DOWOLNY TEKST DOWOLNY TEKST DOWOLNY TEKST DOWOLNY TEKST

Muzyka

piątek, 24 czerwca 2016

"Grade 8" Cz. 17


"Sms i pizza z Louisem"

Mama przygotowała specjalną kolację na mój przyjazd, najwyraźniej uznała, że to odpowiednia okazja.
-Harry, jestem szczęśliwsza niż kiedykolwiek – powiedziała, ściskając mnie w ramionach.
-Ja również, mamo… - usiedliśmy do stołu.
Nałożyłem sobie na talerz kurczaka w warzywach i ziemniaki, po czym zacząłem opowiadać, co się działo. Pozwoliłem sobie przemilczeć niektóre historię. Tak więc, mama nie dowiedziała się o imprezie z alkoholem, bójce, seksie i wybryku Louisa… Gdy opowiadając, próbowałem ominąć te historię, zorientowałem się jak dużo się działo.
-Musisz mi przedstawić tą Lily – odezwała się po chwili matka – Twoja pierwsza dziewczyna.
-Mamo… To Świerzy związek, nie chcę jeszcze jej nikomu przedstawiać.
-Boisz się, że przedstawiając ją rodzinie, odstraszysz ją? – właściwie, zgadła.
Przemilczałem również ostrzeżenia Lottie, na temat Lily, które wciąż nie dawały mi spokoju. Czy mówi prawdę? Czy to wszystko to tylko żart?
-Tak – odpowiedziałem matce, czekającej na odpowiedź.
Moje obawy zaostrzył tylko sms, który dostałem od ukochanej.
„Kochanie, jutro wyślę ci to nagranie, może jeszcze w weekend się z nim spotkam. Buziaki”
Postanowiłem odpowiedzieć na ten sms.
„Jakie nagranie? Z kim się spotkasz, kochanie?”
„Przepraszam, miałam to wysłać do Lottie”
Postanowiłem napisać do Lottie.
„Hej, jakie nagranie ma ci wysłać Lily?”
Po dłuższej chwili otrzymałem odpowiedź.
„Nie wiem nic, o żadnym nagraniu, Harry”
Patrzyłem w ekran telefonu jak zahipnotyzowany. Lily mnie okłamała..? Źle się czułem…
Była godzina 22, moja mama już kładła się do łóżka, a siostra dawno siedziała zamknięta w swoim pokoju. Postanowiłem zadzwonić do jedynej osoby, która przychodziła mi teraz do głowy - Louisa.
-Co jest Harry? – odezwał się chłopak.
-Louis… Musimy się spotkać – powiedziałem, drżącym, zdenerwowanym tonem.
-Co się dzieje?
-Czy możemy się spotkać?
-Jasne, już do ciebie idę…
-Będę szedł w twoją stronę, spotkamy się po drodze…
-Dobra, do zobaczenia – rozłączył się.
Nigdy nie wymykałem się z domu, nigdy nie miałem okazji… Zazwyczaj siedziałem w domu cały dzień i noc, z przerwą na wyjście do szkoły. Powoli i delikatnie otworzyłem drzwi i wyszedłem przez nie, zakładając rozpinaną bluzę. Drogę rozświetlały mi latarnie, lecz wydawało mi się, że idę w ciemności, lub z zamkniętymi oczami.
Po chwili, usłyszałem głos mojego przyjaciela.
-Harry! – Louis machał do mnie po drugiej stronie ulicy.
Nie mieszkaliśmy daleko od siebie, więc nie powinienem się dziwić, że od naszej rozmowy, do naszego spotkania minęło nie więcej niż dwie minuty. Musiałem być bardzo rozkojarzony, bo nie zrozumiałem żadnego ze słów, które po chwili do mnie powiedział. Gdy w odpowiedzi otrzymał ciszę i moje zdziwione spojrzenie, uśmiechnął się szeroko, skinął głową i ruszył, gestem każąc mi za sobą podążać. Przez chwilę szliśmy w ciszy, gdy już się otrząsnąłem, Louis mówił coś o znajomym kucharzu w pizzerii.
-Więc idziemy do pizzerii? – zapytałem.
-Nareszcie się odezwałeś, myślałem, że straciłem cię już na zawsze – zaśmiał się – Jeśli chcesz możemy tam wpaść.
-Nie jestem szczególnie głodny… - zacząłem.
-Podają tam tanie i dobre piwo.
-No nie wiem – powiedziałem niepewnie – Po tym, co się dzisiaj…
-Ja nie będę pił – przerwał mi.
-Zatem chodźmy do pizzerii! – oznajmiłem, akurat miałem teraz ochotę na piwo.
Zaśmiałem się w duchu, uświadamiając sobie, że jeszcze trzy tygodnie temu, gdyby ktoś mi powiedział, że w ciągu miesiąca; znajdę przyjaciół, wejdę na imprezę bez zaproszenia, upiję się, pójdę na wagary, wyjadę na wycieczkę, znajdę dziewczynę, zaprzyjaźnię się z wrogiem moich przyjaciół, złamię przepisy szkolne, będę uprawiał seks i w dodatku polubię piwo… Wyśmiałbym tego kogoś.
Szliśmy do wspomnianej przez Louisa pizzerii na piechotę, najwyraźniej nie mieściła się daleko. Idąc tak, rozmawiając w zasadzie o niczym, spotkaliśmy osobę, która przez ostatnich kilka dni, często chodziła mi po głowie, a która była ostatnią, o której teraz mogłem myśleć.
-Rose – przywitał się z nią Louis.
-Louis, Harry – uśmiechnęła się lekko – Co wy tutaj robicie o takiej godzinie?
-Co ty tutaj robisz o takiej godzinie? – odparłem pytaniem.
-Jestem na spacerze z Marko.
-Marko polo? – zaśmiał się Louis, a mnie ogarnął lekki chłód.
Czy Rose mi się podobała? Tak, ale nie mogłem nic z tym zrobić, musiałem to zwalczyć, bo… Miałem dziewczynę… Czy kiedykolwiek Lily była moja?
-Harry… Harry… Hazza! – krzyknął chłopak, a ja automatycznie się od niego odsunąłem – Jesteś z nami? On tak dzisiaj cały dzień – wyjaśnił Rose Louis, wskazując na mnie kciukiem.
-Gdzie Marko? – było pierwszym pytaniem, jakie przyszło mi do głowy, gdy spojrzałem w oczy Rose.
-Przed chwilą zniknął mi z oczu, ale zaraz się znajdzie – machnęła ręką.
-Może pomożemy ci go szukać? – zaproponował Louis.
-Nie, dzięki, jest dobrze wytresowany – zaśmiała się – Wystarczy, że go zawołam, a przybiegnie.
Wytresowany?
-Marko! – krzyknęła Rose – Marko, do nogi – kilka sekund później, u jej nóg już biegał mały kundelek, machając wesoło ogonem z wyciągniętym językiem.
Dziewczyna schyliła się i zaczęła go drapać za uchem.
-Marko… - mruknąłem – Marko, to pies…
-A ty, co myślałeś? – szepnął do mnie Louis.
Spojrzał na mnie i otworzył szeroko usta w udawanym zdziwieniu. Spojrzał na Rose i przeniósł szybko wzrok na mnie, powtórzył to kilka razy i uniósł kciuk w górę. Pokręciłem głową, mówiąc niemie „nie”, lecz ten tylko stał i się uśmiechał.
-Nie będę wam przeszkadzać, i tak miałam wracać już do domu – powiedziała dziewczyna, posyłając nam uśmiech.
-Jeśli chcesz, to Harry jest dostępny dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu – oznajmił jej Louis.
-Co ty gadasz? – zapytałem.
-Jeśli będziesz chciała go gdzieś zabrać, na pewno chętnie się tam z tobą wybierze.
-Zamorduję cię – wycedziłem przez zęby, które szczerzyłem w niezręcznym uśmiechu.
-Masz jego numer?
-Nie, nie mam…  Ale nie ma sprawy, przecież Harry ma Lily – powiedziała szorstko.
-Nawet jeśli, to co z tego? – ciągnął dalej – Czy to znaczy, że nie może nawiązywać przyjaznych kontaktów z nikim innym, a swoje życie towarzyskie musi wyrzucić na śmietnik? – zaśmiał się i po chwili dodał – Ale nie, czekaj… To nie na tym polega? – zwrócił się w moją stronę.
-W takim razie… Może kiedyś – kiwnęła głową, pożegnała się z nami i ruszyła w swoją stronę.
-Jesteś trupem, Louis… Jesteś trupem – powiedziałem.

W końcu dotarliśmy do wspomnianej przez chłopaka pizzerii. Zamówiliśmy jedną średnią pizzę, bo Louis nie jadł nic od rana i jeden kufel piwa. Usiedliśmy przy wolnym stoliku i z pierwszym kęsem pizzy, zapytał mnie.
-Więc, o co chodzi?
-Lily mnie okłamała – wziąłem pierwszy, duży łyk piwa.
Louis patrzył na mnie, jakby oczekiwał kontynuacji.
-Tyle? – zapytał po chwili ciszy.
-Aż tyle…
-I czemu się tak tym przejmujesz?
-Bo związek nie powinien opierać się na kłamstwach?
-Na kłamstwach? A w jakiej sprawie cię okłamała?
-Dostałem smsa, który miał być podobno do Lottie. Jednak, gdy zapytałem Lottie, czy coś o tym wie, odparła, że nic a nic…
-Stary… Rozumiem, co tu się dzieje.
-Więc mi to wytłumacz…
-To, co mówiła ci cały czas Lottie, zaczęło w końcu do ciebie docierać.
-Co? Nie, to, co ona mówiła… Ja w to nie wierzę.
-Wierzysz… Uwierzyłeś w to, od razu jak się o tym dowiedziałeś i szukałeś tylko potwierdzenia. To dlatego zapytałeś mnie o relacje Lily z Zaynem, to dlatego tak bardzo przejmujesz się tym kłamstwem. Uświadamiasz sobie, że to jak postrzegałeś Lily, może nie być tak trafne, jak ci się wydawało.
Siedziałem tam, jak zamurowany. Może Louis miał rację, przez ten cały czas próbowałem sobie wmówić, że słowa Lottie, to głupota… Ale gdybym w nie choć trochę nie uwierzył, nie zapewniałbym siebie o tym ciągle…
-Lily wciąż jest z Zaynem…
-Co? – zachłysnął się gorącym kawałkiem pizzy.
-Nie udawaj, przecież sam przed chwilą powiedziałeś, że to prawda.
-Nie mówiłem, że to prawda – odparł, gdy dałem mu swoje piwo do popicia – Powiedziałem tylko, że zaczynają do ciebie docierać słowa mojej siostry. Nie rób nic pochopnego, przecież Lily przestała rozmawiać z Zaynem, jeszcze zanim się poznaliście.
-Nie… Gdy się poznaliśmy, byli jeszcze razem – podrapałem się nerwowo po głowie – Spotkałem ją na jego „imprezie z okazji rozpoczęcia roku”.
-Raczej „zakończenia wakacji” i nie była to impreza, tylko stypa. Biedne wakacje, już nigdy nie wrócą… Za dziesięć miesięcy, będą kolejne, ale to już nie to samo.
-Czy to możliwe, że knują coś razem?
-Wątpię. Wiedziałbym coś o tym, prawda? Byłem w jego paczce jeszcze w zeszłym tygodniu, kiedy zaczęliście się do siebie zbliżać.
-Nie wiem Louis, to wszystko jest jakieś podejrzane.
-Przesadzasz, nie myśl o tym. Lily cię kocha, tak?
-Nie wiem… Nie mam pojęcia.
-W takim razie, jesteś w dupie.
-No, to jestem w dupie…
-Rozmawiałeś o tym z Lily?
-Nie odbiera moich telefonów i nie odpisuje na smsy.
-Zatem poczekaj, aż spotkasz ją w szkole – przyjaźnie złapał mnie za ramię – Musisz po prostu czekać…

-------------------------------
ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA!
Harry zaczyna nabierać podejrzeń...
Następna część za tydzień o tej samej porze!
Pozdrawiam/Bart

piątek, 17 czerwca 2016

"Grade 8" Cz. 16



"Problemy z Louisem i powrót"

Ostatni raz w tym roku szkolnym, obudziła nas pani Minority. Dzisiaj wieczorem będziemy wracać do domu i wbrew swoim oczekiwaniom, nie cieszyłem się z tego powodu. Było mi przykro, że nie będę budził się codziennie w towarzystwie przyjaciół i ukochaną dziewczyną za ścianą, lub u boku. Oczywiście, cieszył mnie powrót do matki i siostry, które, mimo że pisały do mnie smsy, to nie martwiły się o mnie aż tak bardzo. Przeciętny sms od mamy, był o wzięciu tabletek, a siostry, o tym czy bezpiecznie imprezujemy. Tabletek nie brałem, a bawiłem się dobrze…  Ale czy bezpiecznie? – zaśmiałem się w duchu. Usiadłem na łóżku i spojrzałem na Louisa, który jeszcze spał głośno chrapiąc. Mimo iż mówiłem mu żeby tego nie robił, wypił wszystkie piwa, jakie wczoraj kupił i poszedł podpity spać. Obudziłem go, lecz ten powiedział pani Minority, że naprawdę źle się czuje i nie może dzisiaj uczestniczyć w zajęciach. Byłem pewien, że to ten alkohol. Poszliśmy w trójkę na zajęcia, po drodze rozmawiając o dzisiejszym wyjeździe.
-Nie chcę wyjeżdżać – powiedziałem.
-Mówiłem, Harry – ucieszył się Niall – Mówiłem ci, że będzie fajnie.
-Nie było do końca świetnie – zaśmiałem się – Ale wciąż, było dość intensywnie i cieszę się, że mam was tu ze sobą.
-My cieszymy się, że mamy ciebie – poklepał mnie po plecach Ed.
Zajęcia ponownie skończyły się dość szybko, bo mieliśmy zaplanowaną wycieczkę po Edynburgu. Można by pomyśleć, że jeśli się gdzieś wyjeżdża na wycieczkę, to zwiedzanie będzie główną atrakcją, a nie atrakcją na ostatnią chwilę, ale najwyraźniej szkoła miała za mało funduszy żeby opłacić przewodnika na 5 dni. Mogliśmy podzielić się na kilka grup i zwiedzać samodzielnie, musieliśmy jedynie pamiętać, by o 14 być przy wejściu Princes Street Gardens. Postanowiliśmy zebrać się w szóstkę i zwiedzać na własną rękę. Gdy już odłączaliśmy się od grupy, podeszła do nas Rose.
-Cześć Harry, idziecie sami zwiedzać? – zapytała.
-Hej Rose, tak, chcesz do nas dołączyć? – w tej chwili, za rękę złapała mnie Lily.
-Chcesz iść z nami Rose? – zapytała z wrednym uśmieszkiem, chwilę później całując mnie w policzek.
-Nie – odpowiedziała zmieszana – Dzięki, ale nie. Miłego zwiedzania – zwróciła się do wszystkich.
-Wzajemnie – odpowiedziałem chórem z chłopakami.
Nie podobało mi się zachowanie Lily, ale rozumiałem je… W pewnym sensie. Wiem, że to była zazdrość, ale czy to źle? To chyba znaczy, że naprawdę bardzo mnie kocha. Co kilkanaście minut, zatrzymywaliśmy się i robiliśmy sobie selfie. Spacerując z moją dziewczyną za rękę, w pewnej chwili poczułem na sobie spojrzenie Lottie. Posłałem jej pytające spojrzenie, a po chwili zmarszczyłem brwi. Dlaczego doszukiwała się we wszystkim, co robiła Lily, złych intencji? Była czternasta, więc stawiliśmy się w umówione miejsce i czekaliśmy na naszą grupę. Następnie wróciliśmy do schroniska, mieliśmy zabrać swoje spakowane bagaże i zapakować je do busa. Jednak, gdy wszedłem do naszego pokoju, poczułem mocny zapach alkoholu.
-Kurwa mać – przekląłem, widząc leżącego na łóżku, nieprzytomnego Louisa z pustą butelką po wódce i wymiocinami na swojej koszulce.
Klęknąłem przy nim i zacząłem klepać go po twarzy, próbując obudzić.
-Louis, obudź się, proszę – powtarzałem – Pomocy! – krzyknąłem – Louis, nie rób mi tego, Louis!
Do pokoju przybiegł Ed, gdy zobaczył, co się dzieje, pobiegł po dyrektora Gore i panią Minority. Po dłuższej chwili, Louis w końcu otworzył oczy.
-Louis, co ty kurwa zrobiłeś? – zapytałem go, trochę spokojniejszy.
Ten próbował sklecić zdanie, lecz z jego ust wyszedł jedynie pijacki bełkot.
-Paul – wydyszał w końcu.
-Louis, proszę… - objąłem go delikatnie, próbując nie ubrudzić się jego wymiocinami – Wszystko będzie dobrze, tylko musisz…
Do pokoju wszedł Gore i pani Minority.
-Kurwa Tomlinson – odezwał się dyrektor.
-Dajcie mu wody – powiedziała nauczycielka – Potrzebuje teraz dużo wody.
Niall wręczył mi butelkę, którą przyłożyłem do ust Louisa.
-Może pomożecie mu się umyć? Nie może śmierdzieć przez całą drogę, a musimy się powoli zbierać. Za godzinę wyruszamy… - jak powiedziała pani Minority, tak zrobiliśmy.
Wzięliśmy go pod ręce i zaprowadziliśmy w ubraniu pod prysznic, puściliśmy na niego zimną wodę żeby się trochę ocknął. Gdy wreszcie krzyknął, że mu zimno i żebyśmy „wyłączyli tą pierdoloną wodę”, daliśmy mu mydło i powiedzieliśmy żeby się umył. Wyszliśmy z łazienki i usłyszeliśmy dalsze instrukcje od nauczycielki. Mieliśmy mu pomóc się otrząsnąć i doprowadzić do normalnego stanu.
Po kilkunastu minutach, Louis wyszedł z łazienki umyty i w czystym ubraniu.
-Jak się czujesz? – zapytałem.
-W porządku – odpowiedział.
-Nie wyglądasz jakbyś czuł się w porządku – mruknął Ed, wręczając mu butelkę z wodą.
Chłopak wziął kilka dużych łyków i odchrząknął.
-Macie może aspirynę? – zapytał słabo.
-Ja mam – powiedział Niall, sięgając do swojej torby podręcznej – Proszę.
Chłopak wziął dwie aspiryny, podziękował Niallowi i chciał zacząć się pakować, gdy zauważył, że zrobiłem to za niego.
-Dzięki Harry – rzucił, zakładając torbę na ramię.
-Skąd pewność, że to ja? – zdziwiłem się.
-Po prostu wiem… - uśmiechnął się lekko i ruszył w stronę drzwi.
Sięgnąłem do kieszeni, chcąc sprawdzić, która jest godzina i wraz z telefonem wyciągnąłem pogiętą kartkę, na której było napisane
„Lily i Zayn”
Nic z tego nie rozumiałem, ale byłem pewien, kto zostawił mi tę kartkę.
Zostawiliśmy nasze torby w wielkim, busowym bagażniku i zajęliśmy swoje miejsca. Każdy usiadł ze swoją drugą połówką – ja z Lily, Ed z Lottie i Niall z Amy. Tylko Louis siedział sam, bo obok nas nie było miejsca, a nikt z jego dawnych znajomych nie chciał się do niego zbliżyć. Było mi cholernie smutno z tego powodu, ale nie miałem na to większego wpływu. Po kilku godzinach jazdy, gdy wszyscy poza mną i Louisem usnęli, postanowiłem się do niego na chwilę dosiąść.
-Hej – przywitałem się – Czy to miejsce jest wolne?
-Nie Harry, za chwilę przyjdzie na to miejsce sam dyrektor Gore, zajmuję mu miejsce – zażartował.
-Chciałem z tobą porozmawiać – usiadłem obok niego.
-Wiem Harry, nawaliłem… Znowu – powiedział, przecierając twarz – Nie chciałem się tak najebać, tylko trochę zagłuszyć myśli…
-Znowu? Louis, jest ci ciężko i ja to rozumiem… Nie pochwalam, że się tak upijasz, ale rozumiem to. Potrzebujesz pomocy, potrzebujesz bliskości osób, które szanują cię i chcą dla ciebie jak najlepiej.
-Taa, znajdź taką osobę.
-Siedzę tutaj, Louis… - chłopak się trochę zmieszał, ale lekko uśmiechnął – Nie będę cię opieprzał, spokojnie, z resztą, nie o tym chciałem porozmawiać.
Przysunąłem się bliżej niego, bo, mimo iż siedzieliśmy kilka rzędów od Lily, bałem się, że to usłyszy.
-Co wiesz o relacjach Lily i Zayna? – zdziwił się na to pytanie.
-Nie wiem – podrapał się po głowie – Nie powinienem chyba…
-Louis, jesteś moim przyjacielem, czy nie? – zapytałem poważnie.
-Jestem… Chyba.
-Więc bądź dobrym przyjacielem i mi powiedz.
Chłopak zawahał się, spojrzał w tył, na miejsce gdzie siedział Zayn i na miejsce, gdzie spała Lily i odparł
-Byli razem…
-Kiedy to było?
-Rany, Harry… Po co ci to wiedzieć?
-Kiedy to było Louis?
-Jeszcze tydzień temu…
-Chcesz mi powiedzieć, że gdy była impreza Zayna nad jeziorem, byli wtedy parą? – poczułem chłód ogarniający moje ciało i paraliżujący je.
-Tak, a później… Jakby przestali ze sobą rozmawiać… Lily zaczęła pojawiać się u twojego boku, myślałem, że rzuciła go dla ciebie… Chociaż Zayn nie wydawał się być zły, czy zdenerwowany…
-Czy to możliwe żeby wciąż z nim była, będąc ze mną? – przerwałem mu.
-Co to za pytanie? – zaśmiał się – Jesteście razem, nie?
-Tak… - zastanowiłem się – przynajmniej tak mi się wydaje.
-Harry, chyba nie myślisz, że to wszystko farsa?
-Chyba właśnie to, chce mi powiedzieć Lottie… Nie wiem, czy jej wierzyć.
-Jest jej przyjaciółką, wie więcej ode mnie…
-Jest twoją siostrą, powiedz mi, jak myślisz, mówi prawdę, czy to tylko głupi żart?
Chłopak musiał się chwilę zastanowić, ale z pewnością odpowiedział
-Mówi prawdę. Lottie nie kłamałaby w takiej sprawie, a już na pewno nie robiłaby sobie z tego żartów.
Jego słowa wbiły mnie w fotel, jakby spadło na mnie coś wielkiego i ciężkiego. Przez głowę przebiegało mi teraz miliony myśli, po skroni płynęła kropla potu.
-Co teraz? – zapytałem.
-Nie wiem, Harry… Ale może to wszystko nieporozumienie? Może Lottie źle to zrozumiała… Nie mam pojęcia… Nie rób nic pochopnego, bo będziesz tego żałował.
-Co jeśli naprawdę to wszystko, to tylko po to, by zrobić sobie ze mnie pośmiewisko? – w moich oczach zaczęły się zbierać łzy, które starłem wierzchem dłoni  - Tylko dlaczego akurat ja?
-Zawsze ktoś… - rzucił Louis – Jeśli nie ty, to ktoś inny… Ale nie możesz im dać nad sobą zdominować, jeśli to prawda. Nie możesz pozwolić na… - przerwał, biorąc głęboki wdech – Proszę, gdyby coś się działo, nie działaj pochopnie, tylko do mnie zadzwoń a przyjdę. O każdej porze, Harry.

Dojechaliśmy na miejsce, pożegnaliśmy się i wsiedliśmy do auta Eda. Lily jechała samochodem dyrektora, Amy mieszka niedaleko szkoły, więc jechaliśmy w piątkę, zajmując jednocześnie wszystkie siedzenia.
-Lottie – zwróciłem się do dziewczyny – Dostałem wiadomość, już wszystko wiem… Ale wciąż nie wierzę…
-Wiem, podejrzewałam, że nie będziesz wierzył… - odpowiedziała smutno.
-Ale w co? – zapytał Ed.
-Nie ważne, nie ważne… - odpowiedziałem.

-----------------------------------------
ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA
Czy koniec podróży, może oznaczać koniec czegoś jeszcze?
Następna część za tydzień o tej samej porze!
Pozdrawiam/Bart

piątek, 10 czerwca 2016

"Grade 8" Cz. 15



"Niepewność Harry'ego"

Obudziło mnie pukanie w ramię. Otworzyłem oczy i zobaczyłem Lottie, nachylającą się nad naszym łóżkiem. Przeszedł mnie dreszcz, gdy uświadomiłem sobie, że jestem w łóżku razem z Lily.
-Co jest? – zapytałem szeptem, bo moja dziewczyna jeszcze spała.
-Choć, musimy porozmawiać – weszła do łazienki.
Powoli wyszedłem z łóżka, próbując nie obudzić brunetki i ruszyłem do łazienki.
-Muszę ci coś powiedzieć, Harry – zaczęła.
-To już wiem, może powiesz coś więcej?
-To dla mnie trudne, Harry…
-Rozumiem, ale skoro chcesz mi coś powiedzieć, to mi to do cholery powiedz, Lottie.
Nastała chwilowa cisza, podczas której dało się słyszeć tykanie zegara.
-Co robiliście wczoraj z Lily? – zapytała.
-Nie powinno cię to interesować..?
-Rozumiem… Zauważyłeś podczas seksu coś dziwnego?
-Co? – zarumieniłem się – Lottie, to prywatne sprawy…
-Czy robiła ci zdjęcia, nakręcała, zapisywała coś?
-O co ci chodzi?
-Harry, czy ty jesteś taki kurwa tępy? Nie widzisz, że ona cię wykorzystuje?
-Nie…
-Że robi sobie z ciebie jaja?
-Nie…
-Harry, ona…
-Nie, Lottie – przerwałem jej – Nie chcę tego słuchać. Jesteś po prostu zazdrosna… - wyszedłem z łazienki.
Usiadłem na łóżku, w którym spał Ed i spojrzałem w ekran jego komórki, by sprawdzić, która godzina. Była godzina przed naszym budzeniem, więc obudziłem Eda i ruszyliśmy za okno. Postanowiłem nie budzić Lily, miała dużo do odespania. Okno od naszego pokoju było zamknięte, zapukaliśmy i otworzył nam Niall w samej bieliźnie.
-Cześć – przywitałem się z Amy, która właśnie nerwowo zakrywała się kołdrą.
-No ładnie – podsumował Ed.
-Widzę – odezwał się Louis – Że nie tylko Niall dobrze się wczoraj bawił.
-Nie wiemy, o co ci chodzi – powiedzieliśmy chórem.
-Harry, przecież widzę po tobie.
-A po mnie? – zapytał Ed.
-Ty też dobrze się bawiłeś, ale nie pierwszy raz.
-Nie jesteś z tego powodu wściekły?
-Lottie pierwszy raz się dobrze bawiła i cieszę się, że przynajmniej z kimś, kto ją kocha.
-Ty – Ed zwrócił się do mnie szeptem – skąd on to wszystko wie?
-Nie wiem – wzruszyłem ramionami.
-Lata doświadczenia – stwierdził i odwrócił się w stronę ściany, przykrywając głowę kołdrą.
-Dacie nam chwilę? Amy, chciałaby się ubrać – powiedział poważnie Niall.
-Jasne… A nie przeszkadzał wam wczoraj Louis? – zapytał Ed.
-Byłem odwrócony do ściany, miałem słuchawki w uszach, byli bardzo cicho, mało mnie to interesowało i byłem już kilkukrotnie w takiej sytuacji – Louis odpowiedział nam na pytanie z twarzą w poduszce – Teraz, dajcie mi się jeszcze chwilę przespać.
Weszliśmy z Edem do łazienki, dając Niallowi i Amy jeszcze chwilę prywatności.
-Ed, możemy pogadać?
-Jasne, Harry – uśmiechnął się – Co jest?
-Rozmawiałem z Lottie…
-Nie mów mi! – przerwał – Nie chcę nic wiedzieć.
-Nie chodzi o ciebie... Lottie powiedziała mi coś o Lily.
-Co ci powiedziała?
-Miałem nadzieję, że ty coś o tym wiesz.
-Skąd miałbym wiedzieć coś o Lily?
-Ty i Lottie nie rozmawiacie?
-Rozmawiamy, ale nie o was, mamy własne sprawy.
-Lottie powiedziała, że Lily mnie wykorzystuje.
-Seksualnie? – zapytał z wielkim uśmiechem, a jego uszy poczerwieniały.
-Nie, przestańcie w kółko gadać o seksie…  Powiedziała, że Lily robi mnie w konia.
-Nie rozumiem – podrapał się po głowie.
-Mówiła coś o robieniu zdjęć, nagrań i notatkach. Sam niewiele z tego zrozumiałem.
-Może się pokłóciły? W sumie, słyszałem wczoraj między nimi kłótnie.
-Kiedy?
-Zaraz po zajęciach, gdy szedłem do sklepu. Chciałem zapytać, czy dziewczyny czegoś potrzebują i usłyszałem jak się kłóciły.
-Nie wiesz, dlaczego się kłóciły?
-Nie chciałem się wpieprzać w nie swoje sprawy – powiedział, a ja się zaśmiałem – Co w tym zabawnego?
-Zaczynasz gadać jak Lottie i Louis… Należysz już do ich familii, co?
-Najwyraźniej… Wiesz – zaczął szeptać – Naprawdę cieszę się, że Tommo jest już historią.
Dzisiaj zaczęliśmy angielskim, na którym uczyliśmy się szkockiego slangu. Zabrakło kilku książek, więc osoby, które nie miały pary, musiały się do kogoś dosiąść. Do mnie i Louisa dosiadła się niejaka Rose Licorice, rudowłosa dziewczyna w okularach, której nie znałem zbyt dobrze, chociaż chodziła z nami do klasy. Mieliśmy za zadanie ułożyć krótki dialog z użyciem jak największej ilości słów ze słownika slangu. Louis sklecił pierwszych kilka linijek, ja kilka następnych a rozmowę zakończyła Rose, która co chwilę uśmiechała się w moją stronę. Podczas przerwy, Louis zwrócił się do mnie.
-Widziałeś, jak ta Rose rozbierała cię oczami?
-Chyba ciebie Lou, ja mam dziewczynę, nie zapomnij.
-Dziewczyna nie ściana, da się przesunąć… - mruknął pod nosem.
O wilku mowa – pomyślałem, gdy w naszą stronę zaczęła zmierzać rudowłosa okularnica.
-Cześć, chciałam wam podziękować za wspólną lekcję – odezwała się.
-Nie ma sprawy – powiedział Louis – Harremu też było bardzo miło, co nie? – szturchnął mnie, gdy zapatrzyłem się na piękne usta dziewczyny.
-Tak, dzięki.
-Może jeszcze kiedyś pogadamy? Nie mieliśmy do tej pory okazji – zaproponowała.
-Jasne, byłoby miło – odwzajemniłem jej uśmiech.
Dziewczyna odwróciła się i ruszyła do swojego pokoju, odprowadzałem ją wzrokiem.
-Widzisz Harry, bo ja wiem, kiedy kobieta rozbiera faceta wzrokiem. Wiem też, kiedy mężczyzna rozbiera wzrokiem kobietę – dodał po chwili.
Po zajęciach, gdy nikt nie patrzył, wymknąłem się do pokoju dziewczyn. Postanowiłem unikać przechodzenia po parapecie, od kiedy straciłem na nim przytomność. Drzwi otworzyła mi Amy z wielkim uśmiechem, pytając, co robi teraz Niall.
-Siedzi w pokoju i słucha muzyki na słuchawkach – odpowiedziałem.
-Nie będzie zły, jeśli się do niego teraz wybiorę?
-Jestem pewien, że nie – dziewczyna minęła mnie i ruszyła w stronę naszego pokoju.
Lily ponownie siedziała na łóżku, opierając się o ścianę i pisała na telefonie. Gdy zobaczyła, że wszedłem do pokoju, rzuciła telefon na bok i wstała żeby mnie przytulić.
-Cześć kochanie – pocałowałem ją w czoło – Wszystko w porządku?
-Tak, to tylko mama… - odpowiedziała.
-Nie, mówiłem ogólnie. Wiem, że niezbyt możemy się teraz zbytnio spotykać, ale zrobię wszystko żeby jednak cię zobaczyć.
-To słodkie – uśmiechnęła się i usiadła na łóżku.
Zobaczyła, że nie usiałem obok niej i zapytała, czy coś się stało. Przez głowę przeszło mi pytanie „Czy wiesz, o czym mówiła Lottie..?”, ale go nie zadałem, postanowiłem udawać, że wszystko dobrze.
-Opowiadaj, co dzisiaj robiłyście? – usiadłem w końcu u jej boku.
-Wiesz, niewiele – podrapała się zamyślona po głowie – Po zajęciach właściwie nic nie robiłyśmy…
-A… - chciałem zapytać, co się stało między nią i Lottie, ale postanowiłem nie zadawać tego pytania. Nie zadawałem go, bo nie chciałem jej urazić, czy poznać odpowiedzi? Bałem się, że to, co powiedziała mi Lottie, było prawdą. Bałem się usłyszeć potwierdzenie…
-Tak..? – szturchnęła mnie, gdy zapatrzony w przestrzeń, zamilkłem po wypowiedzeniu samogłoski.
-Przepraszam, zamyśliłem się – przetarłem twarz.
-O czym myślałeś? – zapytała podejrzliwie, jakby się speszyła.
-O… - postanowiłem skłamać – Tym co robią teraz Niall i Amy.
-Wydaje mi się, że robią to, co powinniśmy i my – puściła mi oczko i położyła rękę na moim udzie.
-Gdzie jest Lottie? – zapytałem nerwowy, próbując zmienić temat.
-A co cię to interesuje? – założyła ręce.
-Bo nie chcę żeby weszła, gdy będziemy w trakcie… Czegoś – ponownie z moich ust padło kłamstwo.
-Poszła gdzieś z Edem, z tego, co wiem, to licytowała się z moim ojcem o kilka godzin wolnego czasu, który mogłaby z nim spędzić.
-Czemu i my nie zaczniemy się z nim o coś podobnego licytować?
-Bo jesteśmy z góry na przegranej pozycji – zaśmiała się.

Skłamałem, że muszę iść pomóc Louisowi, bo chciał ze mną o czymś porozmawiać i wyszedłem z pokoju, zanim Lily zaczęła dobierać mi się do spodni. Jedni uznaliby, że jestem szczęściarzem, a mnie szczerze mówiąc, bardzo się to nie podobało. O dziwo spotkałem Louisa na korytarzu.
-Idę do sklepu, idziesz ze mną? – zaproponował.
-Przecież Ed wczoraj był w sklepie – zdziwiłem się.
-Ale fajek mi nie kupił – pokazał mi puste opakowanie po papierosach.
Ruszyliśmy, więc razem do sklepu. Po drodze, zapytałem Louisa, co myśli o dziewczynach.
-Co masz na myśli?
-Chodzi o seks – zarumieniłem się – Czy dziewczynom zależy tylko na seksie?
-Mówię się tak o facetach, o kobietach rzadko się to słyszy.
-Czyli..?
-A co? Lily jest nimfomanką? – zaśmiał się.
-Najwyraźniej… - posmutniałem.
-Dlaczego tak uważasz?
-Wczoraj mieliśmy swój pierwszy raz – czułem się naprawdę niekomfortowo opowiadając o tym – Od dłuższego czasu, robi wszystko żeby doprowadzić do zbliżenia…
-Co mogę ci powiedzieć? Jesteś szczęściarzem, każdy facet marzy o takiej kobiecie.
-W takim razie, nie jestem facetem. Nie przeszkadza mi to, że czuje potrzebę bliskości, ale dlaczego zawsze musi… No wiesz…
-Może inaczej nie umie. A ty, czego byś chciał? – zapytał, a ja zacząłem się zastanawiać.
-Nie wiem… Trzymania za rękę podczas spaceru, tulenia w łóżku bez konieczności nagości…
-Romantyk, co? Naoglądałeś się za dużo filmów – stwierdził.
-Nie wydaje mi się! – sprzeciwiłem się – Życie może tak wyglądać, trzeba tylko znaleźć odpowiednią osobę. W życiu nie chodzi tylko o seks.
-Może i masz rację, ale skoro to prawda, to życie jest jeszcze bardziej pojebane, niż myślałem…
Obeszliśmy większość alejek w sklepie i powoli ruszaliśmy do kasy, gdy Louis zatrzymał się przy dziale z alkoholem.
-Myślałem, że z tym skończyłeś – powiedziałem.
-Tak, skończyłem… - powiedział niepewnie – Ale raz na jakiś czas, chyba mogę się napić piwa?
Chłopak chwycił cztero-pak piwa, dwie paczki papierosów i ruszył do kasy.

-----------------------------------------------
ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA
Co jest nie tak z Lily?
Następna część za tydzień o tej samej porze!
Pozdrawiam/Bart

piątek, 3 czerwca 2016

"Grade 8" Cz. 14



"Romans z Lottie i pierwszy raz"

-Co tu się dzieje? – z naszego pokoju wyszła Lottie.
-A Ty, co robisz w pokoju chłopców? Do swoich pokojów, wszyscy! – krzyknął czerwony na twarzy dyrektor.
Zamknęliśmy się w swoich pokojach i położyliśmy na łóżkach.
-Tęsknię za Lottie – odezwał się Ed.
-Tęsknię za Amy – dodał Niall.
-Tęsknię za Lily…
-A ja za nikim nie tęsknię – zaśmiał się Louis.
-To przynajmniej jeden z nas, nie czuje pustki – Ed zakrył twarz.
-Ej, to, że za nikim nie tęsknię, nie znaczy, że nie czuję pustki. Jeśli chcecie, mogę wam jakoś pomóc… - zaproponował chłopak.
-Niby jak? – zdziwił się Niall.
Louis rozejrzał się po pokoju i wyjrzał przez okno.
-Macie ochotę złożyć wizytę swoim ukochanym? – zapytał po chwili.
-No, tak… - odpowiedział Ed.
-Znalazłem dla was most, dzięki któremu przejdziecie nad tą gorącą lawą, zwaną Gore.
Louis opracował plan, który już wcześniej chodził mi po głowie. Za oknem mieliśmy parapet z kamienia, który łączył nasz pokój, z pokojem dziewczyn. Był wystarczająco szeroki żeby można było po nim przejść, liczył około trzydziestu centymetrów, lecz i tak się baliśmy – w końcu nasze pokoje mieściły się na trzecim piętrze i upadek z takiej wysokości, groził poważnymi urazami.
-Jestem w stanie zaryzykować – powiedział Ed, wchodząc na parapet.
-Nasze pokoje nie są tak daleko od siebie, trochę ponad metr – starał się go pocieszyć Louis – Dasz radę.
-Idę z tobą – powiedziałem – A Ty Niall?
-Ja… Nie chcę kłopotów. Co jak dyrektor wejdzie do pokoju, gdy my tam będziemy?
-Bez przesady – powiedziałem – Trochę spontaniczności!
-Nie idę, przeproście ode mnie Amy – powiedział smutny i położył się do łóżka.
Była dopiero dwudziesta pierwsza. Ed ruszył pierwszy i na drżących nogach, postawił kilka pierwszych kroków.
-Wiesz, jednak rezygnuje – powiedział spoglądając w dół.
-No co Ty? Teraz zmieniasz decyzję? – zapytałem, będąc dwa kroki za nim.
-Harry, nie chcę się stąd… - przerwał, patrząc wciąż w dół.
-Może po prostu patrz przed siebie, a nie pod siebie..?
Rudowłosy zrobił kolejny krok, a za nim kolejny. Był już coraz bliżej okna dziewczyn, gdy sam spojrzałem w dół i się zawahałem. Doznałem zaburzenia błędnika i w pewnym momencie, byłem pewien, że już spadam…
-Harry – odezwał się Ed – Dobrze się czujesz?
-Ed..? – przyjaciel patrzył na mnie jak na ducha.
-Kurwa, Harry…  Jesteś blady, wszystko ok? – zapytał ponownie.
Ciemność…
Gdy mrok zaczął przechodzić z moich oczu, ujrzałem Lottie pochylającą się nade mną.
-Harry… - odetchnął Ed – Już myślałem, że wykorkujesz.
-Gdzie jesteśmy? – zapytałem.
-W pokoju dziewczyn..?
-Jak się tu dostałem?
-To, jest ciekawa historia… - powiedziała Amy – Ed wciągnął cię tutaj nieprzytomnego…
-Co?
-Zemdlałeś w pół drogi… - odezwał się Ed.
-Jak się czujesz? – zapytała Lottie.
-Dobrze, dzięki…
-Masz, napij się – Ed wręczył mi butelkę wody.
Gdy zwilżyłem już gardło, rozejrzałem się po pokoju, szukając Lily. Dziewczyna siedziała na swoim łóżku z telefonem komórkowym w dłoni. Po chwili wstała, podeszła do mnie i rzuciła mi się na szyję. Nie potrzebowałem słów, wiedziałem, że się o mnie martwiła.
-Czy wy oszaleliście? – zapytała.
-Tak – odpowiedział jej Ed – Dla was dziewczyny, zrobimy wszystko.
-W takim razie, gdzie Niall? – zapytała Amy i po chwili się zarumieniła.
-Został w pokoju, prosił żeby cię przeprosić – zwróciłem się do blondynki.
-O nie, ja mu pokażę! – powiedziała dziewczyna i ruszyła za okno.
-Tylko nie pokazuj mu zbyt wiele – rzuciła Lottie.
-W sumie – powiedziała po chwili Lily – Dobrze, że przyszedłeś... – rozpięła klamrę mojego paska.
-Mieliśmy… - przerwała mi pocałunkiem – Zwolnić… - zaczęła rozpinać moje spodnie.
Ed, chciał z Lottie zamknąć się w łazience, udostępniając nam tym samym pokój.
-Nie – powiedziała Lottie, patrząc na nas – Nie…
-Coś się stało? – zapytał Ed.
-Harry, muszę z tobą porozmawiać… - powiedziała, nie odrywając od nas wzroku.
Odsunąłem od siebie podnieconą Lily.
-Więc porozmawiajmy – powiedziałem.
-Wolałabym na osobności… - złapała mnie za rękę i zaciągnęła do łazienki, po czym zamknęła drzwi.
Kazała mi usiąść na zamkniętej muszli i pochyliła się nade mną.
-Lottie, przestań… - powiedziałem, nim zdążyła cokolwiek powiedzieć – Nie lubię cię w ten sposób.
-Co? Harry, czy ciebie pojebało?
-Jesteś dziewczyną mojego przyjaciela, ja kocham Lily.
-Właśnie o tym chciałam z tobą porozmawiać, dlaczego nie dajesz mi dość do słowa?
-Nie owijaj w bawełnę, mów…
-Lily… - zaczęła, ale przerwało jej pukanie do drzwi.
-Harry, Lottie, kurwa wyłaźcie. Co to ma kurwa znaczyć? – krzyczał szeptem Ed.
Lottie otworzyła drzwi, a ten wszedł do łazienki bez zastanowienia.
-Słyszałem, że macie romans – powiedział, a jego knykcie zbielały od zaciskania pięści.
-Co? – zdziwiłem się – Kto ci to powiedział?
I wtedy usłyszałem szloch z pokoju. Lily płakała rzewnymi łzami, powtarzając „dlaczego?”. Wróciłem do pokoju i usiadłem obok niej.
-Co się dzieje?
-Masz romans z Lottie – jęknęła.
-Nie prawda -  powiedziałem.
-Coraz częściej was widuję razem, gdy ostatnio cię podrywała i podeszłam, udawała, że mówi  o jakimś serialu i szybko uciekła. Teraz zaciągnęła cię do łazienki na seks… Czy jestem aż tak potworna? Nie możesz mi tego powiedzieć prosto w twarz? – ukryła twarz w  dłoniach.
-Nigdy nie kochałem nikogo tak bardzo jak ciebie, Lily. Nie mam  z nikim romansu, ani tym bardziej z Lottie…
-To prawda, Ed – potwierdziła Lottie – Przecież cię kocham, wiesz o tym – pogładziła jego twarz.
-Więc co robiliście teraz w łazience i o czym rozmawialiście wtedy..? – zapytał rudowłosy.
-Nie mogę ci tego teraz powiedzieć… - powiedziała Lottie.
-Harry – zwrócił się do mnie – Bądź dobrym przyjacielem…
-Ed, przysięgam, nie wiem… Lottie próbuje mi powiedzieć coś od kilku dni, ale nie mam pojęcia co…
-Chodzi o twoje urodziny… - odezwała się dziewczyna – Ale nic więcej nie powiem. Jak mogłeś myśleć, że mam romans z Harrym?
-O kurde… Przepraszam was – odezwał się Ed – Wyszło niezręcznie… Nie mów nic więcej.
Ed uwielbiał niespodzianki, więc go to przekonało.
-Słyszysz Lily..? Chodzi o Eda – odezwałem się do niej, poklepując go po plecach.
-Więc dlaczego udawaliście, że chodzi o serial? – spoglądnęła na mnie, z rozmazanym makijarzem.
-Pewnie dlatego, że staraliśmy się utrzymać wszystko w tajemnicy – odpowiedziałem.
-Właśnie, Lily… - odezwała się chłodno Lottie.
-Dlaczego od razu wywnioskowałaś, że będę uprawiać seks w łazience? – zapytałem, śmiejąc się.
-Bo będziesz – rzuciła, złapała mnie za kołnierzyk koszulki i zaciągnęła mnie do łazienki, zamykając za nami drzwi – Ściągnij spodnie.
-Lily, mieliśmy… - chwyciła moją dłoń i położyła sobie na pierś.
-Czujesz, jak moje serce bije? – zapytała, kładąc rękę na wybrzuszeniu w moich spodniach – Bo ja, czuję jak twardniejesz…
Rzuciłem jej się do ust i począłem je całować. Seksualne pożądanie zawładnęło całkowicie moim ciałem. Nie liczyło się teraz nic, ile się znamy, co robimy… Liczyło się jej ciało, dotykające mojego nagiego ciała. Jej chłodne ze zdenerwowania palce, chwytające za moją męskość… Pożądanie. W tej chwili, nie liczyło się nic więcej… Lily wyciągnęła i nałożyła na mój sprzęt prezerwatywę, po czym rozebrała się do naga. Jej ciało mną wstrząsnęło. Była istnym dziełem sztuki, każde zaokrąglenie było precyzyjnie wkomponowane, każda krawędź, linia… Każdy pojedynczy włos, kawałek skóry.
-Jak ci się podobam? – zapytała, stając przede mną.
-Jesteś przepiękna – odpowiedziałem, próbując zapamiętać każdy skrawek ciała.
-Możesz mnie dotknąć – powiedziała, kierując moją dłonią po jej piersiach, brzuchu, udach…
Usiadła na szafce, w której były schowane kosmetyki i ręczniki, i rozłożyła przede mną nogi, jakby zapraszając…
-Nie wiem, od czego zacząć – powiedziałem głupio, co wywołało u dziewczyny śmiech.
-Ale chyba wiesz, na czym to polega? – upewniła się, a gdy potwierdziłem, dodała – Pomogę ci…

Zacząłem się z nią kochać, to był mój pierwszy raz. Wiedziałem, że Lily nie jest dziewicą, nie przeszkadzało mi to. Jej piękne ciało, które teraz trzymałem w dłoniach, tak solidnie wykonane, jednakże wydawało się być kruche i łatwe do zniszczenia. Gładząc jej pierś, pieściłem jej szyję, co wydawała się lubić. W pewnym momencie, zaczęła cicho jęczek w moje ucho z rozkoszy. To było tak podniecające, czując jak jej paznokcie wbijają się w moje nagie plecy… Nie wytrzymałem dłużej, poczułem zimny, przyjemny dreszcz ogarniający moje ciało. Ścisnąłem jej pierś, a ona zassała skórę mojej szyi, zostawiając na niej podpis w postaci malinki.
-Jesteś taka podniecająca – szepnąłem w jej ucho.
-Zauważyłam – powiedziała, wstając i zbierając swoje rzeczy z podłogi i telefon z półki pod lustrem.
Odetchnąłem głośno, gdy dziewczyna wychodziła z łazienki i ściągnąłem z siebie kondom. Ubrałem się i wróciłem do pokoju z myślą, że wrócimy z Edem do siebie. Wiedziałem, że to wszystko działo się zbyt szybko. Nie mówię tylko o seksie, który trwał krótko, ale o naszej znajomości, która jest równie krótka. Ed i Lottie siedzieli na jej łóżku i rozmawiali po cichu o ich wzajemnej miłości, zbliżałem się do okna, gdy Lily się odezwała.
-Chodź do łóżka – powiedziała, odkrywając drugą jego część.
Czułem wstyd i zażenowanie, jednak dziewczyna wydawała się nie być zmieszana i gdy do niej dołączyłem, przytuliła mnie.

----------------------------
ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA
O co chodzi Lottie..?
Następna część za tydzień o tej samej porze.
Pozdrawiam/Bart