nie będę jej ufać i akceptować, jak mogę liczyć na coś takiego z jej strony? A też, jeśli nie będzie tego z żadnej strony, po co być w związku?
-Dobrze – powiedziałem – Zastanawiałem się, czy to nie za szybko…
-Chodzi ci o nas? – zmarszczyła brwi, lecz po chwili zaśmiała się – Masz rację, ale życie jest tak krótkie – złapała mnie miękko za ramie – Chcesz tracić swój cenny czas na grę wstępną?
-Życie wcale nie jest takie krótkie, jest najdłuższym, czego doświadczamy.
-Filozof ci się włączył? – zaśmiała się – Piłeś?
-Nie Lily, nie piłem – mimowolnie sam się zaśmiałem – Za krótko się znamy, może zanim się zwiążemy, trochę się poznajmy? – zaproponowałem.
-Wiesz – głos Lily był spokojny, jednocześnie coś w nim drgało – Zazwyczaj chłopcy próbują tylko wepchnąć mi się do łóżka…
-Jeśli tego oczekujesz, to…
-Nie, nie oczekuję tego – przerwała mi – Szczerze mówiąc, obawiałam się tego. Jesteś takim miłym chłopakiem – objęła mnie.
-Czyli..?
-Tak Harry, możemy trochę zwolnić – zaśmiała się – Najpierw się poznamy.
-Ostrzegam – zacząłem poważnym tonem – Nie zyskuję przy bliższym poznaniu, jest tylko gorzej.
-Przynajmniej jesteś szczery – powiedziała przez śmiech.

Spędziliśmy trochę czasu na tej ławce, rozmawiając o naszych zainteresowaniach, poglądach, opiniach i doświadczeniach. Znaleźliśmy także jedną z pizzerii, z której wzięliśmy ulotkę z numerem telefonu, gdybyśmy chcieli zamówić coś do jedzenia, gdy już wrócimy. Lily powiedziała, że według regulaminu wycieczki, mamy do tego prawo.
-Jak to jest być córką dyrektora? – zadałem jej w końcu nurtujące mnie od pewnego czasu pytanie.
-Dość ciężko – odetchnęła ciężko – Z jednej strony, praktycznie nikt nie może cię ruszyć, z drugiej mało kto cię szanuje. Większość uważa dzieci nauczycieli, jako kujony z posadą pupilka, dlatego zaczęłam się przyjaźnić z Lottie. Ona w pewien sposób pomogła mi zaistnieć jako Lily, a nie jako „córeczka dyrektora”.
-Lottie?
-Tak, miałam jakieś trzynaście lat, dzieciaki naśmiewały się ze mnie, wiesz jak to jest… W sumie, nic groźnego, lecz po dłuższym czasie działało mi to na nerwy. Lottie wtedy zaoferowała mi swoją przyjaźń i obiecała, że przestaną ze mnie żartować. Kilka razy zaprosiła mnie do siebie na noc, przedstawiła mnie Louisowi, który wydawał się być przerażający, lecz po poznaniu go, wiadomym było, że naprawdę ma dobre serce. Był dość dobrze znany wśród naszych rówieśników i wiedzieli oni żeby nie zadzierać ani z nim, ani z Lottie. Od tamtego czasu, nie wolno było też zaczynać ze mną. Tobie też radziłabym uważać, gdybym nie wiedziała, że również jesteś chroniony przez Louisa…
Dotarliśmy do schroniska i na nasze piętro.
-Mam pytanie – zmierzaliśmy w kierunku naszych pokoi – Po naszej dzisiejszej rozmowie, co o mnie myślisz?
-Jesteś niesamowicie miłą dziewczyną – uśmiechnąłem się, martwiąc się jednak, że powiedziałem za mało.
-Jestem miłą dziewczyną, tak? – zatrzymała się.
-Tak..? – również się zatrzymałem, nie do końca wiedząc, co się dzieje.
-A… Co myślisz o wyglądzie? – patrzyła na mnie z flirtem w oczach.
-Wygląd nie jest najważniejszy – odpowiedziałem.
-Czyli uważasz, że jestem brzydka… - odwróciła ostentacyjnie wzrok.
-Nie, nie, nie – zaprzeczyłem – Uważam, że jesteś śliczna…
-Co takiego we mnie ślicznego? – prychnęła.
Sprawdzała moją cierpliwość, czy chciała się tylko dowartościować? – zastanawiałem się.
-Masz piękne oczy – ściszyłem ton głosu i zacząłem się do niej zbliżać – piękne włosy, nos, uszy – przeniosła na mnie wzrok – usta… - zamknąłem oczy i poczułem uderzenie ciepła, wiążące się z chwilą złączenia naszych warg.
Emocje eksplodowały w nas z każdym, najmniejszym ruchem. Dreszcze opanowywały całe ciało, jednocześnie sprawiając, że sztywnieliśmy i nie panowaliśmy nad swoimi ruchami. Krew opływała nasze ciało z trzystuprocentowym przyspieszeniem, przez serce, które zapomniało swój spokojny rytm. Nierówny oddech sprawiał, że czuliśmy się jak w półśnie. Dłonie z policzków dziewczyny, same odnalazły drogę do jej talii i ud, i rytmicznie zaczęły masować jej ciało. Wodzona podnieceniem, przyciągnęła do siebie moje ciało i wygodnie oparła się plecami o ścianę, pozwalając mi zbliżyć się do niej na jeszcze mniejszą odległość – nasze ciała, były niemalże jednością. Gdy zatrzymałem się na dłuższy czas przy jej pasie, ujęła moje dłonie i przeniosła sobie na pośladki, zachęcając mnie do eksplorowania kolejnych skrawków jej ciała. Pamiętając nasze ostatnie zbliżenie, ponownie postanowiłem zaatakować ustami jej szyję. Składałem na niej małe, wilgotne pocałunki, gdy dziewczyna delikatnie masowała palcami skórę mojej głowy. Gdy dotykałem jej nagiej, okraszonej dreszczami skóry językiem, dziewczyna jęknęła z podniecenia. Ręce dziewczyny kierowały mnie w dół, ku jej drobnym piersiom.
Nasze pieszczoty, zostały jednak ponownie przerwane – tym razem jednak, nie przez byle kogo…
-Lily?! – był to dyrektor Gore – Ty mały gnojku – chwycił mnie za ubranie.
-Ja przepraszam, nie chciałem – zacząłem się tłumaczyć – To nie tak, jak się wydaje!
-A jak, do kurwy nędzy?! Co ty robisz mojej córce?!
Szczerze – bałem się, że sam dyrektor wyśle mnie na noszach do szpitala. Jego nadchodzący cios, przerwała pani Minority, która zjawiła się w porę.
-Chuck, jesteś dyrektorem i masz dawać przykład! – krzyknęła.
-Teraz nie jestem dyrektorem, tylko ojcem!
-To zachowuj się jak ojciec!
Gore ochłonął i spojrzał chłodno w naszą stronę.
-Ty – wskazał na mnie – Nie zbliżysz się do mojej córki, a ty – wskazał na Lily – Masz kolejny szlaban, do odwołania. A teraz, do pokoi, do jasnej cholery!

-----------------------------------
ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA!

Gore jest dziki, Gore jest zły, Gore ma bardzo ostre kły...
Następna część za tydzień o tej samej porze.
Pozdrawiam/Bart

piątek, 20 maja 2016

"Grade 8" Cz. 12



"Historia Louisa"

Rozległo się głośne pukanie do drzwi, więc przerwaliśmy z Lily pieszczoty i poszedłem je otworzyć. Za nimi stał Louis, z lekkim, sztucznym uśmiechem.
-Przyszedłem nie w porę? – zapytał, widząc na moim łóżku Lily.
-Nie, będziemy mieć na to, jeszcze dużo czasu – puściłem jej oczko, a ta się zarumieniła.
-Chciałem z tobą porozmawiać, Harry.
-Jasne, siadaj. Chcesz kawy? Niall przywiózł paczkę – zaproponowałem.
-Nie, dzięki – usiadł na łóżku i spojrzał w stronę Lily – Przepraszam, moglibyśmy porozmawiać na osobności? – zapytał łagodnie i przepraszającym tonem.
-Jasne, nie będę wam przeszkadzać – odpowiedziała dziewczyna, wstając – Powiem im żeby też nie przychodzili.
-Dziękuję – opuścił wzrok, jakby było mu głupio, że musiał ją wyprosić.
-O czym chciałeś porozmawiać? – zapytałem, siadając naprzeciwko niego.
-Chcę opowiedzieć ci wszystko, od początku.
-Co opowiedzieć? – byłem zdziwiony.
-Wszystko… Dlaczego tak jest – poprawił się po chwili – było.
Zamurowało mnie, Louis Tomlinson zamierzał mi opowiedzieć historię swojego życia… To było ekscytujące, najprawdopodobniej byłem pierwszą osobą, której dane było poznać tę historię.
-Zacznę od samego początku, od podwórka… Nie chodziłem jeszcze nawet do szkoły. Był taki jeden… James, był strasznym chujem. Nigdy się zbytnio nie lubiliśmy, a kiedyś… - opuścił głowę - To pewnie zabrzmi głupio, ale wtedy… Wtedy było to, bardzo poważne… Kiedyś postanowił razem ze swoimi kolegami z przedszkola, nastraszyć mnie na placu zabaw. Jego koledzy byli rok starsi ode mnie… Moja mama, była wtedy czymś zajęta, nie wiem, czym… Do teraz nie jestem w stanie wybaczyć jej, że wtedy na mnie nie uważała… Oni… - trudno mu było o tym mówić – Wygięli mi ręce, związali je i zaprowadzili za duży kontener na śmieci. Mówili, że to taka zabawa… Zostawili mnie, takiego związanego za tym kontenerem, na kilkanaście minut. Bałem się potwornie. Śmierdziało tam, łaziły szczury, pająki, a ja, nie mogłem się ruszyć, bo związali mi też sznurówki. Jak to dziecko, ze strachu… Popuściłem… To chyba normalne? – przytaknąłem, gdy na mnie spojrzał -  Po kilkunastu minutach wrócili, z kieszeniami pełnymi kamieni… - westchnął głośno, próbując uspokoić swój drżący głos – Obrzucili mnie nimi… Do dziś mam rozcięty łuk brwiowy, widzisz? – wskazał na głęboką bliznę na brwi – Oczywiście, gnojkom uszło na sucho, „bo to tylko dzieci”… Ale to nie były dziecięce zagrywki, czy psoty… Ja mogłem kurwa umrzeć. Gdyby jeden z tych kamieni uderzył w inne miejsce, czy z większą siłą… - ponownie westchnął – Widzieli moje mokre od moczu spodnie, gdy rozwiązywali mnie płaczącego i z rozwaloną głową. Od razu pobiegłem do matki, która oczywiście, zabrała mnie na pogotowie. Wiele razy pytała, co się wtedy stało, ale zawsze bałem się o tym mówić. Ten James z koleżkami, rozpowiedzieli wszystkim, że jestem „siusiumajtek”… Wydaje się, że to nic… Ale oni przez naprawdę długi czas mnie prześladowali. To było nie fair… Gdy poszedłem pierwszy dzień do szkoły, pobiłem chłopaka, który się ze mnie naśmiewał. Od tamtej pory, mam problemy z agresją. Nie jestem w stanie znieść czyjegoś krzywego spojrzenia – słuchałem go w ciszy, próbując wszystko zapamiętać – Wtedy też, wszyscy zaczęli mnie respektować. Imponowała im moja siła… Te „bardziej popularne” dzieciaki, zaczęły mnie zagadywać i w końcu, stałem się jednym z nich. Już w trzeciej klasie, zacząłem palić, bo oni uznawali to, za fajne. Wtedy paliłem, bo „to było fajne”, teraz tego gówna rzucić nie umiem… - wyciągnął paczkę – Mogę? – zapytał.
-Tylko przy otwartym oknie, jeśli możesz – przytaknął i otworzył jedno z okien.
-Co dalej..? A, tak… W czwartej, może piątej klasie, grupka dzieciaków, których nazywałem moimi kumplami, zaczęła znęcać się nad takim jednym… - zamknął oczy, drapiąc się po głowie – Paulem Albertsonem. Oni to robili, więc i ja musiałem, inaczej wykopaliby mnie z paczki i znowu zaczęli prześladować. To był wybór „On, albo ja”, egoistycznie wybrałem siebie… Dręczyliśmy go przez kilka miesięcy. Podrzucaliśmy mu do plecaka zepsute jedzenie, psie gówno i różne inne nieprzyjemne rzeczy. Przyklejaliśmy mu kartki, ale nie takie niewinne, jak „kopnij mnie”… O nie… Na jednej z nich, pisało „zjem błoto, za funta”, czy coś takiego… Czułem się z tym potwornie, ale nie przestawałem. To było straszne – z jego oczu zaczęły płynąć łzy, a głos drżał mu, jak nikomu innemu – Któregoś razu… Namówiliśmy kilkanaście innych osób, by razem z nami goniła go, gdy będzie szedł do domu po zajęciach. Zrobiliśmy to, goniliśmy go przez kilka kilometrów. Widziałem przerażenie w jego oczach, pot na skroniach, ale nie przerwałem tego. Gdy w końcu dobiegł do swojego domu i wszedł za drzwi, zaczęliśmy krzyczeć obelgi… Wyzywaliśmy go od najgorszych… Staliśmy pod jego domem jakąś godzinę, bo jego matka była akurat w pracy, czy coś… - wyrzucił papierosa za okno i usiadł – Paul… - przerwał.
Te słowa, długo trzymał dla siebie i teraz, trudno było mu o tym mówić, rozumiałem go w stu procentach. Moją historię, która nie była aż tak drastyczna, pomógł opowiedzieć alkohol.
-Paul nie przyszedł następnego dnia do szkoły – wyrzucił wreszcie z siebie – Powiesił się u siebie w pokoju… - zaczął się trząść i głośno płakać – Znalazła go… jego matka, po kilku godzinach od naszej „akcji”… Do dziś dręczy mnie sumienie. Nie ma dnia, kiedy nie myślałbym o Paulu. Codziennie bardzo go za to przepraszam i proszę go o wybaczenie… - odetchnął głośno, próbując się uspokoić - Gdy kilka lat później, w wieku czternastu lat odkryłem alkohol, piłem codziennie… Zagłuszało to głosy w mojej głowie. Zamazywało obraz, z którym się codziennie budziłem i kładłem spać. Przerażona twarz Paula, błagająca o litość…
Usiadłem obok niego i poklepałem go po plecach. Kilka minut później, gdy Louis się trochę uspokoił, podziękował mi i kontynuował historię.
-Gdy miałem czternaście lat, Lottie przybiegła do domu z płaczem. Jakiś chłopak zabrał jej pamiętnik i go podarł. Znalazłem gnojka i pobiłem… Nie kontrolowałem się, przez większą część czasu i tak byłem pijany. Wtedy policja zaczęła się mną interesować. Byłem jeszcze nieletni, a mieli mnie już zapisanego w aktach za brutalne pobicie… Gdy poznałem Zayna i Liama, przyłączyłem się do nich. Byli dość silną grupą, byli popularni i respektowani. Od samego początku zaznaczałem, że Lottie jest moją siostrą. Zabierałem ją ze sobą na imprezy, przedstawiałem wszystkim i odstraszałem od niej każdego „mniej popularnego”, by przypadkiem nie pomyśleli, że ona też jest taka…
To wiele tłumaczy. Naprawdę wiele.
-Gdy zobaczyłem jak zaczęła się umawiać z Edem… Rozumiesz..? Tutaj nie chodzi już o mnie… Zawsze robiłem wszystko żeby jej pomóc. Żeby nie musiała przechodzić przez to, co ja. Żeby z góry miała już dobrą pozycję i była szanowana… Nie za swoją głupotę i okrutność, ale za to, że ja taki jestem. Nie chciałem żeby przechodziła przez to, co ja… - jego głos, robił się coraz słabszy.
Chłopak zrobił się blady jak kreda i miał podkrążone oczy.
-Louis, wszystko w porządku? – zapytałem – Chcesz wody?
-Nie, wszystko w porządku… Kręci mi się w głowie… - otarł twarz.
-Może się połóż… Dużo kosztowało cię to wyznanie. Przyniosę ci wodę – nalałem mu szklankę wody i podałem.
Opróżnił szklankę, a ja postanowiłem dać mu jeszcze trochę czekolady, by uzupełnić magnez w jego organizmie i otworzyłem szerzej okno.
-Jak się czujesz? – zapytałem po chwili.
-Trochę lepiej – odpowiedział, a i ja zauważyłem, że jego policzki poróżowiały.
-Harry – zaczął.
-Tak?
-Przepraszam was… - wyciągnął w moją stronę dłoń, którą ująłem.
-Wybaczamy ci, Louis. Wszyscy ci wybaczamy – uśmiechnął się lekko, jednak z jego oczu wypłynęły łzy – Jesteś dobrym człowiekiem, słyszysz? Jesteś dobrym człowiekiem…
Chłopak przymknął oczy, lecz wciąż oddychał. Pewnie usnął – pomyślałem – Mała drzemka mu nie zaszkodzi. Postanowiłem pójść do pokoju dziewczyn. Zapukałem, otworzył mi Niall, który w przeciwieństwie do Eda, nie był zajęty całowaniem swojej towarzyszki.
-Jak tam? – zapytał blondyn.
-Dobrze – powiedziałem, będąc jednak lekko nieobecnym, bo rozmyślałem nad tym, co opowiedział mi Louis.
-O czym rozmawialiście z Louisem? – zapytał Ed, odrywając się od ust Lottie.
-Opowiedział mi wszystko…
-Wszystko? – zdziwił się Ed.
-Wszystko? – zdziwiła się Lottie.
-Tak, opowiedział mi wszystko… Ze szczegółami… Całą swoją historię… - poczułem, jak po moim policzku zaczyna spływać pojedyncza łza.
-I jak? – zapytał Niall.
-Rozumiem go… Naprawdę, rozumiem go w stu procentach…
-Nawet to…
-Nawet to, że dał ci w ryj, Ed – przerwałem mu zdenerwowany.
-Co ci takiego powiedział? – zdziwił się Horan.
-Wszystko… Nie mogę wam tego powiedzieć, musicie mi zaufać. To dobry człowiek i nie chciał tego wszystkiego, co się stało… Najlepiej będzie, jak sami z nim porozmawiacie.
-Mam rozmawiać z Tomlinsonem? Żartujesz – prychnął Ed.
-Schowaj pierdoloną dumę do kieszeni, Ed. Chociaż raz w życiu, posłuchaj mnie i daj mu szanse. Louis uratował nam skórę.
-Tak, dzisiaj uratował nam skórę, a jutro zrzuci nas ze schodów.
Wstałem z miejsca, pełen wściekłości i krzyknąłem.
-Do kurwy nędzy, Ed! Czy ty nic nie rozumiesz?! On jest dobrym człowiekiem! Nie pozwolę żebyś powiedział o nim, jeszcze, choć jedno złe słowo – zagroziłem mu palcem.
Drzwi się otworzyły, a za nimi stał Louis, ze spuchniętymi od płaczu oczami.
-Słyszałem, co o mnie mówicie – powiedział, a wszyscy znieruchomieli – Dziękuję ci, Harry, że mnie bronisz – zaczął stawiać kroki w stronę Eda – Ale, myślę, że sam muszę wyjaśnić to i owo… Ed – zwrócił się do chłopaka – Przepraszam, że byłem takim fiutem. Źle cię oceniłem… Straszny ze mnie tyran i zasługuję, na każdą z twoich obelg – wyciągnął w jego stronę dłoń.
-Czy przepraszasz mnie szczerze, czy może to jakiś numer? – zapytał.
-Szczerze, prosto z serca – szepnął smutno Louis.
-A co ze mną i Lottie? – zapytał rudowłosy.
-Nie mam nic przeciwko waszemu związkowi, gratuluję wam – odpowiedział.
Ed zaczął całować Lottie namiętnie w usta, próbując wyłapać najmniejszy negatywny odzew ze strony Louisa, jednak ten, stał wciąż z wyciągniętą ręką i uśmiechał się lekko.
-No dobra, Tomlinson – odezwał się po chwili Ed i uścisnął rękę Louisa.
-Nie jestem Tomlinson, od dziś jestem Louis… Tylko Louis – powiedział, a uśmiech zniknął z jego twarzy i pojawił się na niej smutek.
-Zatem, Louis… Przeprosiny przyjęte, wybaczam ci… - słowa te, dość trudno przeszły Edowi przez gardło.
-Hej, jestem Niall – odezwał się blondyn, podając Louisowi rękę – Miło mi cię poznać, Louis.

---------------------------
ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA!

Teraz, Harry już wie...
Następna część za tydzień o tej samej porze.
Pozdrawiam/Bart

piątek, 13 maja 2016

"Grade 8" Cz. 11



"Bójka"

Zayn, złapał mnie za koszulę i pchnął mnie na ścianę, następnie uderzył mnie pięścią w brzuch i otwartą dłonią w policzek. Lily zamurowało, a Liam ją zablokował, jednocześnie nie robiąc jej krzywdy. Na korytarz wpadli Ed z Niallem.
-Nie wołaj nikogo do pomocy, damy sobie radę - rudowłosy od razu wziął się do walki, gdy blondyn stał, trzymał mu okulary i kibicował.
 Nie miałem mu za złe, lepiej żeby tylko nasza dwójka oberwała, niż wszyscy. Liam zaciągnął Louisa w swoje miejsce, zaczynając bójkę z Edem. Sheeran uderzył Payne’a z pięści w twarz, z taką siłą, że ten krzyknął z bólu. To jednak, nie osłabiło go, a wręcz przeciwnie – dostał furii.
-Rusz się – Lily zwróciła się do Louisa.
Ten jedynie stał, nie wykonując najmniejszego ruchu, przyglądał się, jak Zayn i Liam tłuką nas jak worki treningowe. Leżałem już na podłodze, będąc kopanym przez mojego przeciwnika.
-Kurwa, Ed – odezwał się Niall, gdy Ed został przygwożdżony do ściny – Może jednak po kogoś pójdę?
-Potrzebujesz pomocy mamusi, rudzielcu? – Liam uderzył go w klatkę piersiową, sprawiając, że nie mógł złapać oddechu.
Otworzył szeroko oczy i usta, próbując pobrać tlen, lecz ból mu to uniemożliwiał. Zgiął się w pół i wyciągnął w stronę Louisa dłoń, jakby błagając go o pomoc. Payne złapał Eda za włosy, pociągnął w górę i przymierzał się do kolejnego ciosu. Obok Lily, stanęła Lottie – krzyknęła i zaczęła głośno płakać, powtarzając imię Eda.
-Jesteś tylko małą, tchórzliwą, nic nieznaczącą… - przerwał, krzycząc z bólu, gdy Louis kopnął go z całej siły w kolano, prawie łamiąc mu nogę.
Następnie wymierzył mu lewego sierpowego, powalając go na ścianę. Złapał Zayna za tył kołnierza bluzy i odciągnął go ode mnie, również rzucając go na ścianę. Złapał go za szyję i obdarzył go serią uderzeń w brzuch. Liam, próbował wstać i powstrzymać Louisa, lecz ten, nie przerywając serii, kopnął chłopaka w twarz, tym samym go nokautując. Złapał Zayna za kark i przywalił mu kolanem w twarz. Z jego nosa zaczęła lecieć krew.
-Tommo, co ty kurwa… - Louis, zadał mu ostatni, uciszający go cios.
Nastała głucha cisza. Chłopak podszedł do nas i zapytał, jak się czujemy.
-Jest ok. – powiedział Ed, biorąc szybkie, płytkie oddechy.
-Bywało lepiej – powiedziałem, leżąc na podłodze w pozycji embrionalnej.
Bolał mnie brzuch, głowa, twarz i wszystko, w co wymierzał ciosy Malik. Nasz wybawca, wyciągnął do nas dłonie, pomagając nam wstać. Z mojego nosa leciała krew, miałem rozciętą wargę i spuchnięty policzek. Ed, patrzył na Louisa, jakby był czymś nieprawdopodobnym – kosmitą, potworem, superbohaterem. Zastanawiał się, jak to możliwe, że jeszcze kilka dni temu, to on był przez niego bity, a dziś, zawdzięczał mu ratunek. Louis zniszczył swoje relacje z Zaynem i Liamem, by ratować nas – właściwie nic nieznaczących frajerów. Do rudowłosego przybiegła Lottie i zaczęła całować go po twarzy, próbując załagodzić ból. Do mnie podeszła Lily i przytuliła mnie lekko, uważając na moje obite ciało.
-Tomlinson, do jasnej cholery! – krzyknął dyrektor – Ellie – zwrócił się do nauczycielki historii – Zadzwońcie na pogotowie i policje.
-Nie, panie dyrektorze… - zacząłem tłumaczyć – Louis stanął w naszej obronie!
-To prawda – odezwała się Lottie.
-Zayn i Liam, prawie zatłukli nas na śmierć – odezwał się słabo Ed.
-Trudno mi w to uwierzyć, ale nie zmienia to faktu, że to, co zrobił, jest wykroczeniem – słowa dyrektora, nie zdziwiły Louisa, więc się nie odzywał – Chcesz mi coś powiedzieć, Tomlinson?
-Tak, chcę… - odezwał się cicho – Nie nazywaj mnie „Tomlinson”, mam do cholery imię – ton jego głosu był spokojny, to była prośba.
Dyrektor głośno westchnął, podrapał się po głowie i odwołał prośbę o powiadomienie policji.
-Gdyby ktoś pytał – zwrócił się do nas szeptem – Wasza czwórka wdała się w bójkę i sami się tak załatwiliście. A z tobą Tomlin… Louis, chcę porozmawiać na osobności – odszedł z chłopakiem.
-Nic nie mów – przytuliłem mocno Lily, gdy zauważyłem, że chciała coś powiedzieć.
Wyciągnęła chusteczkę higieniczną i otarła krew znad mojej wargi, a ja, zapytałem, co teraz będzie.
-Ojciec wydawał się spokojny, czyli chce mu pomóc. Od zawsze z Louisem byli wrogami i wciąż robili sobie na złość. Teraz, naprawdę zdawał się… - przerwała.
-Rozumiem – przetarłem twarz.
Po chwili nasi oprawcy się przebudzili, a karetka zabrała naszą czwórkę na pogotowie, wraz z nami pojechała pani Minority. Lekarz zapytał mnie, jak do tego doszło.
-Posprzeczaliśmy się i trochę nas poniosło – powiedziałem.
-Trochę… - mruknął – Jak się czujesz?
-Nie najgorzej – odpowiedziałem – Oberwałem dość mocno, ale to chyba nic poważnego.
-Gdzie cię boli? – zapytał.
-Głównie brzuch – podniosłem koszulkę.
Przyjrzał się bliżej, dotknął siniaków, zapisał coś na kartce i poprosił pielęgniarkę, by mnie dokładniej opatrzyła. Ta, zrobiła mi prześwietlenie brzucha i, całe szczęście, nie miałem złamanych żeber.
-Jesteś trochę obity, ale to nic poważnego – powiedziała mi.
-A jak moi koledzy? – zapytałem.
-Pan Sheeran jest cały, niestety pan Payne ma wybity ząb, a pan Malik, złamany nos – przeczytała z kartki – Będziesz mógł się z nimi zobaczyć później, aktualnie pan Zayn, jest na zabiegu.
-Dziękuję – podrapałem się po głowie, zastanawiając się, co się teraz dzieje z Louisem.
Wyciągnąłem telefon i zadzwoniłem do Lily, bo nikt poza nami nie mógł jechać do szpitala.
-Co z Louisem? – zapytałem.
-Chcesz z nim porozmawiać? – zdziwiony zgodziłem się.
-Cześć Harry – brzmiał na smutnego.
-Hej Louis, jak tam?
-Chyba dobrze… Tak myślę.
-Wyrzucą cię?
-Nie, Chuck powiedział, że zostanę w szkole, ale… - urwał.
-Ale?
-Ale muszę się poprawić…
-Można było to przewidzieć – zaśmiałem się.
-Tak – nastała chwilowa cisza, którą po chwili przerwał – Przeprowadziliśmy długą rozmowę, zaczynając od samego początku, po sam koniec…
-Nie rozumiem.
-Może dzisiaj o tym porozmawiamy..?
-Jasne Lou – powiedziałem – A teraz, nie martw się, będzie dobrze.
-A jak u was? – zapytał.
-Ja dobrze, Ed również – powiedziałem – Liam ma wybity ząb, a Zayn złamany nos.
-Wiedziałem, że przesadziłem… Kurwa…
-Zrobiłeś to, co musiałeś zrobić. Pomogłeś nam, mogli nam połamać karki…
-Wiem, ale…
-Nie ma tutaj żadnego „ale” – przerwałem mu – Ed i ja, jesteśmy ci niesamowicie wdzięczni.
W odpowiedzi jedynie westchnął.
-Wrócicie dzisiaj? – zapytał po chwili.
-Tak, najprawdopodobniej.
-To, do zobaczenia – pożegnał się – Oddaję telefon Lily.
-Dobra, do zobaczenia.
-Jak się czujesz? – zapytała dziewczyna.
-Dobrze, Lily – zaśmiałem się słabo – Ale poczuję się lepiej, gdy…- urwałem, nie będąc pewnym jak przyjmie te słowa.
-Gdy..? – za dużo powiedziałem, już nie mogłem się teraz wycofać.
-Gdy do ciebie wrócę… - powiedziałem w końcu i poczułem jak uderza mnie fala ciepła.
-Czekam na ciebie, Harry – powiedziała i dodała półszeptem – Musimy coś dokończyć.
-Jasne – uśmiechnąłem się szeroko – Do zobaczenia.
-Do zobaczenia – rozłączyłem się.
Siedzieliśmy z Edem na korytarzu, przed salą, w której wciąż trwał zabieg Zayna.
-Przynajmniej go nie wyrzucą – powiedział Ed.
-To jakiś plus…
-Wiesz – zaśmiał się – Był ostatnią osobą, o której myślałem w formie mojego bohatera…
-Dlaczego? – zapytałem, ale po chwili zrozumiałem sens tych słów i rzuciłem – Aha…
-Nie dogadywaliśmy się najlepiej.
-Naprawdę? – zapytałem sarkastycznie – Nie zauważyłem.
-Dlaczego nagle postanowił nam pomóc? – zapytał się, bardziej sam siebie – Sam, zajebałby nam przy najbliższej okazji.
-Mylisz się – powiedziałem oschle – Nie znasz go.
-Znam, Harry – powiedział – Bardzo dobrze – wskazał na oko, które podbił mu kiedyś Louis, a dzisiaj Liam.
-Znasz jego pięści, znasz jego wrogość, czy nienawiść – powiedziałem – Nie wiesz, dlaczego się tak zachowywał.
-Bo jest skończonym fiutem.
-Do kurwy nędzy, Ed! – podniosłem głos – Zrozum, że Tomlinson, czy Tommo, jak go nazywali, to nie Louis.
-Jest jego częścią.
-Jest jego maską!
-O czym ty pieprzysz?
-Ed, czy ty naprawdę nie rozumiesz? On nam dzisiaj pomógł, postawił się swoim własnym kumplom, by pomóc NAM – podkreśliłem ostatnie słowo – Czy postąpiłby tak Tomlinson?
-Niby nie…
-A wiesz, kto nam pomógł?
-Louis… - mruknął.
-Właśnie – powiedziałem – Naucz się rozróżniać te dwie osoby, choć… Nie będzie ci to już potrzebne.
-Dlaczego?
-Bo… Tommo, już nie istnieje – stwierdziłem uśmiechając się szeroko.

Wróciliśmy wieczorem do naszego zakwaterowania. Lily przyszła do mnie, do pokoju, a Ed poszedł z Niallem do Lottie i Amy. Usiadłem na łóżku, a Lily na moich kolanach. Objęła mnie ramionami i przyłożyła usta do moich, odbierając mi dech. Namiętnie pisała językiem powieść na powierzchni mojego, starannie i delikatnie masując podniebienie. Czułem, jak krew w moich żyłach przekracza dozwoloną prędkość i zaczyna pulsować w mojej tętnicy szyjnej. Nie panowałem nad moimi rękami, które sunęły po zgrabnym i podniecającym ciele dziewczyny, masując jej gładkie ramiona i zakryte uda. Moje usta przeniosły się na jej szyję i zaczęły składać na niej wilgotne ślady, otrzymując w zamian ciche mruknięcia.
-Harry – szepnęła po chwili, wyrywając mnie z tego szaleństwa – Za szybko… - odsunąłem usta od jej szyi, jak oparzony – Ale, nie przerywaj… - złapała mnie za włosy i przycisnęła do ciepłej pachnącej szyi – Po prostu, nie chcę zajść za daleko… Wiesz, o czym mówię?
-Tak – wymamrotałem w jej szyję.
Jęknęła z rozkoszy, gdy dotarłem za żuchwę. Miejsce to, okazało się być jej słabym punktem.

-------------------------
ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA!
Tego dnia, umarł Tommo...

Następna część za tydzień o tej samej porze.
Pozdrawiam/Bart

piątek, 6 maja 2016

"Grade 8" Cz. 10



"Nienawiść Eda"

Chłopak usiadł na ławce, na której wcześniej siedziałem z Lily, był roztrzęsiony.
-Co się dzieje, Louis? – zapytałem, kładąc dłoń na jego ramieniu.
Nie odpowiedział, więc przez pewien czas siedzieliśmy w ciszy.
-Panowie, co to ma znaczyć, że się tak wymykacie? – dyrektor Chuck Gore, był zdenerwowany – Czy ty palisz, Tomlinson?
-Nie – odpowiedział, gasząc ukradkiem papierosa i chowając niedopałek do kieszeni.
-Czy on palił..? - nie pamiętał mojego nazwiska, mogłem się tego spodziewać – Chłopcze?
-Nie proszę pana, mam astmę i na pewno wyczułbym, gdyby palił – odpowiedziałem.
-No, dobrze, ale wracajcie, bo macie teraz być na przygotowanych zajęciach. To nie wakacje, do cholery – zaprowadził nas do sali.
Po „zabawach”, wróciliśmy do pokoi.
-Co ty robiłeś z Tomlinsonem? – zapytał mnie Ed.
-Ja?
-Nie, Niall – odpowiedział sarkastycznie – Tak, ty.
-Rozmawialiśmy… - zacząłem się tłumaczyć.
-Rozmawialiście? O czym?
-Dlaczego mnie pytasz?
-Bo chcę wiedzieć, o czym mój kumpel rozmawiał z moim największym wrogiem – był zdenerwowany.
-Nie ważne, o czym gadaliśmy… - zacząłem się przebierać w coś luźniejszego.
-Harry – zaczął, trochę spokojniej – Wiesz, co on mi zrobił i, co obiecał mi jeszcze zrobić, prawda? Wiesz, że ten facet jest niebezpieczny? Wiesz, że on chce mojej śmierci?
-Wiesz, że chroni tylko swoją siostrę?
-Przed czym, do cholery? Powinien ją chronić przed samym sobą, bo to on, jest kurwa niebezpieczny.
-Z tymi „kurwami”, zaczynasz brzmieć, jak Lottie – zauważyłem, próbując rozładować trochę napięcie i jednocześnie zmienić temat, bo nie znałem odpowiedzi na jego pytanie.
Zaśmiał się cicho, ale starał się być poważny.
-Dlaczego nie chcesz mi powiedzieć? – zapytał.
-Bo uważam, że to nie twoja sprawa Ed – odpowiedziałem, odwracając się w jego stronę – Przykro mi.
Westchnął głośno, podrapał się po głowie i powiedział.
-No dobra Harry, ufam ci, że nie spiskujesz przeciwko nam..?
-Nie spiskuję. Jak mógłbym przeciwko moim przyjaciołom?
-Jasne, Harry… Nie musisz mówić, każdy ma swoje tajemnice – objął mnie po przyjacielsku.
-Uwierz mi, jeśli uznam, że coś powinieneś wiedzieć, to ci powiem…
Naszą małą imprezę, zaczęliśmy tak, jak planowaliśmy, czyli około dwudziestej. Dziewczyny zakradły się do naszego pokoju, ponieważ była już godzina, po której nie wolno było podróżować między pokojami, tym bardziej do pokojów, które zajmowane były przez uczniów innej płci. Dobrze schłodzony alkohol, dość szybko został przez nas spożyty. Zostało już tylko kilka, do połowy opróżnionych szklanek piwa. Lily i ja, właśnie tańczyliśmy wolnego, do „Parachute” Seana Lennona. Trzymałem rękę na jej talii, a w drugiej, trzymałem jej drobną dłoń. Kołysaliśmy się powoli w rytm piosenki, złączeni ciałami.
-Harry – szepnęła mi do ucha – Wiesz, że mówisz przez sen?
-Mówiłaś mi to rano – odpowiedziałem.
-Wiesz, co mówiłeś dzisiaj?
-Nie wiem…
-A pamiętasz, co ci się śniło? – spojrzała mi w oczy.
-Pamiętam – odpowiedziałem.
Byłbym pewnie bardziej zawstydzony, gdybym nie był pijany, bo sen był naprawdę sprośny – zupełnie nie w moim stylu…
-Wiesz… - znów nachyliła się do mojego ucha – Jęczałeś przez sen – mruknęła – Bardzo ciężko oddychałeś, a serce waliło ci jak młotem.
Jej ręka, z moich pleców, zaczęła powoli zjeżdżać w dół.
-Zastanawiam się, co mogło ci się śnić, bo w pewnym momencie… - urwała.
-Tak? - gotowałem się w środku.
Złapała mnie za pośladek i ścisnęła go.
-Wypowiedziałeś moje imię… - szepnęła i odsunęła się, by spojrzeć w moją twarz.
Zaniemówiłem… Sam się zdradziłem… Uśmiechnęła się lekko i zalotnie, zaczęła przybliżać swoje usta do moich. Czułem jej lekki oddech na moich wargach, a sam, nie byłem w stanie oddychać. Zamknęła oczy, więc i ja zamknąłem, czułem, że jest coraz bliżej mnie…
Rozległo się pukanie do pokoju, Ed szybko wyłączył muzykę.
-Chłopcy, już dawno nastała godzina nocna – to był dyrektor Gore.
-Tak, wiemy, już się kładziemy  - odpowiedział mu Niall.
-No, mam nadzieję – odszedł od drzwi.
-O kurwa, ale się przestraszyłam – powiedziała po chwili ciszy Lottie.
-Może powinnyśmy się zwijać? – zaproponowała Amy, gdy w końcu oderwała się od Nialla.
-Dobry pomysł – przytaknęła jej Lily.
Opróżniliśmy wszystkie szklanki i kartony, schowaliśmy je do torby Eda.
-Wyrzucimy je rano – oznajmił Ed.
Gdy dziewczyny zaczęły się zbierać, znów ktoś zapukał w drzwi.
-Harry, muszę ci coś powiedzieć – to był Louis.
Otworzyłem drzwi i wpuściłem go. Spojrzał w stronę Lottie, która siedziała Edowi na kolanach, jednak nie poruszyli się, a on tego nie skomentował.
-Podsłuchałem jak Gore, mówił przed chwilą nauczycielom, że podejrzewa, że coś się dzieje, bo u dziewczyn jest za cicho, a u was dość głośno – zwrócił się po cichu do mnie.
-Co chcesz przez to powiedzieć? – zapytałem.
-Że musicie spierdalać i to jak najszybciej – zwrócił się do dziewczyn – Zwłaszcza ty, Lily. Nie chcesz chyba, żeby…
-Pewnie, że nie… Dziewczyny, wiejemy – otworzyły drzwi, lecz za nimi stał już dyrektor.
-Tak jak myślałem – powiedział – Do swojego pokoju! – krzyknął – Oprócz ciebie Lily, ty masz iść do mojego, musimy poważnie porozmawiać.
-Dobrze, tato… - zamurowało mnie…
To Lily jest tą jego córką? – to pytanie odbijało mi się echem w głowie…
-Czuję alkohol, czy wy tutaj piliście?! – zwrócił się do nas.
-Panie Dyrektorze… - zaczął Ed.
-Ja piłem – odezwał się Louis – Co mi zrobisz Gore?
-Mogę cię za to wyrzuć, Tomlinson! – zdenerwował się dyrektor.
-Możesz mnie cmoknąć w dupę! – krzyknął i wyszedł z pokoju.
-Nie tak prędko, Tomlinson! – Chuck Gore, wyszedł za nim i zamknął nasze drzwi.
-Co tu się właśnie kurwa stało? – pierwszy raz słyszę żeby Niall przeklinał.
-Tomlinson uratował nam dupy? – zapytał Ed.
-Lily jest córką dyrektora?
Następnego dnia, obudziła nas pani Minority – nauczycielka historii, która pojechała z nami w roli opiekuna. Zapukała trzy razy i powiedziała przez drzwi.
-Chłopcy, czas wstawać, za godzinę zaczynamy zajęcia z historii Szkocji.
-Już wstajemy – odpowiedział jej Niall.
Przetarłem oczy, usiadłem i rozejrzałem się po pokoju, próbując przypomnieć sobie wczorajszy wieczór. Zaschło mi w ustach i pulsowała głowa – miałem kaca.
-Panowie – zwróciłem się do chłopaków – Co się wczoraj działo?
-Nie pamiętasz? – Niall uniósł brwi ze zdziwienia.
-Jak przez mgłę…
-Dużo się działo – odezwał się Ed – Nie wiem, od czego zacząć…
-Od początku.
-Co ostatnie pamiętasz?
-Mój taniec z Lily – powiedziałem – Pamiętam, jak tańczyliśmy, ale później…
-Pewnie chce ci się pić, co? – zapytał Niall, wręczając mi butelkę wody mineralnej – Mocny kac?
-Trochę. A jak u was?
-Nie piłem dużo, byłem zajęty rozmową – przyznał dumnie blondyn.
-Ja, nie wypiłem tak dużo jak ty – odpowiedział Ed – To, może zacznę od tego, że dobrze razem wyglądacie…
-Nie jesteśmy…
-Wiemy, nie jesteście razem – przerwali mi chórem.
-Kleiliście się do siebie, coś was przyciągało… Ale zbaczam z tematu. Podczas waszego tańca, zapukał dyrektor… Później – zrobił przerwę – Tomlinson, ostrzegł nas, że Gore ma na nas oko. Gdy ostrzegł dziewczyny i już miały wychodzić, Chuck był za drzwiami. Tomlinson, wziął na siebie zapach alkoholu…
-Czekaj, coś mi się przypomina… - powiedziałem.
-A teraz najważniejsze… - podrapał się po karku – Lily, jest córką Gore’a.
-Co? Jak to? – wczorajszy wieczór, zaczął mi się przypominać – Przecież Lily ma na nazwisko Spencer, on nie może być jej ojcem.
-No właśnie – wtrącił się Niall – jej pełne imię, to Lili Spencer-Gore.
-Skąd wiesz?
-Od Amy…
-Dlaczego mi nie powiedziałeś?
-Dowiedziałem się wtedy, kiedy do nas zapukał… Kiedy miałem ci powiedzieć?
-Nie wiem… - spojrzałem przez okno, próbując poukładać to wszystko w głowie.

Wyszliśmy z pokoju, gotowi na zajęcia z historii. Na korytarzu spotkaliśmy dziewczyny, do których podeszliśmy i paczkę Zayna, która patrzyła na nas oceniającym spojrzeniem – byliśmy do niego przyzwyczajeni. Patrzyli tak na nas wszyscy, oprócz Louisa, który nawet posłał nam lekki, porozumiewawczy uśmiech, gdy skinąłem głową w jego stronę pytająco.
-Harry – Lily złapała mnie za przedramię – Muszę z tobą porozmawiać…
-Dobrze – odparłem, a ta, złapała mnie za rękę i zaciągnęła na korytarz, na schody, byśmy mogli być na osobności.
-Chciałam cię przeprosić za wczoraj.
-Za co?
-Za… Mojego ojca – te słowa ciężko przeszły jej przez gardło – On jest… Nadopiekuńczy.
-Rozumiem go – powiedziałem – Gdybym miał taką śliczną córkę jak on, też bałbym się o nią i robiłbym wszystko żeby ją ochronić.
Dziewczyna na chwilę zaniemówiła, wpatrując się we mnie. Nie bałem się już – nie tak bardzo. Złapałem ją jedną dłonią za biodro, drugą za policzek i przybliżyłem ją do siebie, łącząc nasze usta w pocałunku. To był mój pierwszy pocałunek, ale nie dawałem po sobie poznać. Jej usta smakowały tak, jak sobie wyobrażałem. Ona również objęła mnie rękami, była całą sytuacją tak samo zaskoczona jak ja. Gdy w końcu odsunęliśmy się od siebie z cichym westchnięciem, odwróciliśmy się w stronę wejścia do holu z pokojami, zauważyliśmy Zayna.
-Co ty sobie kurwa myślisz, Styles? – odezwał się.
-O co ci chodzi? – zapytałem.
-Zayn, dobrze wiesz jaka jest sytuacja między nami, teraz zostaw mnie w spokoju – odezwała się dziewczyna.
-Chuj mnie to obchodzi! – krzyknął – Masz przejebane, loczek – wskazał na mnie palcem.
Za Zaynem, z nikąd pojawili się Liam i Louis, a w tle, widziałem jeszcze spieszących w naszą stronę Eda i Nialla.
-Przemalujmy mu, tą jego piękną twarzyczkę – rzucił Liam.

-------------------------------

ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA!

Szykuje się rozróba...
Następna część za tydzień o tej samej porze.
Pozdrawiam/Bart