DOWOLNY TEKST DOWOLNY TEKST DOWOLNY TEKST DOWOLNY TEKST

Muzyka

piątek, 22 lipca 2016

"Grade 8" Epilog

"Epilog"

„Jeśli jest gdzieś wieczność, to obszyta gwiazdami.
Nieskończone piękno, ogarnięte ciemnością.
Zasłuchany w wiatr, zapatrzony w to, co niewidzialne, nie dostrzegam ideału istnienia.
Egoistyczna ochota porzucenia egzystencji dla uczucia wolności, coraz częściej pojawia się w mojej głowie.
W ciemności szukam światła, choć najmniejszej iskierki, jak igły w stogu siana, najmniejszego powodu, by tu zostać i znajduję go.
Mały, malutki płomyczek, a właściwie trzy, jasno oświecające moją ciemność, spowodowaną utratą mojego wewnętrznego światła.”

-Harry! Kurwa, Harry! – głos Louisa rozbrzmiewał w mojej ciszy – Dlaczego nie zadzwoniłeś!? – uderzał łagodnie mój policzek, próbując mnie wybudzić.
-Ile ich wziął!? – to był głos Eda.
-Nie wiem, dzwoń po jebaną karetkę! – wrzasnął na niego Louis – Harry, proszę, otwórz oczy!
-Ma jeszcze puls – stwierdził zdenerwowany Niall – Bardzo słaby, ale…
-Niall, przestań udawać kurwa lekarza i pomóż mi go wybudzić!
Zobaczyłem jasne światło, jednak nie na końcu tunelu, tylko z latarki wbudowanej w telefon komórkowy.
-Jego źrenice reagują, może nie jest jeszcze za późno!
-Czy ja przed chwilą nie mówiłem żebyś przestawał udawać jebanego lekarza!?
-Trzeba wywołać wymioty!
-Błagam o pomoc, nasz przyjaciel próbował się zabić… - usłyszałem fragment rozmowy Eda przez telefon.
Louis wepchnął mi palce do gardła, próbując wywołać odruch wymiotny. Mój spokój był zakłócony… Moja cisza, została przerwana… Ciepło, zostało mi odebrane.
-Harry, proszę, nie możesz mnie teraz opuścić… Nie ty… - usłyszałem szept Louisa – Nie możesz mi tego zrobić, błagam…
Decyzja należała do mnie. Mogłem odejść, czułem to. Chciałem odejść, lecz nie byłem pewien, czy wciąż chcę. Nie żyje się dla innych, tylko dla samego siebie. To my wybieramy, jakie podejmujemy decyzje – czy zdecydujemy się żyć, czy zakończyć nasze życie. Wszystko zależy od nas, od naszych decyzji. Zadecydowałem, lecz teraz chcę to odkręcić. Muszę otworzyć oczy, muszę się odezwać, poruszyć. Muszę dać im jakiś znak, muszę żyć. Chcę żyć!
-Kiedy oni kurwa przyjadą!?
-Są w drodze, co mam zrobić żeby szybciej przyjechali?
-Powiedziałeś im, że potrzebujemy szybkiej pomocy?
-Tak, Harry, tak! – zawołał Louis, gdy zwymiotowałem na swoje ubranie – Słyszysz mnie? Harry!
Widziałem go, jego twarz i uśmiech, ale jak przez mgłę. Louis! – próbowałem krzyczeć, wydać z siebie jakikolwiek dźwięk.
-Spójrz na mnie, Harry! – otwierał powieki, lecz powoli, znów zaczęła mnie ogarniać ciemność i cisza – Nie odchodź, Harry! Potrzebuję cię! – płakał, czułem jego łzy na mojej twarzy.
Nie czułem bólu. Nie czułem smutku. Czułem jednak chęć życia, która powoli przygasała, jakby była tylko głupią nadzieją, na coś, czego nie mogę dostać.
-Błagam, Harry! Błagam, otwórz oczy – złapał moją dłoń – Ściśnij ją, jeśli mnie słyszysz.
Musiałem się skoncentrować na dłoni, lecz jej nie czułem. Napierałem na nią z całej siły, lecz nic to nie dało.
-Porusz palcem, jeśli mnie słyszysz! – krzyczał – Błagam, Harry, kurwa!
-Louis – szepnąłem, zanim dałem się całkowicie ogarnąć ciemności…
-----------------------------------------------
ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA
Z żalem kończę "Grade 8". To była dla mnie wspaniała podróż i mam nadzieję, że dla Was również. Na jakiś czas, zrobię sobie przerwę w pisaniu, lecz powrócę niedługo z czymś nowym. Ze smutkiem wchodzę na stronę, nie widząc żadnych komentarzy, lecz wyświetlenia sprawiają, że nie przestaję pisać - mam nadzieję, że anonimowi, niemi czytelnicy to doceniają. Dziękuję Wam. Chciałbym również podziękować LiamPayne93, za wsparcie i możliwość publikacji. Wiem, że nie chcesz już słuchać (czytać) tych podziękowań, bo dziękuję Ci po zakończeniu każdego opowiadania, lecz czuję taką potrzebę i musisz do tego przywyknąć. Sam nie przestawaj pisać!

Pozdrawiam/Bart

piątek, 15 lipca 2016

"Grade 8" Cz. 20


"Najgorszy dzień w życiu"

To nie był najlepszy dzień w moim życiu. Nie był też najgorszy, ten zaszczyt przypada dniu śmierci mojego ojca. Nie znałem go najlepiej, gdy odszedł, miałem zaledwie osiem lat, ale pamiętam jedno… Jego miniaturową, czarną, londyńską taksówkę. Po jego śmierci, została mi tylko ona i kilka zdjęć. Nie dogadywali się z mamą i wydaje mi się, że to właśnie ich kłótnie doprowadziły do jego wypadku samochodowego. Któregoś wieczoru, w złości wyszedł z domu, wsiadł do samochodu i pozwolił staranować się ciężarówce, nadjeżdżającej z dużą prędkością na jednym ze skrzyżowań. Nie tęskniłem za nim, nie miałem za czym – tak jak mówię, nie znałem go najlepiej, lecz moja matka i siostra… Nigdy nie zapomnę, jak płakały po nocach. Mama miała sobie za złe, że nie pożegnała go w zgodzie. Że ostatnie słowa, jakie ojciec od niej usłyszał, to „nienawidzę cię”. I to dlatego, był to najgorszy dzień w moim życiu. Ten dzień, spierdolił wszystko, spierdolił całą rodzinę. Być może, ten poniedziałek nosiłby miano najgorszego dnia w moim życiu, gdyby nie dzień śmierci mojego ojca.

Wstałem o godzinie siódmej, ubrałem się, zjadłem śniadanie i pojechaliśmy z Edem i Niallem do szkoły. Dzień zapowiadał się wspaniale, było ciepło, ptaki ćwierkały, mieliśmy dobry humor. Podejrzewałem, że coś się święci… Nie jestem aż tak głupi. Wiedziałem, że będę musiał tego dnia porozmawiać z Lily, wyjaśnić kilka spraw. Nie podejrzewałem jednak, że będzie aż tak źle. Weszliśmy do szkoły, nic nadzwyczajnego. Na korytarzu były tłoki, praktycznie nikt nas nie zauważył… Aż do pewnego czasu. Znalazłem na planie zajęć salę, w której Lily miała mieć pierwsze zajęcia i poszedłem złożyć jej wizytę.
-Spóźnię się na lekcję, nie martwcie się o mnie – zaśmiałem się.
-Się wie – Niall puścił mi oczko.
Gdy wszedłem na schody prowadzące na drugie pięto, akurat, gdy dzwonił dzwonek, zauważyłem pierwsze spojrzenia. Liam Payne i jego dwie koleżanki, patrzyli na mnie jakby z litością i śmiali się. Zignorowałem ich, nie chcą wdawać się w bójkę. Idąc w stronę klasy 32, widziałem Lily z daleka. Stała tam, rozmawiając z kimś, kogo zasłaniali inni uczniowie. Dopiero, gdy zbliżyłem się wystarczająco, by mnie zauważyła, zobaczyłem, że rozmawia z Zaynem. Chłopak miał plaster na nosie i podbite oko – w duchu, ponownie podziękowałem Louisowi, za uratowanie naszych tyłków. Staliśmy tak przez chwilę, która dłużyła mi się niemiłosiernie. Zayn złapał Lily za ramię, przysunął ją do siebie i wepchnął jej język do gardła w obrzydliwy sposób. Nie wyglądało to jak pocałunek, bardziej przypominało gwałt, lecz ona się nie opierała… Nie miałem odwagi żeby się ruszyć, nie miałem siły żeby płakać… Wszystko było dla mnie oczywiste, postanowiłem więc odwrócić się i ruszyć naprzód, nie oglądając się za siebie. Jednak usłyszałem jej głos.
-Styles! – krzyknęła, a wszystkie rozmowy na korytarzu ucichły – Co ty na to?
Stanąłem w miejscu i słyszałem jej kroki, zbliżała się w moją stronę. Poczułem szturchnięcie w ramię, więc się odwróciłem.
-Co ty na to, Styles? – zapytała z satysfakcją.
Nie umiałem się zmusić do powiedzenia słów, które chciałem wykrzyczeć. Stałem tak, nie wydając z siebie żadnego dźwięku.
-Co jest długowłosy kowboju? – stanął za nią Zayn, opierając na jej ramionach swoje dłonie – Chcesz wiedzieć, dlaczego kowboju? – śmiał się – Bo jesteś jak Lucky Lucke, strzelasz najszybciej na świecie! – cały korytarz, bacznie obserwujący sytuację, zaczął się śmiać.
Nie odczuwałem żadnych emocji, czułem pustkę ogarniającą moje wnętrze. Czułem jak coś opuszcza moje ciało, może to była świadomość tego, co się wokół mnie dzieje.
-Byłam pod wrażeniem, nie miałeś aż tak małego, jak myślałam – wrzuciła mi pogięty papier za koszulkę, który wyciągnąłem i rozprostowałem.
To było moje zdjęcie, byłem na nim kompletnie nagi… Nie zastanawiałem się, kiedy zrobiła to zdjęcie.
-Ale posługiwać się nim w ogóle nie umiałeś – śmiała się głośno, a z nią, cały korytarz.
-Co jest Styles? Straciłeś resztki swoich jaj? – nadszedł Payne, o kulach, ze swoimi dwoma koleżankami - Nie ma teraz nikogo, kto mógłby cie obronić, to srasz w gacie?
-Jesteś żałosny – powiedziała do mnie jedna z owych dziewczyn, których nie widziałem nigdy na oczy.
Poczułem pustkę. Właśnie w tym momencie, poczułem się najbardziej samotny i bezsilny. Stałem, patrząc się na nich. Postanowiłem nie opuszczać głowy.
-Co dziewico? Myślałeś, że masz u kogokolwiek szanse? – Malik uderzył mnie z otwartej ręki w policzek – A kim ty kurwa jesteś?
Nie odpowiedziałem, patrząc mu prosto w oczy.
-Zadał ci pytanie, szmato – Liam złapał mnie za kark i pociągnął w dół, tak, że upadłem na kolana.
-Powiedz „jestem nikim” – rozkazał mi Zayn, pochylając się nade mną.
Gdy nie powtórzyłem jego słów, ponownie uderzył mnie w policzek. Nie czułem bólu.
-Powiedz „jestem nikim” – powtórzył, a gdy ponownie się nie odezwałem, przewrócił mnie na ziemię, kopiąc w obolały jeszcze brzuch.
Ktoś wysypał na mnie całą stertę papieru… Po chwili, gdy powoli wstawałem na nogi z zamiarem wyjścia z budynku, zobaczyłem na każdej kartce, to samo zdjęcie. Takie same kartki, były porozrzucane po całym korytarzu. Zacząłem czuć pulsowanie w głowie. Wszyscy wciąż stali nade mną, oczekując reakcji.
-No, co jest Styles? Spierdalaj stąd i nie wracaj – warknął Zayn.
Ruszyłem w stronę schodów, opierając się łzom, które zbierały się w moich oczach… Miałem nadzieję na spokój, lecz byłem głupi, mając na niego nadzieję. Gdy wychodziłem już z budynku, ciągnął się za mną tłum uczniów, na którego czele stali Zayn, Liam i Lily. Rzucali we mnie kamieniami, oraz kulkami z papieru ze zdjęciem. Upokorzenie, ból, wściekłość… Po chwili, nie widziałem innego wyjścia – zacząłem biec. Biegłem najszybciej jak potrafiłem, w ustach czułem smak krwi, płuca paliły mnie żywym ogniem… Pieprzona astma – zakląłem w duchu, lecz się nie zatrzymywałem. Zgubiłem tłum zanim dotarłem do mojego pustego domu. Mama była w pracy, siostry również nie było. Idąc po schodach na górę, złapał mnie silny atak astmy. Nie mogłem zaczerpnąć powietrza, kaszlałem i czułem jak moje serce niebezpiecznie przyspiesza. Zamroczyło mnie i poczułem silny ból skroni. Chwilę zajęło mi zorientowanie się, że straciłem przytomność z niedotlenienia i spadłem ze schodów. Już mogłem oddychać, wciąż płytko, lecz mogłem. Poczułem jak po policzku spływa mi krew z rozcięcia. Otworzyłem drzwi do pokoju, położyłem się na podłodze i sięgnąłem po moje pudełko z tabletkami, których nie brałem. Widziałem, że kiedyś się przydadzą, nie wiedziałem jednak, że przydadzą się mnie. Wziąłem kilka tych na uspokojenie i usiałem na podłodze, opierając się o łóżko, czekając na efekty. Te jednak się nie pojawiły, a zamiast nich, poczułem falę emocji, która na mnie spłynęła. Jeszcze większą falę. Rozsadzała mi głowę. Było mi niedobrze i nie kontrolowałem łez, które teraz wylewały się z moich oczu jak z wodospadu. Dopiero teraz, zauważyłem, że mój telefon wibruje. Zawsze go wyciszam, gdy idę do szkoły. Miałem trzydzieści nieodebranych połączeń sprzed kilku minut. Louis, Ed, Niall, Louis, Niall, Louis, Ed, Louis… Nie chciałem z nimi rozmawiać, nie miałem im nic do powiedzenia. Ot, jestem nikim… - pomyślałem, sięgając po więcej tabletek uspokajających i biorąc z nimi kilka tabletek usypiających. Wepchnąłem sobie tych kilkanaście tabletek do ust i sięgnąłem do szafki z książkami, po piersiówkę Louisa. Opróżniłem ją całą, przepychając zalegające w moim gardle tabletki. Już nie oczekiwałem od świata niczego… Od nikogo niczego nie oczekiwałem… Chciałem jedynie świętego spokoju. Chciałem żeby moje serce przestało pompować krew do moich żył, żeby płuca przestały pobierać powietrze, żeby mózg przestał, choć na chwilę pracować i dał mi chwilę spokoju. Nie chciałem słyszeć, nie chciałem widzieć, nie chciałem niczego… Niczego nie chciałem tak bardzo, jak spokoju. Chciałem śmierci – przyznaję się do tego. Leżąc na podłodze, będąc w pół przytomnym, jeszcze kontaktując ze światem, postanowiłem wypowiedzieć swoje ostatnie słowa. Nie chciałem odejść z tego świata bez pożegnania… Gdy jednak otwierałem swoje usta by je wypowiedzieć, poczułem ogarniające mnie ciepło, odbierające mowę. Nie czułem smutku, nie czułem złości, nie czułem bólu… Było mi dobrze. Chciałem zostać tu na zawsze, zostawiając życie za sobą. Zapomnieć o nim, jak o pewnym etapie…  Nareszcie zyskałem swój spokój…

-----------------------------------------------
ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA
Spokój...
Epilog, już za tydzień o tej samej porze!
Pozdrawiam/Bart

piątek, 8 lipca 2016

"Grade 8" Cz. 19


"Chłopak spod łóżka i wiersz"

-Chcesz żebym zadzwonił do twojej mamy, czy..? – zapytał mnie Louis, gdy byliśmy już w drodze.
-Zadzwonię do Gemmy… - powiedziałem, wyciągając telefon.
-Co jest, Harry? – zapytała dziewczyna, po drugiej stronie słuchawki.
-Muszę cię o coś poprosić…
-O co?
-Jestem trochę pijany i musisz pomóc mi, dostać się do pokoju – ton mojego głosu był poważny i opanowany.
-Aż tak z tobą źle? – zaśmiała się.
-Nie o to chodzi, nie chcę żeby mama dowiedziała się, że piłem.
-Jasne, nie ma sprawy… Jest u siebie w sypialni, zajmę ją rozmową, tylko powiedz, kiedy będziesz?
-Za jakieś dwie, może trzy minuty.
Louis pomógł mi wejść do pokoju i się położyć.
-Teraz, wyśpij się… - powiedział, odchodząc.
-Louis…
-Tak? – zatrzymał się i odwrócił.
Zastanawiałem się, czy powiedzieć mu, kogo słyszałem z Zaynem.
-Chciałem ci podziękować…
-Nie ma sprawy – uśmiechnął się i ruszył ku zamkniętym drzwiom do mojego pokoju.
W chwili, gdy łapał za klamkę, za drzwiami dało się słyszeć głos mojej mamy.
-Nie wiedziałam, że już wrócił – najwyraźniej powiedziała mamie, że dawno już wróciłem.
-Nie wchodź tam, jest zmęczony i pewnie śpi – siostra starała się ją przekonać.
-Sprawdzę tylko, czy jest cały – słyszałem jej kroki, obróciłem się przodem do ściany i już słyszałem jak otwiera drzwi.
Stała przez chwilę w drzwiach i wyszła, zamykając je za sobą, kontynuując szeptem rozmowę z Gemmą. Odwróciłem się, rozglądając po pokoju, szukając Louisa.
-Louis? – szepnąłem.
-Co jest? – zapytał spod mego łóżka.
-Co robisz pod moim łóżkiem?
-Ukrywam się..?
-Dlaczego?
-Uznałem, że twoja mama może się zdziwić, zastając cię pijanym w obecności jakiegoś chłopaka, o tak późnej porze. Mogłaby mieć coś przeciwko.
-Ja nie mam…
Nastała cisza, niebędąca jedną z tych niezręcznych. Louis usiadł na moim łóżku, przyglądając się moim świecącym oczom. Miał poważną minę i zmarszczone czoło, jakby się nad czymś zastanawiał.
-Wiesz, Harry…
-Muszę ci coś powiedzieć… - zaczęliśmy w tym samym czasie.
-Mów pierwszy – skinął głową.
-Widziałem dzisiaj Lily z Zaynem…
-O kurwa, widziałeś ich razem?
-Właściwie, to nie widziałem, ale słyszałem jej głos.
-Co mówiła?
-Mówiła coś jak „Zayn, kochanie… coś tam, coś tam…”.
-Czyli Lottie miała racje..?
-Najwyraźniej.
-Ale, nie możesz być pewien, że to ona. Przecież jej nie widziałeś, a głos mógł być po prostu podobny do głosu Lily.
-Ale ja to czuję, wiesz? – przetarłem zmęczoną twarz – Czuję to tutaj – wskazałem na swoją klatkę piersiową.
-Przykro mi, Harry.
-Niech nie będzie, to nie twoja wina – jedna łza popłynęła po moim policzku.
-Więc, to już koniec?
-A był w ogóle początek?
-Może spróbuj jeszcze z nią porozmawiać…  Jeśli ją kochasz, musisz…
-Nie kocham jej, Louis – przerwałem mu – Nie kocham jej…
-Więc, czym było to wszystko? Ten wyjazd, to zakradanie się do pokoju, te spacery.
-To wszystko, była jakaś pierdolona szarada, rozumiesz? Leciała ze mną w chuja od samego początku.
-Dlaczego tak uważasz?
-Proszę cię, Louis. Uważasz, że taka dziewczyna jak ona, może być z takim chłopakiem jak ja? Kim ja jestem? Jestem nikim, Louis. Jestem nikim i dobrze o tym wiem. Nigdy nie marzyłem o tym, że będę miał takich przyjaciół jak wy, ani tym bardziej, dziewczynę jak ona. Mam tylko nadzieję, że choć wy nie jesteście jakimś jednym, wielkim żartem.
Nastała chwilowa cisza, którą przerwało westchnienie Louisa.
-Nie jesteś nikim – powiedział i złapał mnie za dłoń – Jesteś najwspanialszą osobą, jaką znam. Jesteś wyrozumiały, troskliwy, przyjacielski…
-A co z „przystojny”?
-To też.
-Bo wiesz, bycie wyrozumiałym, troskliwym i przyjacielskim, nie zagwarantuje mi nikogo u boku.
-Zagwarantuje Ci przyjaciół. Do tego nie trzeba urody, choć ją masz.
-Jasne – prychnąłem.
-Tak jest – uśmiechnął się, patrząc mi w oczy – Jesteś pewnie zmęczony, prześpij się – powiedział wstając, lecz wciąż trzymałem jego dłoń.
-Nie chcę spać…
-Ale musisz.
-We śnie, wszystko jest takie piękne, kolorowe… A później budzę się i ląduję w tym pojebanym, szarym świecie.
-Harry, proszę, prześpij się. Porozmawiamy jutro, musisz teraz odpoczywać – oswobodził swoją rękę, poprawił moją kołdrę i wymknął się przez okno.
Mieszkam na pierwszym piętrze, więc nie mam pojęcia, jak mu się to udało, ale to zrobił…
To był ciężki poranek, o ile można nazwać godzinę trzynastą porankiem. Przetarłem oczy, miałem sucho w ustach, a każdy dźwięk odbijał się w mojej głowie głośnym echem. Mojej mamy nie było już w domu, Gemma będzie w domu około piętnastej, więc byłem sam. Wszedłem do kuchni, otworzyłem lodówkę, wyciągnąłem butelkę zimnej wody mineralnej i wziąłem kilkanaście łyków. Przemyłem twarz w zlewie i zacząłem sobie robić śniadanie, gdy usłyszałem jak moja komórka wibruje.
-Halo? – odebrałem zachrypnięty.
-Jak się czujesz? – zapytał Ed.
-Nawet nie najgorzej.
-Czyli potwornie?
-Można tak powiedzieć.
-Słuchaj, chciałem cię bardzo przeprosić za wczoraj. Nie miałem pojęcia, że będziesz pił z mojej butelki… Powinienem ją jakoś oznaczyć, czy coś.
-Nie ma sprawy, ale dlaczego ty chciałeś się upić?
-Ze szczęścia. Louis dał nam swoje błogosławieństwo, jesteśmy razem szczęśliwi… Postanowiliśmy to uczcić.
-Potworny sposób na uczczenie czegokolwiek – mruknąłem.
-Louis się wczoraj tobą zajął?
-Tak…
-Wszystko w porządku? Wydajesz się być zamyślony.
-To pewnie przez ten ból głowy – skłamałem.
-A tak, wybacz… To ja ci już nie zawracam głowy, odpoczywaj. Do zobaczenia jutro w szkole.
-Do zobaczenia – rozłączyłem się i zadzwoniłem do Lou.
-Cześć, Harry – przywitał się, a w jego głosie słyszałem nutkę rozbawienia.
-Cześć, Louis… Chciałem przeprosić cię za moje wczorajsze zachowanie. Z tego, co pamiętam, było dość nieuprzejme.
-Pieprzysz, byłeś bardzo uprzejmy, ty nie umiesz być nieuprzejmy…
-Tak czy siak, dzięki, że się mną zaopiekowałeś.
-Ej, to ty pierwszy zaopiekowałeś się mną, ja się tylko odwdzięczam. Jak się czujesz?
-Już lepiej, dziękuję. Mam pytanie…
-Wal.
-Jak załatwiłeś samochód Eda?
-Podszedłem do niego, powiedziałem, że albo da mi klucze od auta, albo nie dam mu i Lottie błogosławieństwa.
-Poszedł na to?
-Nawet nie wiesz, jak szybko wyciągał kluczyki z kieszeni – zaśmiał się.
-A co później z nim zrobiłeś?
-Odstawiłem na miejsce, włożyłem Edowi klucze do kieszeni i wróciłem na piechotę.
-Przykro mi.
-Niech nie będzie, chętnie się przeszedłem, musiałem przemyśleć parę spraw.
-Jakich?
-Nie ważne, Harry. Może, kiedy indziej ci opowiem.
-Jasne, rozumiem. Jeszcze raz, dziękuję Louis.
-Nie ma sprawy, Harry. Trzymaj się.
-Ty też – rozłączyłem się.

Zjadłem śniadanie, wziąłem gorący prysznic i usiałem przy biurku, słuchając The Smiths. Chciałem w jakiś sposób pozbyć się emocji, które się we mnie gotowały, ale nie wiedziałem jak… Po dłuższym zastanowieniu, postanowiłem napisać wiersz. Na marginesie rozpisałem swoje emocje, oraz to, jak się z nimi czuję i zacząłem pisać. Jedna linijka, druga linijka, rym. Trzecia linijka, czwarta linijka, rym. Piąta linijka, szósta linijka, siódma linijka, rym. Ósma linijka, rym. Przeczytałem swoje słowa kilkakrotnie i za każdym razem, wiersz wydawał mi się coraz gorszy. Zgiąłem kartkę i wrzuciłem do śmietnika, biorąc kolejną. Sytuacja powtórzyła się kilka razy, gdy w końcu do moich drzwi zapukała Gemma.
-Cześć, Harry – weszła, lekko się uśmiechając.
-Cześć, Gem.
-Co robisz?
-Próbuję coś napisać, ale mi nie wychodzi. Co do wczoraj… - chciałem ją przeprosić, lecz ta mi przerwała.
-Harry, jesteś w takim wieku, że nie musisz mnie za to przepraszać. Pamiętam jak byłam w twoim wieku, też lubiłam zaszaleć. Nikomu się nie tłumaczyłam.
-Dziękuję…
-Do usług – dziewczyna ruszyła za drzwi, lecz w ostatniej chwili ją zatrzymałem.
-Gem, mogę cię o coś zapytać?
-Jasne.
-Czy kobiety zdradzają w związkach, tak jak robią to mężczyźni? – westchnęła.
-Wiesz, pewnie czasem tak. To nie zależy od płci, tylko od charakteru. Czasem znajdzie się mężczyznę, który kocha swoją kobietę nad wszystkie inne, czasem znajdzie się kobietę, która nie będzie szczęśliwa, jeśli nie zaliczy wszystkich dookoła. Czy jest powód, dla którego pytasz? – zmartwiła się.
-Nie, jasne, że nie – skłamałem – Pytam czysto hipotetycznie.
-To dobrze, jakby co, możesz zawsze ze mną porozmawiać.
-Wiem, dziękuję – Gemma wyszła za drzwi.
Odwróciłem się do biurka i ponownie zacząłem na nim zapisywać słowa. Po zapisaniu kilku linijek, naszła mnie ochota zadzwonić do Lily. Może Louis miał rację i to nie była ona, tylko ktoś o podobnym głosie? – zastanawiałem się, wybierając jej numer. Usłyszałem kilka głuchych sygnałów, po czym pocztę głosową. Rozłączyła mnie… To nie tak, że nie odebrała… Ona po prostu mnie rozłączyła. Poczułem, jak gotuję się w środku. Ta złość, zmusiła mnie do napisania jednego słowa, zakrywając zarazem linijki ostatecznego wiersza. „KURWA”.

-----------------------------------------------
ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA
Kurwa...
Następna część za tydzień o tej samej porze!
Pozdrawiam/Bart

piątek, 1 lipca 2016

"Grade 8" Cz. 18


"Trzeźwy Louis, pijany Harry"

Obudziłem się o dwunastej, co oznacza, że spałem prawie dwanaście godzin. Po powrocie ze spotkania z Louisem, byłem lekko podpity i postanowiłem przesłuchać dyskografię Sum 41 – usnąłem dopiero przed pierwszą w nocy, z słuchawkami na uszach, w rytm „Pieces”. Louis wczoraj oddał mi swoją piersiówkę, wypełnioną jeszcze alkoholem. Prosił mnie, bym go przed nią chronił, więc schowałem ją w szafce z książkami. Podniosłem się wreszcie z łóżka i sprawdziłem telefon, na którym miałem tylko jednego, nieodczytanego smsa. Ed, pisał w nim o spotkaniu, które zaplanowali z Niallem, Lottie, Lily i Amy, pytał czy wpadniemy z Louisem. Oczywiście, odpisałem mu, że będziemy na pewno, po czym ubrałem się i ruszyłem na dół. Zastałem tam mamę, pijącą kawę i przygotowującą się do pracy, oraz siostrę przygotowującą obiad.
-Już myślałam, że nie wstaniesz – zaśmiała się mama – Podróż musiała cię bardzo zmęczyć, Harry.
-Zmęczyła – przytaknąłem – Ale już wypocząłem.
Odwróciła się do mnie Gemma i uśmiechnęła się, jakby coś wiedziała. Gdy mama wyszła do pracy, a ja zajadałem się śniadaniem, dosiadła się do mnie i zapytała.
-Gdzie się wczoraj wymknąłeś?
-Ja? Miałem się gdzieś wymknąć? – zdziwiłem się, napychając usta jajecznicą.
-Harry, widziałam jak wczoraj wychodziłeś i jak wracałeś.
-Niby jak miałaś widzieć jak wychodzę, skoro nie wychodziłem? – postanowiłem kontynuować zaprzeczanie, nie wiem, dlaczego.
-Jesteś moim bratem, nie mam zamiaru nic nikomu mówić, ani ci niczego zakazywać – uśmiechnęła się – Cieszę się, że masz przyjaciół.
-Zatem dlaczego pytasz?
-Pytam tylko, do kogo się wymykałeś – zachichotała.
-Nie twoja sprawa, siostrzyczko – puściłem jej oczko.
-Do tej dziewczyny? – wyglądała na podekscytowaną.
-Nie twoja sprawa – poczułem jak ogarnia mnie chłód.
-Przepraszam, nie chciałam cię urazić, czy...
-Nie musisz przepraszać, nic nie zrobiłaś – skończyłem jeść i zabrałem właśnie talerz, by go umyć, gdy Gemma kontynuowała.
-Czy coś się stało? – zapytała, po czym odpowiedziała sobie na pytanie – Coś się stało, albo coś cię gryzie, czuję to.
-Gemma, nie twoja sprawa, do cholery – zdenerwowałem się.
Dziewczyna złapała mnie i mocno do siebie przytuliła, wie, że nie chciałem zrobić jej żadnej przykrości.
-Przepraszam, siostrzyczko – powiedziałem, gładząc jej włosy – To wszystko, po prostu mnie przytłacza…
Nie odezwała się, ale też nie odeszła, trzymając mnie w swoich ramionach i gładząc po plecach.
-Wychodzę – powiedziałem, kilka godzin później, gdy Ed zadzwonił, że czekają już na mnie pod domem.
-Dobrze, o której wrócisz? – zapytała Gemma, bo mama była jeszcze w pracy.
-Myślę, że nie wrócę zbyt późno – odpowiedziałem i uśmiechnąłem się.
-Bawcie się dobrze – odwzajemniła uśmiech – I bezpiecznie – dodała, gdy stałem już w drzwiach.
W samochodzie czekali na mnie prawie wszyscy.
-Gdzie Lily? – zapytałem, a wszyscy rozejrzeli się po sobie.
-Nie odbiera od nas telefonów – powiedziała Amy.
-Od nikogo? – zacząłem się martwić – Nie możemy po nią pojechać?
-Pomyśl, co zrobi Chuck, gdy zobaczy nas pod jego domem, zabierających jego córkę na… popijawę? – zapytał mnie Louis.
-No… Nie wiem. Wkurzy się?
-Wkurzy się i nie pozwoli jej wyjść. Jeśli nie odbiera telefonu, może to oznaczać dwie rzeczy; Chuck zabrał jej telefon, bo coś znowu zrobiła, lub nie chce z nami rozmawiać.
Nie skomentowałem tego, tylko wszedłem na tylne siedzenie i usiadłem obok Louisa, który siedział obok Nialla, na którego kolanach siedziała Amy.
-Bezpiecznie tak jechać? – zapytałem – Czy to nie zbyt wiele osób, na jeden samochód?
-Czy bezpiecznie, to nie wiem… Na pewno nie jest to dozwolone – odpowiedział śmiejąc się.
-Dobrze wiedzieć…
-Chyba nie naskarżysz na mnie? – zapytał z udawaną przykrością i skruchą.
-Oczywiście, że nie, Panie Horan – zaczęliśmy się głośno śmiać.
-Jeszcze to pamiętasz? – Niall wydawał się być poruszony.
-Dlaczego miałbym nie pamiętać? Przecież, to było dwa tygodnie temu.
-Rzeczywiście… Wydaje się, że lata…
-Chyba tylko tobie się tak wydaje – bąknął Ed – Wydaje mi się, jakby to było wczoraj.
-Oboje jesteście w błędzie, to było dwa tygodnie temu – zakończyłem temat.
-O co dokładnie chodzi? – zapytała Lottie.
-To taki żart… Zaczęło się od imprezy Zayna, na którą postanowiliśmy się wprosić – opowiedzieliśmy Lottie historię o telefonie od mojej mamy i moim pierwszym piwie.
Dopiero, gdy dojechaliśmy na miejsce, zorientowałem się, że idziemy dokładnie w to samo miejsce – stara fabryka kartonów. Zaśmiałem się w duchu, przechodząc przez ogrodzenie, przypominając sobie swój poprzedni raz… Tak dużo wydarzyło się od tamtego dnia, który był tylko dwanaście dni temu… Zdążyłem się już przyzwyczaić, że mam trójkę wspaniałych przyjaciół, ich dziewczyny i swoją… Postanowiłem jeszcze raz zadzwonić do Lily. Wszyscy byli już w magazynie, gdy ja, siedząc na murze, próbowałem się dodzwonić do mojej „ukochanej”. Czy ja ją w ogóle kocham?
-Harry! Piwo ci się grzeje – zawołał mnie Ed.
Zeskoczyłem z ogrodzenia, uważając żeby nie skręcić sobie kostki i ruszyłem w stronę wejścia do budynku. Wszyscy już spokojnie siedzieli z butelką piwa w dłoni, poza Louisem. Ten, gdy spotkał moje pytające spojrzenie, pokręcił przecząco głową, miałem to odebrać, jako „Ja nie piję”, co mnie bardzo ucieszyło. Otworzyłem piwo i wziąłem pierwszy łyk, dołączając do rozmowy o potwornej nauczycielce od geografii.
Siedzieliśmy tak już którąś godzinę, a każdy był zajęty swoją drugą połówką, gdy Louis usiadł obok mnie, odbierając mi butelkę piwa, którą trzymałem w dłoni. Nie wiem, która to była butelka, nie pamiętam ile wypiłem tego wieczoru.
-Tyle ci wystarczy, Harry – powiedział, odstawiając butelkę na stolik – Musisz jakoś wrócić do domu.
-Louis, cieszę się… Nie, kurwa… Jestem z ciebie dumny, że dziś nie pijesz. Udowodniłeś właśnie, że jesteś ponad nas wszystkich. Jesteś o wiele mądrzejszy, rozsądniejszy…
-Tego bym nie powiedział – przerwał mi.
-Dlatego ja to mówię, kurwa… Człowieku.
-Jesteś pijany, Harry.
-Może troszeczkę, ale wiesz jak mówią „Pijany człowiek, mówi myśli trzeźwego”, czy coś takiego… Nie pamiętam, jak to szło, ani kto to powiedział, musisz mi wybaczyć.
-Harry, ja upadłem na dno żeby móc wygrzebać się z gówna, w którym się już topiłem – złapał mnie za ramię, po czym ruszył do wyjścia.
Chciałem pójść za nim, ale ledwo czułem nogi. Czy naprawdę wypiłem aż tak dużo? – zastanawiałem się, gdy spojrzałem na stolik. Stało na nim ponad piętnaście butelek po piwie i jedna po wódce. Teraz rozumiem, dlaczego się tak czuję, ale wciąż nie pamiętam, bym pił wódkę – podrapałem się po głowie. Udało mi się zmusić nogi do posłuszeństwa i ruszyłem za przyjacielem.
-Harry, palę – powiedział, zapewne ostrzegając mnie przed dymem, pamiętał, że mam astmę.
-Louis, przepraszam…
-Nie masz za co, Harry…
-Przepraszam, że się dzisiaj upiłem – podszedłem bliżej niego – Nie chciałem.
-Nie ma sprawy, przecież nie musisz się dla mnie hamować, czy coś.
-Nie dla ciebie… Powinienem to zrobić dla siebie. Powiem ci szczerze, że naprawdę nie pamiętam żebym pił wódkę.
-Nie piłeś wódki, Harry. Nie mamy żadnej wódki – zaśmiał się chłopak.
-To dlaczego na stoliku, stoi pusta butelka?
-Jaja sobie robisz – zdenerwowany, rzucił papierosa na ziemię i wrócił ciężkim krokiem do budynku.
Wziął do ręki pustą butelkę wódki i podszedł do Eda, który całował właśnie namiętnie Lottie.
-Ed – Louis szturchnął go w ramię.
-Co jest? – zapytał ledwo przytomnie.
-Dolałeś Harry’emu wódki do piwa?
-Nie, dlaczego miałbym to robić?
-Ed, on jest totalnie najebany! – krzyknął – Spójrz na niego – wskazał na mnie w drzwiach – Ledwo trzyma się na nogach! Czy dolewałeś mu wódki?
-Nie, nie dolewałem mu nic! Dolewałem sobie…
-I która butelka jest twoja?
Rudowłosy spojrzał na stolik, podrapał się po głowie i wskazał na jedną z butelek.
-Ta?
-Pytasz mnie, czy odpowiadasz?
-Nie wiem…
-Dobra, nie ważne, nie przeszkadzajcie sobie.
Podszedł do mnie, poklepał mnie po ramieniu i pomógł mi usiąść.
-Musisz trochę odpocząć, Harry – powiedział – Później, odprowadzę cię do domu.
-Dobrze, Louis. Dziękuję, Louis – mruknąłem, układając się wygodnie na jednym z foteli.
Zamknąłem oczy i dałem się ponieść… Cały pokój wirował, czułem to w głowie… Louis przykrył mnie swoją bluzą…
Chłopak obudził mnie godzinę później, gdy Niall i Ed, leżeli już, śpiąc na sofie i fotelu ze swoimi dziewczynami.
-Harry, czas powoli wracać. Jak się czujesz?
-Jak gówno… - mruknąłem przez zamknięte oczy.
-I tak powinieneś się czuć – zaśmiał się – Wstawaj, odwiozę cię do domu.
Spojrzałem na telefon, był tam tylko jeden sms, od mamy.
„Harry, wróć do północy. Kocham, mama.”
Była godzina dwudziesta trzecia czterdzieści pięć.
-Louis, musimy się pospieszyć – powiedziałem.
-Co jest?
-Mam być za piętnaście minut w domu.
-Chyba nic się nie stanie, jeśli się trochę spóźnisz?
-Wrócę pijany i to w dodatku nie o tej godzinie, co trzeba, jesteś pewien?
Chłopak się chwilę zastanawiał i odparł.
-Pożyczymy samochód Eda. Idź do jego samochodu, ja załatwię sprawę z kluczami.

Jakimś cudem, udało mi się przejść przez ten mur bez pomocy Louisa. Wciąż czułem się niepewnie, choć nie kręciło mi się w głowie, co oznaczało, że trzeźwieję. Idąc w stronę auta, którego Ed nie zaparkował dokładnie pod murem, usłyszałem silnik jadącego auta. Zatrzymał się niedaleko mnie i wysiadł z niego mężczyzna. Stanął pod murem i zaczął oddawać mocz. Postanowiłem to zignorować, lecz po chwili usłyszałem ten głos…
-Zayn, kochanie, wracaj i jedźmy już… - to był głos Lily.
-Zaraz, muszę się wysikać!
Po chwili wsiadł do auta i odjechali…
-Harry, trzymasz się? Jedziemy? – przede mną stanął Louis z kluczami do samochodu Eda.
-Ta…

-----------------------------------------------
ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA
Czy to naprawdę była ona?
Następna część za tydzień o tej samej porze!
Pozdrawiam/Bart