DOWOLNY TEKST DOWOLNY TEKST DOWOLNY TEKST DOWOLNY TEKST

Muzyka

środa, 1 marca 2017

"Bloodstream" Cz. 3



"Spacer wspomnień"

               Dziewczyna na chwilę zamarła, po czym odparła.
-Jasne, Harry – i uśmiechnęła się lekko.
Nie wiem, czy odebrała to, jako zaproszenie na randkę, ale miałem taką nadzieję.
-Co jeszcze mi opowiecie? – zapytałem wszystkich – Tak długo się nie widzieliśmy.
-Właściwie, nic nowego – odpowiedział Ed – Poza tym, co już wiesz.
-Chcecie mi powiedzieć, że przez prawie pół roku, nic się nie wydarzyło?
-A co wydarzyło się u Ciebie, Harry, w ciągu tych kilku miesięcy? – zapytał Niall.
-A co miało się wydarzyć? Jestem zamknięty w domu jak w więzieniu i nie mam okazji, do bycia spontanicznym.
Ponownie nastała cisza. Muszę się uspokoić – powiedziałem sobie – za bardzo się unoszę.
-Będziemy się już zbierać – powiedział Ed, wstając z Lottie.
-Dopiero 22, gdzie się spieszycie? – zapytałem.
-Wiesz, Harry, chcemy też spędzić trochę czasu sam na sam.
-Tak się składa, że nie wiem, ale proszę bardzo. Chyba, że wolisz żebym to ja sobie już poszedł.
-O co ci chodzi?
-Dobrze wiem, że wam wszystkim przeszkadzam – założyłem ręce – Oto ten bachor, któremu nic nie wyszło i ma o to pretensje, do każdego, tylko nie do siebie.
-Trafiłeś w sedno – odezwał się Louis.
-Louis, przestań się do mnie tak odnosić, nie podoba mi się to.
-A mnie, nie podoba się, jak traktujesz swoich przyjaciół – powiedział – Naszych przyjaciół – dodał.
Przetarłem twarz, czułem, jak gotuję się w środku, ale udało mi się to w sobie zdusić.
-Przepraszam was, jeśli musicie iść, to bardzo mi przykro, ale mam nadzieję, że dobrze się bawiliście i zobaczymy się jeszcze niedługo – powiedziałem na jednym wdechu, uśmiechając się sztucznie i wstając, by się z nimi pożegnać.
-Cześć, Harry – uściskałem Eda i Lottie.
-Cześć – posmutniałem – Naprawdę was przepraszam – szepnąłem do nich.
-Nic się nie stało, rozumiemy – powiedziała Lottie.
Siedzieliśmy w ciszy. Zastanawiałem się nad sobą. Dlaczego coraz częściej nie umiałem powstrzymać buzujących we mnie emocji? Dlaczego tak szybko się denerwowałem, z błahych powodów?
-Co chcecie jeszcze robić? – zapytałem.
-A ty, co chcesz robić, Harry? – zapytał Niall.
-Niall, błagam cię, nie rób mi echa, tylko odpowiadaj na pytania.
-Nie wiem, nie mam pomysłu – spojrzał na Louisa, lecz ten, był wpatrzony w telefon.
-Lou – odezwałem się, by zwrócić jego uwagę.
-Ja wymyśliłem pizzę, niech oni też się wykażą – odpowiedział.
-Rose?
-Też nie mam pomysłu – odpowiedziała niepewnie.
Odetchnąłem głośno.
-Więc, to by było na tyle, możemy rozejść się do domów – powiedziałem, wstając z miejsca.
Wszyscy wstali wraz ze mną.
-Tak, odwiozę cię, Niall – zaśmiał się Louis, gdy Niall spojrzał na niego z szerokim, szczerym uśmiechem.

Obudziłem się o siódmej rano, czułem się niewyspany i zmęczony. Nie robiłem wczoraj nic wyczerpującego, ale wciąż, zrobiłem wczoraj więcej, niż przez ostatnich kilka miesięcy. Miałem wielką ochotę wyjść na spacer, lecz nie chciałem wychodzić sam. Pierwszy przez myśl przeszedł mi Niall, jest teraz tak samo smutny jak ja, przez całą sprawę z Edem. Zadzwoniłem do niego, lecz po kilku sygnałach, przyszło mi do głowy, że może jeszcze śpi i mogę go obudzić. Rozłączyłem się i zacząłem pisać smsa, lecz chłopak do mnie oddzwonił.
-Co się dzieje, Harry? – zapytał przerażony.
-Nic, spokojnie Niall, przepraszam, że zawracam ci głowę… - powiedziałem zakłopotany.
-Nie szkodzi, na pewno, wszystko w porządku?
-Tak… Przepraszam, jeśli cię obudziłem, chciałem zaproponować spacer.
-Spacer?
-Tak, spacer… Przechadzkę, wiesz, to wtedy, kiedy się chodzi po otwartej przestrzeni.
-Wiem, ale… Ty chcesz iść ze mną na spacer?
-No tak, chcę pogadać na osobności.
-Dobra, Harry. Kiedy?
-A kiedy będziesz w stanie zwlec tyłek z łóżka?
-Dam z siebie wszystko, ale przewiduję pół godziny – zaśmiał się.
-Dobra, to do zobaczenia za pół godziny, spotkamy się w połowie drogi.
Zjadłem na śniadanie płatki z mlekiem, a do popicia miałem leki. Obiecałem Louisowi, że nie przerwę leczenia, choć ono nic nie daje. Jak za pierwszym razem. Powinienem przestać czuć osamotnienie, przestać mieć wahania nastrojów, przestać czuć się smutny i nie mieć myśli samobójczych. Myśli samobójczych może i nie miałem, ale wątpię, by było to spowodowane lekami. Po prostu nie chciałem się żegnać z tym światem. Chciałem się pożegnać z tymi ścianami, z abstynencją, z lekami. Z byciem skazanym na własną rękę i kolekcję filmów pornograficznych. Można powiedzieć, że chciałem się pożegnać z życiem, ale tylko z tym życiem. Jestem nim po prostu znudzony.
Ubrałem się i ruszyłem w drogę. Spotkałem Nialla niedaleko placu zabaw, na którym pamiętam jak się bawiłem za dzieciaka. Blondyn szedł z papierosem w ustach i w słuchawkach w uszach.
-Czego słuchasz? – zapytałem na przywitanie.
-In Rainbows – odpowiedział chłopak, oboje byliśmy fanami Radiohead – Chcesz? – wyciągnął w moją stronę paczkę papierosów.
-Jasne – odpowiedziałem po chwili zastanowienia.
Louis nie chciał żebym palił, ale nie może podejmować za mnie decyzji. Jeśli będę chciał palić, to będę palić. Niall przysunął do mojego papierosa zapalniczkę i go odpalił. Ponownie poczułem jak dym łaskocze moje gardło, wypełnia płuca i ogarnia całe ciało. Odprężało mnie to, w jakiś pokręcony sposób.
-Teraz rozumiem – powiedziałem, bardziej do siebie niż do Nialla.
-Co rozumiesz? – zapytał chłopak.
-Dlaczego ludzie palą… To odprężające.
-Harry, nie chcę żebyś przeze mnie zaczął palić – powiedział zmartwiony.
-Nie zacznę przez ciebie palić – zapewniłem go, a gdy odetchnął z ulgą, dodałem – zacznę przez siebie.
-Louis urwie mi jaja – bąknął.
-Dopilnuję żeby się nie dowiedział – próbowałem go uspokoić – Ja też miałbym przesrane. Nie rozumiem tylko jednego, dlaczego on może sobie palić, a ja nie..?
-Louis już nie pali – powiedział blondyn.
-Jak to? – zdziwiłem się.
-Przestał pić, palić i brać narkotyki, po… Incydencie.
-Nazywaj rzeczy po imieniu – powiedziałem.
-Po twoim samobójstwie… - mruknął niepewnie.
-Nieudanym, nie zapomnij – zaśmiałem się – A miało być tak pięknie.
-Nawet nie żartuj, nie wiesz, jak on to przeżywał… Jak wszyscy to przeżywaliśmy.
-Jasne – rzuciłem, chcąc zmienić temat, lecz chłopak stanął w miejscu.
-Naprawdę wszyscy się o ciebie martwiliśmy – powiedział poważnie.
-Rozumiem, ale przecież nie było powodu do zmartwień.
-Uważasz, że nie było? Czy ty w ogóle wiesz, co się działo, gdy cię znaleźliśmy?
Usłyszałem cichy głos w mojej głowie…
-Błagam, Harry! Błagam, otwórz oczy! – powtarzał głos – Ściśnij ją, jeśli mnie słyszysz!
-Dlaczego myślisz, że nie wiem? – zapytałem, gdy po chwili głos ucichł.
-Byłeś nieprzytomny, byłeś w śpiączce. A my, próbowaliśmy cię ratować. Louis klęknął przy tobie i podłożył swoje kolana pod twoją głowę, mówił do ciebie. Ed w tym czasie dzwonił po karetkę, a ja próbowałem ustalić, czy warto jeszcze cię ratować.
-Wiem to, przestań – przerwałem mu.
-Nic nie wiesz… Nie wiesz jak się czuliśmy. Wiesz tylko z opowiadań, nie wiesz, co tam się działo.
-Wiem dokładnie, pamiętam to, słyszałem was.
-Dobrze wiesz, że to niemożliwe. Każdy lekarz ci to powie.
-„Niall, przestań udawać kurwa lekarza” – przytoczyłem słowa Louisa z tamtego dnia.
Blondyn patrzył na mnie zdziwiony, z otwartymi ustami.
-Mówiłem, że słyszałem każde słowo – powiedziałem i ponownie ruszyłem.
-Czyli wszystko pamiętasz? – dołączył do mnie.
-Nie wszystko – powiedziałem – w pewnym momencie straciłem kontakt z rzeczywistością. Odzyskałem ją dopiero w szpitalu.
-Jak to jest? – zapytał niespodziewanie chłopak.
-Jak, co jest? – zdziwiłem się.
-Jakie to uczucie, gdy… Gdy się umiera?
-Nie chcesz tego wiedzieć, Niall…
-Inaczej bym nie pytał.
Zaciągnąłem się papierosem i powiedziałem.
-To najprzyjemniejsze uczucie, jakie można sobie wyobrazić. O ile nie umierasz w męczarniach –napełniłem płuca dymem - Ogarnia cię ciepło, przestajesz czuć wstyd, wściekłość, czujesz się jakbyś latał. Przestajesz czuć swoje kończyny, jakbyś ich nie miał – ponownie się zaciągnąłem - Później, przestajesz czuć swoje ciało… Jakbyś był poza nim – zakończyłem, dopalając papierosa do końca i rzucając jego resztkę na trawę.
-A co później?
-A później, jakiś pojebany koleś, wsadza ci palce do gardła, a ty wymiotujesz tabletkami rozpuszczonymi już w alkoholu.
Niall mimowolnie się zaśmiał, choć próbował zamaskować śmiech kaszlem.
-Pamiętam jeszcze jedno… Po tym, jak ogarnęła mnie ciemność, a zanim obudziłem się w szpitalu…
-Co takiego? – zapytał, zafascynowany najwyraźniej Horan.
Próbowałem sobie to przypomnieć, lecz to wspomnienie, wydawało się być zamazane.
-Nie wiem dokładnie… Nie mogę sobie teraz przypomnieć, ale widziałem kogoś…
-Widziałeś kogoś z rodziny, kogo już nie ma na tym świecie? – zapytał, a przez myśl przeszedł mi ojciec…
Lecz to nie był on, to, wiedziałem na pewno… Przetarłem twarz, próbując sobie przypomnieć…
-Nie… To była…
Rose… Widziałem Rose… Rudowłosą okularnicę, o ślicznym uśmiechu… To ją widziałem, przed śmiercią… Która w końcu nie nadeszła, ale jeśli to ona miała być ostatnim, co zobaczę, mogłaby nadejść… Nie miałbym nic przeciwko.
-To była..? – zapytał Niall, bo najwyraźniej się zamyśliłem, nie dokańczając zdania.
-Co? Była? Była, a potem jej nie było, nic nowego – urwałem temat i zapytałem, jak się czuje.
-Dobrze, w miarę – odpowiedział.
-Niall, wiesz, że Ed nie podpisze z tymi szujami kontraktu.
-Wiem, ale wiem też, że przez moją samolubność, on straci szansę na taki dobry kontrakt.
-To nie samolubność – uniosłem się – jesteście zespołem i tak ma być, nie wolno rozbijać duetów, to nieludzkie i głupie, bo razem jesteście zajebiści. Osobno również, ale nie aż tak – dodałem.

Był już wieczór, siedziałem w pokoju, słuchając „A Moon Shaped Pool”, który to album polecił mi Niall, wpatrywałem się w sufit, leżąc na niepościelonym łóżku. To chwile takie jak ta, zapewniały mi spokój ducha, lecz napełniały mnie samotnością. Czułem, że wolałbym te chwilę spędzić z kimś u boku… Trzymając się za ręce, tuląc… Brakowało mi bliskości drugiego ciała. Wtuliłem się w kołdrę i zamknąłem oczy, próbując powstrzymać napływające do nich łzy. Nie wiedziałem, czy były spowodowane smutnym albumem, czy pustką w moim sercu. Dobrze wiedziałem, kogo chciałem do zapełnienia tej pustki. Rose.
Usłyszałem pukanie do drzwi, najwyraźniej przysnąłem. Wstałem, otworzyłem je, a za nimi stała moja mama, mówiąc, że mam gościa. Spojrzałem za nią i zobaczyłem Rose.
-Co ty tu robisz? – zapytałem.
-Przyszłam do ciebie, Harry – odpowiedziała, biegnąc w moją stronę – Tak bardzo za tobą tęskniłam… - rzuciła mi się na szyję, tuląc jak nigdy.
Czułem, że nigdy nie pozwolę jej uwolnić się z moich ramion.
-Ja również za tobą tęskniłem – szepnąłem jej do ucha – tak bardzo cię kocham, Rose!
Jej wilgotne, miękkie usta dotknęły moich. Jej język, ocierał się o mój, co obudziło we mnie podniecenie. Wyglądała tak wspaniale, dotykałem ją, a ona dotykała mnie. Trzymałem ją w swoich dłoniach, próbując nie wykonać gwałtownego ruchu, w strachu, że ją spłoszę.
-Kochaj się ze mną – powiedziała, rzucając się na moje łóżko, podwijając letnią sukienkę i ściągając bieliznę – Teraz.
Rozpiąłem pasek, rozporek, ściągnąłem spodnie, bokserki i wszedłem w nią. Czułem, jak była ciepła i wilgotna. Czułem jej ciepły, szybki oddech na mojej szyi. Czułem jej paznokcie, wbijające się w moje plecy. Czułem… Jak wibruje mój telefon komórkowy.
Otworzyłem oczy i spojrzałem w ekran. To budzik, była już bowiem siódma i za godzinę miałem zacząć zajęcia. Rozejrzałem się po pustym pokoju, spojrzałem na puste łóżko…

----------------------------------------------------------
ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA!
/Bart
ZAWIESZAM OPOWIADANIE NA CZAS NIEOKREŚLONY.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz