DOWOLNY TEKST DOWOLNY TEKST DOWOLNY TEKST DOWOLNY TEKST

Muzyka

poniedziałek, 23 stycznia 2017

"Bloodstrem" Cz. 1


"Wahania nastroju"

          Nareszcie poniedziałek się powoli kończy, zaczynałem go mieć naprawdę dość – pomyślałem, łykając lekarstwa i spiesząc do samochodu Louisa. To on zawsze podwozi mnie do psychologa, czuje się za mnie odpowiedzialny. Nie widziałem w tych spotkaniach nic nadzwyczajnego, ot idę tam po to żeby wygadać się osobie, której nie obchodzę. Tak samo mógłbym wygadać się komukolwiek.
-Cześć Lou – przywitałem go z uśmiechem.
-Cześć Harry, jak się czujesz? – zapytał, zabierając z miejsca pasażera jakąś torbę i kładąc ją na tylne siedzenie.
-Dobrze, choć dzisiejszy dzień, działa mi trochę na nerwy.
-A który dzień, nie działa ci na nerwy? – zapytał żartobliwie.
-Sobota, bo mogę się spokojnie wyspać, nie mam zajęć ani wizyt u Kaley Mattson.
-Co ty na to, żebym porwał cię w sobotę na pizzę?
-Jeszcze nie wiem, a co?
-Wszyscy się za tobą stęsknili – podrapał się po karku – Nie odzywasz się do nich, nie widujesz ich…
-Przecież widzieliśmy się ostatnio… - zastanowiłem się - pod koniec semestru.
-Być może, ale semestr kończył się cztery miesiące temu – zaśmiał się nerwowo.
-Widuję się z tobą – stwierdziłem.
-Tak, bo nalegałem, że będę cię podwoził.
-Jak dla mnie, to wystarczy.
-A co z Edem, Niallem..?
-Co z nimi?
-Harry, nie każ mi się powtarzać.
-Zapytam Kaley, jeśli mi pozwoli, to dam się porwać.
Nie miałem ochoty się z nikim widzieć. Od roku, wszyscy traktują mnie jak dziecko, którym już od dawna nie jestem.

-Witaj Harry – przywitała się ze mną psycholog Mattson.
-Witaj Kaley – usiadłem na sofie.
-Czuj się jak u siebie w domu – wskazując żebym się położył.
To stara sztuczka psychologów, chcą nas rozluźnić, pozwalając nam się położyć wygodnie w ich obecności. Chcą takim sposobem wyciągnąć od nas to, czego normalnie byśmy nie powiedzieli.
-Czyli mam się czuć jak w więzieniu?
-Znowu czujesz się tam jak w więzieniu?
-To jest więzienie, Kaley. Mam ustalony plan dnia, jestem kontrolowany i siedzę ciągle w jednym pomieszczeniu.
-Ale czy ktoś zabrania ci wychodzić?
-Właściwie nie… Ale gdy wychodzę, wszyscy obchodzą się ze mną jak z jajkiem.
-Myślisz, że nie mają powodów?
-Ja wiem, że ich nie mają.
-Spotykasz się z przyjaciółmi?
-Tak.
-I co ostatnio robiliście?
-Robiliśmy zawody, kto pierwszy straci przytomność podczas walenia z przyduszaniem.
-Harry, mieliśmy umowę.
-Wiem…
-Masz być ze mną szczery i nie robić sobie żartów, w zamian za to, nie będę martwić twojej matki, żadnym atakiem depresji.
-Tak, tak…
-Więc..? Zamierzasz zmienić swoje odpowiedzi?
-Nie widuję się z nikim poza Louisem.
-Dlaczego?
-Nie chcę, po prostu.
-Czy cię jakoś urazili?
-Dobrze wiesz, że nie o to chodzi. Chodzi właściwie o dokładne przeciwieństwo, tak jak już mówiłem, traktują mnie jak niemowle.
-To twoi przyjaciele, Harry. Martwią się o ciebie, czy ty nie martwiłeś się tak samo, gdy chodziło o Louisa?
-Nie przypominam sobie, żebym ci to opowiadał – zdziwiłem się.
-Rozmawiałam z Louisem, miałam z nim kilka sesji, próbując cię poznać.
-I co? Fajnie się mnie obgaduje za plecami? – wkurzyłem się – Lubicie mnie oczerniać, nie? Bo ze mnie się tak łatwo kurwa żartuje, jestem takim frajerem!
-Harry, uspokój się.
-Nie będę się uspokajał, do kurwy. Nie życzę sobie żebyś grzebała nie tam, gdzie trzeba. Zostaw Louisa w spokoju.
-To on do mnie przyszedł – oznajmiła spokojnie – Chciał wiedzieć, jak się czujesz, bo najwyraźniej nie opowiadasz mu zbytnio o tym, co u ciebie.
-A kiedy mam kurwa opowiadać? W drodze do ciebie, podczas zajęć w domu, czy…
-Może w weekendy? Co takiego robisz w weekendy, że nie możesz się z nimi spotkać?
-Coś ważnego, okej?
-Harry, Louis napisał do mnie smsa z prośbą, czy pozwolę ci wyjść  z nimi w weekend.
-Naprawdę? Niesamowite.
-Dlaczego uważa, że potrzebna jest moja zgoda?
-Powiedziałem mu, że jak się nie zgodzisz, to nie będę mógł z nimi wyjść.
-Dlaczego tak powiedziałeś?
-A dlaczego wciąż zadajesz to pytanie? Odpowiadałem na nie, już ze trzy razy.
-Im bardziej będziesz ograniczał spotkania towarzyskie i izolował się od wszystkich, tym bardziej będzie się pogarszał twój stan.
-Więc, co? Mam iść i się upić?
-Możesz iść bez upijania się, twoi przyjaciele na pewno to zrozumieją.
-Nie chcę iść Kaley, nie chcę.
-Potraktuj to, jak nową terapię.
-Nienawidzę cię.
-Tak długo jak mi płacisz i przychodzisz na wizyty, tak długo nie obchodzi mnie, co o mnie myślisz – zaśmiała się.
Po kilkunastu minutach rozmowy o moim ostatnim ataku agresji i utracie wagi, weszliśmy na trochę przyjemniejszy temat.
-A co u Rose? Długo o niej nie wspominasz.
-Nie wiem… Ostatnio widziałem ją jakieś cztery miesiące temu, dobrze nam się rozmawiało.
-Może mógłbyś odnowić z nią kontakty?
-Po co? Na pewno ma lepsze rzeczy do roboty, niż spędzanie ze mną czasu.
-Może tylko tobie się tak wydaje.
-A może nie..?
-Ja bym jednak spróbowała.
-Tak jest, pani doktor, tak zrobię, pani doktor.
-Często masz taki humor?
-Nie mam humoru, po prostu mnie wkurzasz. Starasz się zawładnąć nad moim życiem i zrobić sobie z niego jakieś przedstawienie.
-Denerwuje cię moja próba wskrzeszenia twojego życia towarzyskiego?
-Bardzo.
-Dobrze, więc powiedz mi, jak chcesz spędzić ten tydzień.
-Mogę zaplanować sobie cały tydzień?
-Hipotetycznie, tak, ale nie wdrążymy twoich planów do twojego harmonogramu.
-To, po co mam cokolwiek planować, skoro wszystko zaplanowałyście już za mnie?
-Chcę poznać twoje sugestie, rozpatrzę je i być może, podkreślam, być może niektóre wdrążymy.
-Poniedziałek mógłby zaczynać się trochę później, może około dwunastej. Wykreśliłbym zajęcia z całego dnia i zastąpiłbym je słuchaniem muzyki w ciszy leżąc w łóżku. Zero leków, kawa, może pizza, piwko… Wszystko w samotności, w tle Massive Attack. Położyć się spać o trzeciej w nocy. Skopiuj to i wklej na każdy dzień tygodnia.
-Podałeś najbardziej niemożliwy scenariusz, wiesz o tym?
-Nie, mogłem jeszcze dodać seks z supermodelką. Wtedy scenariusz byłby niemożliwy do wykonania.

-Jesteś zły? – zapytał Louis, gdy nie przywitałem się z nim, gdy odbierał mnie ze spotkania z Mattson.
-Mam powód – bąknąłem.
-Jakiż to powód, Harry?
-Rozmawiacie za moimi plecami, smsujecie ze sobą…
-Harry, wiesz, że to nie tak.
-Wkurwia mnie to, że staracie się zapanować nad moim spierdolonym życiem! – uniosłem się.
-Nikt nie stara się zapanować nad twoim życiem, chcemy ci je po prostu uprościć.
-Ale nie da się go uprościć, Lou.
-Chcemy zabrać ci niepotrzebne z barków. To wszystko dla twojego dobra.
-Wiem, ale… - złapał mnie, nie miałem argumentów.
-Rozumiem, że może ci to nie odpowiadać, ale jak na razie, to najlepsza opcja.
-Dobrze, przepraszam Lou…
-Nie masz, za co przepraszać, Harry.
Louis zawsze umiał mnie uspokoić.

Następnego dnia, wstałem kompletnie niewyspany. To był już taki czas w roku, że noce były cieplejsze niż dni, więc miałem problemy z zaśnięciem, ułożeniem się w wygodnej pozycji, a gdy już usnąłem, to rano wstawałem zlany potem. Byłem umiarkowanie zirytowany, moim spoconym ciałem i poszedłem się wykąpać. Dzisiejsze zajęcia, zaczynały się trochę później niż wczorajsze, więc mogłem dłużej nic nie robić. Wstawałem codziennie o tej samej godzinie, takie miałem zalecenia od Kaley. Miało to harmonizować moje życie i sprawiać, że będzie bardziej pewne i za razem, bardziej się do niego przywiążę. Lecz działało to na mnie zupełnie odwrotnie, a sam chciałem przywiązać się sznurem, za szyję do żyrandola. Nie zrozumcie mnie źle, nie chciałem już umrzeć – po prostu miałem czasem takie myśli. To wszystko było spowodowane nudą, przez to, że każdy tydzień, każdy dzień, wyglądał tak samo, nic mnie nie zaskakiwało, więc nie było interesujące. Pewność w życiu jest przereklamowana. W życiu jest piękne to, że nie wiemy jak się potoczy. Kogo spotkamy w drodze do pracy, czy szkoły, co spotka nas w sklepie, co wypity przez nas alkohol z nami zrobi, kto nas przeleci i jak to wpłynie na nasze relacje… Życie jest piękne, bo nic w nim nie jest pewne, zawsze coś może się spierdolić, więc staramy się doceniać każdą jego chwilę. Czasem można o tym zapomnieć w natłoku niepowodzeń, obelg, smutków… Ja kiedyś zapomniałem… I teraz mam za swoje. Nic mnie już nie zaskoczy, nawet nie spierdolę sobie śniadania, bo staram się codziennie jeść takie samo i mógłbym przyrządzić dobrą jajecznicę nawet z zamkniętymi oczami – tak, próbowałem. Ledwo trafiłem na talerz, gdy ją nakładałem, ale wciąż trafiłem. Nawet nie wiecie, jak się zawiodłem, gdy okazało się, że jest dokładnie taka sama w smaku, jak codziennie. Miałem wszystko rozplanowane z dokładnością do pięciu minut, w razie, gdybym musiał na dłużej iść do kibla, więc nie mogłem być zbytnio spontaniczny. Jedyny prawdziwy wolny czas, jaki mam, poza weekendem, to tych kilka minut z kawą i muzyką w pokoju przy biurku, które tak bardzo kocham. Czuję, że nabieram tam energii na cały dzień.
Jedząc swoją zwyczajną, codzienną jajecznicę, zacząłem czuć smutek ogarniający mnie od stóp, do głowy. Moje życie jest takie smutne… - myślałem – Nie mam nikogo z kim mógłbym szczerze porozmawiać, bo każdy na wszystko reaguje „to znowu atak agresji”, „wziąłeś leki?”, albo „nie rób sobie krzywdy”. Te komentarze naprawdę sprawiają, że mam ochotę sobie coś zrobić. Jestem człowiekiem, wciąż mam uczucia i potrzeby normalnego człowieka – powtarzałem sobie. Przecież nikt nie trzyma cię w domu, Kaley ma rację, możesz wyjść, kiedy chcesz i spotykać ludzi – szepnął jakiś cichy głos z tyłu mojej głowy. Poczułem chęć przytulenia się do kogoś, lecz gdyby matka czy siostra dowiedziały się, że znów mnie bierze na smutki, zagwarantowałyby mi tylko większe dawki „rozweselaczy”, albo więcej wizyt z Kaley, którą naprawdę lubiłem, ale na odległość – nie znosiłem jej psychologicznych gierek na moim biednym umyśle i potarganych emocjach. Pomyślałem o Rose, lecz tę myśl szybko rozwiało przypomnienie w telefonie.
„Wziąć leki”
Ruszyłem więc do lodówki w poszukiwaniu ampułek z lekiem, który musiałem dodać do pół szklanki wody i wypić. Nowoczesna medycyna zawsze będzie mnie zastanawiać. Niegdyś zastanawiałem się, jak zmieścili całe lekarstwo w małej tabletce, teraz zastanawiam się, jakim cudem jakaś woda z gównianej szklanej ampułki (pięć ampułek za dziesięć funtów), może wyleczyć moją psychikę? Czy ten lek jest magiczny i zamiast do żołądka, trafia do mojego mózgu i zniszczonej psychiki? A może, razem jak ta zwykła, nie magiczna woda, trafia do nerek? Czy ja przypadkiem nie wylewam z siebie tego wspaniałego leku, co rano, z porannym moczem? Tracimy tyle pieniędzy na to, że mam poczucie, że się leczę… Genialne – poczułem jeszcze większy smutek, myśląc o matce i siostrze, które tak mocno harują żebym miał się czym leczyć. Potrzebuję, żeby ktoś mnie teraz przytulił, powiedział, że jest dobrze, będzie lepiej, że jest przy mnie – pomyślałem o Louisie, on zawsze potrafił do mnie przemówić. Chwyciłem za komórkę i napisałem, że chciałbym się z nim teraz zobaczyć. To jakiś postęp, ostatnimi czasy naprawdę unikałem Louisa, Nialla, Eda, Rose, Lottie… Odciąłem się od nich z nadzieją, że będzie im beze mnie lepiej. Teraz mam nadzieję, że nigdy mnie nie zostawią – te myśli tylko bardziej mnie smuciły. Usłyszałem pukanie do drzwi, otworzyłem je i zobaczyłem Louisa.
-Co jest, Harry? – zapytał z lekkim uśmiechem.
Zawsze mogłem na niego liczyć.

----------------------------------------------------------
ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA!
Jak wam się podoba?/Bart

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz